że po 30stce to ja będę głupio wyglądać w sukni ślubnej i nie tak to sobie wyobrażałam?
![]()
sorki. Ale to lekko zabawnie brzmi.
TEraz bardzo dużo kobiet chajta się w tym wieku, coraz później się tez rodzi dzieci.
Poza tym...jakie to ma znaczenie czy za rok czy w wieku 30 lat?? ważne że bedziecie się kochać
Koleżanka poznała meża w wieku 28 lat, za maż wyszła majac 32, urodizła majac 33. Nic jej nie uciekło.
Coś mam wrażenie że Tobie tylko na ślubie zależy.
Aby wyjść za maż przed tym 28 rokiem zycia.
A może lepiej zobaczyć co CZAS pokaże??? bo jak teraz macie inne cele to co poźniej???
małżeństwo to nie tylko całuski.
Dziwne,że tak akurat mówią zawsze młode.... mężatki
Przecież mu tak nie powiedziałam,że w w wieku 30 lat będę głupio wyglądać w sukni. Powiedziałam,że jest mi przykro i jestem zaskoczona,że myślał,że będę tak mieszkać lata na kocią łapę a to nie jest zgodne z moimi zasadami.Sprawdzić czy się nie pozabijamy owszem można ale ja bym tak nie potrafiła żyć bo to niezgodne z moimi zasadami i stwierdziłabym,że skoro nie robi kroków to nie kocha po prostu, skoro masa młodszych facetów potrafi się zdecydować.Nie ukrywajmy,najczęściej tak jest.
On spytał ile dla mnie powinno trwać narzeczeństwo bo dla niektórych to nawet 4 lata czy 5.A ja powiedziałam,że wyobrażałam sobie że nie będę musiała mieszkać z nim ot tak dłużej niż rok a narzeczeństwo dla mnie to jakieś 2 lata max.
Potem on stwierdził,że powiedział mi,że będziemy planować dopiero a 2-3lata bo myślał,że ja już od razu chciałabym mieć dzieci
Tak czy inaczej powiedziałam co myślę, W KOŃCU... wytłumaczyłam,że te moje wątpliwości co do mieszkania i te moje głupie teksty że powinien mieć młodszą wynikały z tego,że ja się takiej sytuacji bałam,że facet slub za ileś tam lat a kobieta czeka bo jest jest jego rówieśniczką.
To takie złe,że uważam,że w ciągu roku wspólnego mieszkania powinno się zdecydowac i że nie mogłabym mieszkać długo na kocią łapę bo bym się nie czuła komfortowo?
zwłaszcza,że jesteśmy razem już 3 lata...
Nie wiem jakie znaczenie miało to,że powiedział,że myślał że chcę od razu dziecko.
Powiedział,że dla mężczyzny to nie ma aż takiego znaczenia jak jest z kobietą skoro i tak normalnie żyją
Pewnie,że nie ma jak się ze sobą mieszka latami. Trochę zastanawialiśmy się czy to nie wygląda jak negocjacje, ale jak mieliśmy o tym rozmawiać??
Potem zaczął już mówić o mieszkaniu, czyli nie wiem czy zaakceptował moje zdanie czy nie potrafił się jeszcze ustosunkować bo musi przetrawić, ale spytał czy nie uważam,że powinniśmy wziąć kredyt na mieszkanie bo wnajem to wyrzucanie pieniędzy. Tu powiedziałam to co myslę i o czym już pisałam i Wy mi radziłyście,czyli,że kredyt owszem ale w związku bym go nie wzięła tylko za kilka lat z mężem ewentualnie i tyle
Chyba już nie będziemy wałkować tematu do poniedziałku bo wtedy się widzimy. I teraz nie wiem czy powinnam wyjść z założenia ,że on ma inne zdanie na te tematy i jak stwierdził,że pisał tak bo myślał że u mnie się to wiąże z dzieckiem to zmienił zdanie pod moim wpływem?? nie chcę się narzucać,zmuszać go do czegokolwiek, nie wiem jak to wyjaśnić do końca? Ustalić co kiedy w jakim czasie i znowu powtórzyć dlaczego dla mnie to ważne ale jak on uważa inaczej to lepiej żeby każde zostało przy swoim? Był ktoś kiedyś w takiej sytuacji?






Temat jest zamknięty












