Każda z nas przyznała, że rodzice D. zachowali się brzydko. Ja po prostu zauważyłam, że MOIM ZDANIEM Ty i D. również. 
Gdybym była mamą i nie lubiła narzeczonej swojego syna, gdybym dodatkowo uprzedziła go, że nie życzę sobie jej obecności podczas kolacji wigilijnej, to bardzo bym nie chciała, żeby mimo wszystko młodzi postawili na swoim. A siedzenie w pokoju na górze to i tak obecność- dla mnie krępująca, a dla tej narzeczonej chyba trochę poniżająca. To dom rodziców i oni decydują, kto jest w nim mile widziany, szczególnie w takich ważnych momentach.
I naprawdę rozumiem, że mogło być Ci przykro, że mogłaś być zawiedziona etc., ale czasami trzeba coś przyjąć, pogodzić się z tym, na co wpływu nie masz. I być może spróbować się zastanowić, co zrobić, żeby w przyszłości było inaczej.
Zależało nam na tym żeby spędzić razem święta i to zrobiliśmy.
No i zrobiliście po swojemu. Byłaś szczęśliwa? Było warto?
Pytam serio, bo mnie by tam wołami nie zaciągnęli i nie rozumiem Twojego toku myślenia.
Mój też grzecznie i stanowczo powiedział swoje zdanie... A Wy ciągle, że się nie postawił, że mnie nie bronił.
Nie "ciągle", bo napisałam raz, a drugi to już tylko w odpowiedzi na Twoje pytanie. 
Moim zdaniem nie obroni Cię- nie powinnaś się tam znaleźć i tyle. No chyba, że próbował, a Ty się uparłaś.
I po raz kolejny napiszę- skoro Wam aż tak zależało na spędzaniu świąt razem, to mogliście to zrobić u Ciebie. D. wybierając między Tobą, a rodziną, wolał zostać z rodziną - może jemu aż tak na tych świętach razem nie zależało, jak Tobie. I tu nie obwiniam- nie znam ich sytuacji rodzinnej, nie wiem, czy to fajnie, czy nie z jego strony. Nie podoba mi się, kiedy to kobieta zabiega o czas z mężczyzną, a nie na odwrót. 
Każdy robi po swojemu. Jeżeli Wam jest dobrze, tak jak jest, to mi nic do tego. 
Po prostu ja bym się tak nie zachowała, a i nie pozwoliłabym sobie na to, żeby ktoś mnie tak traktował. Z tym, że zawsze powinno się najpierw być fair w stosunku do innych, a dopiero później wymagać tego od nich.