Napisano 03 listopada 2010 - 19:04
"Czekając na sobotę" Ireny i Jerzego Morawskich, w którym przedstawiona zostaje Polska B albo i nawet C - młodzież żyjąca na biednych polskich wsiach, postrzegająca swoje życie jako niekończącą się nudę, przerywaną jedynie raz na tydzień sobotnim zbiorowym wypadem na dyskotekę. Wypić, zabawić się, przetracić zarobione pieniądze
, odreagować, żeby być w stanie przeżyć kolejny nudny tydzień zakończony sobotnim wypadem na dyskotekę. Rozmówcy Morawskich nie ukrywają prawdy o swoim życiu, są całkowicie szczerzy, kiedy wyznają, że wolą wypić z kumplami browara na przystanku autobusowym niż czytać książki, albo zabawić się do nieprzytomności na dyskotece zamiast myśleć nad próbą odmiany swojego losu poprzez, przykładowo, poszukiwanie pracy
w wielkim, nieznanym mieście. I nie ma im się co dziwić, bowiem taki krok oznaczałby niesamowicie dużą zmianę dla wychowanego w warunkach biedy i braku możliwości człowieka - postawienie go równa się z odwagą, na jaką stać nielicznych młodych. Wyjść poza własne ograniczenia mogą jedynie ci, którzy są ich świadomi, a brak znajomości świata poza szarą codziennością domowych prac i ekstatyczną, odrealnioną zabawą na dyskotece z pewnością tego nie ułatwia.
Dyskoteka jako lokalne "centrum kultury", w którym młodzi odnajdują przestrzeń do kolejnych, wypranych z emocjonalnej siły rytuałów przejścia; dyskoteka jako miejsce spotkań i rozmów, zastępujące zarówno domowe ognisko rodzinne, jak i instytucję społeczną jaką jest ciągle w naszym kraju bar lub przydrożna knajpa spełniająca funkcje integracyjne; wreszcie dyskoteka jako miejsce zapomnienia i odcięcia się, nie od zgiełku, lecz od świdrującej ciszy codzienności. Tłumne spędy, rozświetlane migoczącymi, syntetycznymi światłami, oddają się szaleńczej zabawie bez zahamowań. Bo kto ich oceni? Często dochodzi do pełnego striptizu, w wykonaniu obojga płci, rzadko natomiast ponosi się konsekwencje swoich czynów. Chyba że w postaci niezaplanowanego dziecka, ale to o dziwo nie jest poważna przeszkoda do zaprzestania erotycznych występów filmowanych komórkami przez dziesiątki napalonych chłopaków, dla których to może być chwilowo jedyna szansa na spotkanie z nagim kobiecym ciałem. Podczas oglądania "Czekając na sobotę" można się śmiać do rozpuku z tego, co robią i wygadują rozmówcy Morawskich, można oddać się nawet rozmyślaniom o tym, czy samemu odnalazłoby się w takim życiu, bez większej odpowiedzialności, zabarwionym nutką sentymentu za prostszymi czasami. Na dodatek młodzi bohaterowie "Czekając na sobotę" akceptują taki tok swoich egzystencji, planują jakieś rzeczy na niedaleką przyszłość, snują nawet przyjemne marzenia, ale przede wszystkim skupiają się na "tu i teraz". Większość z nich nie ma złudzeń względem swoich szans na inne życie, woli więc patrzeć optymistycznie na to, co mają i co mogą mieć, pracując w ciągu tygodnia na sobotnią dyskotekę, podczas której wszystko nabierze kolorów
i stanie się choć na chwilę łatwiejsze.
W gruncie rzeczy można im nawet zazdrościć wyzbytego presji i uczestnictwa w wyścigu szczurów życia. Jednak tylko na chwilę, bowiem przyjemne spojrzenie na ich egzystencję sprawdza się tylko na krótką metę, a zaraz później wychodzi na jaw, iż dokument Morawskich jest przejmująco smutny w tym, o czym opowiada. Oto grupa mniejszych lub większych społecznych wyrzutków, którym taki los został przydzielony z góry, za pomocą wulgarnej zabawy stara się podtrzymywać złudzenie celowości w życiu. Oszukując się co siedem dni, przez każdy tydzień swojego młodzieńczego i później dorosłego życia, kiedyś zostaną zmuszeni do stawienia czoła smutnej świadomości, iż najprawdopodobniej przegrali. A ta świadomość nie będzie już taka zabawna. Jednakże, jak to mówią, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, więc niech rozmówcy Morawskich i wszyscy ci, których sobą reprezentują, balsamują swoją egzystencję za pomocą alkoholu i golizny, a my, w teorii, niekoniecznie w praktyce, bardziej świadomi swojego potencjału, pełni marzeń i możliwości ich spełniania, współczujmy im tego losu. Każdy pozostanie przy życiu, które lubi i rozumie.
Stopklatka.pl