Skocz do zawartości

Babskiswiat.net używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej Rozumiem

Mahjong
Opis: Nieśmiertelna gra. Mahjong html5 online.

2048
Opis: Hit 2014. Prosta, logiczna i niezwykle wciągająca gra 2048.


Saper
Opis: Saper - kto nie zna tej gry...

Zdjęcie

Poród


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
648 odpowiedzi w tym temacie

#201 tigraa84

tigraa84
  • Użytkownik
  • 5 129 postów

Napisano 24 sierpnia 2010 - 08:28

seli dzielna kobitka z Ciebie :-D ja się poryczałam w trakcie czytania Twojego posta, zawsze tak mam jak czytam relacje z porodu :oops: Najważniejsze, że Amelka jest już z Wami :*

Jak można rodzące tak traktować? :/

Cenionka, uwierz, że taka atmosfera panuje na wielu oddziałach położniczych... niestety. Nie raz, nie dwa nasłuchałam się ok koleżanek, znajomych, znajomych znajomych historii, które potrafią zjeżyć włos na głowie. Czasem to mi po prostu ręce opadały do samej ziemi :-/ i wszyscy się dziwią, że cesarka stała się "modna"? dużo kobiet boi się rodzić naturalnie po takich opowieściach.

Ja swojego porodu też nie wspominam najlepiej <bezradny></span> Coś się zaczęło dziać już o 11 rano, ale ja uparcie twierdziłam, że to jeszcze nie pora. Dopiero o 22 zaczęliśmy się zbierać do szpitala. Na miejscu mnie zbadali i poinformowali, że nie maja wolnych miejsc w związku z czym muszę jechać do innego szpitala :roll: lekarz sprawdził, gdzie mają miejsca i podał mi 2 adresy.... o szpitalu na Dyrekcyjnej nawet nie chciałam słyszeć, bo krążyły o nim historie rodem z horroru, więc od razu zapowiedziałam P. że jak mnie tam zawiezie to mu urodzę w aucie a do środka mnie nie zawlecze :-P Pojechaliśmy więc na Brochów- tam znowu mnie zbadali, dostałam piżamkę i pojechałam na porodówkę, bo w międzyczasie odeszły mi wody. P. kazali jechać inną windą i czekać na mnie na korytarzu. Kazałam mu jednak pojechac do domu, bo powiedzieli mi, że poród potrwa co najmniej do 10 rano, więc po co miałby tam siedzieć tyle godzin. Na sali podłączyli mnie pod ktg i kazali leżeć. Były tam jeszcze dwie dziewczyny i oczywiście zero prywatności :-/ oddzielone byłyśmy jedna od drugiej tylko parawanami plus jedna z nich dostała zalecenie spacerowania, więc ciągle kręciła się koło mojego "boksu"... no, nie wiem jak to inaczej nazwać <bezradny></span>

zwłaszcza czytając o tych krzykach :lol:

