Nie będzie ich w PL wiec mnie nie zaproszą. Tylko telefon.
@Wisienkowa Ale tylko telefon czy tez odwiedzasz ich znów?
Co zrobisz jak Cię zaproszą?
Przeprawy z teściami
#361
Napisano 16 kwietnia 2014 - 20:38
#362
Napisano 16 kwietnia 2014 - 20:52
@Wisienkowa No to problem z głowy
A Twój narzeczony w takim razie z wami?
Love Love Love
#364
Napisano 20 kwietnia 2014 - 14:14
Z teściami zawsze można się jakoś dogadać,tylko są potrzebne szczere chęci i to z obu stron, bo z natury zły nikt nie jest,tylko czasami życie daje nam popalić,dlatego to potem przekłada sią na nasze nerwy i niezadowolenie, jak i właśnie nieodpowiednie stosunki i to nie tylko z teściami, ale tak ogólnie.
#365
Napisano 23 kwietnia 2014 - 18:56
No i zadzwoniłam ![]()
Połówek poszedł z wujkiem moim gadać a ja drżącymi rękami wzięłam telefon i wybrałam numer i jakoś poszło.
Ojciec D. odebrał, nie dał mi dojść do słowa nawet, sam mi złożył życzenia, a jak chciałam ja jemu złożyć to ledwie mu się wcisnęłam.
No ale pogadaliśmy ogólnie o pogodzie i takie tam. Było miło, nie wiem czy szczerze, ale poprawnie na pewno. Wszyscy się starali ![]()
#366
Napisano 23 kwietnia 2014 - 19:59
@Wisienkowa no to fajnie że tak wyszło. Zwłaszcza, że Twoja inicjatywa
Oby tylko lepiej bylo ![]()
Love like you'll never be hurt,
Sing like there's nobody listening,
And live like it's heaven on earth."
#367
Napisano 31 października 2014 - 14:04
Witam mój problem w związku polega na obecności teściów w nim...
Jesteśmy 3 lata po ślubie i od początku teściowie nie umiliali mi życia, wręcz przeciewnie nam kłody pod nogi, byle było po ich myśli i z korzyścią dla nich.
Teraz spodziewamy się za miesiąc narodzin synka bardzo się cieszmy i czekamy tylko mnie już dopada wizja teściowej u nas codziennie.
Już teraz próbuje się wtrącać co do iminia " macie już imię wybrane? Nie jeszcze mamo. Aha no tylko nie takie i nie takie" [
] no obłęd, już nawet mnie poinformowała że chrzestnym zostanie jej młodszy syn o czym ona już go poinformowała, gdzie my z mężem jeszcze tego tematu nawet nie ruszyliśmy (chrzcin).
Ja już mam wyprawkę skompletowaną, a to co chwila chodzi po lumpekasach i coś kupuje ( i to ubrania na roczne dziecko) mówię jej " mamo nie kupuj takich dużych, bo ja nie mam gdzie trzymać ubrań na rok do przodu z/w mieszkaniowych" ale jak grochem o ścianę [:(] . Kiedyś w jednej rozmowie wspomniałam że mam już wybranego pediatrę, gdzie zapiszę małego a ta już " Do Niego??!!!, przecież Bartosz ( jej 3 syn 9letni) chodzi do tej i jest dobry, weż tam zapisz" Normalnie już mam dość, zastanawiam się kto tu w końcu ma być rodzicem? I czy w ogóle z mężem mamy coś do powiedzenia... Jak rozmawiałam z mężem to on tylko stwierdził, no za bardzo się wczuwa i ingeruje ale nic jej nie powie [:(] Powiedziałam mężowi, że zaczynam się bać co to będzie jak się mały urodzi skoro ona już teraz próbuje mieć tyle do powiedzenia... To mnie mąż "pocieszył" [:/] "że pewnie będą codzienie a jak nie to będzie z 10-20 tel dziennie"
I teraz najgorsze święta Bożego Narodzenia od ślubu zaczynam ich nie cierpieć, bo mnie stresują . Pierwsze po ślubie uparłam się że spędzamy sami jako młode małżeństwo i w końcu na własnym "m" udało się, ale nie obyło się bez miliona tel, i trucia jak to sami itd i głupich komentarzy na temat tego że się tak uparłam na to. W zeszłym roku byliśmy u męża rodziców i wtedy było wszystko ok, jak powiedziałam mężowi późnym już wieczorem czy może jedziemy już to wejdziemy do moich chociaż z życzeniami to mi powiedział, że" nie bo on w tym roku jest tu" ok zaakceptowałam to bez słowa, póżniej coś mnie złapało i dostałam dość wysokiej gorączki i chciałam do domu to mąż zaczął się wściekać że wymślam, nawet teść mu tłumaczył że naprawdę źle wyglądam.
