Hej. Dawno mnie tu nie bylo. Chcialam sie Wam wygadac, bo znowu ze mnz nie jest najlepiej:(
Przepraszam ze znow sie obpisze...i bedzie to dlugie.
Tak jak mi wszyscy doradzali zakonczylam temat z moim bylym. Spotkalam sie z NIm i powiedzialam mu, ze nie bedziemy sie wiecej spotykac, zeby wykasowal moj numer, bo mnie to boli wszystko. Praktycznie udalo mi sie GO nie widziec miesiac. Przed swietami jeszcze caly czas staral sie mnie jakos zagadac, ale bylam stanowcza. Na swieta wyslal mi zyczenia. BYlam szczesliwa, bo GO dlugo nie widzialam, nie myslalam tyle, pojechala do domu rodzinnego, gdzie sie dobrze czuje. Ale na Sylwestra zadzwonil, chcial sie spotkac, wypytywal z kim i gdzie ide, i powiedzial ze On idzie z Aneta ( taka kolezanka) bo spoznil sie z zaproszeniem do mnie bo pewnie juz z jakims gosciem ide. Oczywiscie nie zaprzeczylam. Zabolalo mnie to, ze idzie z inna...ale postanowilam nie myslec. Udalo sie..
W Nowym Roku pojawilam sie na uczelni. Wszedl do sali..Usiadl i caly czas sie na mnie patrzyl, widzial ze pisze smsy z kims..napisal do mnie czy zjemy obiad. Ja nie odpisywalam, zaczal pisac, ze tak dawno mnie nie widzial. Ehhhh...trul wiec sie zgodzilam. Poczekal na mnie. Odrazu jak wsiadlam do auta zaczal mi mowic jak swietnie dzis wygladam, tak inaczej. Pojechalismy do Niego do mieszaknia bo musial zabrac pare rzcezy. W mieszkaniu nie mogl sie oprzec...ciagle powtarzal ze On to mnie chyba nie moze widziec bo dzialam na Niego strasznie, ze strasznie GO pociagam, usiadl kolo mnie popatrzyl na mnie i mnie zaczal przytulac. Ja sie bronilam, zaczelam mowic, zeby przestal, wstalam, odsunelam GO. On zaczal sie pytac, ze wie, ze prosilam Go o to zeby dal mi spokoj ale ze On nie moze. Zaczelismy ozmawiac...bronilam sie jak tylko moglam w glebi duszy. Mowil mi caly czas, ze Nas ciagnie do siebie i nic na to nie poradzimy. Rozmawialismy..duzo mu mowilam, ze ja o NIm staralm sie zapomniec i zeby mnie przestal przytulac.
Ale tak samo jak sie bronilam..tak samo i uleglam

Nie potrafilam wygrac z tym , ze tak bardzo Go kocham. BYlo super!! smialismy sie, zartowalismy.
Po wszystkim pojechalismy zjesc...Odwiozl mnie na autobus do domu i pozegnal.
W czwartek bylam juz w domu. Staralam sie o tym zapomniec, jakby po prostu tego nie bylo. i sie nic nie zdarzylo. Wieczorem telefon: On; dzwoni, i mowi ze bedzie w Kielcach u mnie i ze zaprasza mnie na obiad...Nie zdazylam nawet nic powiedziec przez sluchawke On sie rozlaczyl powiedzawszy do jutra!!!
i przyjechal; Ppechalismu zjesc...Bylo tak jak kiedys..Zaczal mi dogryzac, ze pewnie mam pelno adoratorow, jak powiedzialm ze sotykam sie z kim, zaczal wypytywac czy to cos powaznego. Na moje zarzuty zaczal odpowiadac ze ON to sie z Nikim nie spotyka, a jak napomnialam o tej Anecie, a dziewczyna naparwde ladna, super, ON powiedzial, ze Go cos nie ciagnie do niej, ze pewnie juzby z nia byl, ale ze nie chce zwiazkow, ze nie ciagnie GO. Zaskoczylo mnie to, taka dziewczyna!!!!!
Zjedlismy, ja poszlam na basen a On spotkal sie z naszym wspolnym kolega. POwiedzial zebym dolaczyla do nich potem. Jak powiedzialam ze przyjde tylko ze wzgledu na K... to sie obrazil. ze sie nie ciesze ze przyjechal.
PO basenie znow sie spotkalismy..poszlam ale naparwde zeby z Kamilem sie zobaczyc, wypic piwo z nimi i jechac do domu. Prszyszedl tez kolega mojego bylego. Siedzielismy smialismy sie. Pry stoliku moj byly caly czas sie na mnie patrzyl, podrywal mnie, dotykal noga. Ja nie reagowalam;P
Ehhh..kolega S namowil mnie zebym poszla z NImi na tance. Tak mnie namawiali ze znow uleglam. Poszlismy.
KOlega bylego zaczal mnie pdrywac, tanczylismy, tanczylam i z Kamilem i z tym kolega. Swietni sie bawilam, Inni z klubu tez zaczeli do mnie podbijac. Moj byly ciagle sie patrzyl, byl zazdrosny, mowil mi ze niezle sie bawie, zebym za bardzo nie przesadzala...w koncu zlapal mnie, i szepnal do ucha ze mnie zdobedzie..wzial mnie na parkiet. Tanczylismy.
Potem wyszedl maly incydent. Musielismy rozdzielac kolegow. BYla troche akcja...Chlopaki troche wypili i zaczal sie zgrzyt. MOj byly zaczal jakbys plakac ze przyjechal do nich a Oni sie kloca...ja bylam przy NIm, dziekowal mi ze jestem, ze gdyby mnie tu nie bylo, nie poradzil by sobie z NImi..Jak czekalismy na transport do domu wtulil sie we mnie i powiedzia, czemu my nie jestesmy razem, i ze chce dzis usnal kolo mnie.
Ehhhh...cos mialam zrobic. widziala jak mu zle...serc mi sie krajalo, powiedzialam ze moze u mnie zostac. Zostal, tulil mnie, powtarzal mi jak lezelismy ze strasznie GO pociagam,zasze jak mnie widzi.
Moi rodzice go wrecz uwielbiaja, mimo iz juz nie jestesmy razem i zawsze jest mile widziany. Zostal. Obudzilismy sie w ramionach. Zrobilam mu siadanie, porozmawial z Moja mama, potem z bratem, brat zawiozl go po samochod. Wszytko tak jak kiedys!!!!! Ale ja nie zaczynlam nic zadnego tematu
Zaczal ON, jak jechalismy do najomych z naszego kierunku wczensiejzego. Zaczal mowic ze to jest wszystko dziwne, ze zachowujemy sie jak para, ja mu na to, ze widzimy sie ostatni raz, On znowu zaczal mi w to nie wierzyc, powiedzial ze tego nie chce, ze On wiele razy myslal jakby to bylo znow byc razem, ze jestem dla niego wazna osoba, zaczal negowac to, jak powiedzialam zeby zaczal ukladac sobie zycie z Kim innym a ja z innym, ppowiedzial, ze to szystko wynika z tego ze On sie boi, boi ie zwiazkow,
Ehhh..nie wiem co mam wszysto o tym myslec. MOje cholerne uczucia znow powrocily!!! Czemu tak bardzo nas do siebie ciagnie a czemu nie mozemy byc razem?? Czy kiedykolwiek tknie GO tak w serce ze zaryzykuje i sprobujemy raz jeszcze/?
Mama mi powiedziala, ze tak jest z Nami jak w tej piosence: Trudno tak razem byc ze soba a bez siebie nie jest lzej!"
Pragne, zeby zaryzykowal, zebysmy byli razem, zmienilam sie, ten zwiazek byly piekny. KOcham GO nad zycie...tak bardzo pragne zapomniec ale nie potrafie!!! BO widzmy sie na tej glupiej uczelni!!!
Jego slowa...ze On wiele razy mysli, jakby znow bylo arzem, slowa, ze ON nie chce NIkogo, ze z Nikim sie nie spotyka, te wszystkie slowa...nie daja mi znow normalnie funkcjonowac.

Pomyslalam, ze moze jak sie rok skonczy, jak skonczy sie juz to takie jedno studenckie zcie moze wtedy?? ale przeciez to nie o to chodzi, ON sie boi zwiazkow poki co:(
Ja mu odpowiedzialam na to wszystko, ze ja przeciez Go do niczego nie namawiam, ze nie poruszylam nawet tego tmatu, ze Ja zrobie wszystko zebyz pomniec, i pozegnalam sie z NIm, zapytal czy sie spotkamy: ja powiedzialam ze nie, On nie uwierzyl bo powiedzial, ze juz tyle razy probowalismy i nic..
Ehhh..ile ja mam sie jeszcze meczyc/??

(i ile cierpiec/??
Probuje z calych sil zapomniec, skasowalam numery, wszystko ale co z tego!!!!

Co ja mam robic i co mam o tym wszystkim myslec co sie zdarzylo ostatnio??