Zaszłam w ciążę bardzo wcześnie bo miałam raptem 17lat
urodziłam miesiąc po 18-tych urodzinach.
Oczywiście o żadnym instynkcie nie było mowy
...raczej odpowiedzialność...ot...będzie dziecko musi być rodzina...ciąża minęła bardzo szybko i jak zobaczyłam syna...zakochałam się w nim.Bywało trudno,możnaby rzec...beznadziejnie...pan mąż pracował,więc w nocy do dziecka nie wstawał,bo wyspany do pracy być musiał.Więc nie spałam w nocy bo synuś darł się, gdy miał być w łóżeczku a nie na rękach.W dzień spał jak aniołek...skutkiem całej tej sytuacji było zupełne wyczerpanie i zdarzyło mi się żałować ,że nie jestem bezdzietną panną.Trudno,piszę jak było. 
Dwa lata później znów wpadka ale i ja starsza o dwa lata,mądrzejsza w doświadczenia, i otwarta na nowego potomka...czy był instynkt?Myślę,że i w tym wypadku nie.Drugi synuś spał w nocy i w dzień,był radosny i zupełnie inny niż pierwszy.Chociaż obydwu bardzo kochałam(i kocham do dziś) 
No i lata mijały ...synowie zaliczyli przedszkole,poszli do szkoły...ja dojrzałam i wtedy...gruchnęło jak grom z jasnego nieba!Miałam skończoną 30-tkę,podchowanych dwóch synów i niepohamowaną potrzebę zostania mamą.Zazdrościłam koleżankom ciążowych brzuszków,oglądałam ubranka i wózki dziecięce, i dosłownie molestowałam pana męża o dziecko...niestety nie zachodziłam w ciążę,lekarz stwierdził,że muszę podleczyć się nieco, co uczyniłam,zaszczepiłam się na wszystko co się dało i...zaszłam w ciążę!
Byłam pijana ze szczęścia.Córa urodziła się duża 4300g i 59cm,po 36godzinach porodu
(synowie mieli :13lat i 11lat)...a pan mąż wstawał do niej każdej nocy pomimo pracy...tak,tak...oboje mieliśmy instynkt czego i Wam kochane życzę.
P.S.
Moje dzieci dziś mają... kolejno odlicz!...27lat,25lat i 14lat...
Użytkownik gogi edytował ten post 26 lutego 2014 - 07:37