Skocz do zawartości

Babskiswiat.net używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej Rozumiem

Mahjong
Opis: Nieśmiertelna gra. Mahjong html5 online.

2048
Opis: Hit 2014. Prosta, logiczna i niezwykle wciągająca gra 2048.


Saper
Opis: Saper - kto nie zna tej gry...

Zdjęcie

Relacje z naszych ślubów


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
236 odpowiedzi w tym temacie

#81 Sajuri

Sajuri
  • Użytkownik
  • 11 336 postów

Napisano 06 lipca 2011 - 14:59

I ja tez gratuluje oraz zycze szczescia w małzenstwie i spełniania marzen :)
Prosilam o wszystko, zeby cieszyc sie zyciem.
Dostalam zycie, zeby cieszyc sie wszystkim

#82 halynka

halynka

    mamuśka

  • Użytkownik
  • 5 652 postów

Napisano 03 sierpnia 2011 - 19:21

monik_ka gratulacje również ode mnie kochana :) A łez nie ma się co wstydzić, też pewnie bym się popłakała ;-) Grunt, że wszystko było tak jak sobie wymarzyłaś :D

201401111762.png

km5skrhmtofzztsl.png

 

 

 


#83 monik_ka

monik_ka
  • Użytkownik
  • 1 680 postów

Napisano 03 sierpnia 2011 - 20:18

dziękujemy wszystkim za gratulacje <zawstydzony></span>
Dołączona grafika

Dołączona grafika

#84 piccola

piccola
  • Użytkownik
  • 268 postów

Napisano 04 sierpnia 2011 - 10:31

monik_ka, troszkę spóźnione ale szczere gratulacje i życzenia ode mnie. Dużo miłości, zdrowia i szczęścia na nowej drodze życia <flow1></span>

PS. Bukiecik prze uroczy, taki delikatny i subtelny.

#85 monik_ka

monik_ka
  • Użytkownik
  • 1 680 postów

Napisano 04 sierpnia 2011 - 21:40

dziękuję bardzo za ciepłe słowa :oops:
Dołączona grafika

Dołączona grafika

#86 Olenka

Olenka

    Yeah!

  • Użytkownik
  • 8 138 postów

Napisano 05 sierpnia 2011 - 17:59

monik_ka, gratulacje :) :)
Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia ;-)
“We all have two lives. The second one starts when we realize that we only have one”

#87 Aspirynkaaa

Aspirynkaaa

    I do!

  • Użytkownik
  • 3 557 postów

Napisano 05 sierpnia 2011 - 18:05

monik_ka i ode mnie przyjmij gratualacje! Życzę morza miłości w każdym dniu tej nowej drogi ;-) <flow1></span>

-Mamusiu, czy miałaś kiedyś marzenie?

-Miałam, idzie teraz koło mnie i trzyma mnie za rękę! dzieci139.gifdzieci139.gif


#88 monik_ka

monik_ka
  • Użytkownik
  • 1 680 postów

Napisano 05 sierpnia 2011 - 18:20

bardzo bardzo dziękuję :-)
Dołączona grafika

Dołączona grafika

#89 Mirabelka__22

Mirabelka__22
  • Użytkownik
  • 8 754 postów

Napisano 15 czerwca 2012 - 21:56

Co prawda ja już dawno po ślubie, ale napiszę mniej więcej jak było:)

Po śniadaniu, którego chyba nawet nie tknęłam pojechaliśmy ze świadkami do fryzjera, bo nocowali u mnie. Prawie mąż odebrał świadka a my się fryzowałyśmy:) Przyniósł jeszcze kwiatki do wpięcia we włosy i miał odebrać nasze bukiety - widziałam je dopiero na weselu. Oczywiście u fryzjera olśniło mnie że powinnam mieć welon ze sobą, ale zapomniałam. Po fryzjerze i mejkapie zapomniałam zadzwonić żeby nas ktoś odebrał (nie byłam swoim samochodem), więc musiałyśmy trochę poczekać na transport - tak ustrojone zaszłyśmy do kawiarni na ciastko, cóż, ludzie się trochę dziwili, a ja sobie dodatkowo osłodziłam tę chwilę po diecie :D

Po powrocie do domu zaczęłyśmy się stroić (moja mama zaczęła panikować, że nie zdążymy), a mama prawie męża że oni nie zdążą, więc bardzo wcześnie przyjechali. Pamiętam jak prawie mąż napisał, że już jedzie, a ja chodziłam i powtarzałam, że nie wierzę, że to już i to TEN dzień:D Świadkowa za to chodziła za mną i mówiła, że pięknie wyglądam - kochana :mrgreen:

Na nagraniu widziałam jaki prawie mąż był zniecierpliwiony,że nie może od razu wjechać, tylko trzeba dać okup - słodkie:D Później powitanie (choć rano się widzieliśmy:P), strojenie samochodu no i mnie. Pamiętam chwilę gdy zeszłam ubrana i na siebie spojrzeliśmy, jedna z najfajniejszych chwil:) Błogosławieństwo - rodzice nadal spięci, ja też, tylko prawie mąż się normalnie zachowywał :D On chciał się żegnać, ale widział, że ja nic nie robię, więc podrapał się w czoło :lol: mi się dopiero przy drugiej osobie przypomniało.