I teraz znowu zbliżają się święta, ma się urodzić synek i się umówiliśmy, że w tym roku idziemy do moich rodziców albo sami w domu, zależy kiedy mały się urodzi, wszystko fajnie tylko, że ja wiem, że tak łatwo nie będzie, bo będą tel od jego rodziców, że mamy przyjechać albo oni do nas przjadą, a jak nie to na pewno przjedzie jego brat. Oni tego nie rozumieją, że teraz idziemy do moich rodziców i nie mam zamiaru siedzieć tam z zegarkiem w ręku, albo żeby mąż siedział wiecznie z tel bo oni będą truć.
Wszyscy mieszkamy blisko siebie moi rodzice 100m od nas, a teściowie 8 km. I teściowie potrafią przyjechać do nas i przjść po nas do moich rodziców chociaż wiedzą, że z jakiejś okazji (urodziny, imieniny itp) jesteśmy u moich rodziców. Wspolna wigilia nie wchodzi w grę, bo moi rodzice nie przepadają za teściami moimi, bo Ci się uważają za kogoś lepszego bo miastowi.
A mój mąż nie potrafi zwrócić uwagi swoim rodzicom [:(] Albo mówi do mnie co Ci szkodzi, że przyjadą? Jego brat też się zawsze tłumaczy, że on niby tylko na chwilę, a potem się rozsiada na 3-4 godziny i co mam go wrzucić? Tak było dwa lata temu po naszej pierwszej wigilii.
Normalnie ręce mi opadają, aż czasami myślę żę to wina męża, bo zamiast być dupowaty niech powie jak facet i głowa rodziny coś swoim rodzicom.
Tak jak kiedyś lubiłam święta tak teraz przprawiają mnie o stres [:(]
Nie wiem czy oczekuję porady, bo co tu można poardzić, ale potrzebowałam to z siebie wyrzucić, bo mąż nie do końca mnie rozumie w tym temacie... [:(]
Pozdrawiam
#368
Napisano 02 listopada 2014 - 17:51
ale potrzebowałam to z siebie wyrzucić, bo mąż nie do końca mnie rozumie w tym temacie... []
To z tego wszystkiego jest najsmutniejsze. Trzymaj się!
Lubię czytać!
Marcjanna Fornalska "Pamiętnik matki"
#369
Napisano 03 listopada 2014 - 20:23
@Lena123xx3 trochę cię rozumiem, bo też mam trudną teściową, której nie możńa nic przepowiedzieć. Jedna rada, najskuteczniejsza. Powiedzieć swoje i ignorować. Ale niczego nie osiągniesz w pojedynkę, mąż powinien stać za tobą murem np. jeśli chodzi o wybór chrzestnego. Proponuję najpierw męża wziąć na poważną rozmowę i powiedzieć mu co czujesz i czego oczekujesz.
#370
Napisano 13 listopada 2014 - 15:03
Lenka ja to Cie rozumie..moi tescie maja jednego syna, jedna synową i jednego wnuka...no wiec jak myslisz gdzie spdzają swój wolny czas ![]()
jeszcze kwestia dupowatego meża..mój to juz w ogóle jakby przeciwko mamusi miał wystapic to nie do pomyslenia
ja od 4lat każdy wieczór spedzam z tesciem bo nie ma do kogo pójsc bo ma zakodowane ze musi codziennie wnuka odwiedzic ![]()
nie znalazłam jeszcze recepty na pozbycie sie teściów bo tak naprawde musi tego chciec tez mąz a mu to nie przeszkadza ![]()
takze jak znajdziesz jakiś patent to daj zna ![]()
#371
Napisano 13 listopada 2014 - 18:14
Dziewczyny, czy my nie mamy przypadkiem podobnego tematu już?
![]()
Two, never give up work. Work gives you meaning and purpose and life is empty without it.
Three, if you are lucky enough to find love, remember it is there and don't throw it away.”
#372
#373
Napisano 13 listopada 2014 - 21:01
Dzieki dziewczyny. Naprawione. ![]()
#374
Napisano 01 lutego 2015 - 12:45
A myślałam, że będzie już dobrze...
Walczymy z nimi w zasadzie od momentu, w którym zaczęły się rozmowy o ślubie - nie pasował im kamerzysta, którego wzięliśmy, nie ten zespół, wyobraźcie sobie, że teściowa postawiła na swoim nawet przy wyborze gajerku dla Marcina...ustąpiłam, bo myślałam, że tak będzie lepiej...
potem mieli ala pretensje, że jedziemy w podróż poślubną, że moglibyśmy odłożyć te pieniądze, kłótnie o samochód to już normalka...a wczoraj przegięli...nie wiem co robić...
Marcin rozmawiał z nimi o mieszkaniu, które chcemy kupić. Fakt - jest drogie, jest komfortowe, 3 pokojowe, ładnie urządzone...Postawili się. Nie pomogą. Prosiliśmy ich o 100 zł miesięcznie....nic z tegoNie, bo:
1. oni zaczynali skromniej, o wiele skromniej i my też tak możemy
2. nie mogą obiecać, że przez 10 lat będą nam pomagać w spłacie pożyczki, bo nie wiadomo co to się wydarzy, a nas przecież 2 czy 3 lata pomocy nie urządzają
3. bo ile chcemy być zależni od nich?
4. bo założyliśmy swoją rodzinę i powinniśmy od tego momentu być całkowicie samodzielni
........nie pamiętam już innych durnych argumentów....jest mi źlea Marcinowi jeszcze gorzej
nie chodzi o to, że bez nich nie damy rady - bo damy!! są na szczęście moi rodzice, którzy dla nas nieba by uchylili, gdyby mogli, są dziadki, na których po cichu liczymy. Ale powiedzcie jak ja mam z nimi rozmawiać, żeby się nie pokłócić na amen??jak mam iść tam na wigilię i z uśmiechem na ustach wręczać prezenty?? tam jest taka sztuczność....niby na wakacje nie jadą, bo nie mają kasy, nam nie poomogą, bo nie, ale co 3 4 tygodnie duże imprezki dla całej rodziny czy tma znajomych to wyprawiają...nie chcę ich rozliczać, ale nie umiem inaczej....
oni uważają, że w momencie wyjścia dziecka z domu - kończy się jakakolwiek pomoc rodziców...a mnie moi nauczyli czegoś innego, pokazali, że inaczej można żyć...
a Wy dziewczyny? miałyście, macie jakieś przejścia z teściami, przyszłymi teściami??
Niestety teściowie bywają różni,z jednymi idzie się dogadać z innymi już na samym wstępie ma się pod górkę. Ty akurat na takich trafiłać - raczej na teściów z innej planety. Niestety ich już nie przekonasz, ani nie zmienisz, najlepiej jeśli nie będziesz ich nigdy o nic prosiła, wtedy i oni nie będą niczego od Ciebie chcieli i musisz uczulić swojego Marcinka pod tym względem, aby mimo,że to jego rodzice - nie uginał się przed nimi. Musisz a nawet musicie pokazać, że i bez ich pomocy dacie radę,sama zresztą piszesz,że masz kochanych swoich rodziców, dziadków - więc w razie czego masz do kogo się zwrócić o pomoc. A ze swoich decyzji nie musisz się przed teściami spowiadać - nie warto,bo i tak będą odmiennego zdania. Będzie dobrze,nie warto się załamywać, ważne,abyście się kochali i żyli w zgodzie,a reszta jakoś się ułoży. Pozdrawiam serdecznie.trzymajcie się z Marcinem.
#375
Napisano 30 marca 2015 - 17:38
Zna ktoś dobry sposób na upierdliwą teściową? Szczerość do bólu może, bo jeszcze nie próbowałam ![]()
człowiek chce dobrze, a na końcu wyjdzie na najgorszego ![]()
A najśmieszniejsze jest to, że ostatnio jedna z klientek powiedziała, żebmy sobie jedynka nie brała
ale pech ![]()
To spacer podczas bardzo drobniutkiego deszczu.
Człowiek idzie, idzie i dopiero po pewnym czasie orientuje się,
że przemókł do głębi serca...
#376
Napisano 30 marca 2015 - 18:37
człowiek chce dobrze, a na końcu wyjdzie na najgorszego
Mój sposób to przestać się spinać i chcieć dobrze, serio
dobrze na tym Twoje zdrowie psychiczne wyjdzie. ![]()
Ja się długo uczyłam, ale w końcu się nauczyłam, że najlepszym wyjściem jest generalnie przytakiwać, rozmawiać o pierdołach ( a ważne sprawy, którymi nie masz ochoty się z nią dzielić, "przypadkowo" pomijać ). Generalnie udawać głupią. Brzmi okropnie, ale przynajmniej jest spokój. " Taaaaak? Ja tak mówiłam? Ojej....". I robić swoje. ![]()
Oczywiście wszystko z szacunkiem, który jej się należy. Ja dzwonię raz, dwa razy w tygodniu pogadać ( w praktyce to ja w tym czasie siedzę sobie przy kompie i tylko potakuję, jak mi opowiada, która sąsiadka złamała nogę, a która miała ogórkową na obiad). Chciała, żebym dzwoniła, mi to nic nie szkodzi - dzwonię. Jak potrzebuje pomocy - w granicach rozsądku - ok. Jak mam czas - odwiedzam.
