Przez 2 lata byłam w związku na odległość - ja w Szczecinie, M u siebie. Widywaliśmy się tylko w weekendy, ale wcale źle tego nie wspominam. Pewnie, że czasem tęskniłam, ale rozmawialiśmy i przez telefon i przez gg, a tygodnie mijały szybko.
Niektóre moje koleżanki mówią, że nie potrafiłyby żyć z kimś na odległość i dziwią mi się, że wytrzymałam tyle czasu i prawie wcale się nie skarżyłam. Tylko, że dla nich ich facet jest naprawdę całym światem i żyć bez niego nie mogą, a - jakkolwiek to zabrzmi - u mnie jest inaczej. M jest dla mnie bardzo, ale to bardzo ważny, ale poza nim mam jeszcze mnóstwo znajomych, kilku przyjaciół i takie tylko swoje zajęcia. Jemu z resztą też mnóstwo czasu zajmuje fotografia, gra na bębnach, na gitarze i wiele innych jego spraw. A już najbardziej wkurzało mnie, kiedy niektórzy mówili "Jak to? Nie tęsknisz? Przecież to niemożliwe. To może ty go w ogóle nie kochasz"
Jeżeli ma się te "swoje sprawy" to przeżycie tygodnia bez ukochanego naprawdę nie jest takie trudne. Od października M też będzie mieszkał w Szczecinie, więc ten okres już się kończy i zobaczymy, jak to będzie.
Ale takiego testu jak
LadyNefretete mimo wszystko nie chciałabym mieć, bo wątpię, czy po takim czasie miałabym jeszcze o czym z facetem rozmawiać i czy po prostu byśmy się nie rozstali... Czego oczywiście
Lady broń boże nie życzę!