W kościele ksiądz przeszedł samego siebie, wychwalając nas jacy zakochani itd - oczywiście niewiele mógł o tym wiedzieć, bo tak często się nie widzieliśmy, no ale się postarał. Poza tym mieliśmy ślicznie ubrany kościół, chociaż i ja i świadkowa zobaczyłyśmy to dopiero na zdjęciach :D Na przysiędze prawie mąż wziął z przyzwyczajenia swoją obrączkę, ale zaraz zamienił :D Urocza, choć stresująca chwila, na szczęście żadne z nas się nie pomyliło. Później oczywiście na wyjściu posypały się czerwone płatki róż i życzenia.

Gdy zajechaliśmy na salę rodzice już czekali, tradycyjnie. Po posiłku był pierwszy taniec do "Wielkiej miłości" i my gapiący się na siebie - mąż zestresowany, że podepcze mi sukienkę - jedyna chwila gdy był przejęty, ale szybko zauważył,że nie ma czego się bać. Później całe wesele...tańce z gośćmi,miła obsługa, dobre jedzenie (podobno, bo wiele dań przegapiłam, mąż chciał spokojnie zjeść, a ja go wyciągałam na parket), super zespół. Teraz wiem że to prawda, że na swoim weselu ciężko się najeść. Nie będę się za bardzo rozpisywać, bo już i tak dużo czytania. Pamiętam że po pokrojeniu tortu czekałam na swoją porcję, a przecież mieliśmy jedną :oops: Aha, nową parą młodą zostali świadkowie, wszyscy myśleli, że tak celowałam, a to był przypadek:) Po weselu nagraliśmy podziękowania gościom.

Mąż nocował u mnie, o 4 czy 5 rano oglądaliśmy prezenty. Poza tym po powrocie nie mogłam uwolnić się z sukienki, bo wiązanie gdzieś zaginęło :-P A po zdjęciu zrobiło mi się tak lekko.......... :lol: Na drugi dzień oczywiście powtórka :D

No...jakoś to tak było:)

#90 Tilia

Tilia
  • Użytkownik
  • 9 425 postów

Napisano 15 czerwca 2012 - 22:03

Mirabelka__22, świetna relacja :-D
"Ani małżeństwo ani dziecko nie są obowiązkowym punktem programu na który trzeba się zdecydować. Obowiązkowa jest tylko miłość"

JkIEp1.png

#91 mloda

mloda
  • Użytkownik
  • 7 695 postów

Napisano 16 czerwca 2012 - 06:52

Mirabelka__22, supeeer :-) :-)

Prawie mąż

hehehe :lol: :lol:

a ja chodziłam i powtarzałam, że nie wierzę, że to już i to TEN dzień:D


u mnie też chyba tak będzie <lol></span>

Pamiętam że po pokrojeniu tortu czekałam na swoją porcję, a przecież mieliśmy jedną :oops:

uwielbiam cię :lol:

Po weselu nagraliśmy podziękowania gościom.

bardzo fajny pomysł <ookk></span>

super ogólnie i mimo że to już tyle czasu to oczywiście gratuluje :*

#92 elizabeth

elizabeth

    lady

  • Użytkownik
  • 7 114 postów

Napisano 18 czerwca 2012 - 06:00

Mira - świetna relacja ;-) cieszę się, że było wszystko jak zaplanowaliście ;-)
i gratuluję :*

<serducho>
Nie mówmy o zmartwieniach,to nie jest dobry temat

są z nami zawsze, chcesz czy nie.

Pomówmy o nas samych, uczyńmy wielkie plany

być może kiedyś spełnią się?

Gdy już zdobędę mnóstwo pieniędzy

w najbliższym niebie, kupię ci księżyc!
 

65vqegz2wjpc3llf.png

 


#93 monia66

monia66

    szczęśliwa mamusia

  • Użytkownik
  • 3 169 postów

Napisano 18 czerwca 2012 - 09:15

Mirabelka bardzo fajnie się czyta, twoją relacje z wesela :-D sama jestem ciekawa jak to będzie wyglądało w moim przypadku ten Wielki dzień. Ciesze się że wszystko się udało :-)

201407101662.png


#94 Wisienkowa

Wisienkowa

    HQ

  • Moderator
  • 4 761 postów

Napisano 18 czerwca 2012 - 12:01

Mirableka, gratuluję :) Piękny mieliście ślub i wesele :mrgreen:

#95 tigraa84

tigraa84
  • Użytkownik
  • 5 129 postów

Napisano 19 czerwca 2012 - 20:10

Mira cieszę się, że wszystko się tak świetnie udało i że wspomnienia z tego wyjątkowego dnia będą dla ciebie tak cudowne :-)
Mężczyzna bez kobiety jest jak pies bez pcheł- niby da się żyć, ale nudno
Kobieta bez mężczyzny jest jak pchła bez psa- żyć ciężko i gryźć nie ma kogo

#96 inqaa

inqaa
  • Moderator
  • 5 515 postów

Napisano 19 czerwca 2012 - 21:31

Mirabelka gratuluję udanego wesela, super że wszystko udało się tak jak chciałas ;-)

Keep calm and become a doctor <serducho> // Mission completed <tanczy7>

 

 


#97 Aspirynkaaa

Aspirynkaaa

    I do!

  • Użytkownik
  • 3 557 postów

Napisano 20 czerwca 2012 - 19:07

Mirabelka, gratuluję. ;-)
Fajnie, że ten prawie mąż jest już mężem. :mrgreen:

-Mamusiu, czy miałaś kiedyś marzenie?

