Bylam....... wyczekalam sie w kolejce ponad 5 godz.

poznalam kilkanascie roznych historii - matek,zon,narzeczonych zatrzymanych badz juz skazanych

Male dzieci czekajace na widzenie tatusiow i pytajace "mamo juz?"
Pojechalam na zywiol... nie ulozylam sobie w glowie co mu powiem.... chwile przed wejsciem zaczelam sie nad tym zastanawiac.....ale tylko chwile i poszlan na "zywiol".....
M. bardzo sie ucieszyl jak mnie zobaczyl... powiedzial ze sie nie spodziewal ze przyjde.....ze bardzo czekal.....
Na poczatku spytalam "k*** cos ty zrobil

"
Wogole dziwie sie sobie ze zachowalam taki spokoj .....
On plakal........ ja normalnie rozmawialam, nie uronilam lzy.......nawet mi sie nie zebraly w oczkach.......
Nie krzyczalam....... postanowilam go juz nie dolowac - i tak ma przerabane samym tym ze tam jest......
Rozmawilam z nim jak za dawnych czasow....... na spokojnie.........
Gdy powiedzial do mnie skarbie....... odpowiedzialam zeby tak nie mowil....... odrazu wyczul problem......... podczas rozmowy odrazu na samym poczatku dopytalam o paczke, co mu wyslac itp. jak z kasa, adwokatem, wszystko wiem i pod tym wzgledem mu pomoge......
Powiedzial ze mnie kocha .... ze nie powiedzial mi bo bal sie ze odejde.......a te sprawy za 4 mies. mialy sie przdawnic........ chcial mi powiedziec- tak twierdzi.
Zapytal czy jestesmy razem........ powiedzialam ze go bardzo kocham .... ale juz nie jestesmy razem....... zaczal plakac....... powiedzialam mu ze zalezy mi zeby jak najszybciej wyszedl... pomoge mu, ale zeby walczyl najpierw o siebie, a potem ulozyl sobie zycie i moze walczyl o nas.... nie powinnam ale ciutke nadzieji mu dalam........
Gdy juz pan straznik powiedzial ze koniec widzenia, oboje wstalismy.....widzialam ze chce mnie dotknac (na poczatku spotkania powiedzialam ze nie chce aby mnie dotykal, schowalam rece pod stoli...) inni wiezniowie sie przytulali z dziewczynami, calowali....
Powiedzialm zeby mnie przytulil........ przytulil dluzszy czas i bardzo mocno.........pocalowalam go..... i dochodzac widzialam straszna radosc w jego oczach........
[ Dodano: 2008-05-17, 21:24 ]Ulzylo mi w pewien sposob i to bardzo po tym widzeniu........ czuje teraz jakis spokoj...... choc do ukojenia mi bardzooooooo daleko.....
Powiedzial ze chce abym czekala.....nawet 3 lata jesli bedzie trzeba.......
Nie odpowiedzialam wprost, ze nie bede......ale dalam do zrozumienia ze nie bede..........
Tak mysle ze za jakis miesiac pojde znowu na widzenie.... jak do czlowieka, zeby poprostu nie zostal calkowicie sam.......
Powiedzialam ze jak chce i to mu pomoze to niech do mnie pisze listy, ale ja odp. nie bede, ze nie przyjde na wiedzenie wiecej, ale bede sie dowiadywac o niego, co sie z nim dzieje......ale na widzenie pojde jescze, zeby pomoc mezczyznie ktory byl i nadal jest mi bliski, obchodzi mnie co sie z nim stanie......... ale byc razem juz nie bedziemy......