Skocz do zawartości

Babskiswiat.net używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej Rozumiem

Mahjong
Opis: Nieśmiertelna gra. Mahjong html5 online.

2048
Opis: Hit 2014. Prosta, logiczna i niezwykle wciągająca gra 2048.


Saper
Opis: Saper - kto nie zna tej gry...

Zdjęcie

Dlaczego nie potrafie zapomniec???


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
357 odpowiedzi w tym temacie

#181 Esme82

Esme82
  • Użytkownik
  • 13 postów

Napisano 22 maja 2010 - 20:40

Zanim zdecydowałam się napisać przejrzałam trochę forum i widzę, ze dobre kobitki z was, potraficie wysłuchać, doradzić. Mam nadzieję, że i mnie jakoś pomożecie. To, że to piszę to jest wyraz takiej mojej bezsilności, bo nie wiem co robić, a wolę napisać- może jakoś ściągniecie mnie na ziemię- niż potem żałować jak coś zrobię... Ale po kolei...Ostrzegam, że post będzie dłuuugi...
Jak wiadomo chodzi o faceta. Byliśmy ze sobą 2,5 roku, od kilku miesięcy zaręczeni. Wiecie jak to bywa, był (jest?) miłością mojego życia. Mam już swoje prawie 28lat i długo czekałam na taką miłość. Było cudownie, tak jak zawsze tego pragnęłam, wspólne plany, marzenia, wyjazdy, odkładanie na ślub, wspólne rzeczy... Zaręczyny były wtedy moim najszczęśliwszym dniem w życiu. Dzisiaj jest już prawie 8 miesięcy jak nie jesteśmy razem, a ja ciągle krwawię z bólu każdego dnia. Z jednej strony z tęsknoty, żalu, pustki, a z drugiej tak boli to co zrobił.
Teraz ta gorsza strona... od jakiegoś czasu zaczynały się coraz większe sprzeczki, ale zawsze o pierdoły, nic poważnego. Zawsze jakoś się dogadywaliśmy, bo ja zawsze wolę porozmawiać i wyjaśnić sobie wszystko. W końcu w takiej szczerej rozmowie stwierdził, że w życiu mu się zrobił burdel i nie chce niczyjej pomocy, ale chce żebym była przy nim w tym trudnym okresie. No to byłam. Zaczęłam go też łapać na kłamstewkach. Kochałam go, ale zaczęłam odczuwać, że spotyka się ze mną tylko dlatego, ze ja tego chcę, po prostu czułam się jak zbędny ciężar. I oczywiście mu o tym powiedziałam, to zaprzeczał. Ale czułam, że coś jest nie tak. Starałam się porozmawiać, zrozumieć, robiłam co mogłam, bo mi na nim zależało, zależało mi na nas. Każdy kryzys przecież można przetrwać. Nie wiem czy to ma znaczenie, być może zbieg okoliczności, ale w tym samym czasie poznał dziewczynę swojego kumpla. Wiele razy słyszałam, jaka to ona jest "cudowna". Wiem, że bywał u nich beze mnie- po prostu ja czasami nie mogłam czy nie miałam ochoty (bo szczerze nie przepadałam za nią), no ale jego kolega- niech idzie. Ufałam mu. Któregoś wieczoru jakaś sprzeczka o byle co i usłyszałam, ze on chce to skończyć. Zabolało i to cholernie. Powiedziałam, żeby to przemyślał, bo wiadomo, w nerwach wiele rzeczy się mówi. Wtedy mi powiedział, że mnie zdradza, ze chodzi na dziwki (wiedział, ze jakby mnie zdradził, albo uderzył to bym mu tego nie wybaczyła). Zaczęłam się dopytywać- jak długo, dlaczego, zaczął się ewidentnie mieszać w swojej historii. Potem dołożył jakąś koleżankę z pracy, ze tez mnie z nią zdradza i twierdził, ze nie przestanie tego robić. Byłam w szoku, ale mimo wszystko ta historia jak dla mnie była trochę naciągana- jak na moje oko po prostu chciał się mnie pozbyć. No to cóż, oddałam mu pierścionek i wyszłam. Bolało, bardzo... Ale to nie było najgorsze. Nie jadłam 18dni, nie byłam w stanie, tylko wymiotowałam... potem się zorientowałam, zrobiłam test ciążowy. Byłam w ciąży. W