-Miałam, idzie teraz koło mnie i trzyma mnie za rękę! dzieci139.gifdzieci139.gif


#98 halynka

halynka

    mamuśka

  • Użytkownik
  • 5 652 postów

Napisano 03 lipca 2012 - 18:22

Mirabelka jak się czyta taka relacje bo buzia się cała śmieje. Super, że wszystko było jak w bajce i tak jak sobie wymarzyłaś ;-)

201401111762.png

km5skrhmtofzztsl.png

 

 

 


#99 Anonimka

Anonimka

    Spełniona żona i mama <3

  • Użytkownik
  • 2 459 postów
  • LokalizacjaZ daleka :P
  • Wzrost:178cm
  • Stan:mężatka
  • Partner:Przystojny ;)
  • Nastrój:Zmęczona
  • Odznaczenia:
    Odznaczenia użytkownika

Napisano 05 września 2012 - 20:58

No i kolej na mnie :mrgreen: Będzie dłuuuuugoooo :mrgreen:

SOBOTA
Wstałam koło 7 i już zasnąć nie mogłam bo po domu się krzątali. Wstałam i na 8 zawiozłam mamę do fryzjerki i tam szok... moja mama się rozkleiła, jakiś atak duszności miała, płakała. Nie wiedziałam co się dzieje. Wystraszyłam się trochę. Przyznała, że dopiero teraz zaczęło do niej dochodzić, że córka za mąż wychodzi. A rano znowu awantura z bratem była i to ją chyba tak zdołowało, że zostanie sama z moim bratem i tatą. No ale nic. Jej przeszło, a ja pojechałam po bukiety mój i świadkowej no i butonierki i kwiat we włosy. Bukietem byłam i jestem zachwycona. Byłam w szoku bo za mój bukiet zapłaciłam jedynie 90zł i 10 zł za 3 pojedyncze kwiaty :shock: Bukiet świadkowej za 30zł :shock: Ale to nic bo wystrój kościoła jedynie 400zł i zaczęłam się zastanawiać co to za wystrój, że taki tani :roll: No ale nic. Przywiozłam wszystko do domu, wsadziłam w wazon i sama pojechałam do fryzjerki. Chwilę zaczekałam i przyszła kolej na mnie :D Z myciem i suszeniem moich gęstych włosów zeszło minimum pół godziny :P Ale co tam :D Potem zaczęła mnie czesać. Długo zeszło z wpięciem kalii we włosy ale dało radę i wyglądało to cudownie.

Wróciłam do domu i pojechaliśmy zawieźć 4 krzesła z pokoju gościnnego aby mieć na czym siedzieć w dniu ślubu. pojechałam, wchodzimy do kościoła i takie oczy :wow: Wystrój cudowny, aż zaparło mi i mamie dech w piersiach. A zapach lilii rozchodził się po całym kościele :): Kwiaciarka się postarała
Proboszcz powiedział mi, że mszę będzie odprawiał wikary, a tego bardzo nie chciałam :zdziw: Więc wiecie... maślane oczka "Proszę księdza ale ja chcę aby ksiądz mszę odprawiła" i się udało :mrgreen:

Następnie była chwila spokoju, ja poszłam sobie do sąsiadów i wracając od nich bo miałam telefon, zawadziłam o gałąź jabłonki. Nosz ku*wa mać ale na szczęście dało się to poprawić i nie było nic widać :D Telefonów miałam kilka, nawet brat cioteczny będący za granicą mi SMSa napisał :D

My w chwili wolnego pompowaliśmy balony i rozwieszaliśmy na bramie i koło domu, a także na barierce przed gankiem. Nagle zajechał wujek ślubnym autem. Ja z początku zastanawiałam się czy to jego bo tak pięknie lśniło :rotfl: Wujek wysiadł z auta, disco polo w radio u niego leciało, klimat weselny już się czuło Uściskał mnie jak nie wiem. Zaczęliśmy stroić auto i nagle dzwoni kosmetyczka, że już jedzie :-D Zajechała, zaprowadziłam ją do domu, umyłam twarz i zęby i wzięła się za mnie. Pod koniec malowania zajechał fotograf, cyknął mi parę fotek. Atmosfera była świetna. Efekt końcowy makijażu dla mnie zniewalający :): Potem mama się malowała, a na mnie przyszedł czas na ubieranie się :-> Świadkowa mi nawet pończochy musiała założyć <niemoge1></span> ale spisała się. po chwili suknia założona i fotograf mógł wejść i cyknąć parę fotek. Nawet mu podwiązkę na nodze kazałam cyknąć :rotfl:
Ja już byłam ubrana o 14.50, a tu SMS od G., że On już od 14.23 na sali, że rodzice i On się przebrali i będą ruszać. Mój wujek już na Niego ta czekał. Wtedy trochę mały stres się załączył ale było git. Fotograf cały czas chodził za mną i cykał mi fotki, nawet jak dochodziłam do okna aby zobaczyć czy G. już nie jedzie :P Atmosfera była naprawdę taka inna, nawet kosmetyczka ode mnie i od mamy wzięła mniej za makijaż bo powiedziała, że jeszcze nigdy u nikogo nie czuła się tak swobodnie, że ktoś ją tylko jako chwilową pracownicę zatrudnił, a tu kawa, herbata, ciasteczko. I za to dostałyśmy rabat, zamiast 200zł za 2 osoby to wzięła 100zł :D

No i nadeszła godzina 15.15, zajechał Młody :radocha: Akordeonista zaczął przygrywać, On ze świadkiem wchodzi :serce: Matko, jaki przystojniak :serce: Przywitaliśmy się, z butonierkami był problem bo kalie są ciężkawe ale dało się radę. Chwila błogosławieństwa i wychodzimy, a tam już goście G. przed domem :): Wsiedliśmy do auta przy wtórze akordeonu i sru do kościoła <bryka2></span>


