Stres zaczął juz tak konkretnie łapać mnie w sb wieczorem. Przyjechała koleżanka z mężem, która miała być moją świadkową i jeszcze jedna koleżanka. Było śmianie zabawnie, przywieźli flaszke weselna co została im jeszcze z własnego wesela. Koło północy poszłam spać. Koło 2 w nocy się przebudziałam i już do rana nie zmrużyłam oka. Z tego wszystkiego nie mogłam spać.
DZIEŃ ŚLUBU
W nd przed 7 rano wstałam i z mamą poszłam do fryzjera. Zaczęła mi robić fryzurę zeszło nam to wszystko do 9. Po 9 byłam w domu i za jakieś 15 min przyjechała dziewczyna od makijażu. Umalowała zrobiła makijaż. Przed 11 zaczęłam ubierać się pomału w suknie ślubną, tata wiązał mi suknie ślubną radził sobie z tym wszystkim lepiej niz mama. Po 11 byłam już ubrana i gotowa. Przed 12 przyjechali teście i bracia mojego S. ze swoimi żonami , partnerkami. Siedzieliśmy wszyscy w salonie. Ja już byłam nieźle podenerwowana. Koło 12 był już kamerzysta z fotografem i orkiestra stała pod domem. Ja przejęta byłam tym wszystkim niesamowicie. 12.20 zajeżdża pod dom kierowca z jaguarem a z auta wysiada S. orkiestra zaczyna grać, wchodzi do domu witamy się w progu kamerzysta kręci film, fotograf fotografuje. Ja w szoku i dalej nie dowierzam, że za chwile bede brać ślub. Troche zdjec porobiliśmy sobie w domu i po 13 wsiedlismy do jaguara i pojechaliśmy do kościoła na msze sw. Nie zapomnę widoku ludzi, których mijaliśmy jak się oglądali za jaguarem, każdy się za nami oglądał. Wysiedliśmy z auta i chwile czekaliśmy pod kościołem. Aż w końcu nadszedł ten moment. Rozpoczęła się msza sw. Na wejście grał nam przykościelny zespół młodzieżowy, który zamówiliśmy na ta okoliczność. Nerwy i stres trzymały. W końcu nadszedł moment przysięgi. Ksiądz kazał nam się zbliżyć czułam jak nogi mi się uginają, miałam nogi jak z waty. Chciałam żeby ta przysięga jak najszybciej się odbyla bałam się, że nie wystoje. Na szczęście jakoś się udało wypowiedziałam przysięgę bez żadnego zająknięcia. Później obraczki. Z nerwów myślałam, że już jej nie nałożę, miałam problem, żeby wziąść ją z tacki ale jakoś tez się udało i poszło z górki. Potem czułam się jakby mi kamień spadł z serca i do końca mszy na luzie. Ksiądz powiedział do S. no to teraz możesz pocałować swoją żonę. Jak się pocałowaliśmy to bił nam ksiądz brawo a za nim cały kościół. Potem pojechaliśmy na sale tam przywitanie szampanem, obiad i pierwszy taniec. W między czasie fotograf i kamerzysta wzięli nas na plener z racji tego że była ładna pogoda to chcieli to wykorzystać. Pojechaliśmy niedaleko do parku i tam w 1,5h wyrobiliśmy z cała sesja goście nawet nie odczuli że nas nie ma. Fotograf i kamerzysta pełna profeska widać że się znają na rzeczy.Zespół też bardzo fajnie grał. Potem o północy oczepiny. Wesele i całe przyjęcie zakonczyło się koło 5 nad ranem. Ostatni goście pojechali przed 5 rano. Goście zadowoleni, usmiechnięci. Kazdy fajnie się bawił a ja to wesele wraz z S. na pewno będziemy miło wspominać do konca. Do dziś nuce sobie te przyśpiewki weselne i słyszę muzykę, która towarzyszyła nam na parkiecie. Zadowolenie na twarzach gości jak dla mnie bezcenne. To sa momenty nie do opisania. Ciesze się, ze mamy to już za sobą.

























