Ciekawi mnie czy miałaś jakąś wizję dotyczącą wychowania dziecka, zanim Miśka przyszła na świat, a potem życie część tych planów odmieniło? Jeśli tak, to jakie to były założenia?
Hmmmmm.... Cóż.
Obiecałam sobie, że będę mamą wspaniała, zawsze cierpliwą, zakochaną, ale nie nadopiekuńczą, będę wymyślała same kreatywne zabawy, nie będę do niczego zmuszać, krzyczeć i w życiu ręki na dziecko nie podniosę. Że Miśka będzie miała lepsze dzieciństwo niż miałam ja...
A teraz rzeczywistość.
Miśka z cała pewnością będzie miała wspanialsze dzieciństwo niż ja, a śmiem twierdzić, że może i życie. Nie będzie obciążona martwieniem się o rodzinę, pieniądze, i to czy tatuś wróci trzeźwy... Może dlatego nigdy nie doceniałam czegoś takiego jak duża rodzina, że samej mi to nigdy nie pomogło. Tymczasem Miśka od strony Mężydła ma tyle osób w niej zakochanych, utwierdzających ją w przekonaniu, że jest wyjątkowa, że o jej poczucie własnej wartości jestem spokojna
Co do krzyków i podnoszenia ręki- o ile drugie nadal nie wchodzi w grę, to niestety pierwsze sobie między bajki mogę włożyć

Niemniej taką traumę to na niej czyni, że patrzy się na mnie uśmiecha i dalej robi swoje, więc się ogarniam stwierdzam, że po co gardło zdzierać
Cierpliwość hmmmmm.... Czasem jej brakuje. Ale staram się nie doprowadzać sytuacji na skraj. Nie zmuszam jej do jedzenia- sama pamiętam odgrzewaną 15 razy pomidorową, która nie uczyniła mnie bardziej sytą nigdy... Ale nie zmuszanie niestety do niczego wypadło z gry- o ja naiwna- bo by mi dziecko nie uczesane i wiecznie w pidżamie chodziło
No i to co nie wypaliło najbardziej- nadopiekuńczość... Nieźle sie trzymałam- do momentu pierwszej utraty przez nią przytomności... Potem były dziesiątki wizyt u specjalistów, diagnozy jak wyroki, a potem badanie, które okazało się, ze lekarze skrócili moje życie o jakieś 20 lat, dając mi taką dawkę stresu jaka przeżyłam... I niestety zostało mi to, że się nad nią trzęsę, mam schizy, wieczne obawy i nie raz płacze w poduszkę... Żyjemy z widmem, które może sie nigdy nie ziścić i ta nadzieją staram się żyć... Ale jednocześnie, stanowczo jestem za bardzo opiekuńcza
LadyNefretete, gdybyś miała okazje żyć w wybranej przez siebie epoce, czasach, kiedy to by było i dlaczego?