ŚLUB

Zanim zajechaliśmy do kościoła, po drodze mieliśmy 2 bramy. Jedną zrobiła moja sąsiadka ze swoja córką dwa domy dalej od nas, złożyły życzonka, dostały flaszkę. Niestety zgapiłam się bo powinnam dać dwie gdyż córka ma już 23 lata no ale trudno. Następnie kolejna brama zrobiona przez znajomego rodziców. Z kawałka sznurka, do którego przyczepione były kwiatki, sznurek przywiązany do słupa. Już nie wysiadaliśmy z auta bo moja suknia sprawiała mi problemy :P ale znajomy zajrzał do auta, złożył nam życzenia, pogratulował, dostałam bukiet z polnych kwiatów i pojechaliśmy dalej. Wujek trąbił cały czas ale dalej już bram nie było. Podjechaliśmy pod sam kościół, wyszliśmy, moi goście autobusem podjechali, potem goście Połówka samochodami. Wiał trochę wiaterek ale pogoda i tak była super, świeciło słonko. Mimo to weszliśmy do przedsionka i tam czekaliśmy z naszymi świadkami. Niektórzy podchodzili do nas aby zobaczyć jak wyglądam, zachwalali fryzurę i makijaż, mówili, że ślicznie wyglądam, robili już wtedy nam zdjęcia. Z Połówkiem trochę się pośmialiśmy, pożartowali. No i oczywiście wiedziałam, że bez komentarza na temat mojego makijażu się nie obędzie bo nie znosił jak się maluję. No ale powiedział, że ładnie wyglądam ale makijaż za mocny, że za dużo tego mam :-P No ale nic, przebolałam to, chciałam tego dnia wyglądać wyjątkowo i tak się czułam. Zresztą Jego oczy, jak tylko mnie zobaczył gdy przyjechał do mnie, mówiły same za siebie, że Mu się podobałam :D ale bez komenta by się przecież u Niego nie obeszło <niemoge1></span> . Nadeszła godzina 15.45, świadkowie poszli do kancelarii do księdza aby podpisać dokumenty i moja starsza wzięła nasze karteczki ze spowiedzi. Wrócili ale i tak mieliśmy przed sobą jeszcze 15 minut czekania. W tym czasie wszedł do kościoła nasz organista, oczywiście było „Cześć, cześć” bo to znajomy i za nim weszła dziewczyna, która miała śpiewać. Wtedy dotarło do mnie, ze za chwilę nasze wielkie wejście. Fotograf cyknął nam parę zdjęć ale najpierw cyknął fotkę wystrojowi ołtarza, widać, że był pod wrażeniem ;) .
Minęło parę minut i wychodzi ksiądz z kancelarii, nogi pode mną się ugięły, poprawiłam welon, bukiet i… ruszyliśmy gdy tylko organista zaczął grać, a dziewczyna zaczęła pięknie śpiewać „Ave Maria”. O matko! Cudowne uczucie gdy wszyscy patrzą na nas, podziwiają, a my idziemy dumni przed ołtarz. Chyba za szybko ale co tam :-P . Setki myśli w głowie, że to już. Ja oczywiście w trakcie musiałam sobie bukiet poprawić bo bez tego by się nie obyło :-P Następnie stanęliśmy na swoich miejscach, serce biło mi strasznie, myślałam, że zaraz fiknę :P Nie ze stresu bo stresu raczej nie było (no może odrobinkę ;) ) ale z tego powodu, że stoi obok mnie mężczyzna mojego życia, że za parę chwil będzie moim mężem. Po chwili dziewczyna przestała śpiewać i zaczęła się msza. Kilka razy ksiądz powiedział z jakiego powodu wszyscy zebraliśmy się w kościele, że to dla nas, że „A. i G. postanowili wstąpić w związek małżeński dlatego tutaj jesteśmy”. Parę razy ksiądz zwracał się wprost do nas, kazanie też było skierowane do nas, a zaznaczam, że tak pięknego kazania jeszcze nie słyszałam :serce: Ucieszyłam się, że ten ksiądz 3 tygodnie przed naszym ślubem został naszym proboszczem i że udało mi się go namówić aby to on mszę odprawił.
I nadeszła ta chwila, moment przysięgi. Staliśmy, a ja cały czas z jednej nóżki na drugą i na niektórych fotach wyszłam jakbym miała porządne skrzywienie kręgosłupa <niemoge1></span> No ale nic, do rzeczy :-P . Jeju, nie wiem co się działo ale poczułam gorąco na całym ciele. Ksiądz Dołączona grafika poprosił nas przed nasze klęczniki, już bliżej ołtarza, stanął przed nami, zadał nam parę pytań m. in. czy chcemy mieć potomstwo, wychowywać je w wierze itp. itd. Oczywiście mnie było najgłośniej słychać bo mi ksiądz podkładał mikrofon :D Ale G. też coś tam bąknął, ważne, że ja słyszałam :-P Następnie ksiądz kazał nam odwrócić się do siebie twarzami, oplótł nam prawe dłonie stułą i nastąpił najpiękniejszy moment w naszym życiu. G. ścisnął moją dłoń, zapodał mi delikatny uśmiech :serce: , że aż mi się coś zrobiło i zaczął wypowiadać za księdzem słowa przysięgi :serce: Ja uśmiechałam się do Niego, On do mnie, w pewnym momencie już tak nam się zebrało, że mało brakło, a zaczęlibyśmy się śmiać, tak nas coś napadło Dołączona grafika Ksiądz to widział. Na dodatek G. wypowiedział niektóre słowa przysięgi wcześniej niż ksiądz, tak Mu się spieszyło, nawet ksiądz to zauważył i się podśmiewał :P A ja z początku dałabym sobie prawą rękę przeznaczoną na obrączkę uciąć, że G. powiedział „Nie odpuszczę” lub „Nie dopuszczę”(na szczęście brat cioteczny przysięgę nagrywał aparatem i się wyjaśniło :P ) . No i przyszła kolej na mnie. Przysięgałam G. „Miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że Go nie opuszczę aż do śmierci” <serducho></span> równocześnie ściskając Jego dłoń pod stułą i z naciskiem na to „nie opuszczę” bo bardzo wyraźnie i głośniej to słowo powiedziałam :P . Cały czas patrzyliśmy sobie w oczy stąd chyba ta śmiechawka nas dopadła bo jak zazwyczaj patrzymy sobie w oczy to nam się śmiać chce Dołączona grafika Po wszystkim ksiądz zdjął stułę z naszych dłoni mówiąc „Już jesteście małżeństwem, a teraz poproszę obrączki” (ach, przepiękne słowa, cudowne uczucie) , nasza druhenka podeszła, ksiądz obrączki poświęcił i znowu kolej na G. , pocałował obrączkę, „Żono, przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności…” :serce: Problem był z założeniem bo było gorąco i chyba palce mi spuchły ale dało radę :D . Po tym fakcie ksiądz poprosił G. aby pocałował żonę w dłoń, na którą założył obrączkę. Och, aż mnie ciarki przeszły jak G. to zrobił :P I następnie ja (po uprzednim nie pocałowaniu obrączki bo się zapomniałam ;) ) „Mężu, przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności…” no i zakładam obrączkę G. i mając jeszcze mikrofon koło ust, po założeniu, mówię pół szeptem, pół na głos „Przytyłeś” i wszystko było słychać Dołączona grafika. Ksiądz przez całą przysięgę uśmiechał się do nas albo naśmiewał z nas bo widział, że i my nie wyrabiamy ;) . No i było po przysiędze, stanęliśmy na swoich miejscach. Potem komunia święta z opłatkiem i winem, jak nigdy. Pozostała modlitwa, i następnie zakończenie mszy. Przed samym błogosławieństwem ksiądz już nam wszystkim powiedział „Widziałem G. jak się spieszyłeś z tą przysięgą” i się uśmiechnął Dołączona grafika Po błogosławieństwie ksiądz podszedł do nas, złożył nam życzenia, dał nam zaświadczenie z USC podpisane jeszcze przez niego i znowu wypomniał, że żeśmy się uśmiechali, że G. spieszyło się trochę ;-) pogratulował i msza powoli dobiegała końca. My poszliśmy jeszcze przed boczny ołtarz Matki Bożej Częstochowskiej, pomodliliśmy się, w międzyczasie, idąc przed ten ołtarz puściłam rękę G., a moja mama tłumaczyła aby tego nie robić ale w prawej miałam bukiet to wchodząc na schodek musiałam drugą ręką suknię przytrzymać. Ale mam nadzieję, że zabobony się nie sprawdzą ;-) . Skończyliśmy się modlić, wstaliśmy i organista zaczął nam grać marsz Mendelsona, dla nas, w co do końca jeszcze nie mogłam uwierzyć bo to wszystko było jak by piękny sen :serce:
Wyszliśmy z kościoła, złożyłam „Najlepszego” dla G., dałam buziaka, zeszliśmy ze schodów i zaczęli podchodzić goście składać nam życzenia. Dostaliśmy mnóstwo bombonierek (mniam :D ), trochę wina (nawet jedno z ceną) i parę innych upominków, niektóre naprawdę fikuśne i świetne (np. Ferrero Rocher w bukiecie z bibuły), a najpiękniejszy był ponad półmetrowy anioł z tak jakby gliny (?). Niektórzy płakali, i pocieszałam, że nie ma czego płakać tylko się cieszyć (a to płakała ciocia G., której prawie 2 lata temu mąż zmarł i powróciły wspomnienia  (wiem, dziwne, że na ślubie, ale sama kiedyś brała ze swoim mężem ślub i tak jakoś jej się zebrało).
Parę minut życzeń, wsiadamy do naszego auta i jedziemy na salę. Mieliśmy wtedy chyba ze 3 bramy. Jedną zrobiła nam kobitka, która lubiła sobie wypić, już i tak ledwo stała na nogach no ale co, przecież jej nie rozjedziemy. Złożyła nam życzenia, dała mi jakiegoś badylka, dostała flaszkę wódki i jedziemy dalej. Tam bramkę zrobiły nam dzieci. Dostaliśmy od nich laurkę z życzeniami dla Młodej Pary (bardzo miłe z ich strony), dostały w zamian cukierki i napoje. Świadkowa dzieliła ich cukierkami z pudełka, a jeden z chłopców całe pudełko chciał zakosić, a że spodziewałam się jeszcze bramek to wolałam aby coś zostało :P Odjechaliśmy kawałek dalej i sąsiad moich dziadków stoi na środku drogi wraz z jakimś pniem, na którym był kawałek drzewa i obok piła do rżnięcia drzewa, taka ręczna. Jak się okazało mieliśmy tą piłą przerżnąć z Mężem kawałek tego drewna. Dobrze, że było już nieco spróchniałe bo byłoby ciężko :P Ale daliśmy radę, dostaliśmy od partnerki tego sąsiada bukiet z polnych kwiatów, złożyli życzenia, daliśmy wódkę i pojechaliśmy dalej. Już dalej żadnych bram nie było. Minęło z jakieś 15 minut i zajechaliśmy przed salę z wielkim hukiem (głośnym trąbieniem wujaszka ;) ) .

