Skocz do zawartości

Babskiswiat.net używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej Rozumiem

Mahjong
Opis: Nieśmiertelna gra. Mahjong html5 online.

2048
Opis: Hit 2014. Prosta, logiczna i niezwykle wciągająca gra 2048.


Saper
Opis: Saper - kto nie zna tej gry...

Zdjęcie

Jak mam sobie z tym poradzić?


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
683 odpowiedzi w tym temacie

#181 lily

lily
  • Użytkownik
  • 690 postów

Napisano 21 lipca 2009 - 22:05

zawsze warto mówić o swoich uczuciach tylko czasem można tego załować, jednak jeszcze bardziej, gdy przemilczy się pewne sprawy i sytuacje. Dlatego jestem zwolennikiem mówienia tego co leży na sercu i to jaknajszybciej tym bardziej, źe należę do typu ludz, którzy potrafią zamknąć się w sobie i żyć jakby nigdy nic. Takie milczenie działa wręcz toksyczne i wypala osobowaość i całe wnętrze, człowiek przestaje być sobą - takie jest moje zdanie
lilian

#182 zmysłowa

zmysłowa
  • Użytkownik
  • 3 postów

Napisano 09 listopada 2009 - 02:31

Kolejna noc... kolejna samotna, nieprzespana noc... oczy mokre od łez i z pozoru glupie i banalne pytanie: co ze mną jest nie tak, skoro "ten" scenariusz znów się powtórzył... Oto moja historia w telegraficznym sktócie.

Miałam 18 lat kiedy poznałam swojego pierwszego, poważnego chłopaka... (jedynak, mieszkający z rodzicami i dziadkami)....i jak to w pierwszym związku- cud, miód...przynajmniej przez pierwszy rok. Potem- coraz częściej nic sie mu nie chciało... psuł specjalnie każdą okazję- walentynki, dzień kobiet, moje urodziny, Sylwester, święta... mieliśmy taką tradycje, że spędzaliśmy razem (najczęściej u niego) sobotnie wieczory... drinki, wolne piosenki (albo takie, które kazdemu z nas kojarzyły się z czymś fajnym..)świeczki... to on wprowadził mnie w świat sexu... powoli i w fajny sposób... jednak szybko się okazało, że nie warto było (dziś widzę to z perspektywy upływu czasu) kiedy przeszliśmy już do "klasycznego sexu"- z czasem (krotkim czasem) wszystko się zmieniło... we mnie- wulkan namiętności- a w nim?... hmm... jak to nazwać, kiedy facet tylko wykonuje "męskie ruchy" i tyle... bez żadnej namietności...mechanicznie... każdy sex był taki... potem nie było już świeczek (bo mówił, że zbyt duże ciepło od nich idzie), potem muzyki, tzn, sama ją ustawiałam po kłotni (bo zwykle on ustawial z lenistwa jedną piosenkę i leciała w kółko aż do znudzenia, co mnie strasznie irytuje... mówił, że nie lubi ustawiać listy w winampie i tyle)...pamiętam upokorzenie: kiedy stałam w sexownej bieliznie, z szampanem w ręku...w koło romantyczna atmosfera... wszystko w tajemnicy przed nim... on wchodzi do pokoju widzi mnie...klepie po ramieniu i mówi "no, fajnie, ale ide spać bo głowa mnie boli"...i sie położył a ja stałam w szoku...z "upokorzoną kobiecością"... Zrywaliśmy chyba ze 100 razy... za każdym razem On przyjeżdżał z kwiatami, mowił, że wszystko się zmieni- (co za ściema..)i dawalam się przekonać... potem nie wytrzymałam... powiedziałam, że albo się zmieni i znajdzie w koncu pracę i się ze mną ożeni, albo koniec z nami. I były oświadczyny...i 3 lata narzeczeństwa... kłamstwa... Potem bylam już tak bardzo uzależniona od niego, że bylam w stanie zrobić wszystko, za choćby odrobinę czułości...jeden jego gest... Jaki był koniec?pewnego dnia po prostu przestał mnie kochać... okłamał mnie w tak hamski sposób w moim domu, przy moich rodzicach...
byłam załamana... w ciągu 2 dni podjęłam decyzje o ucieczce od świata, ktory znalam... wyjechalam do poznania... ale wspomnienia mnie doganialy... kiedy ja bylam w depresji i przez 3 tyg. nie wychodziłam z wynajmowanego pokoju, straciłam pracę itd- on "obrabiał" już inne panienki... Byłam jego pierwszą kobietą...(miał wtedy 26lat ja 20l)za "moich czasów" był aseksualny...a teraz?... jaki to typ czlowieka: mieszka z rodzicami, teraz ma 30l, przepracował 6mies. w całym swoim życiu, mama mu gotuje a pieniądze daje babcia... ma 2 auta i wlasną chatę...żalosne....

