A może po prostu nauczyłaś rodziców D., właśnie, że sprzątasz itp. a kiedy przestałaś to robić oni to zaczęli odbierać jako twoje lenistwo i coś dziwnego. U was jest trudna sytuacja, bo jego rodziców nie ma na codzień w domu, więc nie widzą co robisz. Oceniają cie po tym co zobaczą jak już są w domu.
ja jestem z K. od 8 lat i sprzątać zaczęłam u niego w domu hmmmm.... jakieś 2 lata temu może (jego piętro), natomiast nie sprzątałam części wspólnych domu ale od jakiegoś roku jestem u niego praktycznie co drugi dzień, często śpię, jestem więc domownikiem i robię to, czego kiedyś nie (choć mnie nikt nie zmusza do tego).Wyjmuję naczynia ze zmywarki, nastawiam ją, jak trzeba ogarnąć w kuchni to też to robię. Od czasu do czasu odkurzę salon i przedpokój (ale nigdy nie robię tego jak teściowie są tam, bo nie chcę żeby myśleli,że sprzątam na pokaz), jak mi się przypomni to podlewam kwiatki. Jak się nudzę to idę na dwór pozamiatać kostkę.Nie mam poczucia ,że jestem czyjąś sprzątaczka, chociaż pewnie jeszcze 4 lata temu bym miała. Broń Boże nie piszę tego,żeby cie przekonać że skoro oni tego od ciebie oczekują to masz u nich latać z mopem. Po prostu myślę,że to jest trochę tak jak pisała Marzycielka odnośnie Wigilii z teściami- przychodzi taki etap,że pewne rzeczy przestają być tylko czarno-białe i to, co wcześniej ci przeszkadzało już przestaje. Po drugie, kiedy zaczniecie się traktować jak rodzinę (oni Ciebie a ty ich, a to przychodzi z czasem), to pewne rzeczy staną się naturalne.
A tak na marginesie, to ja tez kiedyś miałam takie radykalne podejście do tematu : nie jestem z jego rodzicami tylko z nim, wszyscy muszą się liczyć z moim zdaniem, jestem gościem w ich domu, nie będę się wychylać, pokazywać że dużo umiem, bo jeszcze będą to wykorzystywać, wszyscy powinni być dla mnie mili, bo przecież jestem dziewczyną K., powinni się mną interesować itp. ale kiedy to było
Teraz się z tego mogę śmiać.