WESELE
Czekali na nas już goście przed salą. Wyszliśmy, wzięłam Męża pod rękę i przy wtórze akordeonu weszliśmy na salę. Tam rodzice przywitali nas chlebem i solą. Padło pytanie „Co wolisz? Chleb, sól czy Pana Młodego” no oczywiście, że Pana Młodego ( <niemoge1></span> ), nie no, joke „Chleb, sól i Pana Młodego aby robił na Niego”, spojrzałam na G., a Jemu uśmiech z twarzy nie schodził :-P Wzięliśmy kieliszki z … wodą (na moją prośbę ;-) ) , wypiliśmy i rzuciliśmy za siebie. Były oklaski bo ładnie się stłukły. Następnie szaman i akordeonista przygrywał nam „100 lat” razem z gośćmi, szampana wypiliśmy do dna. Przed wejściem na salę jadalnianą DJ dał Mężowi atrybuty- szczotkę i zmiotkę aby posprzątał szkło z kieliszków i tym samym pokazał, że będzie dobrym gospodarzem w domu :P , a ja musiałam Mu pokazywać palcem, w których miejscach ma jeszcze sprzątnąć :-P Jakoś tam się postarał i poszliśmy na salę jadalnianą gdzie podano nam obiad. Było gorąco, nawet klimatyzacja nie pomagała niestety. Zjedliśmy obiad i akordeonista zaczął przygrywać „Gorzko, gorzko” oczywiście nie był nachalny jak orkiestra, że odliczanie do 10 bo tego byśmy nie znieśli tylko buziaki ze 2-3 razy i tyle  . Tylko obiad się skończył to wszyscy wyszli na taras przed salą i zaczęli siedzieć przy stolikach. To było chyba najlepsze miejsce podczas naszego wesela czego później żałowałam bo większość właśnie przesiedziała na zewnątrz i mało osób się bawiło na parkiecie ale to i tak dla nas nic bo my byliśmy wpatrzeni w siebie więc i tak świata poza sobą nie widzieliśmy :P
Po obiedzie i chwili wytchnienia przyszedł czas na pierwszy taniec. DJ zwołał wszystkich gości na salę, my w środku kółeczka i zaczęły lecieć pierwsze nuty „Wielkiej miłości” : . Tańczyliśmy, w trakcie zamieniliśmy parę czułych słów. Mimo, że był to zwykły taniec przytulaniec to miał w sobie coś, czuliśmy się wyjątkowo. A ja chyba najbardziej bo kocham tą piosenkę, podczas tańca normalnie miałam dreszcze z wrażenia. Po tańcu dostaliśmy oklaski i zaczęło się wesele Dołączona grafikaDołączona grafika. Po pierwszym tańcu goście znowu rozeszli się na taras, a ci co zostali bawili się razem z nami na parkiecie. I po pierwszym tańcu od razu było „Żono moja” :D Z Mężem robiliśmy sobie przerwy na wypicie wody czy jakiegoś napoju, a Mąż dodatkowo na papierosa. No i oczywiście od czasu do czasu posiedzieliśmy z gośćmi, pogadaliśmy. Kuzyni Męża zaprosili mnie do swojego stołu, kulturalnie podstawili krzesło abym usiadła, nalali mi wódki do kieliszka abym z nimi się napiła. No ja oczywiście bez przepicia nie wypiję więc spojrzałam na wiejski stół gdzie były szklanki i już chciałam wstać aby sobie napoju nalać, a kuzyn Męża „Co chcesz kochana?” no to powiedziałam, że szklankę aby soku sobie nalać, to sam kulturalnie mi nalał, wypiłam z nimi i poszłam dalej :D . Ze dwa razy były przyśpiewki przy stołach, co bardzo gościom ze strony Męża się podobało bo u nich czegoś takiego nie ma. Ale śpiewali, no ja byłam w szoku. A śpiew im szedł bo akordeonista rozdał książeczki z przyśpiewkami. Oczywiście ja miałam piosenki wybierać ale podczas wesela i tak wszystkie były wyśpiewane ;) Szkoda, że nie znał „Kaliny” bo też bym chętnie pośpiewała :D Około godziny 20 dziadkowie Męża postanowili wracać. Babcia jeszcze by posiedziała ale dziadek nie spodziewał się, że do mnie jest tak daleko i podróż go wymęczyła :-P Ja proszę aby jeszcze zostali chwilę ale dziadek twardo „Nie, jedziemy” i heja z tą swoją laską przed siebie :-P No cóż. Kuzynka G. z narzeczonym go odwiozła ale potem wrócili. A my cały czas hulaliśmy na sali. Ja jak nie z Mężem to ze świadkiem, który nie miał osoby towarzyszącej bo żadna nie chciała (a zaznaczam, że jest przystojny, sympatyczny, kulturalny i szarmancki i że on żadnej nie odmówił jak prosiły go na wesele i taką wdzięczność uzyskał :-/ ) ale nic. Z nim też się wybawiłam, pogadaliśmy. Wszyscy się bawiliśmy i w czasie wesela spadł mi welon, a DJ „A. jeszcze nie teraz, poczekaj trochę” ;) Więc założyłam go z powrotem i tym razem już mi się trzymał porządnie :D Parę razy dużo osób wzięło udział w „pociągu” już nie tylko do piosenki „Jedzie pociąg” ;) Podczas jednego tańca mało orła nie wywinęłam bo kiecka mi się zaplątała <niemoge1></span>
