Heh wiec temat jest rzeka...Ale co tam...
Mialam przyjaciolke w liceum przez trzy lata bardzo bliska mojemu sercu...Mialam tez przyjaciela...Zaiskrzylo miedzy nimi i staralam sie jakos ich zeswatac chodz on byl typem lovelasa...Pozniej jakos w ostatniej klasie liceum poznala n sylwestrze ktory spedzalysmy osobno faceta mial na imie Przemek...Na poczatku wszystko bylo ok po czym jakis miesiac pozniej byli juz para...I wtedy sie zaczelo zrobila sie jakas dziwna inna nie ta dziewczyna ktora znalam i kochalam...Zaczela szukac w spolczucia bo byl to facet po przejsciach dziewczyna go zdradzala i chcial sie powiesic...Na poczatku bylo ok po czym dowiedzialam sie ze go pobili na wiosce...Tak sie skladalo ze znalam tych ludzi...I oni mi wyjasnili jaki to naprawde jest czlowiek cwaniaczek oszust itp...Nie wnikalam...Przekazalam co mi powiedziano...I zaczela sie klotnia trwajaca jakis czas po ktorej uslyszalam od niej ze to wszystko moja wina i ze chce ich rozdzielic (sick!)
I stracilysmy kontakt...Przychodzila czasem do kubu w ktorym pracowalam ale nie chcialam nigdy z nia gadac dla mnie to bylo skonczone...I wyjechalam do IRL i zaczelos ie siedzenie na naszej klasie i ona tam byla...Wiec napisala do mnie na gg zeby wszystko wyjasnic...Zrozumilam zpomnialam....Po jakis 2 tyg gadania dowiedziala sie od niej ze jest w ciazy ale ma nadzerke musi miec operacje ze nie wiadomo jak to bedzie i ze wychodzi za maz...Zadzwonilam pytalam o zdrowie i wogole....No i byly rozmowy radosc wielka i wogole...Ale coraz rzdziej bo wiadomo nie kazdy ma czas...Nagle sie okazalo ze facet ja zostawil...Ze juz jej nie chce nai dziecka...Wiec zaczelam pomagac szukac mieszkania jej wspierac ja nawet chcialam zjechac i pomoc...Nagle on wrocil i wszystko ok... a tak sie zapierala wczesniej...I w kwietniu odbyl sie slub...Niw obeszlos ie bez jaj bo 2 dni przed weselem szla do wrozki spytac czy ja nie zdradza ale luz...I od tego czasu nie gadalysmy prawie wogole....wiedzialam co slychac u niej mialam adres bloga...byla szczesliwa wszystko bylo ok...i Nagle pewnego dnia wrzycila na nasza klase zdj USG...Doznalam szoku normalnie sama nie wiem dlaczego i napisalam jej ze takie rzeczy sa prywatne a nie do obwieszczania calemu swiatu...Odebralam to jako probe pochwalenia sie...A moze bylm zazdrosna nie wiem

Opisala sytuacje na blogu i rozgorzala dyskusja...Bralam w niej udzial potepiajac j ostrymi slowami ale nie maialm odwagi napisac ze to ja chcialam pozostac anonimowa...I urodzial...Pierwse co pochwalila sie na naszej klasie oczywiscie i na blogu z dopiskiem cytuje: "Aha - Anka - żenujące to jest to, że nie potrafisz faktycznie się podpisać imieniem tylko jakimś "ja"... Tak jakby nie było widać po stylu pisania kim jesteś..."
I jakos tak mnie to dotknelo zbolala sama nie wiem co chyba ta moja glupota....Zreszta osadzcie same bo ja juz siebie nie kumam