Znakiem tego z nią nie było tak źle, bo uwierz, że kiedy naprawdę boli to nie masz siły na to by krzyczeć, zostaje Ci co ponajwyżej ciche pojękiwanie. Szczególnie kiedy dopadną Cię bóle krzyżowe, te najgorsze z możliwych, bo parte przy nich to pikuś. Tych drugich nawet nie czułam. A za jęki to i tak mi się oberwało od doktora, bo "inne pacjentki stresuję" :shock: taki mądry to niech się zamieni miejscami, tyle, że ona jako facet, to by tam chyba zszedł na tym łóżku :lol: Przez ponad 4 godziny nikt się mną tam nawet nie zainteresował a ja już nawet nie miałam siły płakać tak mnie bolało. W tym czasie położne popijały sobie kawę i wymieniały się plotkami. kiedy wreszcie zdecydowali się koło 5 rano, że należy się mną zając, bo mam rozwarcie na 9 cm to przyszło mnie zbadać 3 lekarzy i żadnemu się nie pozwoliłam dotknąć- byłam tak zmęczona i obolała, że nawet nie miałam siły przeć. Później wszystko poszło szybko- dostałam do podpisu zgodę na cc i pojechałam na salę operacyjną. Tam trafiłam na naprawdę cudownego lekarza i pielęgniarki, usłyszałam mnóstwo słów otuchy i przez cały czas kiedy tam leżałam rozmawiano ze mną. Nawet nie wiedziałam, że już po wszystkim, ale usłyszałam płacz Wiki i pokazali mi ją. Wyglądała jak pomarszczona rodzynka i była najpiękniejsza na świecie :mrgreen: Po wszystkim położyli mnie i dali Malutka bym ja nakarmiła, no i mój ulubiony doktor przyniósł mi moje rzeczy, żebym mogła zadzwonić do P. "żeby walizki za mną nosił" :-P Do lubego się nie mogłam do dzwonić, więc zadzwoniłam do mamy i przekazałam jej słowa lekarza a ona wszystko przekręciła... Nagadała połówkowi, że coś się musiało stać, bo lekarz kazał mu przyjechać do szpitala. Więc gnał prawie 200 km/h przez miasto i mimo, że nie chcieli go do mnie wpuścić (leżałam na pooperacyjne a tam odwiedzin nie ma) to nie posłuchał pielęgniarek. Wtedy z kolei ja się wystraszyłam, bo mój wariat był zapłakany i roztrzęsiony jak nie wiem co. Na szczęście wszystko się wyjaśniło i P. pozwolono jeszcze zobaczyć Małą.
Mężczyzna bez kobiety jest jak pies bez pcheł- niby da się żyć, ale nudno
Kobieta bez mężczyzny jest jak pchła bez psa- żyć ciężko i gryźć nie ma kogo

#202 89kasienka89

89kasienka89
  • Użytkownik
  • 5 825 postów

Napisano 24 sierpnia 2010 - 09:30

Seli ja też się wzruszyłam, czytając Twego posta :oops: Super, że wszystko się udało bez komplikacji ;*
Miłość, marzenia, uczucia i myśli,
jeszcze raz uwierz w siebie i uwolnij ten instynkt

#203 seli19

seli19
  • Użytkownik
  • 536 postów

Napisano 24 sierpnia 2010 - 10:13

Dziewczynki moje kochane nie sądziłam że moja historia będzie tak was wzruszać ale to świadczy tylko o Waszych wspaniałych WIELKICH serduchach :)

rodziłam u siebie w mieście, zgłaszaliśmy wcześniej że mąż chce być przy porodzie i mój lekarz obiecywał mi że go wpuści... ale zasady to zasady, ta która już krzyczała (ta co leżała ze mną wcześniej) to jej męża wpuścili bo miała rodzić naturalnie, ja leżałam na sali przedporodowej- a tam nie wolno mimo ze leżałam cały dzień sama prawie i nikomu nie przeszkadzałaby obecność mojego męża <bezradny></span>

po drugie swierdzam że położne u mnie w mieście to wielkie jedne przzepiz...y... ani jedna miła nie była, a jak lekarz powiedział im że u mnie cesarka to chodziły wielce oburzone "a czemu cesarka?", opieka na oddziale po porodzie też była bardzo kiepska po wszystko trzeba było dzwonić i prosić i już od rana- dnia następnego po cesarce opiekowałam się małą- a niebyło latwo, najgorsza była noc jak musiałam wstawać do niej z łóżka żeby ją wziąść nakarmić i przebrać, strasznie ciągnęły szwy:( ale dałam sobie radę sama i jestem z tego dumna bo dziewczyna która leżała obok odwiozła dziecko do opieki położnym. w każdym razie chciałam z tamtąd jak najszybciej uciekać do domu, o ile poród by lekki dla mnie bez bólu to połóg był gorszy zwłaszcza ze względu na brak pomocy ze stron personelu oddziału położniczego, nikt nie mówił nam jak karmić, jak przebierać i wogóle co i jak :cry: a to na początku bardzo pomocne uwagi są <bezradny></span> cóż za drugim razem będę już wiedziała sama co i jak :)

a mój mąż TAK jest wspaniały że wytrwał i czułam się wspaniale gdy dodawał mi otuchy, bardzo mi pomagał dojść do siebie- był sikać ze mną i mył mnie pod prysznicem, cieszę się że się nie zniechęcił i żałuję żę nie mógł być przy mnie bo wiem że przy cesarce w innych szpitalach można towarzyszyć żonie no ale cóż u nas niestety nie <bezradny></span>

