
Nie miałam jeszcze okazji, więc witam w Nowym Roku
Sylwester minął mi pracowicie - 19 godzin, które minęły tak szybko, jak żadne normalne 8 - ale i zabawowo, więc nie narzekam, przeciwnie
I tylko ogólne wrażenie na sam koniec nad ranem zepsuł Paweł, nasz kucharz, który tak się rozluźnił, że pierwszy raz się upił, miłość przy okazji wyznał, a na drugi dzień, nie pamiętając zbyt wiele, ale wiedząc, że się nie popisał, zwolnił się, nie biorąc nawet pieniędzy... Szkoda straszna, bo bardzo fajny z niego chłopak.
Dziś już jestem po ćwiczeniach z Mel B, a od hantli ręce mam jak z waty i nie wiem, jak cokolwiek będę w stanie podnieść
Teraz szybkie ogarnianie się i na 12 do pracy, wieczorem imieniny kolegi, a ponieważ robię podejście nr 563927 do rzucania fajek, mam mocne postanowienie niewypicia ani jednego drinka i ani jednego łyczka piwa. A i Mel będzie mi wdzięczna 
Jutro w samo południe za to ognicho, kiełbachy i palenie choinek. Oby tylko nie padał deszcz
A wieczorem na plotki wpada Ada. Ostatnio widziałyśmy się przed świętami, więc pewnie posiadówka trochę nam się przeciągnie. Jeszcze tylko muszę zrobić jakieś dobre jedzonko 
Na dobre rozpoczęcie roku wpadła mi okazja do zarobienia paru groszy, dokładnie nie doagadałam się jeszcze, ilu, ale cieszę się niezmiernie, bo odkąd mieszkam sama każdą złotówkę przygarnę bardzo, bardzo chętnie. I cieszę się, że minął już grudzień, bo tylu pieniędzy ile w zeszłym miesiącu nie musiałam wydać chyba jeszcze nigdy 
I parę spraw sobie przemyślałam i w ten Nowy Rok wchodzę z nową mocą i nową energią i mimo, że czasem jeszcze łapią mnie jakieś dziwne doły, to jakoś wiem, że musi być dobrze i to najbardziej ode mnie zależy. I chociaż nigdy w to nie wierzyłam i myślałam, że jest na odwrót, to jednak coś jest w tym, że naprawdę solidne kopy od życia w rezultacie dają jeszcze więcej siły.
I tym optymistycznym akcentem czas kończyć i pędzić pod prysznic 
Miłego dnia 