W tym roku podsumowanie zaczynam wcześniej
hehe, w sumie dobry moment

To i ja pomyslę

Generalnie nie był to najłatwiejszy rok dla mnie, bo było i sporo smutnych momentów, ale też sporo radosnych. Nie dam rady podzielić która połowa była gorsza, ale, spróbuję podsumowac

Z plusów:

największym jest na pewno to, że spełniłam swoje marzenie i jestem na Erazmusie w Oviedo ( nie jest to prawda Andaluzja o której marzyłam z wypiekami na twarzy, ale jest Hiszpania

) i jestem z siebie dumna

poznaję po swojemu tutejszą kulturę, ludzi, ich historie, małe i dużo, zwyczaje i obyczaje

zaczęłam pisać bloga, który sprawia mi strasznie dużo frajdy

kupiłam aparat, i wiem już, że kocham robić zdjęcia, i na pewno będę się jakoś edukować w tym kierunki, nawet jeśli nigdy nie będę brać udziału w Word Press Foto

poznałam fajnych ludzi, i chociaż pewnie część z nich przeminie, i nie będą to przyjaźnie do grobowej deski, to na pewno czegoś się od tych ludzi nauczyłam

(wiem, że wszystko o tym wyjeździe na razie, ale ma naprawdę sporo plusów

)przejechałam stopem ponad 2 tysiące kilometrów, strasznie się tym cieszę i wiem, że są to chwile, których mi nikt nie odbierze

. W dodatku w końcu odważyłam się to zrobić sama, co było moim marzeniem - i dzięki temu wiem, że NIE MA rzeczy niemożliwych, wystarczy tylko trochę odwagi i ryzyka

zdałam, choć z wielkim trudem ale się udało wszystkie zaległości, które mi się wygenerowały w szkole przez niefajne zbiegi okoliczności

rzuciłam pracę, której nie znosiłam z całego serca (choć może brzmi to głupio, ale jest to pozytyw bo tkwiłam w niej od 3 lat

)

dalej jestem z Chłopem, i mimo, że nie jest różowo, nie chcę być bez niego

w ciągu roku nauczyłam sięhiszpańskiego tak, że teraz bez problemu mogę rozmawiać z ludźmi, czytać książki i robić notatki na zajęciach

w kwietniu byłam kolejny raz w mojej ukochanej Andaluzji, i spędziłam tam najfajniejszą Wielkanoc w życiu

w tym roku (wcześniej też, ale w tym najbardziej) przekonałam się, że osoba, którą uważam za swoją przyjaciółkę jest nią na prawdę. I że nie tylko możemy razem plotkować, ale też płakać, i istnieje dla mnie o każdej porze dnia i nocy, i nie mają znaczenia kilometry. Cudowne uczucie.

miliony drobnych chwil, obrazów, kolorów, zapachów, miejsc. Nie sposób wyliczać.

choroba mojej mamy (minus, ale...) - wszystko jest już ok, ale dzięki temu boleśnie uświadomiłam sobie ile dla mnie znaczy, szkoda tylko, że tylko że w takim momencie

no i dostałam najpiękniejszy prezent mikołajowy na świecie

A z minusów hm...

długo męczyłam się po operacji, i przez miesiąc byłam nie do życia ( ale przebrnęłąm przez to)

miałąm sporo zjazdów szkolno-pracowych, które momentami zakrawały o coś w stylu depresji

długie, i ciężkie rozkminy na temat mojego związku, w dodatku od nowa separacja, i nie wiem do końca co z tego wyniknie, choć mam nadziję, że jesteśmy z Chłopem jednak na dobrej drodze

dalej nie umiem oszczędzać

choroba mamy, wiem, że ją wyniszczyła też wewnętrznie, i często boję się że wróci
Ogólnie rzecz biorą rok był dla mnie osobiście i jest nadal dość długi, obfity w różne rzeczy, ale z większości sytuacji wyszłam obronną ręką. Jestem w trakcie fantastycznego doświadczenia, które jeszcze chwilę potrwa, i mam nadzieję, że przyniesie jeszcze trochę nowości

Jezu, ale się rozpisałam, jak w pamiętniku