#204 anka1705

anka1705
  • Użytkownik
  • 2 490 postów

Napisano 24 sierpnia 2010 - 10:22

Tigra, twoja opowieść również wzruszająca, ale i straszna :shock:

Między nami nic nie było
Parę nocy, trochę wina,
To za mało by Cię mieć.
Może tylko się łudziłam,
Może lekko pogubiłam,
Nie bój się nie zrobię scen..

Kiedyś się uda
Jeszcze przyjdzie na nas czas


#205 Sajuri

Sajuri
  • Użytkownik
  • 11 336 postów

Napisano 24 sierpnia 2010 - 10:37

podziwiam Was dziewczyny
Prosilam o wszystko, zeby cieszyc sie zyciem.
Dostalam zycie, zeby cieszyc sie wszystkim

#206 asia21_87

asia21_87
  • Użytkownik
  • 7 854 postów

Napisano 24 sierpnia 2010 - 11:04

seli19, pięknie opisałaś swój poród aż łezka się kręci w oczku, ale kobieta potrafi wszystko znieść aby już tulić maleństwo w ramionach :-)

to rozumiem ze kroplówka nie pomogła i nie miałaś skurczy i rozwarcia ze musieli robic cc :?:

a z ta opieka to jest rożnie, np. ja nie narzekam, jak będę rodzic drugi raz to w tym samym szpitalu
Dołączona grafika

Dołączona grafika

#207 tigraa84

tigraa84
  • Użytkownik
  • 5 129 postów

Napisano 24 sierpnia 2010 - 11:38

ja nie narzekam, jak będę rodzic drugi raz to w tym samym szpitalu

to nic tylko pozazdrościć, bo ja już bym w tym samym rodzic nie chciała :-/ Za to przynajmniej na lekarki i pielęgniarki z oddziału poporodowego generalnie narzekać nie będę, bo poza 2 indywiduum, były naprawdę sympatyczne :-D i dużym plusem było to, że pokoje były tam pojedyncze, więc kiedy mój dziec spał ja tez mogłam pospać bez stresa, że dziecko sąsiadki z łóżka obok za 10 minut wstanie i zacznie płakać :-) To naprawdę duży plus ;-)
Mężczyzna bez kobiety jest jak pies bez pcheł- niby da się żyć, ale nudno
Kobieta bez mężczyzny jest jak pchła bez psa- żyć ciężko i gryźć nie ma kogo

#208 Olenka

Olenka

    Yeah!

  • Użytkownik
  • 8 138 postów

Napisano 24 sierpnia 2010 - 13:02

seli19, strasznie wzruszający opis. Mnie też sie łezki przy końcówce kręciły <dreams></span>
Tak jak już dziewczyny pisały masz kochanego mężucha :mrgreen:
Gratulacje raz jeszcze :) :) :) :)

tigraa84, biedny Twój facet. Nieźle musiał się zestresować, ale dobrze, że tak to sie skończyło :-D
“We all have two lives. The second one starts when we realize that we only have one”

#209 magdaaaaa

magdaaaaa

    ..lekko próżna flirciara..

