No więc ja kiedyś też zawsze tak robiłam, że jak miałam faceta to zaczynałam olewać moje koleżanki i przyjaciółki, ale teraz tego nie żałuję (chociaż wtedy miałam wyrzuty). Po prostu moje "przyjaciółki" a dokładniej taka jedna, jak ja zaprosiłam tutaj do Londynu- rok temu na wakacje to cały czas chciała oczarować mojego R. Myślałam, że ją zamorduję. Podnosiła sukienkę wysoko, że było jej widać d**ę i pytała go czy jest gruba!

Ogólnie to bardzo dużo złych rzeczy robiła. Mój R bardzo lubi słuchać głośno muzyki i np. ona ja ściszała i mówiła mi, że ją głowa boli i że on powalony jest, że na tak małej przestrzeni tak głośno jej słucha, a jemu biegła i mówiła, żeby nic mi nie mówił, że ona się wygadała, ale że ja już od dawna nie wiem jak mu powiedzieć, że jego głośna muzyka działa MI na nerwy...

Strasznie się kłóciliśmy w tamtym okresie, prawie sie rozstaliśmy!

Aż w końcu odrzuciłam od siebie ten ból i zaczęłam się zastanawiać co tu się w ogóle dzieje... Pogadałam poważnie z Rafałem i doszliśmy co się stało. Ona go strasznie zarywała, mówiła mu, że ja gadam na niego różnie rzeczy i on myślał, że jestem fałyszywa, że wszystko przed nim udaję! A dla mnie gadała jaki to mój facet jest beznadziejny! Wiem, że powinniśmy sobie ufac przede wszystkim, ale byliśmy wtedy ze sobą rok jakoś, z czego pół mieszkaliśmy ze sobą dopiero a ja jej ufałam. Nagadałam przed jej przyjazdem dla R najpierw jaka to ona jest wspaniała i szczera i w ogóle. Bo kiedyś taka była. Przynajmniej tak mi sie wydawało... Ona zawsze zgrywała takie niewiniątko i taka biedulkę... Ehhh- trzeba byłoby to zobaczyć.
W każdym razie kazałam jej spadać. Pojechała do jakiejś innej koleżanki co miała w Londynie a po powrocie do Polski coś pisze do mnie na gg - czasem jej odpisuje a czasem nie. Chyba nigdy już nie zaufam kolejnej babie. Nie tak łatwo...
Aha- teraz mamy wspólnych znajomych i czasem ich widujemy razem. Jak mamy czas i jak oni mają. Ale jakoś tak sie składa, że najczęściej są to pary...