No i cóż… nadszedł czas oczepin. DJ nas wzywa, my wchodzimy, a na naszych miejscach siedzą kuzynowie Męża. Śmialiśmy się jak nie wiem. Jeden z nich kazał G. zejść na bok, ze podczas oczepin to on obok mnie będzie siedział <niemoge1></span> No ale ustąpili wkrótce nam miejsca i nadeszła chwila zdjęcia welonu. Akordeonista chwilę przygrywał, starsza zdjęła mi welon, starszy zdjął Mężowi krawat i się zaczęło. Były tylko 4 panny do złapania welonu więc kółeczko miałam ciasne :-P Ale dałam radę. Dziewczyny kręciły się w rytm piosenki „Noce i dnie”, a że mi się podoba to przytrzymałam ich prawie do końca czyli ponad 3 minuty :D Welon złapała kuzynka Męża No i przyszła pora na Męża. Kawalerów było więcej, do złapania krawata przymierzali się w rytm piosenki „Sex Bomb” :-P Krawat złapał narzeczony kuzynki G. czyli mieliśmy prawdziwą nową parę (hajtają się w przyszłym roku 24 sierpnia).
I już nie pamiętam czy wykupienie butów było przed rzucaniem naszych atrybutów ślubnych czy po :P . No ale. Buty mieliśmy z godzinę przed oczepinami zdjęte przez moich kuzynów i powiem Wam, że bez butów tańczyło się świetnie ;) . Najpierw Mąż musiał mi buty wykupić. Jeden z chłopaków stwierdził do drugiego, że on tylko oranżadę dostanie bo jeden mój but od obrotów na parkiecie był już galancie pozdzierany ;-) . No ale zabawnie było. Najpierw sprawdzili rozmiar buta. Dziwnym trafem jeden miał rozmiar 38 jak powiedzieli czyli to był mój, a drugi, jak jeden z kuzynów stwierdził, miał rozmiar 42 czyli nie mój i padło stwierdzenie „A nie, to G.” <umieraam></span> Taaa, biały but mojego Męża <H></span> Oprócz wódki oboje musieli zatańczyć „Jezioro Łabędzie” i nie wiedzieli co to jest, a potem drugi miał jeszcze karaoke zaśpiewać „Jesteś szalona”. Mężowi udało się wykupić boje buciki za 2 butelki wódki. I przyszła kolej na mnie. Buty G. miało dwóch moich sąsiadów i też udało się wykupić za 2 flaszki. Jeden z kuzynów znowu musiał karaoke zaśpiewać, a drugi opowiedział średni kawał :P
Po oczepinach mieliśmy z Mężem test zgodności, o którym ja wiedziałam, a On nie. Usiedliśmy tyłem do siebie, mieliśmy po jednym swoim bucie i padły pytania m. in. „Kto pierwszy powiedział, że kocha” oczywiście była zgodność no bo ja :D , „Kto pierwszy wstaje rano…” i podniosłam szybko swojego buta bo ja, G. też mojego podniósł, a tu DJ dodaje „… po seksie” i się, kuwa, wydało <umieraam></span> no i padło też pytanie „Kto będzie trzymał pieniądze” szybko ja podniosłam swojego buta, a G. swojego więc ja do Niego na głos „Co mi obiecałeś?!” :P i wszyscy w śmiech. Także test zgodności okazał się strzałem w „10” bo bardzo gościom się podobało.
No i żebym o torcie nie zapomniała bo był przepyszny. Nie był mdły, był z owocami. No niebo w gębie. Wszystkim smakował.
Później było podziękowanie dla rodziców. Zawołałam naszych rodziców. Ponoć mama G. do mojej „A to będą coś dawać” ? Zebraliśmy wszystkich, kosze stały już na scenie. Sama powiedziałam co chciałam, krótko, zwięźle i na temat choć DJ wcześniej mi mówił co i jak. Podziękowałam w naszym imieniu, podstawiam mikrofon dla G., a ten nic więc machnęłam ręką i oddałam mikrofon DJowi :P Następnie piosenka „Podziękowania dla rodziców” zespołu Cliver. Trochę łkałam podczas tej piosenki ale nie płakałam. Jest piękna, wzruszająca ale trochę za długo trwa :-P
No i cóż no. Jeszcze pobawiliśmy się trochę, goście od 2 zaczęli się rozjeżdżać, było latanie za ciastem w pojemnikach i wódką. Goście G. bardzo chwalili sobie nasze wesele, szef G. też. Powiedział, ze te przyśpiewki przy stołach były zaje*iste :D . Już nasze rodziny się spiknęły, jedni z drugimi są poumawiani na grilla ale żadne nie wzięło numeru telefonu <H></span> Co to alkohol robi z człowiekiem, ja pierniczę Dołączona grafika Rodzina Męża bardzo ciepło mnie przyjęła, jeden z Jego kuzynów tak mnie wyściskał, wyprzytulał, wycałował, że zapamiętam to do końca życia. Tylko mnie zobaczył to już przytulanie do mnie czy nawet do G. czy do nas obojga. Widać, że impreza im się podobała.
Wesele skończyło się koło 5 nad ranem, wtedy DJ grał już tylko dla moich 2 kuzynów, którzy co chwile chcieli „Twist again” i „Lambadę”. Ale tańczyli. Korzystali z okazji, że DJ może zagrać wszystko bo orkiestra już by im tego nie zagrała. Ale powoli zbliżał się koniec, DJ zaczął się pakować, my zaczęliśmy z kucharkami sprzątać ze stołu, pakować co nieco do aut. Ja pojechałam pierwsza do domu, Mąż później, koło 6 w domu był. Do 9 mieliśmy jeszcze gości, którzy czekali na pociąg i jak pojechali to spaliśmy do godziny 12 i później pojeździliśmy jeszcze po gościach i porozwoziliśmy ciasto, wędlinę, wódkę.