  • Użytkownik
  • 23 947 postów

Napisano 24 sierpnia 2010 - 18:08

no milo sie czyta te wasze historie ale rowniz smutno sie robi , ze kobieta nie moze rodzic "po ludzku" , nuby mowia ze za komuny bylo zle , a teraz lepiej , ale widze ze polozne i pozostały personel zero empatii , troski . moja mama rodzila mnie o moich braci w latach 70-tych i 80-tych i chyba nic sie nie zmienilo a nwet wydaje mi sie ze w niektórych szpitalach jest gorzej , bo wtedy to pielgniark sie zajmowały dziecmi , aby matka mogła troche odpocząc.

czemu mi dałeś wiarę w cud

a potem odebrałaś wszystko
 


#210 nie(d)oceniona

nie(d)oceniona
  • Zarządca
  • 10 527 postów

Napisano 24 sierpnia 2010 - 19:03

tigraa84, coś horroro-podobnego ... :/ zresztą ... czytając takie opowieści coraz bardziej przekonuję się do tego, że dzieci to ja gdzieś w odległej przyszłości ewentualnie ... :-> choć wy, mamuśki pewnie raz dwa zapominacie o niedogodnościach :mrgreen: a może tylko mi się tak wydaje ... <hmm></span>

*Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym. Autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów bez podawania przyczyny. 


#211 Marzycielka24

Marzycielka24
  • Użytkownik
  • 4 618 postów

Napisano 03 września 2010 - 09:31

No to pora na moją opowieść ;-)

W piątek około 12 położono mnie pod KTG, które kontrolnie wykonuje się w dniu terminu porodu. No i nagle okazało się, że tętno malutkiej jest jakieś nierówne, więc postanowiono przyjąć mnie do szpitala na wszelki wypadek. Byliśmy przerażeni. Ale już chwilę potem, kiedy zaprowadzono mnie na salę przedporodową i podłączono na dłuższy czas pod KTG uspokoiliśmy się- okazało się, że z tętnem wszystko w porządku natomiast... Piszą się skurcze! I to dość silne... A ja NIC nie czułam :-) Podano mi nospę rozkurczowo, skurcze ustały, więc lekarze stwierdzili, że odsyłają mnie na patologię ciąży. Przeleżałam tam piątek i sobotę, natomiast w niedzielę, postanowiono podłączyć mnie pod oksytocynę tak delikatnie, testowo, że może coś się zacznie dziać. Ja cała szczęśliwa mocccno zaciskałam kciuki, tymczasem nastąpiła powtórka z rozrywki- nawet w pewnym momencie, nastąpiła konsternacja, słyszałam jak położna do lekarki mówi "ale takie skurcze to już przecież bolą" :lol: Okazało się tylko, że mam rozwarcie na 3 cm i ponieważ Zosia jest oporna to wracam na patologię i czekamy na rozwój wypadków... Się trochę podłamałam biorąc pod uwagę, że moje dziecko mogło chcieć jeszcze siedzieć i siedzieć w tym umoszczonym w brzuchu gniazdku. Ale lekarzy coś tknęło i zawołali mnie jeszcze na USG. Okazało się, ze mała ma mało wód płodowych i nie ma na co czekać, od samego rana dnia następnego, wywołujemy poród.

Dnia 23 sierpnia 2010 roku o godz. 8:15 podłączono mnie pod oksytocynę i KTG. Początkowo nic nie czułam, mimo piszących się lekkich skurczy. Kiedy P. o 9 się pojawił skurcze stawały się już coraz mocniejsze, w okolicach 10 postanowiono przebić pęcherz płodowy, wody odeszły i wtedy naprawdę się zaczęło. Ale stwierdzono, że znieczulenie może poród przyspieszyć, więc jeśli sobie życzę... ;-) Oczywiście, ze sobie życzyłam, do momentu, aż przyszła pani anestezjolog i zaczęła mi opowiadać o efektach ubocznych... Byliśmy przerażeni, ja naprawdę nie wiedziałam co robić... Aż tu nagle wpada położna i mi mówi, żebym się nie wygłupiała, ze lekarze to zawsze najpierw patologią straszą a żebym jej wierzyła, że ja jeszcze naprawdę mocnych skurczy nie czułam. Zaryzykowałam. Efekt był w sumie natychmiastowy... Tzn. nie tylko przestało boleć, ale.... Pierwsza dawka znieczulenia została podana 12:15, przed jej podaniem rozwarcie 4 cm, chwilę po podaniu 5 cm. W okolicach 13 kazałam P. wołać położną bo nie boli ale jakiś dziwny ucisk czuję- ta mnie bada i mówi, ze mam 8 cm rozwarcia :shock: Wytrzymałam jeszcze 3 takie skurcze parte i pokazała mi jak należy przeć, P. wystartował z podawaniem mi tlenu ;-) Potem nas na chwilę zostawiła, zanim się zorientowałam pojawiły się jeszcze 2 pielęgniarki, 3 lekarzy, zamknęli okno....

