witam. Mam problem, którym chciałam się podzielić, jeżeli mogę. Mam chłopaka od ponad pół roku. Na początku wiadomo, było pięknie. Nadal jest... Raz w tygodniu. Bo tylko raz w tygodniu można się spokojnie spotkać w ogóle. Ale. On delikatnie przegina, ja zaś nie potrafię odejść i nie odejdę. Też delikatnie przeginam i chociaż on zapewnia mnie, że mnie kocha i mnie nie zostawi, ja coraz bardziej się boję. Ostatnio zachowuje się, jakby miał mnie w dupie i usprawiedliwia się chorobą mamy i babci. Ale ja mając może i większe problemy potrafię być przy nim. Mam chorą matkę i babcię, nie mam w ogóle ojca, jestem w rodzinie zastępczej. I rozumiem, że jest mu ciężko. Wiadomo, nie doradzę mu jak psycholog. Ale przynajmniej przy nim jestem. Powiedziałam mu to i sam przyznał mi rację, obiecał, że się zmieni. I zmienił się, na parę dni. Wczoraj znowu była kłótnia. Dzisiaj znowu dowalanie sobie. I jak zawsze ja miała przez niego doła, tak teraz oboje mamy przeze mnie. Wczoraj przeholowałam i wszystko poszło w zupełnie inną stronę, ja mam doła z powodu końca kłótni, bo zrozumiałam co robiłam, on ma doła z powodu początku kłótni, bo bezpodstawnie oskarżałam go o różne rzeczy. Teraz napiszemy do siebie 2-3 wiadomości dziennie, w dodatku o niczym, typu o której będziesz w domu, chociaż wiem, o której. Powiem tak. Wczoraj coś do mnie doszło i postanowiłam się zamknąć i uspokoić. Jestem uspokojona, zamknięta i wcale nie mam już ochoty żeby po nim jechać i go opier****ć. Ale boję się, że on mnie zostawi. Mówi, że mnie kocha i że mnie nie zostawi, że nie potrafiłby żyć beze mnie, ale delikatnie się martwię oo nasz związek, chociaż wiem, że jeżeli to przetrwamy to będzie lepiej bo każde z nas już swoje zrozumiało. Tylko czy przetrwamy? Jakieś rady? On ma doła i nie chce mu dowalać ani się nad nim rozczulać bo wiem, że tego nie lubi. Boję się do niego normalnie odezwać, żeby go czymś nie zranić. Nie wiem co mam robić. Jak to przetrwać? Jak naprawić?