Podsumowując. Było świetnie, goście dopisali, jedzenia było mnóstwo. Kuzynka G. chodziła już trzymając się za brzuch, tak była najedzona, a jak powiedziałam jej, że jeszcze 2 dania to poprosiła abym jej nie dobijała <H></span> No każdy był w szoku, że tyle jedzenia jest na weselu bo u nich tak wykwintnych wesel nie ma. No i przez to dużo jedzenia nam zostało to porozdawaliśmy w niedzielę po rodzinach. Każdy zachwalał sobie także DJ’a. Wujek, który wydaje za mąż córkę 8 września powiedział, ze żałuje że o istnieniu tego DJa nei wiedział wcześniej bo by go sobie zamówił, a tak to mają orkiestrę. Ciotka, moja sąsiadka, która jak dowiedziała się kiedyś, że będzie DJ, stwierdziła, że wymyślamy nie wiadomo co, tak po weselu była DJ’em zachwycona. No każdy był mówiąc, że świetnie poprowadził imprezę. Dlatego byłam dumna, że tak się podobało. Pod koniec wesela podziękowałam DJowi za udaną imprezę, oboje stwierdziliśmy, że może nie za dużo osób bawiło się na parkiecie ale było super  . Nawet po weselu, do tej pory, słyszymy pozytywne opinie  Nawet ciocia, która wydaje 8 września córkę za mąż mówi, że teraz każdy u nich na weselu będzie porównywał „O! Nie ma jak wesele u A. i G.” :P
I powiem Wam, że ze świadka byłam bardzo zadowolona, no tak kulturalnego człowieka to jeszcze nie spotkałam. Był bardzo pomocny, nawet jak szłam po wódkę podczas oczepin aby Mężowi buty wykupić to szybko świadek wstał „Zaczekaj”, podniósł mi kosz z wódką i dopiero mogłam butelki wyciągnąć. No naprawdę byłam pod wrażeniem i każdy mojego świadka wychwalał. Nawet żona brata ciotecznego cały czas mnie o niego wypytywała gdzie on studiował, gdzie pracuje, co robi, pod takim wrażeniem była. Brat się śmiał, że się zakochała :-P Ale naprawdę świadek się spisał. Świadkowa poniekąd też bo pomogła mi dużo no ale była z początku zajęta swoją córeczką, która co chwilę chciała do mamy. Ale za to pomogła mi się ubrać, doradziła co i jak. Także też jestem zadowolona.
Wesele wspominamy bardzo dobrze, do tej pory jeszcze za bardzo nie mamy chęci na jedzenie bo jesteśmy przejedzeni :-P

