Generalnie on uważa, że zarabianie na rodzinę jest obowiązkiem mężczyzny, a jeśli jego kobieta będzie pracowała, to dla siebie i swojej chęci rozwoju, a nie dlatego że musi zarabiać. Uwielbiam w nim to, bo ze mnie żadna feministka, ani bizneswoman. :->
U nas jest zabawnie pod tym względem
ja tam nigdy za specjalnie do feminizmu się nie kierowałam. Wbrew pozorom mam dosyć staroświeckie podejście do sprawy (no może z wyjątkiem posiadania dzieci
No i w sumie bycie taką kurką domową bardzo mi się podobało.
Z kolei mój Połówek zgadza się z moim zdaniem, ale kobietę to on chce mieć pracującą.
A jak pochłonie mnie praca to narzeka, że głody chodzi i on już woli żebym domem się zajęła.
I taki w kółko.
Ale chyba z tego mojego niepracowania nic nie wyjdzie. No chyba, że chłopa sobie zmienię.
No i druga kwestia jest taka, że w dzisiejszych czasach nie można być do końca pewnym swojego faceta.
Zawsze jest opcja, że po jakimś czasie (bliższym lub dalszym) wywinie jakiś numer z inną abo/i odejdzie.
Tak trochę strach polegać tylko na chłopie.




