I tylko pamiętać, że teściowa, jaka by nie była, jest mamą Twojego mężczyzny, a on ją kocha. I o ile jemu wolno na nią się wkurzać, to Ty mu odpuść gadanie o niej złych rzeczy. Nikt nie lubi tego słuchać o swojej mamie. ![]()
No i będzie babcią Waszych dzieci. Fajnie, żeby dzieci nie wyczuły między Wami wrogości. Bo przecież babcia powinna być najwspanialsza na świecie. I pewnie dla nich taka będzie, mimo że dla Ciebie nie jest wymarzoną teściową.
-Mamusiu, czy miałaś kiedyś marzenie?
-Miałam, idzie teraz koło mnie i trzyma mnie za rękę! 
#377
Napisano 31 marca 2015 - 22:17
@Aspirynkaaa tylko, że ja taką taktykę opracowałam na początku. Serio- teściówka gaduła, czyli o pierdołach i o życiu. Wszystko w granicach normy. Czasem mnie denerwowała błahymi sprawami, ale wszystko generalnie było OK.
Ostatnio za to wszystko się zmieniło. Teścik złamał nogę, generalnie z własnej głupoty i nieodpowiedzilności, oczywiście pierwsze co tel. do M. żeby przyjechał. Później już tylko- ja się boję zostać sama. Ok, zostaliśmy pierwszą noc u niej. Po czym na drugi dzień pytnie, czy M. może jeszcze u niej zostać. Żal mi jej było, więc się zgodziłam, ale po tygodniu, nie było mi jej już tak samo żal. Bo czemu się boi, skoro NIGDY nie została sama? skąd wie, że nie zaśnie? wiadomo, że ja nie mam nic do gadnia, bo ja będzie chciał, to i tak pójdzie spać do mamy, ale kurcze, albo odcinamy pępowinę i sobie pomagamy w stylu- podwiozę cię, przyniosę ci, zrobię to, ale w sumie czułam takie... odrzucenie?.... a co jak teścik umrze, bo przecież nie żyjemy w bajcie i wiadomo, że KAŻDY odejdzie i co wtedy? M. zostawi mnie, dzieci/dziecko i przeprowadzi się do mamy?
Też obawiam się samotności. Też lubię jak dom jest pełen, albo chciaż jest w nim 2 osoby, a nie 1 osoba. Ale kurcze, mając jedynaka spodziewała się pełnego domu do końca swych dni?
Poza tym w ciągu 2 dni 2 razy usłyszałam, że KIEDYŚ byli w 3, później w 2 a TERAZ została całkiem sama....
Byle kłótnia teściówka potrafiła dzonić do M., żeby przyszedł, bo nie daje sobie rady z mężem. M. delikatnie mówiąc wkurzony przychodził do mnie 'po burzy', bez humoru, wieczór zepsuty, bo mama obarczyła syna swoimi problemami
po przeprowadzce niestety niewiele się zmieniło ![]()
Zero wsparcia, zero dobrego słowa, wieczne wylewanie żalów i problemów ![]()
Rozumiem rozdarcie M.
Nie rozumiem tylko, jak można tak obarczać kogoś swoimi problemami.
I takie nadskakiwanie za każdym razem jest przyzwoleniem na to, że już zawsze tak będzie?
Moja babcia twierdzi, że teściówka za dużo się nad sobą lituje i wyolbrzymia.
Uważałam ją za silną i twardą babkę, a to, co ostatnio wyczynia to jakiś kosmos.... i bądź tu mądry...
To spacer podczas bardzo drobniutkiego deszczu.
Człowiek idzie, idzie i dopiero po pewnym czasie orientuje się,
że przemókł do głębi serca...
#378
Napisano 02 kwietnia 2015 - 10:52
Jakieś przejścia są cały czas, ale jednak są raczej skrozy do pomocy, to my często nie chielismy...
#379
Napisano 03 kwietnia 2015 - 09:04
![]()
Nie mówmy o zmartwieniach,to nie jest dobry temat
są z nami zawsze, chcesz czy nie.
Pomówmy o nas samych, uczyńmy wielkie plany
być może kiedyś spełnią się?
Gdy już zdobędę mnóstwo pieniędzy
w najbliższym niebie, kupię ci księżyc!

#380
Napisano 03 kwietnia 2015 - 15:44
@Majorka^^ powiem Ci, że znam to doskonale. Czasem zastanawiam się, czy ona nie robi tego specjalnie, ale w sumie wątpię, żeby mogła uknuć taki plan. On też nie ma łatwego wyboru: mama czy kobieta. Powinien pogadać z nią, że rozumie, współczuje, ale teraz ma RÓWNIEŻ inne obowiązki. Mój tak zrobił, ale niewiele pomogło.
Użytkownicy przeglądający ten temat: 0
0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych
