Jeśli o koszty chodzi, zwroty wesela czy nie to… nam się zwróciło i to z nawiązką ;-) Do tego od kuzynek Męża dostaliśmy komplet garnków do kuchni indukcyjnej (której nie mamy i raczej mieć nie będziemy ale zawsze coś ;) ) marki Rössler, a także komplet sztućców w walizce, tej samej marki. No i od mojej kuzynki dostałam blender znanej renomowanej firmy. A miałam sobie go po ślubie kupić, a tu proszę :D Także prezentów niewiele ale przydatne, reszta to pieniążki. Dużo nadrobili nam dziadkowie Męża, moi dziadkowie, moi rodzice, chrzestny. Naprawdę najwięcej dali ci, po których się nie spodziewałam (dziadkowie G. zazwyczaj nie pałali dawaniem pieniędzy dla wnuka na urodziny czy imieniny, mojemu chrzestnemu w zeszłym roku spaliła się stodoła, kasa była potrzebna, a tu proszę, też sporo sypnął). Byliśmy naprawdę mile zaskoczeni. No i mój tata ma nam jeszcze coś sypnąć także wesele zwróci(ło) nam się prawie dwukrotnie :D

W poniedziałek mieliśmy plener. Z początku było sztywno ale potem przywykliśmy, uśmialiśmy się, wygłupiali i cały czas fotograf nam zdjęcia robił. Plener mieliśmy w dworku około 15 km ode mnie. Tam jest pięknie. Nawet wpuszczono nas ośrodka. A tam? Nie obeszło się bez zdjęcia przy starej, stylowej kołysce bo Mąż tak chciał <niemoge1></span> Ogółem Mąż bardzo wczuł się w rolę :D

Ja przyzwyczajam się do nowego nazwiska choć już wypełniając wniosek o dowód czy prawo jazdy, pomyliłam się ale to normalka <umieraam></span>

#100 Aspirynkaaa

Aspirynkaaa

    I do!

  • Użytkownik
  • 3 557 postów

Napisano 05 września 2012 - 21:24

Przeczytałam. :lol: :lol: :lol:
Szczęście aż z Ciebie bije i entuzjazm . :-) :-)
Gratuluję udanego wesela i pięknego ślubu! :-D

-Mamusiu, czy miałaś kiedyś marzenie?

-Miałam, idzie teraz koło mnie i trzyma mnie za rękę! dzieci139.gifdzieci139.gif






Podobne tematy Collapse

  Temat Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych