Nie jest mi potrzebna obrączka.Nie teraz.Ale chciałabym mieć plany,wiedzieć że to mieszkanie do czegoś zmierza,tylko tyle i aż tyle.
W efekcie powiedziałam mu,że nie czuję się jak ktoś z kim chce być, ale jak współlokatorka bo nawet nie mamy wspólnych planów

On na początku stwierdził,że nie mamy ale przecież mówiłam kiedyś że nie wiadomo co się zdarzy za parę lat

Pierwsze słyszę,żebym tak powiedziała tzn mogłam ale apropo czegoś innego ale nie nas.... To mu przypomniałam,że jakiś czas temu rozmawialiśmy i go poprosiłam,że do czasu wspólnego mieszkania chcę żeby miał plany i go zatkało chyba.Trochę motał się trochę milczał, powiedział,że nie lubi przez telefon o takich sprawach i dlaczego ja nie mówię o tym jak się widzimy (ale przecież na żywo też o tym nie rozmawiam). Mówiłam,że zastanawiałam się,czy nie powinien mieszkać z kimś innym na początek bo ja przez ten brak planów będę się źle czuła, tzn tak że nie traktuje mnie poważnie, ale on twierdził,że nie.Poza tym tylko raz powiedział,że mówię mało konkretnie to mu powiedziałam,że chodzi mi o jakiekolwiek wspólne plany na przyszłość to już nie dopytywał o to "konkretnie".Powiedziałam,że mam jakąś blokadę przez to.W końcu powiedział,że dla niego tak jak dla mnie to nie jest zabawa i traktuje to wspólne mieszkanie "poważnie", cokolwiek to znaczy.
Zobaczymy się za parę dni, i co wtedy, coś pominęłam? nie wiem czy da się to dosadniej wyrazić? nie chcę się kłócić,płakać ale chcę żeby wiedział na czym mi zależy i że nie chcę już teraz pierścionka ale chcę mieć z nim z czasem plany żeby nie czuć się jak wykorzystywana laska albo współlokatorka.