Oglądałam ostatnio film z 2005 roku "Constantine" i jestem nim zachwycona
John Constantine (Keanu Reeves) urodził się z niechcianym darem, który stał się jego przekleństwem - potrafi rozpoznawać tajemnicze istoty, kroczące po ziemi w ludzkich ciałach. W swych niebudzących podejrzeń wcieleniach bez przeszkód wtapiają się w tłum, wypełniając swe misje. Jeżdżą samochodami, pracują, nawiązują kontakty z ludźmi. Taka istota może być mężem lub żoną, można mieć ją za przyjaciela lub sąsiada i nie mieć pojęcia o jej prawdziwej naturze. Nikt nie wie, że nie są normalnymi ludźmi. Tylko John
...
ich widzi. Te niesamowite wizje, których nikt nie potrafi pojąć, i od których chciał się wyzwolić, pchnęły Constantina ku samobójstwu. Niestety, próba się nie udała. Odratowany wbrew swej woli ponownie znalazł się w świecie żywych. Na zawsze naznaczony, ma nadzieję, ze uda mu się uzyskać zbawienie, odsyłając "istoty" tam, skąd przybywają - z powrotem w otchłań. Jako broni używa świętych relikwii, rozumu, pięści i wszystkiego, co okaże się pomocne. Kiedy zdesperowana detektyw Angela Dodson nakłania go do pomocy w sprawie zagadkowej śmierci jej bliźniaczej siostry, nie spodziewa się, że zawiedzie ją to wprost do świata demonów i aniołów, istniejącego tuż obok, z pozoru całkowicie normalnego, Los Angeles
źródło: filmweb.plPowiem tak- mnie ten film wciągnął, choć twórcy chyba bardziej stawiali na ilość scen akcji niż spójność fabuły, bo można zauważyć pewne niedociągnięcia. Efekty specjalne natomiast są wg mnie na wysokim poziomie. Twórcy w genialny sposób przedstawili też wizję piekła. Co do gry aktorskiej to nie powiem żeby Keanu Reeves mnie zachwycił- był taki drętwy i nie do końca pasował mi do tej roli, za to aktorzy drugoplanowi byli po prostu genialni. Zarówno Tilda Swinton grająca archanioła Gabriela, jak Peter Stormare, który wcielił się w postać Lucyfera byli fenomenalni. Szczególnie podobał mi się właśnie Lucyfer, który pomimo, że na ekranie gościł raptem kilka minut wywarł na mnie niesamowite wrażenie.