w 2008r w lipcu poznałam K... przez net oczywiście... mialam dość depresji... ale nie byłam w stanie nigdzie wyjść... K. opowiedział mi swoją historię..o swojej chorobie i czymś, przez co 98% żeńskiej populacji skresla go jako faceta... (tak mówił) umówiliśmy się.... i choć raz w życiu, na naszej pierwszej randce- poczułam się wyjątkowo.... jakbym nie była sobą, a kims szczegolnym... byliśmy na piwie, potem na filmie, ktorego nie pamiętam, bo calowaliśmy się cały film... 2 razy był u mnie na noc...powiedział mi że mnie kocha...ja mu też...do niczego nie doszło... jakiś czas potem zaprosił mnie do siebie, bo jego przyjaciel organizował małą imprezkę... po niej mieliśmy szczerą rozmowę... plakaliśmy oboje, bo nie chcieliśmy siebie stracić...i nastąpiło coś, za co zawsze będę mu wdzięczna- powiedział, że czuje się jak ostatni sku**iel i przeprasza mnie za to, że powiedział że mnie kocha...i że on nie moze tego powiedzieć, bo nie chce, żeby się to kiedyś skonczyło... nie chce tego powiedzieć, póki nie będzie pewien... i chce, żebyśmy zostali przyjaciółmi... wtedy namówilam go, żeby jednak spróbować... że ja swojego wyznania milości cofnąć nie mogę i nie chcę... więc, jeśli możemy sprawić, że będzie nam ze sobą dobrze- to powinniśmy te chwile wykorzystać.... powinniśmy przeżyć wspólny czas najpiękniej jak tylko potrafimy... i spróbowaliśmy... wiem, jak czuły potrafi być... jaki cudowny... jego osobowość to skarb... potrafi przyciągnąć do siebie ludzi i wystarczy jedna minuta rozmowy z nim, by go polubić...ma mnostwo znajomych... dla porownania- ja nie mam żadnych...

w tym związku jednak stało się to, co w poprzednim... tyle, ze nie bylam oklamywana... wszystko było jasne, szczere i tego się trzymalam...szczerość między nami była piękna i zbliżala nas do siebie. Przed każdą szczerą rozmową byliśmy zestresowani, z kolei po niej- byliśmy szczęśliwi, wyluzowani... każda rozmowa byla prowadzona "na lajcie"... nigdy nie chciałam go ograniczać... nasz związek był ukladem... wiedzialam, że kiedyś się skończy, tym bardziej, że kiedyś powiedział mi "no wiesz, z tobą szału nie ma"....pamiętam te slowa do dziś... jak sie rozwinął ten związek? coraz rzadziej przyjeżdżał do mnie (pomimo, że pracuje lżej i mniej niż ja), a ja jeździłam do niego, bo bałam się, że go stracę... nie moglam znieść rozłąki... To on pokazał mi czym tak naprawdę jest namietność.... ale potem nawet to przestało nam wychodzić...pozostał tylko oral, ale to nie to samo... kiedy się widywaliśmy- on traktował mnie tylko jak koleżankę... (prócz sexu oczywiście) przestaliśmy się przytulać... calować.... potem uciekał od tego... a kiedy szeptałam mu do ucha, ze go pragnę- to dla niego było jak kubeł zimnej wody...i nici z sexu... cały czas myślalam o tym, że on potrzebuje kogoś lepszego... mniej pustego, szczuplejszego, z wiekszym biustem.. on nigdy tak nie mówil... ale ja to wiem...nie chcial mnie dotykać, a wiem, że ma takie same "dość spore" potrzeby (jeśli o sex idzie) jak ja....

zmusilam go do kolejnej rozmowy...niebyłam na to przygotowana...ale kiedy przemilczał nasz pierwsza rocznicę bycia razem- nie wytrzymałam... spytałam go- czego chcesz, co cię uszczęśliwi? a on- przecież wiesz, po co o tym mówić... powiedzialam, że wiem, ale chcę to od niego uslyszeć, żeby wszystko bylo jasne.... i stało się... nawet nie mogliśmy mieć ostatniego sexu... (to przez anty które wtedy brałam...krwawiłam 1,5miesiąca non stop!!) był tylko oral...pamiętam jak czekałam na pociąg... on powiedział, ze nie chce tracić kontaktu ze mną...ze chce żebyśmy byli przyjaciółmi... spotykali się na piwku itd... w praniu wyszlo to jednak inaczej... czasem (rzadko) gadamy przez komórkę... i powiedział, że nie może być moim przyjacielem, że to nie jest dla niego latwe i na razie mogę być tylko koleżanką... czuję się jakby wyrwano mi serce....

Kiedy tylko widzialam K.- on był jak gwiazda na horyzoncie, ktora przyćmiewa wszystko inne... i tak jest nadal, od kiedy tylko go znam... powoli staczam się w odchlań zalamania...depresji... szlenstwa... nigdy nie poczuję, jak mnie przytula, całuje... on był moją siłą napędową.... powodem do życia... osobą na którą zawsze mogłam liczyć...

Dlaczego żaden facet nie może mnie pokochać, a kazdy związek konczy się tak samo? K. mowił, że jestem (byłam) jeo drugą dziewczyną... pierwsza nie traktowała go jak faceta... podobno wstydziła się z nim iść ulicą... robiła glupie żarty z jego męskości (nie wiem czemu...przecież wszystko jest ok, nawet lepiej niż ok) i użyla go aby zrobić na zlość swojemu bylemu, do ktorego wrócila... On się starał- ona była zimna.... i on postąpił ze mną tak, jak ona z nim... Bylam jego pierwszą kobietą... z tamtą nigdy nie był blisko, nawet nie widzial jej nago... a i tak zawsze czulam, że ona jest lepsza ode mnie... (mimo, że nigdy jej nie widzialam)

Wszystkie randki przed związkiem z K. były takie same- kiedy facet mnie widzial- widzialam rozczarowanie i zniesmaczenie w jego oczach... mimo że widział moje zdjęcie... co jest ze mną nie tak!!?? nie lubię się kłócić- wole rozmawiac i iść na kompromis... a kiedy kocham- daję z siebie bardzo wiele tej drugiej osobie...aby ratowac związek jestem w stanie zrobić rzeczy szalone , jeśli mogloby to tylko uratować miłosć....

teraz jestem tylko wrakiem bez uczuć... obdarta z kobiecości i uczuć.... tyle we mnie niewygaszonej namiętności, niespełnionych fantazji... i poczucie, że nic z tym nie zrobię... takie osoby jak ja kończą same... o ile dadzą radę wytrzymać ból rozdartego serca...

dałabym wszystko, żeby tylko K. był w stanie mnie pokochac.