Zosia urodziła się o godz. 13:45. Ważyła 3140 g i miała 53 cm długości, dostała 10 pkt :mrgreen:

A potem trafiłam na oddział położniczy (poporodowy), ale to już całkiem inna historia...

Urodziłam po ludzku, w godnych warunkach, wspierana przez męża i personel, nie tylko życzliwy, ale również kompetentny, czułam się bezpiecznie w ich rękach. Być może jestem szczęściarą, a być może to po prostu moje podejście, jak powiedziała mi pani doktor, że zależy mi żeby urodzić, zobaczyć Zosieńkę wpłynęło na to wszystko. Leżąc 2 razy na sali przedporodowej, a potem już na porodówce, słyszałam krzyki, płacze, mimo, iż nad kobietami była sprawowana taka sama opieka jak nade mną. Mam bardzo niski próg bólu i bolało do momentu znieczulenia bardzo, ale... Wszystkie porody, które "słyszałam", kończyły się nagle, przerywane donośnym płaczem nowo narodzonej istoty i czasem śmiechem, czasem płaczem szczęścia matki (swoją drogą powinni te sale jakoś wyciszyć :lol:). Co do mojego porodu, myślałam, że to bajka, że się o tym bólu tak szybko zapomina... Gdyby nie szyte krocze, już bym nie pamiętała. Zapomniałam już w szpitalu. Pamiętam, ze jakiś ból był, ale dużo bardziej w pamięci zostało mi, jak siedziałam na piłce w otwartym oknie, przytulona do P. i pomiędzy skurczami (a czasem w trakcie) rozmawialiśmy na temat widoku za oknem, wielkiego drzewa i ptaków, które na nim siadały tak blisko nas i świergoliły. Pamiętam wyprawy P. do KTG, żeby popatrzeć na rytm serduszka malej. Pamiętam dylemat, łzy, czy decydować się na znieczulenie, czy nie zaszkodzę. W końcu pamiętam tą niesamowitą ulgę, kiedy mała darła się wniebogłosy na moim brzuchu, a P. blady podziękował za możliwość przecięcia pępowiny.

Życzę Wszystkim takiego porodu :*

#212 amoramor

amoramor
  • Użytkownik
  • 5 024 postów

Napisano 03 września 2010 - 09:41

Marzycielka24, ależ ta Zosieńka od samego początku uparta <jezorek11></span>
będzie z niej zdecydowana babeczka mająca swoje zdanie chyba :mrgreen:

cieszę się, że zostałaś należycie potraktowana w szpitalu <ookk></span>
i fajnie, że P pomagał, towarzyszył, wspierał no i co mnie zaskoczyło

możliwość przecięcia pępowiny

przez niego <wow></span> sądziłam, że to może tylko lekarz lub pielęgniarka wykonać

dostała 10 pkt

fantastycznie <bravoo></span> zdrowa Babska Zosieńka

miała 53 cm długości

to tylko 1cm wyższa ode mnie (w owysch czasach) <swistak1></span>

Ważyła 3140 g

za to tutaj przegrałabym bez mrugnięcia okiem, bo ze mnie ponoć churo małe było <jezorek11></span>

Zosia urodziła się o godz. 13:45

a Ty o której się urodziłaś? :D bo jesteście z tego samego dnia to może i z podobnej godzinki? :D

Take your make-up off
Let your hair down
Take a breath
Look into the mirror, at yourself
Don't you like you? 
Cause I like you!  <serducho>


#213 nie(d)oceniona

nie(d)oceniona
  • Zarządca
  • 10 527 postów

Napisano 03 września 2010 - 09:41

Marzycielka24, czy już wspominałam, że lubię czytać Twoje posty ;> Kolejny post, który pochłonęłam jednym tchem :mrgreen:
Córa uparta od samego początku <hepi1></span> Co to się później będzie działo <hihihi1></span>
Piękna opowieść <kwiatek2></span> <flow1></span>

*Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym. Autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów bez podawania przyczyny. 


#214 krowka17

krowka17
  • Użytkownik
  • 13 064 postów

Napisano 03 września 2010 - 09:43

Marzycielka24, cieszę się że zostałaś potraktowana bardzo dobrze :) gdyby tak było w każdym szpitalu...
uwielbiam czytac wasze opisy z porodów...
chowajcie się zdrowo i bezpiecznie :*

#215 Marzycielka24

Marzycielka24
  • Użytkownik
  • 4 618 postów

Napisano 03 września 2010 - 09:46

Marzycielka24 napisał/a:
możliwość przecięcia pępowiny
przez niego <wow></span> sądziłam, że to może tylko lekarz lub pielęgniarka wykonać


Ja też zawsze myślałam, ze to bajka :-P Ale jak już tą pępowinę zakleszczyli to położna do mojego P. mówi (wyciągając w jego kierunki takie kleszcze-nożyczki) "Czy dumny tatuś chce przeciąć pępowinę?" Ale jako, że dumny tatuś był już wtedy z lekka blady i ledwo na nogach stał to podziękował (a teraz żałuję :-P). :lol:

a Ty o której się urodziłaś? :D bo jesteście z tego samego dnia to może i z podobnej godzinki?


Ja jestem z 22:15 więc cieszę się, ze Zosia aż tak bardzo w moje ślady nie poszła :mrgreen: :lol:

#216 krowka17

krowka17
  • Użytkownik
  • 13 064 postów

Napisano 03 września 2010 - 09:50

Marzycielka24, moglabym twojego meila na pw dostac albo numer gg? bo niestety nie mam mozliwosci pisania pw.... :/

#217 anka1705

anka1705
  • Użytkownik
  • 2 490 postów

Napisano 03 września 2010 - 09:53

Marzycielka24, czy już wspominałam, że lubię czytać Twoje posty ;> Kolejny post, który pochłonęłam jednym tchem :mrgreen:

:) ja też ;)

pięknie <kwiatek2></span>

<przytul></span>

Między nami nic nie było
Parę nocy, trochę wina,
To za mało by Cię mieć.
Może tylko się łudziłam,
Może lekko pogubiłam,
Nie bój się nie zrobię scen..

Kiedyś się uda
Jeszcze przyjdzie na nas czas


#218 89kasienka89

89kasienka89
  • Użytkownik
  • 5 825 postów

Napisano 03 września 2010 - 10:09

Cudna opowieść ;) A Zosieńka dała mamusi trochę popalić hihihi <hihihi1></span>
Miłość, marzenia, uczucia i myśli,
jeszcze raz uwierz w siebie i uwolnij ten instynkt

#219 Majorka^^

Majorka^^
  • Użytkownik
  • 5 119 postów

Napisano 03 września 2010 - 11:11

Marzycielka24 świetnie się czytało Twoją opowieść ;-)
Fajnie, że trafiłaś na taki personel :-) pozazdrościć takiego porodu :->
Co to jest miłość ?
To spacer podczas bardzo drobniutkiego deszczu.
Człowiek idzie, idzie i dopiero po pewnym czasie orientuje się,
że przemókł do głębi serca...

#220 nikus

nikus
  • Użytkownik
  • 3 355 postów

Napisano 03 września 2010 - 11:16

Moje oczy przeczytaly relacje szybciej niz mogly-PIEKNIE!
Wzruszylam sie jak zawsze, bo to takie piekne, zyciowe, ah...

Kusiki dla was :*

Zanim zostałeś poczęty - pragnęłam Cie ,

zanim się urodziłeś - kochałam Cię ,

nim minęła pierwsza minuta Twojego życia -

byłam gotowa za Ciebie umrzeć... 






Podobne tematy Collapse

  Temat Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych