Od wczoraj próbuję podsumować ten rok w myślach i kiepsko mi wychodzi. 
Zaczął się fantastycznie, a w środku tak strasznie wszystko się zmieniło, że skutki odczuwam nadal. I teraz..znowu jest dobrze. 
W tym roku:
- płakałam ze szczęścia jak nigdy dotąd;
-utwierdziłam się w przekonaniu, że możemy wszystko;
-a potem brutalnie zostałam strącona na ziemię;
-pierwszy raz poczułam, jak bardzo można się bać życia;
-dostaliśmy niesamowicie mocną lekcję pokory wobec życia;
-wydaje mi się, że zamieniłam "prawie kobietkę" na "kobietę"
;
- zamieniliśmy mieszkanie na dużo bardziej komfortowe;
-chyba ostatecznie przekonałam rodziców, że jestem dużą dziewczynką i umiem się sama zaopiekować sobą.
A najważniejsze, że przeszliśmy przez to wszystko razem i zbliżyło nas to jeszcze bardziej do siebie. Dobrze jest wiedzieć, że jest ktoś, kto będzie zawsze, niezależnie od wszystkiego.
Uff..średnio wyszło podsumowanie. Z przyszłym rokiem wiążę duże nadzieje. Pod pewnymi względami na pewno będzie przełomowy (ślub, obrona magisterki w czerwcu) i mam nadzieję, że w tym odchodzącym roku zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, żeby w przyszłym nasze plany się zrealizowały. 
Użytkownik Aspirynkaaa edytował ten post 01 stycznia 2014 - 17:01