chyba uwaza ze ja powinnam tak samo robic jak ona jesli chodzi o wychowanie mojej corki
rodzice mają w sobie coś takiego. Moja mama ma straszne problemy z tym, że ja już pozwalam małej decydować o pewnych rzeczach. Np. ubieramy się do wyjścia, Zuzu praktycznie gotowa do wyjścia, ja się maluję w kiblu a ta jojczy, że już chce iść - to krzyczę, że ma sobie otworzyć szafkę w przedpokoju i wyciągnąć te buty w których chce wyjść. Logiczne jest to, że jak leje to nie pozwalam jej iść w sandałkach, tylko wyciągam dwie pary adidasów i ta nadal ma wybór - ubiera te albo te i zero problemu, nie ryczy, że to muszą być koniecznie sandały i koniec, bo inaczej nigdzie nie pójdzie. A matka, że ja dziecko psuję, będzie takie, srakie i owakie jak dorośnie
a tak wracając do tematu, to rozumiem cię
Sajuri, ostatnio był u mnie G., siedział do wieczora, to był weekend jakiś. Przyszła godzina 19:30, Zuzu już w piżamie, po kolacji, leżała i oglądała Puchatka na dobranoc. Zrobiłam jej kakao i widzę, że matka siedzi, oczy w kompie - to z dupy zapytałam, czy wychodzi gdzieś czy może mieć oko na Zuzu przez 3 godzinki, my byśmy wyskoczyli gdzieś tylko poczekamy aż mała zaśnie. To ta, że jasne, nie ma problemu, możemy iść nawet już, natychmiast, ona ją uśpi.
Co było drugiego dnia? Jakoś się ubieram, wołam Zuzu, bo miałyśmy iść na plac zabaw i chciałam ją poczesać i krzyczę, że 'szybko, chodź, bo zaraz wychodzimy' na co moja mamuśka: 'Zuzka, ruchy, ruchy, bo Cie znowu matka zostawi'

Nosz kutva.