Głównie chodzi o moje studia- w tym roku dziewczynie w ciąży robili duże problemy- komisje lekarskie, niedopuszczenie do laborek niektórych- cyrk na kółkach.

Dziekanat jest nastawiony na duże "nie" i zamiast na pomoc, to można tylko liczyć na kłopoty. U niej skończyło się to przymusowym urlopem zdrowotnym, chociaż ciąża przebiegała od początku prawidłowo, a komisja lekarska nie stwierdziła żadnych przeciwwskazań.
O ślub też chodzi, ale myślę, że gdyby to był jedyny problem, to byśmy go przyspieszyli po prostu.
Najrozsądniej by było poczekać z ciążą, aż będę miała normalną pracę. Ale to jeszcze 2 lata studiów+pół roku stażu, więc nie ma szans raczej - tacy rozsądni nie jesteśmy.
Po prostu za dużo na razie tych spraw takich "jakoś to będzie", wolałabym mieć pewność, że w różnych sytuacjach, np. gdyby maluszek urodził się chory, będziemy w stanie zapewnić mu wszystko, co najlepsze, żeby pomóc: pieniądze na lekarzy, czas ( a nie praca i studia) i jakąś stabilność.
Ale...

wiem też, że gdyby się teraz niespodziewanie pojawił, to byłby bardzo upragnionym i wyczekanym dzieckiem. I też byśmy sobie dali radę, chociaż pewnie stres byłby większy.
Myślimy, że jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to z 3 miesiące przed ślubem spróbujemy dać upust mojemu instynktowi.

Również dlatego, że na 5 roku studiów już chyba odpuściliby mi wszelkie "atrakcje" na uczelni. :->