przypływie szoku wzięłam ten test i pojechałam do niego. Nie zastałam go w domu, czekałam 7 godzin na dworze, nie wiedziałam co robić. Przyjechał... ale zobaczył mnie i perfidne mnie ominął i poszedł do domu. Potem jego brat mi oświadczył, że on nie wyjdzie porozmawiać. Oj, poczułam się jakbym dostała w pysk, ale to tak mocno. No cóż, weszłam do domu, oddałam mu kilka jego rzeczy (wszystkie inne, te które od niego miałam oddałam mu od razu- nie chciałam żeby mi go przypominały) i wyszłam. Test wyrzuciłam gdzieś po drodze. Nie dałam mu. 4 dni później... teraz już po woli stałam się jeść, prochy uspokajające odstawiłam, ale było już za późno. 4 dni później dostałam strasznego krwotoku, trafiłam na pogotowie, dziecka już nie było :cry: Załamałam się jeszcze bardziej, nie byłam gotowa na ciąże, nie byłam gotowa na to, ze to dziecko umrze, a już na pewno nie byłam gotowa na to, że zostanę z tym wszystkim sama!!! W przypływie rozpaczy wysłałam mu smsa i opisałam w skrócie to wszystko. W odpowiedzi dostałam coś w stylu "wiedziałem o twojej ciąży i czekałem tylko kiedy poronisz". Oj, kolejny raz dostałam po pysku i to tak z glana. Ała :-( Moja odpowiedź była krótka- jeśli nie wierzy zapraszam- wypis ze szpitala jest w domu i niech wybierze lekarza, pójdę, niech zobaczy co mi zrobili... Pozostało to bez echa... Oczywiście napisałam w tym czasie jakiegoś maila jak to bardzo mnie skrzywdził- teraz uważam, że to było żałosne, ale to były moje emocje wtedy. Chyba ze 2 smsy, generalnie nie nękałam go, jakoś to nie mój styl. Jakoś po 3 miesiącach gdy trochę ochłonęłam zadzwoniłam i spytałam czy możemy porozmawiać jak dwoje dorosłych ludzi- usłyszałam, ze nie mamy o czym. No wiec stwierdziłam, ze jak chce mi coś powiedzieć to żeby zrobił to osobiście a nie przez swoja adwokat- to ta, o której wcześniej wspomniałam. Dostałam od niej niezbyt miłego maila- anonima, ale po IP doszłam, ze to ona. Przyznał, że to ona, ale ponoć kazał jej się więcej nie wtrącać... Ponadto okazało się, że i ja i on otrzymujemy jakieś dziwne smsy od kogoś- on myślał ze to ja, ja że to on. To tez sobie wyjaśniliśmy. W końcu jakoś tak wyszło, że na chwilkę się spotkaliśmy. Przed spotkaniem dostałam smsa, że niby się pomylił (pierwszy raz w życiu) i wysłał go do mnie, o terści "Już jestem w domu Kotku". Jak się spotkaliśmy pierwsze słowa jego były, że to oczywiście nie do mnie. No to żeby zamknąć ten temat spytałam wprost czy jest z kimś i czy jest szczęśliwy- powiedział że tak (wspomnę, że przy rozstanie stwierdził, że chce być sam, że nie chce nikogo). No to na siłe uśmiechnęłam się i stwierdziłam, że super. Pogadaliśmy o dupie marynie... bla bla bla... stwierdziłam, że możemy być znajomymi, bez wracania do przeszłości. W końcu on zaczął ten temat... zaczął mi tłumaczyć dlaczego poszedł na dziwki, ze to było raz (znowu inna wersja), ale przerwałam to bo wtedy ja bym tego nie wytrzymała, a nie chciałam się przy nim rozpłakać. Powiedziałam, że mnie to nie obchodzi, że brzydzi mnie to co zrobił i że dla mnie nie ma odwrotu... Potem zaczęliśmy gadać o motocyklach, oboje jeździmy, spytałam czy pojedzie tu i tam, bo my z ekipą będziemy jechać...bla bla... mówił że tak, jak tylko czas i praca pozwoli- ani słowa o jego nowym Kotku. Potem jakoś tak doszło coś do tematu dziecka, tu ja nie chciałam rozmawiać, bo niestety ten temat bolał i boli nadal, i tu już miałam świeczki w oczach. Ale widziałam, że i on miał. Czyli jednak uwierzył... trochę za późno. Ciekawe czy jak go maleństwo kiedyś tam w niebie spyta "Tato, gdzie byłeś jak cię potrzebowałem?", czy będzie umiał odpowiedzieć tak jak mnie bez skrupułów "na dziwkach"? :-(