(dużo rzeczy ominęłam, bo i tak wyszedł zbyt długi post.... przepraszam, za brak niektórych polskich znakow- problem z klawiaturą)

#183 MISIULKA21

MISIULKA21
  • Użytkownik
  • 239 postów

Napisano 09 listopada 2009 - 10:37

zmysłowa, w zupelnosci cie rozumiem :roll: otoz kochana ja tez nie mialam fajnych doswiadczen z bylymi chocby to ze bylam 3 lata z facetem mialbyc slub a on mnie zdradzil i zrobil sobie dziecko :roll: :roll: zalamalam sie ale nie na dlugo !! BS mi pomogl znajomi i mama :) tez nie mam szczescia do normalnych facetow i kiedys bylam taka jak ty ze zrobilabym wszystko zeby uratowac cos -czasami na sile!! to byl moj blad mama kiedys mi powiedziala coreczko to oni maja o ciebie zabiegac,starac sie ,dzwonic,umawiac !! w sumie ma racje bo do faceta nalezy zeby rozkochac kobiete na ktorej mu zalezy !! wiec juz przestalam sie angazowac w cokolwiek , owszem umawiam sie z facetami ale nie robie sobie nadziei bo boje sie ze zalezy im tylko na sexie albo Bog wie na czym jeszcze.... teraz do wszystkiego podchodze z dystansem , bo wiem ze kiedys ktos zaakceptuje mnie taka jaka jestem :) i znajdzie sie ta osoba na pewno !! jak narazie nie mam szczescia trafiaja sie sami kretyni ale splywa to po mnie jak po kaczce , nie zwazam uwagi na to ze ktos byl i juz go nie ma bo za chwile za rogiem w kazdym momencie moge poznac kogos lepszego wartosciowszego :) kochana na sile nie rozkochuj nikogo bo to nic ci nie da bedziesz meczyla sie ty i on!! zacznij wychodzic na imprezy tak jak ja one mi pomogly duuuzo ludzi poznalam i jest super mimo ze nie szukam stalego zwiazku :) nie powiem ze jak sie nie trafi to nie bede szczesliwa ale narazie jest dobrze jak jest !! znow zaczelam randkowac i stalo sie to tak samo przyjemne i fajne jak przed moim nie udanym zwiazkiem
!! na wszystko przyjdzie czas bierz sie wgarsc dziewczyno i nie martw sie bo popadniesz w kompleksy a po co niszczyc sobie mlodosc :) :*
~~zaczynam nowy etap w moim życiu :D , w końcu zaczynam żyć , mam dla kogo ==> kocham Cię mamo, kocham Cię tato :D <3 kocham wszystkich którzy mi pomogli :D ~~

#184 magdaaaaa

magdaaaaa

    ..lekko próżna flirciara..

  • Użytkownik
  • 23 947 postów

Napisano 09 listopada 2009 - 11:58

Dziewczyno pierwszyfacet cie zle potraktował a co do drugiego to wyjasniliscie sobie na poczatku jak to moze wygladać, wiec mozna sie było tego spodziewac.
Mysle ze poznasz jeszcze mnóstwo facetów i znajdziesz tego jdynego. tak jak

oni maja o ciebie zabiegac,starac sie ,dzwonic,umawiac !!

a nie ty za nimi uganiac , troche dumy :-)

czemu mi dałeś wiarę w cud

a potem odebrałaś wszystko
 


#185 mloda

mloda
  • Użytkownik
  • 7 695 postów

Napisano 09 listopada 2009 - 12:06

zmysłowa myślę że niepotrzebnie sie zadręczasz..
wiesz ja na początku miałam kilka nieudanych związków i jak się rozpadały to też szukałam winy w sobie....
ale później powiedziałam sobie że nic na siłe nie będę szukać miłości...
no i rzecz jasna ona przyszła sama...
poznałam wspaniałego faceta z którym jestem już 4 rok
także powiem ci tyle na każdego przyjdzie pora...
skup się na sobie a nie na szukaniu miłości a zobaczysz że ona cię sama znajdzie ;-)

#186 krowka17

krowka17
  • Użytkownik
  • 13 064 postów

Napisano 09 listopada 2009 - 14:01

MISIULKA21, zgadzam się z Tobą.... ja też taka byłam kiedyś płaszczyłam się przed facetami , błagałam , walczyłam ale na co mi to ? z czasem nabrałam więcej rozumu i teraz już z dystansem podchodzę do wszystkiego ... kiedyś nawet nie potrafiłam się przeciwstawić i powiedzieć NIE i zawsze na tym źle wychodziłam ... nauczyłam się wielu rzeczy z czasem...

nie szukaj winy w sobie... bo po tym co wyczytałam to nie jesteś złą kobietą... ty po prostu chcesz być kochana... ja ciebie rozumiem... na pewno znajdzie się ten jedyny , porządny życzę ci tego :)

#187 ania13288

ania13288
  • Użytkownik
  • 13 postów

Napisano 09 listopada 2009 - 22:31

<bezradny></span> Mam 18 lat i mam w styczniu studniówkę. Niestety miałam iść sama. Jestem typem samotnika i mi to nie przeszkadza w żadnym wypadq. Moja ciocia wpadła genialny pomysł jakim jest to że pójdę na studniówkę z synem jej znajomych. Jest on w moim wieku i nawet mi się podoba jest chłopakiem którego szukam. Pierwszy problem to to że ma dziewczynę ale pomimo to chce ze mną iść, drugi problem tj taki że dzielą nas kilometry ja mieszkam w Szczecinie a on w Toruniu. Ciocia powiedziała że pomimo to z nim przyjedzie.
Mam coś takiego że boję się facetów ich obecność mnie paraliżuje.
P.S Kiedyś chciał mnie wujek zgwałcić.
Nigdy nie miałam chłopaka. Boje się że się w nim zakocham. A później będzie bolało.
Co mam zrobić?

#188 Tilia

Tilia
  • Użytkownik
  • 9 425 postów

Napisano 09 listopada 2009 - 22:39

ania13288, a może po prostu będziesz się dobrze bawić?bez żadnego zaangażowania?ja byłam na studniówce z kolegą brata,bo nie chciałam iść sama i czekać,aż mnie ktoś poprosi do tańca. Nastaw się raczej na zabawę ;-)

Nigdy nie miałam chłopaka. Boje się że się w nim zakocham. A później będzie bolało

Ale uciekanie przed facetami nie pomoże,bo możesz się zakochać całkowicie w kimś innym. Ja pierwszego chłopaka miałam pół roku po studniówce ;-)

P.S Kiedyś chciał mnie wujek zgwałcić.

rodzina o tym wie?...
"Ani małżeństwo ani dziecko nie są obowiązkowym punktem programu na który trzeba się zdecydować. Obowiązkowa jest tylko miłość"

JkIEp1.png

#189 ania13288

ania13288
  • Użytkownik
  • 13 postów

Napisano 09 listopada 2009 - 22:43

rodzina nie wie....... :-(

#190 zogusia

zogusia
  • Użytkownik
  • 263 postów

Napisano 10 listopada 2009 - 09:25

Nie myśl o tym jak o randce, przecież on ma dziewczyne. traktuj to jak impreze w towarzystwie kolegi.

P.S Kiedyś chciał mnie wujek zgwałcić.


bardzo mi przykro :(
uważam,że powinnaś o tym powiedzieć rodzicom...
Nie żyjemy dla siebie, żyjemy dla tych którzy nas kochają żeby dać im siłę choć częściej to Oni dają siłę Nam.

#191 viola

viola
  • Użytkownik
  • 8 330 postów

Napisano 10 listopada 2009 - 09:44

Powiedz rodzicom ,co sie zdarzylo,chociaz wujek pewnie sie wyprze.Jesli chodzi o studniowke,to idz smialo z kolega,baw sie dobrze,a przede wszystkim musisz sobie uswiadomic ,ze ten kolega ma dziewczyne i nie angazowac sie w te znajomosc.Najwazniejsze abys bawila sie dobrze i byla soba. ;-)

#192 Alisekai

Alisekai
  • Użytkownik
  • 2 027 postów

Napisano 10 listopada 2009 - 09:54

Ja uważam, że trzeba było ten temat poruszyć wtedy, kiedy to się zdarzyło, a teraz to już taka musztarda po obiedzie. Nic to nie da, narobi się tylko zamieszanie i nikt Ci nie uwierzy. Trzeba było poruszyć temat "na świeżo" po incydencie, a teraz jak już trochę czasu minęło nikt nie potraktuje tego poważnie.
Idź na studniówkę z tym chłopakiem. Pójście na imprezę nie oznacza od razu chodzenia. Jeśli masz blokadę w stosunku do facetów, to tym bardziej sądzę, że prawdopodobieństwo zakochania jest minimalne. Nie przejmuj się, baw się dobrze i tyle :) Ja na studniówkę też poszłam ze świeżo poznanym kolegą i nic więcej z tej znajomości nie wyszło. Jesteśmy tylko dobrymi przyjaciółmi.

#193 gwiazdeczka1888

gwiazdeczka1888
  • Użytkownik
  • 31 postów

Napisano 10 listopada 2009 - 09:58

Dokładnie tak jak dziewczyny piszą. Może warto nastawić się na dobrą zabawę. I w główce sobie poukładać, że to przecież tylko kolega, że ma dziewczynę, może wtedy bardziej się zrelaksujesz i nie będziesz już tyle o tym myśleć ?

#194 zogusia

zogusia
  • Użytkownik
  • 263 postów

Napisano 10 listopada 2009 - 10:14

Ja uważam, że trzeba było ten temat poruszyć wtedy, kiedy to się zdarzyło, a teraz to już taka musztarda po obiedzie. Nic to nie da, narobi się tylko zamieszanie i nikt Ci nie uwierzy. Trzeba było poruszyć temat "na świeżo" po incydencie, a teraz jak już trochę czasu minęło nikt nie potraktuje tego poważnie.



:shock:

a wiec ma to tlumic w sobie przez cale zycie ?
wydaje mi sie,ze nie... rozmowa z rodzicami duzo pomoze. oczywiscie,ze wujek sie wyprze i nie mozna bedzie liczyc na jakiekolwiek konsekwencje, ale przynajmniej rodzina bedzie wiedziec jakiego ma wujka :-? a wsparcie jest bardzo wazne.
Nie żyjemy dla siebie, żyjemy dla tych którzy nas kochają żeby dać im siłę choć częściej to Oni dają siłę Nam.

#195 magdaaaaa

magdaaaaa

    ..lekko próżna flirciara..

  • Użytkownik
  • 23 947 postów

Napisano 10 listopada 2009 - 12:06

zogusia strajamy sie nie robic tutaj OT :D

czemu mi dałeś wiarę w cud

a potem odebrałaś wszystko
 


#196 Evelink@

Evelink@
  • Użytkownik
  • 30 postów

Napisano 10 listopada 2009 - 12:31

co do wujka... powiedz rodzinie, tacy ludzie nie powinni żyć bezkarni, tylko dlatego, że ofiara się bała. To jest okropne!
A co do studniówki...myślę,że ciotka nie powinna na siłę wciskać Ci nikogo. Zastanów się więc czy chcesz aby to właśnie ten chłopak Ci towarzyszył i pamiętaj,że On ma już kogoś. Może zaproś jakiegoś dobrego, zabawnego kolegę ;)z pewnością takich masz :mrgreen: tak, niech będzie to ktoś wesoły, z kim naprawdę będziesz się dobrze bawić a nie zastanawiać się "jak się zachowywać i co mówić, żeby było dobrze"przy tamtym chłopaku z Torunia. To taka jedyna impreza w życiu i warto abyś ją dobrze wspominała ;-) Pozdrawiam
Uwierzyć w niemożliwe ;)

#197 Elodi

Elodi
  • Użytkownik
  • 6 709 postów

Napisano 10 listopada 2009 - 14:02

Temat wyraźny "Boję się facetów", więc prosze nie rozpisywac się o gwałtach, studniówkach, gdzie tematy takowe już są, tylko dostosować się do pytania "co robić, żeby sie nie bać".

#198 zmysłowa

zmysłowa
  • Użytkownik
  • 3 postów

Napisano 10 listopada 2009 - 17:12

cały problem w tym... hmm.. sama nie wiem jak to ująć... Przez całe życie czuję sie "inna"... nigdzie nie pasuję, mam inne zdanie niż ludzie wokół mnie... a kiedy już ktoś na mnie patrzy to jego wzrok mówi "...o Boże... to COŚ w ogóle mówi..." i tak jest przez całe życie... z powodu takiego postrzegania mnie przez innych zawaliłam studia... 12tyś zł zostało wyrzuconych w błoto...i pomyśleć, że do zrobienia licencjatu brakowały mi 2, 5 miesiąca...

Czuję, że nigdzie nie pasuję... nawet do swojej własnej rodziny...

#199 amoramor

amoramor
  • Użytkownik
  • 5 024 postów

Napisano 10 listopada 2009 - 17:31

a ja myślę, że tu jest potrzebna interwencja lekarza, tzn psychologa.
masz w sobie za dużo pretensji do samej siebie, obarczasz się, oskarżasz, zupełnie nie potrzebnie. Ale ja rozumiem, że nie potrafisz inaczej, bo łatwo jest powiedzieć 'nie martw się, głowa do góry' a trudniej to zrobić.
Ze szczerego serca radzę Ci, żebyś wybrała się na jakąś sesje do psychologa, bo takiej osoby na razie Ci potrzeba. Żeby się to później nie rozwinęło w coś dużo gorszego jak np depresja i żebyś nie musiała się leczyć antydepresantami.. wierz mi znam to z autopsji niestety..
Nie ma się czego wstydzić opinii innych na wieść, że zasięgnęłaś rady lekarza, bo ludzie po prostu nie zdają sobie czasem sprawy, że niektóre 'pogorszenia nastroju' mogą wynikać z tak głębokich ran na psychice, że samemu człowiek nie da sobie z nimi rady.
Trzymaj się :*

Take your make-up off
Let your hair down
Take a breath
Look into the mirror, at yourself
Don't you like you? 
Cause I like you!  <serducho>


#200 Katoshi

Katoshi
  • Użytkownik
  • 28 postów

Napisano 10 listopada 2009 - 18:34

Widać, że jesteś bardzo wrażliwa i to jest naprawdę wielki problem. Przedewszystkim nie szukaj sobie nikogo na siłę! Kogo spotkasz to się w nim zakochasz, a potem cierpisz. Jesteś zbyt naiwna w tym wszystkim, przynajmniej tak było w 2 związku. Nie myśl, że jesteś inna, bo to autodestrukcyjne myślenie, i na dodatek nieprawda bo wszyscy się różnimy i jest to normalne. Zajmij się czymś co sprawia ci radość i w tym się zatrać, a nie w smutku i żalu, na dodatek te osoby nie są warte twojej dalszej uwagi. Spróbuj się trochę rozpieszczać i czerpać coś z życia! Wkońcu świat nie kończy się tylko na chłopakach!
Im bardziej będziesz szukać tym gorzej będzie to wychodzić, także odpuść! Masz swoją wartość, dlatego nie pozwalaj by byle kto ci ją podburzał (przynajmniej w twoich oczach). Nie dawaj się tak łatwo kierować emocjom bo to głupie i donikąd cię nie zaprowadzi.





Podobne tematy Collapse

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych