czy jest jakiś film, powieść, muzyka, rzecz,postać itp która Cię zainspirowała do tego by żyć tak jak żyjesz??
nieee

jest za to cała gama zdarzeń, osób, sytuacji, przeżyć ... po krótce żeby nie przynudzać
przede wszystkim duży wpływ na mnie miało dzieciństwo. ojciec, jego problem z alkoholem, on jako problem, i postawa w tym wszystkim mamy która kopneła go w dupę i wyprowadziła się (i chwała jej za to). to mnie nauczyło że trzeba dbać o siebie i o tych którzy sami nie dadzą rady się o siebie zatroszczyć.
późniejsze problemy z babcią, jej pęd za pieniędzmi i nieszanowanie ludzi dało mi też dużo do myślenia. dzisiaj wiem że dzięki niej (o zgrozo, czegoś mnie nauczyła) inaczej odnoszę się do ludzi. nie patrzę na zawartość ich portfela, a jeżeli oni patrzą na mój to muszą się starać 10-krotnie bardziej jeżeli ma z naszej znajomości cokolwiek wyniknąć. szanuję pieniądze bo wiem że trudno je zdobyć, a jeszcze bardziej podziwiam ludzi którzy doszli do czegoś swoją pracą.
najmilszą osobą, dzięki której mam tą odrobinę wrażliwości na sztukę, i dzięki której zaczełam interesować się architekturą jest moja kochana nauczycielka plastyki z podstawówki i gimnazjum. kobieta kochana, o wielkim sercu, pełna pasji, i potrafiąca ją przekazać dzieciakom.
jako że przez długi czas byłam zagorzałą kibicką

zostało mi też coś po sportowcach - wiem że sukces łatwo nie przychodzi i wiem że trzeba nieźle zapier****** żeby go osiągnąć, jestem tego świadoma od dawna, dzięki czemu uniknełam masy rozczarowań ...
z postaci literackich, czy innych fikcyjnych - nieee ... jestem zbytnią realistką żeby mogły mieć na mnie większy wpływ, a jednocześnie zbytnią optymistką by całkowicie ich zaniechać i przynajmniej od czasu do czasu nie przetrawić jakiś tam filmów/scen/rozdziałów ... tylko chyba nie do końca zdaję sobie sprawę z tego że jednak coś tam zostaje w człowieku ... jeden film na pewno zrobił na mnie bardzo duże wrażenie ... tytułu oczywiście nie pamiętam ... był o człowieku skazanym na śmierć za gwałt i morderstwo. i o siostrze zakonnej ... no i ta siostra, a raczej jej zachowanie względem niego zapadło mi w pamięć ... to że nie patrzyła na niego jak na mordercę, tylko jak na człowieka który potrzebuje pomocy ...
dołożyłabym jeszcze wojciechowską, która po częsci zaszczepiła mi ciekawość: jak jest tam 1000 km ode mni, jak tam ludzie żyją. pomógł jej odrobinę mój znajomy przewodnik, który podsunął mi kiedyś myśl o turystyce, no jakby wiedział, że wpadnę w to po uszy

a na koniec zostawiłam mojego przyjaciela, kumpla najlepszego o jakim mogłam marzyć ... który wyciągnął mnie kiedyś z gigantycznego doła, takiego mojego rowu mariańskiego ... który cierpliwie tłumaczył mi że źle myślę, że nie jestem matką teresą i żebym się wzieła za siebie i zajeła sobą a nie zbawiała świat, bo i tak mi się to nie uda, który mi wytłumaczył że jeszcze nie raz życie mnie kopnie po dupie, i że za każdym razem mam się mu śmiać w nos, bo będę miała kogoś obok, kto mi pomoże. kto za fraki z samego dołu wyciągnie.
dalej was nie będę zanudzać, bo mogłabym tak dłuuuugo ...

ja mam pytanie do
malutka-iwona. jaki był ten mijający rok? co chciałabyś żeby się zmieniło w nowym względem starego? z czego jesteś najbardziej dumna? czego najbardziej żałujesz? i czego oczekujesz od nowego