I to był jedyny raz jak się widzieliśmy. Potem napisałam ze 2-3 maile odnośnie bieżących spraw. Odpisał... Ja chciałam tej znajomości, ale zauważyłam, że jak ja się nie odezwę to on tez nie, a więc jemu nie zależy. Więc ja się nie odzywam... jest cisza.... Ileż można :(
Teraz mija 8 miesięcy. Znów wszystko wróciło. Nie wiem czemu- może dlatego, ze w tym miesiącu maleństwo miałoby się urodzić. Ciężko mi z tym samej :( Boli mnie każdy kawałeczek ciała. Chciałabym napisać do niego, pojechać... chciałabym, żeby było tak jak kiedyś, kiedy byłam tak naiwnie szczęśliwa, bo byłam ;( Tylko wiem, że to nic nie da, dlatego piszę do Was dziewczyny- pomóżcie. Wiem, że jak napisze coś to będę później tego żałować, a on to oleje.
Jeszcze odnośnie tej panny, o której wspominałam- widzę nawet po NK, ze się kontaktują. Nie wiem na jakim etapie jest ich znajomość, bo go nie śledzę, nie wypytuje jego znajomych...wiem tylko, że ona już z jego kolega nie jest, a więc wolna...
W ogóle usłyszałam na pożegnanie, że oczywiście to dla mojego dobra, bo zasługuję na kogoś lepszego...bla bla...jakie o kurde szlachetne z jego strony. Heh, póki co stwarzam pozory, że nic mi nie jest, że jest OK, na NK wstawiam zdjęcia z imprez (wiem, że ogląda)- robię to celowo, niech myśli, że jestem twarda. Ale tak na prawdę to bardzo boli...
Dziewczyny, jeśli przetrwałyście dotąd to gratuluje ;) Teraz proszę doradźcie... czy powinnam się w ogóle odzywać, tak jak mnie to kusi, a póki co się powstrzymuję. Czy w ogóle powinnam coś robić? W ogóle co zrobić żeby nie bolało. Boli, bo był nie tylko moim kochankiem, narzeczonym, ale również przyjacielem, a zdrada przyjaciela bardzo boli. Czasami ból jest tak silny, ze nie mogę wytrzymać, a ta bezsilnośc i bezradnośc dodatkowo mnie dobija ;( Pomóżcie jakoś, wiem, że wiele z was tez przez to przechodziło- dajcie mi siłe w tym trudnym okresie. Ile to jeszcze będzie boleć, ile jeszcze moge tęsknić za kimś kto mówiąc rano, że mnie kocha, wieczorem wbił mi nóż w serce.
W ogóle pytałam go, co z tym wszytskim co obiecywał- odpowiedź "chciałam, ale mi się odwidziało". Z jednej strony czuję co czuję, żal, tęsknotę, a z drugiej czuję, ze nie byłam nikim więcej niż darmową dziwką dla niego- tak właśnie się czuje ;( Wykorzystał i zostawił choć obiecywał, że nigdy tego nie zrobi ;(
A co jeśli by kiedyś będzie chciał wrócić? Ma to jeszcze sens. Proszę o obiektywną ocenę, bo jak tu ktoś w innym poście stwierdził- zakochana kobieta myśli irracjonalnie.
Na koniec takie szczegół- zaręczyny były moim najszczęśliwszym dniem w życiu, po jakimś czasie dowiedziałam się, że nawet jego rodzina o tym nie wie, o kolegach nie wspomnę- oj, kolejny raz poczułam się jakbym dostała po pysku. Swoją droga polubiłam jego rodzinę i ich równiez mi czasem brakuje ;( Poza tym ciagle nie potrafię zrozumieć dlaczego, za co, co ja mu takiego zrobiłam, czym sobie na to zasłużyłam. Byłam dla niego zawsze oparciem, starałam się, wiele dla niego poświęciłam, ale kochałam go i uważałam że warto... Podporządkowałam swoje życie pod jego, może dlatego tak ciężko mi teraz się pozbierać ;(
Co robić? Jak przetrwać ten trudny okres i nie popełnić więcej błędów?

#182 nie(d)oceniona

nie(d)oceniona
  • Zarządca
  • 10 527 postów

Napisano 22 maja 2010 - 21:04

Esme82, scaliłam temat

przeczytałam twój post jednym tchem, z każdą kolejną linijką robiąc coraz większe oczy ...

właściwie nie wiem co ci doradzić poza zajęciem się codziennymi rzeczami, może jakimś hobby, nie staniem w miejscu, a np. pracą nad samą sobą ... jakiś kurs dokształcający, lub coś podobnego ? coś czym mogłabyś zapełnić swój czas.

na początku miałam wrażenie, że on po prostu szukał pretekstu, żebyś to ty go zostawiła, później doszłam do wniosku, że, jak to sama zresztą napisałaś

zakochana kobieta myśli irracjonalnie.

w związku z czym sama nie widziałaś symptomów tego co się za chwilę stanie. szkoda mi cię, bo dużo przeszłaś przez tego typa.

czuję, ze nie byłam nikim więcej niż darmową dziwką dla niego

przykro mi to pisać, ale po przeczytaniu twojego posta dwa razy, stwierdziłam, że masz jak największą słuszność w tym co czujesz, i to powinno cię zmotywować do wyrzucenia myśli o nim z głowy ... w jednym miał rację. nie jest wart czasu który mu poświęciłaś i uczucia. nie traktuje się tak osoby, którą się kocha, ba, nie byłabym w stanie potraktować tak osoby którą kochałam ...

myśl o tym co na ciebie czeka, a nie o tym co było, i trzymaj się dzielnie <przytul></span>

*Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym. Autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów bez podawania przyczyny. 


#183 Esme82

Esme82
  • Użytkownik
  • 13 postów

Napisano 22 maja 2010 - 21:09

nie(d)oceniona, dzięki, staram się jakoś trzymać. Ale na prawdę jest ciężko... są właśnie takie dni jak dziś, kiedy po prostu łzy same płyną...
Staram się nie myśleć, ale w koło wszystko mi go przypomina...

I właśnie ja tez nie potrafiłabym nikogo tak potraktować, może dlatego tak ciężko mi zrozumieć jak mógł.
Chciałam jeszcze- nie pamiętam kiedy, żeby mi wprost powiedział, że mnie kocha. Wymigiwał się od tego... najpierw było "a po co chcesz to usłyszeć", po dłuższej chwili "chyba cie już nie kocham". Chyba??? :-(
Teraz jeszcze niedawno straciłam pracę... wszystko pod górkę, wszystko nie tak ;(

#184 nie(d)oceniona

nie(d)oceniona
  • Zarządca
  • 10 527 postów

Napisano 22 maja 2010 - 21:17

Esme82, masz możliwość wyjechać gdzieś? zmienić otoczenie? jeżeli tak - skorzystaj z tego, zmieniłabyś środowisko, poznała nowych ludzi, może udało by ci się nabrać większego dystansu do tego co było.

może dlatego tak ciężko mi zrozumieć jak mógł.

nie próbuj, nie uda ci się :/

*Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym. Autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów bez podawania przyczyny. 


#185 Esme82

Esme82
  • Użytkownik
  • 13 postów

Napisano 22 maja 2010 - 21:22

nie(d)oceniona, właśnie nie bardzo mam gdzie wyjechać. Teraz jestem na wypowiedzeniu, to pojechałam na wieś do rodziców. Zresztą tu też mi go wszytsko przypomina, w końcu to miał być kiedys nasz dom... Ale niedługo wracam do siebie, gdzie mieszkam sama, a jako że tam przebywał, to też mi się wiele kojarzy. No ale w domu juz przez 8 miesięcy jakoś przywykłam.
Mam nadzieję, że szybko znajdę pracę i się zajmę nią na tyle, żeby przetrwać kryzys.
Póki co zmieniłam w ogóle towarzystwo. Nie mamy już wspólnych znajomych poza jego siostrą i bratem, z którymi bardzo sie lubimy, ale nigdy nie spotykamy się u nich. Wolę jakieś neutralne miejsce i nigdy o niego nie pytam...

Wiem, że nie zrozumiem, a szkoda. Mój mały rozumek nie jest w stanie zrozumieć czegoś takiego. :-( Tylko wszystkie te obietnice (kompletnie wszytskie złamna) są jak sól na ciągle otwartą ranę ;(
Nie lubię się nad sobą użalać, ale czasem brakuje sił, na prawdę... ;(

[ Dodano: 2010-05-23, 01:26 ]
Dziewczyny, jeszcze jedna sprawa. Może któraś mi to wytłumaczy, może nie popełnię tego błędu w przyszłości.
Jak mam rozumieć stwierdzenie faceta "mam chwilowo dość, musimy sobie od siebie odpocząć". Coś w tym stylu... dla mnie to jest trochę nielogiczne, albo się kochamy i radzimy sobie w dobrych i złych chwilach. Czy istnieje coś takiego jak przerwa w kochaniu? Dziś się kochamy, wyłączmy to na miesiąc, a potem znów włączmy? Czy od razu sobie lepiej dać spokój z kimś takim niezdecydowanym, bo boję się, że jak kiedyś by przyszedł prawdziwy życiowy problem, to nie byłby moim oparciem tylko powiedziałby "dajmy sobie spokój na jakiś czas" i co wtedy? A może źle myślę?

[ Dodano: 2010-05-23, 02:10 ]
Z racji tego, ze tysiące myśli w głowie szumi i nie mogę spać poczytałam trochę forum. Tak się zaczęłam teraz zastanawiać... do tej pory ja się pierwsza odzywałam, dążyłam do kontaktu. Niby ustaliliśmy, że będzie znajomość, to znaczy ja to zaproponowałam, bo dla mnie jest chore że po tym wszystkim co było jak widzimy się na ulicy to udajemy, że się nie znamy. Czy zwykłe cześć, co słychać to tak wiele?
Myślicie, że zauważy jak się przestanę z nim kontaktować? Bo trochę przejrzałam na oczy i uważam, że chyba tak powinnam zrobić, olać go. Póki co trzymam się tego i już z 1,5miesiąc milczę. Może wtedy coś do niego dotrze...

#186 mloda

mloda
  • Użytkownik
  • 7 695 postów

Napisano 23 maja 2010 - 09:14

Póki co zmieniłam w ogóle towarzystwo. Nie mamy już wspólnych znajomych poza jego siostrą i bratem, z którymi bardzo sie lubimy, ale nigdy nie spotykamy się u nich. Wolę jakieś neutralne miejsce i nigdy o niego nie pytam...

i bardzo dobrze, pytasz co robic... nie wiem, ale ja bym nie chciała takiego człowieka już znać, który wiedząc że jesteś w ciąży i później o twoim poronieniu nic sobie z tego nie robił :!:
z twojego postu wywnioskowałam że on jest osobą strasznie niedojrzałą i nie gotową na prawdziwy związek: (nie potrafił z tobą porozmawiać, spojrzeć ci w oczy, stosował taktykę strusia, no i te zaręczyny o których nikt nie wiedział...)
jestem pewna że cierpisz, ale zapomnij o nim, a z czasem ból zniknie... no i plus że nie kontaktujesz się z nim, ale dla mnie nie ma sensu powrót do niego...
facet nie potrafi stanąć na wysokości zadania, wiec czy ma sens pseudo przyjaźń z nim? w ten sposób odnawiasz swoje cierpienia...
nie doszukuj się tez winy w tobie, bo zawinił on nie ty
życzę powodzenia, znajdź nowy cel w swoim życiu i ciesz się nim, a o tym panu zapomnij...

#187 Esme82

Esme82
  • Użytkownik
  • 13 postów

Napisano 23 maja 2010 - 14:36

jest osobą strasznie niedojrzałą i nie gotową na prawdziwy związek: (nie potrafił z tobą porozmawiać, spojrzeć ci w oczy, stosował taktykę strusia, no i te zaręczyny o których nikt nie wiedział...)

Po takim czasie i do mnie zaczyna to docierać. Heh, tylko nie rozumiem po co było to wszystko- odkładanie na ślub, plany, gadki o dzieciach, eh...

[ Dodano: 2010-05-23, 16:11 ]
Poczytałam sobie jeszcze sobie temat "Dlaczego on nie chce ślubu" i widzę, że od dłuższego czasu tylko ja to ciągnęłam. Owszem, na początku to on zawsze gadał o dzieciach, ślubie, domu, ale jak przyszło co do czego (zaręczyn) to odwlekała to, a ja jak to kobieta zaczęłam naciskać, "bo przecież miały być w jedne święta, w drugie, pół roku temu". Może wtedy powinnam się zorientować jak bardzo niedojrzały jest i że chodzi mu tylko o sex, a swoje prawdziwe zamiary wobec mnie maskował tylko dobrą gadką :-(

#188 Tilia

Tilia
  • Użytkownik
  • 9 425 postów

Napisano 23 maja 2010 - 17:08

Myślicie, że zauważy jak się przestanę z nim kontaktować? Bo trochę przejrzałam na oczy i uważam, że chyba tak powinnam zrobić, olać go. Póki co trzymam się tego i już z 1,5miesiąc milczę. Może wtedy coś do niego dotrze...

Czy zauważy?czy coś do niego dotrze?wszystko zależy od tego kim tak naprawdę dla niego byłaś. Jeśli potrafił Cię na sam koniec tak krzywdzić i kłamać to myślisz,że będzie go interesowało co u Ciebie?
Nie myśl,że on darzy Cię takim samym uczuciem tak jak Ty jego. Równie dobrze Ty możesz płakać w poduszkę,a on nawet nie zatęsknił od momentu rozstania....

A co jeśli by kiedyś będzie chciał wrócić?

Przeczytaj swoją historię i odpowiedz sobie na pytanie co byś doradziła koleżance,którą spotkała taką historia?
A Ty sama chciałabyś drugi raz wejść do tej samej rzeki?przeżywać znowu to samo jak mu się coś odwidzi?

Esme82, jesteś silną dziewczyną i wierzę,że sobie poradzisz,ale musisz wyrzucić z pamięci faceta,który doprowadził Cię do takiego stanu. Inaczej dla Ciebie to będzie błędne koło.
"Ani małżeństwo ani dziecko nie są obowiązkowym punktem programu na który trzeba się zdecydować. Obowiązkowa jest tylko miłość"

JkIEp1.png

#189 Esme82

Esme82
  • Użytkownik
  • 13 postów

Napisano 23 maja 2010 - 17:16

Tilia, dzięki. Właśnie kiedyś byłam inna, po tym wszystkim siebie nie poznaje. Dlatego właśnie może 10 razy potrzebuje przeczytać to, co już od dawna wiem, ale nie chce do mnie dotrzeć. Dlatego, żeby nie popełnić więcej błędów, proszę Was o pomoc.

#190 kotka_82

kotka_82
  • Użytkownik
  • 16 postów

Napisano 23 maja 2010 - 20:45

..zawsze wierzyłam, że na każdego Ktoś czeka, jedni szukają dłużej, a inni szybciej znajdują.. i Ty znajdziesz swoją Prawdziwą Drugą Połówkę..
..najgorsze to przeczekać, bo nie wiadomo, ile, ale trzeba czekać..

#191 magdaaaaa

magdaaaaa

    ..lekko próżna flirciara..

  • Użytkownik
  • 23 947 postów

Napisano 23 maja 2010 - 22:44

strasznie smutna ta historia , ale dobrze ze skonczyło sie to teraz niz za kilka lat jak byłby slub i dzieci.To jak zareagował na twojia ciaze pokazuje jakim jest dzieckiem.Zycze bys szybciutko znalzała nowa prace i poznala nowych ludzi , <pocieszacz></span>

czemu mi dałeś wiarę w cud

a potem odebrałaś wszystko
 


#192 Esme82

Esme82
  • Użytkownik
  • 13 postów

Napisano 23 maja 2010 - 22:49

Dzięki :) Nawet nie wiecie jak w takich chwilach jest dobrze, jak ktoś napisze :) Mimo że ja wam tu smucę...

#193 magdaaaaa

magdaaaaa

    ..lekko próżna flirciara..

  • Użytkownik
  • 23 947 postów

Napisano 23 maja 2010 - 23:39

czasem dobrze jest sie komus wygadac. trzymaj sie i bądź dzielna :-) i pamietaj nie jest ciebie wart. jak juz mowil haslo ze czas na przerwe to juz by mi sie swiatelko zaswiecilo- dorosli ludzie rozmawiaja a nie takie teksty rzucaja ;-)

czemu mi dałeś wiarę w cud

a potem odebrałaś wszystko
 


#194 Esme82

Esme82
  • Użytkownik
  • 13 postów

Napisano 23 maja 2010 - 23:45

magdaaaaa, dokładnie tak, ale wiesz... ślepo zakochana tego nie widzisz :-( Po porstu nie dopuszczałam, że skoro kocha może zrobić coś takiego...

[ Dodano: 2010-05-24, 01:39 ]
Poza tym dotarło dzisiaj do mnie coś jeszcze. Mam prawie 28lat, żadnego faceta, ten zmarnował mi tyle czasu... Z kimś dojrzałym mogłabym już mieć normalny "rodzinny" związek. Zegar mi tyka, kiedy ja będę miała dziecko :-( Strata tamtego tym bardziej boli :-( Pieprze jego, sama bym wychowała, a tak... I znów mi źle :-( :-(

#195 halynka

halynka

    mamuśka

  • Użytkownik
  • 5 652 postów

Napisano 25 maja 2010 - 15:59

Esme82, twoją historię przeczytałam dość późno ale całkiem niedawno przeżyłam rozstanie bolesne więc rozumiem trochę co czujesz...
Facet ewidentnie nie jest wart tego co ty teraz przezywasz!

Mam prawie 28lat, żadnego faceta, ten zmarnował mi tyle czasu... Z kimś dojrzałym mogłabym już mieć normalny "rodzinny" związek. Zegar mi tyka, kiedy ja będę miała dziecko :-( Strata tamtego tym bardziej boli :-(


Na początku też tak myślałam, ze teraz nikogo nie znajdę, że już zawsze będę płakała w poduszkę, ale trzeba wyjść z domu zostawić przeszłość za sobą (wiem to wymaga wielkiej siły) i żyć dalej! jestem przekonana że ci się uda, jesteś jeszcze młodą kobietą i wszystko przed tobą :) Życzę ci tego! <pocieszacz></span>

201401111762.png

km5skrhmtofzztsl.png

 

 

 


#196 Esme82

Esme82
  • Użytkownik
  • 13 postów

Napisano 25 maja 2010 - 19:53

halynka, oby było tak ja mówisz. Ale ta huśtawka nastrojów mnie wykończy :( Raz jest w miarę znośnie tak jak teraz, a za godzinę nie mogę się od płaczu powstrzymać ;(

[ Dodano: 2010-05-26, 01:53 ]
Chyba rzeczywiście robię się twardsza. Dzisiaj w powiadomieniach na NK wyszło mi, że dodał komentarz jednemu koledze pod zdjęciem. No to zerknęłam... Było to zdjęcie dopiero narodzonego dziecka jego kolegi i oczywiście "jaki cudny bla bla bla". Ku***wa, szkoda, że nie umiał się własnym dzieckiem tak zając. Ale już nawet nie płacze. Po prostu jeszcze poczułam jakieś takie nieprzyjemne ukłucie w sercu :(

#197 halynka

halynka

    mamuśka

  • Użytkownik
  • 5 652 postów

Napisano 31 maja 2010 - 16:30

Ale już nawet nie płacze. Po prostu jeszcze poczułam jakieś takie nieprzyjemne ukłucie w sercu :(


Będzie tak jak mówię
Sama widzisz ze już jest lepiej
Jeszcze minie wiele czasu zanim nie będzie cię to ruszało

201401111762.png

km5skrhmtofzztsl.png

 

 

 


#198 Esme82

Esme82
  • Użytkownik
  • 13 postów

Napisano 02 czerwca 2010 - 19:34

Heh, gdzieś wyczytałam, że ponoć boli tak długo jak było bylo się razem :(

#199 halynka

halynka

    mamuśka

  • Użytkownik
  • 5 652 postów

Napisano 07 czerwca 2010 - 13:15

ponoć boli tak długo jak było bylo się razem


Esme82, ja nie sądzę zęby to była prawda... Znam wiele przypadków ludzi którzy byli nawet kilka lat a przeszło im szybciej... Trzeba być dobrej myśli...
Czas jest naszym sprzymierzeńcem w tym przypadku

201401111762.png

km5skrhmtofzztsl.png

 

 

 


#200 MerenRe

MerenRe
  • Użytkownik
  • 374 postów

Napisano 07 czerwca 2010 - 16:05

Esme82, jak dobrze Cie rozumie... u mnie 7 miesiecy bolu... :(
Oh...I’ve had it up to here! The moment that I step outside So many reasons For me to run and hide I can’t do the little things I hold so dear ’Cause it’s all those little things That I fear FUCK





Podobne tematy Collapse

  Temat Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych