Napisano 13 czerwca 2010 - 01:02
Sytuacja wyglada tak ze jestem z moim partnerem juz 5 lat razem, jestesmy z 2 roznych miast, roznica 350km.
Sytuacja rodziny wyglada w ten sposob:
Matka mojecho narzeczonego nie zyje od 6 lat, Jego ojciec wzial sobie nowa zone z ktora swego czasu moj Krzysiek zyl bardzo dobrze. Krzysiek ma brata zonatatego jest miedzy nimy 9 lat roznicy i Krzys jest najmlodszy (23lata).
Nowa zoba Ojca Krzyska ma tez 2 dzieci, syna-Adama i corke-Ewe. W sumie Krzysiek wychowywal sie z nimi od najmlodszych lat, bo jego matka byla alkoholiczka i ta nowa zona sie nimi opiekowala jeszcze jak matak zyla.
Jak bylo kiedys:
Kiedys...dla rodzicow krzyska (rodzicow- nowej zony-Kryska- i ojca-Jan) bylam ta lepsza. Bratowa Krzyska byla zla (bo tak chociaz ja tak nie uwazalam nigdy), chlopak Ewy byl zly...bo poprostu im nie odpowiadal pomimo ze wywodzil sie z bogatej rodziny mial wlasna firme...ale byl...gruby? O Adamie sie nie mowil...az wrocil i wtedy zaczelo sie wszystko spuc.
Sytuacja z "przedchwili":
Przeprowadzialam sie do krzyska, dostalismy pokoj w mieszkaniu gdzie wczesniej mieszkali cala rodzina, ojciec krzyska kupil dom na wsi i go wyremontowal i zamieszkal tam z Kryska. My mieszkalismy w pokojku ktory zawsze nalerzal do Krzyska a duzy pokoj byl wynajmowany samotenj matce z dzickiem. Na codzien mialam sie uczyc lec studia nie wypalily obralam zly kierunek i niestety...wiec zaczelam pracowac dorwyczo wiadomo praca raz byla raz nie. Krzysiek sie uczyl. Zareczylismy sie przy jego rodzicach, wszyscy byli szczesliwy Kryska cieszyla sie, obdzwonila cala rodzine i chciala dzwonic tez do moich rodzicow ale poprosilam zeby ja mogla ich poiformowac osobicie. i tak sobie zylismy...wiadomo i nieraz do nas mieli jakies anse ale nigdy jakis powaznych...az pewnego dnia...
Sytacja na "dzis":
Nie wiem skad im sie wzielo ze zaszlam w ciaze i usunelam dziecko...wpoili sobie ten temat na maxa nie dali sobie przetlumaczyc ze tak nie bylo, Za kazdym razem jak kechalismy do nich w odwiedziny musilismy im tlumaczyc ze wcale nie bylam w ciazy ani tym bardziej jej nie usunelam...
Ktoregos dnia po jakiejs imprezie zadzwonil pijany ojciec Krzyska do niego i zaczal go wyzywac od nieuacznikow ze nie pracuje, ze opuszcza szkole (po mimo ze nie opuszczal) i wogle...i gdy wyczerpaly mu sie powody do wyzywania Krzyska...wszedl na mnie...nie wiadaomo o co...no i oczywiscie wszedl temat ciazy...i doszlo do tego ze Janek..zadzwonil do mojego ojca i powiedzial ze usunelam ciaze, ze wpier***** sie w jego mieszkania, ze roszcze sobie nie tego mieszkania jakies prawa, ze wogle jak moj ojciec mnie wychowal i pewnie jeszcze inne rzeczy kotre moj tata mi poprostu oszczedzil.
Tydzien po tym incydencie postanowilam wrocic do domu do moich rodzicow, oczywsicie z moim narzeczonym bylo wszystko w porzadku, ale po miesiacu rozlanki zaczol robic mi afery...ze poddalam sie, ze uleglam jego ojcu, ze pozwolilam zeby nas rodzielil itp. klucilismy sie caly czas, chcial zebym przyjechala i z nim mieszkala. Postanowilam ratowac nasz zwiazek i przyjechalam, jestem tu od miesiac, widzialam sie z Kryska i ojcem Krzyska 2 razy, zachowywali sie jak by sie nic nie stalo, ale ja sobie powiedzialam ze tak nie bedzie. Krzysiek jezdzi do ojca...stracil matke nie chce zeby tracil ojca pomimo wszystko...ja tam nie jezdze. Krzysiek byl juz raz tam od kad ja wrocialm, to jego rodzice pytalis sie czemu nie przyjechalam i stwierdzili "stalo sie co sie stalo pora sie spotkac i sobie wszystko wyjasnic", jakos nie bylo ku temu okazji gdyz naprawde im na tym nie zalezlo...byli w miescie nie weszli nawet do nas poszli do Adama-syna Kryski-ktory mieszka 2 pietra nad nami. Dzis Krzysiek pojechal znowu do rodzicow z bratem i jego zona...podobno na samo wejscie ojciec urzadzil mu afere, przyczepil sie do niego a potem zeszlo sie na mnie, jak sie uspokoilo, zaczlea sie mala imprezka bratowa sobie podpila i tez sie zaczla przyczepiac do Krzyska, a gdy on jej odpral dobrymi argumentami zaczela sie znowu jazda po mnie...z ust osoby do ktorej nigdy nic nie miala...zawsze mialysmy kolezenskie stosunki... Brat Krzyska wstawil sie za nami nie stanal po stronie zony...ale...
Jestem w szoku...zalamana...siedzie sama w domu i nie wiem co robic...nie wiem czy mam wracac do rodzicow i namowic mojego narzeczonego zeby jechal ze mna czy co...
Prosze o jakies wasze opinie....