Skocz do zawartości

Babskiswiat.net używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej Rozumiem

Mahjong
Opis: Nieśmiertelna gra. Mahjong html5 online.

2048
Opis: Hit 2014. Prosta, logiczna i niezwykle wciągająca gra 2048.


Saper
Opis: Saper - kto nie zna tej gry...

Zdjęcie

Jak mam sobie z tym poradzić?


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
683 odpowiedzi w tym temacie

#521 neena

neena
  • Użytkownik
  • 2 postów

Napisano 22 grudnia 2011 - 19:23

Po wszystkim. Koniec. Nie ma o czym dyskutować. On podjął decyzję za nas oboje. Rozmawiał ze mną,ale powiedział,że to co do niego mówiłam w ogóle go nie ruszyło. Nie rozumiem. Gdzie ten zaangażowany facet, który pokazywał mi, że mu zależy ? Jeszcze 2 tygodnie temu ? Czy to ze mną jest coś nie tak ? Chyba każdy ma prawo mieć gorszy dzień ? heh...widocznie ja nie miałam prawa a nikt mnie o tym nie poinformował... :-(

#522 magdaaaaa

magdaaaaa

    ..lekko próżna flirciara..

  • Użytkownik
  • 23 947 postów

Napisano 25 grudnia 2011 - 16:39

Czy to ze mną jest coś nie tak ? Chyba każdy ma prawo mieć gorszy dzień ? heh...widocznie ja nie miałam prawa a nikt mnie o tym nie poinformow

nie szukaj winy tylko w sobie , moze on ma z soba problem , a moze nie jest szczery i cos sie w jgo zyciu wydarzyło o czym ci nie mowi. ;-)

czemu mi dałeś wiarę w cud

a potem odebrałaś wszystko
 


#523 Mikula

Mikula
  • Użytkownik
  • 220 postów

Napisano 02 stycznia 2012 - 21:00

Ponad rok temu zaczęłam się spotykać z inteligentnym, mądrym i czułym facetem. Jak to mężczyźni, nie zawsze się połapał o co z tym romantyzmem chodzi i że wieczór na kanapie przy meczu nie bardzo odpowiada kobiecym standardom randki. Ale się starał, był wrażliwy i tak poważnie podchodził do mnie i do naszego związku. Snuliśmy plany na przyszłość...Gotował dla nas, mogłam zawsze liczyć na jego pomoc i wsparcie.
Wakacje spędziliśmy z dala od siebie (mieszkamy na południu i północy Polski), ale udało nam się wykroić parę tygodni na wspólne wyjazdy lub odwiedziny, jak już uporałam się z obroną.
Podczas roku akademickiego większość tygodnia spędzałam u niego. Oczywiście sprzątanie, pranie, gotowanie (czasem jakiś obiad, generalnie nienawidzę gotować), no i już bankowo zmywanie naczyń to była moja stała działka częściowo dzielona z nim. Starałam się pomagać mu w ogarnięciu jego kawalerki, ale nie zawsze mi się chciało. Zresztą on jest pedantem i zawsze poprawiał... Ale to jest mało ważne. Było dobrze.

Jednak przeszkadzało mi parę rzeczy, np. obsesyjna wręcz potrzeba oglądania meczu CODZIENNIE (bez względu na to, jaka liga gra i czy są to zespoły, które on lubi. Natomiast oglądanie filmów jest bez sensu - a ja je lubię), jego przeświadczenie o właściwości własnej opinii (niby mogłam mieć swoją, ale moje argumenty były "bez sensu i nie trzymały się kupy, bo opierają się na emocjach" i "on ma własne zdanie a ja go nie mam przekonywać, bo to próżny trud".) Jak zrobił kolację walentynkową, postarał się ładnie. Świece, winko, dobra sałatka (byliśmy wtedy na etapie konsumowania przeróżnych sałatek) i ...domowe dresy. A ja, ładnie umalowana, spódniczka i sweterek z dekoltem :( Takie drobne rzeczy, a jednak zawadzały. <bezradny></span>

Od października coś sie kompletnie zmieniło. Najpierw zaczęliśmy się co jakiś czas sprzeczać (zazwyczaj kłótnie wybuchały pod koniec tygodnia), potem już w kulminacyjnym momencie, w grudniu nawet 4 razy w tygodniu. Ile razy pakowałam się i chciałam jechać do swojego mieszkania....Przyznaję, nie jestem bez winy. Na początku związku byłam bardzo ugodowa (te mecze :/ ), nie miałam pretensji o to, że nie wychodzimy tylko my sami albo że jemu nie przeszkadzało kochanie się przy mocnym świetle, które aż raziło. Dopiero jesienią postanowiłam zawalczyć o romantyzm, uszanowanie moich opinii, tolerancję dla mojego stanowiska oraz uwzględnianie mnie w planach ("bo ja chcę w sobotę posiedzieć spokojnie i poczytać, a wieczorem obejrzeć mecz" i ani słowa o mnie, mimo że weekend spędzałam u niego), czy chociażby wyegzekwowanie ustaleń, planów (wyjazdy weekendowe do pobliskiego miasta, bądź zwyczajne wypady na Starówkę, niekoniecznie do klubów wieczorem, KINO).
Na urodziny dostałam od niego książkę "Skóra w której żyję" i poszliśmy do kina na ten film. Byłam wniebowzięta, kocham filmy Almodovara :-D Ale...parę dni póżniej miał do mnie pretensje, że tyle od niego wymagam i że chodzenie do kina, na wystawy to dla niego strata czasu, bo wolałby w tym czasie coś poczytać (artykuły w typie "uważam Rze"). Nie powiem, przykro mi było. Moje hobby, sposób spędzania wolnego czasu uznał za nic nie znaczący i bezsensowny, a przede wszystkim bezproduktywny. I tak mój prezent urodzinowy od niego okazał się przykrym wspomnieniem. Generalnie miała takie nastawienie: ja sie staram, robię wszystko by Cie uszczęśliwić, a Ty ciągle masz jakieś pretensje, fochy i jest Ci przykro. Czasem wystarczył nieodpowiedni ton głosu, a już był zły...

A seks? Na początku mogliśmy to robić bardzo często, nie mogłam zasnąć przy nim dopóki nie opadło podniecenie. Mieliśmy na siebie ochotę non stop. Ale tez seks nie był główną treścią naszego związku. Po tych wszystkich kłótniach to również zaczęło się psuć. Kochaliśmy się raz w tygodniu, nawet rzadziej. Dodatkowo po 10 miesiącach przyjmowania tabletek zaczęłam mieć problemy z suchością pochwy. Co prawda, używaliśmy żelu, jednak wolałam naturalne nawilżenie, bo miałam wtedy mniej otarć. Zawsze miałam problem z tym. Ale! On miał pretensje o to, że wymagam od niego zaspokojenia siebie. Że musi czekać. Nawet jak ja się nim zajęłam (przepraszam Was za nieeleganckie sformułowanie), to i tak nie znaczyło,że seks będzie już. I to go frustrowało.
Mniej seksu, mniejsza ochota (choć nie przyznał nigdy sam z siebie, że ma mniejszą ochotę) i jeszcze tyle pracy i wymagań od niego. Spełniałam każdą jego zachciankę poza striptizem, bo lekko zepsuł mi nastrój...

Przed świętami kolejna kłótnia. Dobra, pojechał do domu. Niby jest ok, odpowiada na smsy, odbiera tel. Jednak zero czułości, własnej inicjatywy z jego strony. Nawet mnie za to przepraszał. Mi było przykro. O Ty głupia kobieto!! Byłam naiwna...No przecież źle zareagowałam, bo powinnam mu napisać coś miłego i go ułagodzić (jego słowa). Kolejna dyskusja aż w końcu parę dni przed Sylwestrem, którego mieliśmy spędzić razem na domówce ze znajomymi - zerwał ze mną przez telefon. Dlaczego? Ośmieliłam się martwić byle jaka atmosferą między nami i brakiem kontaktu oraz czułości. "Jak mamy normalnie fajnie funkcjonować kiedy jesteś smutna? non stop mam Cie pocieszać? no proszę Cię..."- te słowa oddają jego stosunek do moich obaw.
Powiedział, że najwidoczniej nie jesteśmy sobie przeznaczeni, że " czym jest rok w stosunku do całego życia" i że potrzebuje spokoju. Wściekłam się.
Było mi źle, ale chciałam to ratować. Od paru miesięcy to ja przyjmuje na klatę oskarżenia, stale przepraszam i pracuję nad sobą i nad naszymi relacjami. A on? jedyny trud, to kolacja rocznicowa. Piękna, romantyczna, ale nie zakończona seksem, bo byłam padnięta. (co tez wykorzystał w liście zarzutów). Liczyłam się z rozstaniem, jednak nie w ten sposób!
Jutro ma przyjechać po swoje rzeczy, które zostawił u mnie. Zobaczę go pierwszy raz od ponad trzech tygodni. Wszystko spakowałam, obiecałam sobie, że nie będę krzyczeć i płakać. Nie wiem jak się zachować. Dać mu jego rzeczy i koniec czy spróbować porozmawiać?

Nie mogę przestać myśleć o tym, że może udałoby nam się przetrwać te kłótnie gdyby on wykazał trochę dobrej woli i zmienił nastawienie....

Może kiedyś, jak emocje opadną wrócimy do siebie, lecz nie chcę wskoczyć w ten sam schemat. Nie wiem co mogłabym zrobić by coś zmienić.

Tyle się nagadałam, niby sie ze mną zgadzał, tłumaczyłam mu wszystko...I nic. :-(
"Świat należy do ludzi, którzy maja odwagę marzyć i ryzykować, aby spełnić swe marzenia. I starają się robić to najlepiej."

#524 magdaaaaa

magdaaaaa

    ..lekko próżna flirciara..

  • Użytkownik
  • 23 947 postów

Napisano 02 stycznia 2012 - 21:06

Nie wiem jak się zachować. Dać mu jego rzeczy i koniec czy spróbować porozmawiać?

ja jestem uparta i nie plaszczyłabym sie :mrgreen:

oże kiedyś, jak emocje opadną wrócimy do siebie, lecz nie chcę wskoczyć w ten sam schemat

no wlasnie , ja nie wiem czy on sie zmieni i czy on tego chce , jest wygodny i tyle , taki troche egoista. ty widzisz swoje wady , chcesz cos zmieniac a on to ma gdzies <bezradny></span>
ile on ma lat :?: pracuje uczy sie :?:

czemu mi dałeś wiarę w cud

a potem odebrałaś wszystko
 


#525 Mikula

Mikula
  • Użytkownik
  • 220 postów

Napisano 02 stycznia 2012 - 21:39

Nie wiem jak się zachować. Dać mu jego rzeczy i koniec czy spróbować porozmawiać?

ja jestem uparta i nie plaszczyłabym sie :mrgreen:
W sumie tez jestem uparta. I dumna jak cholera!

oże kiedyś, jak emocje opadną wrócimy do siebie, lecz nie chcę wskoczyć w ten sam schemat

no wlasnie , ja nie wiem czy on sie zmieni i czy on tego chce , jest wygodny i tyle , taki troche egoista. ty widzisz swoje wady , chcesz cos zmieniac a on to ma gdzies <bezradny></span>
ile on ma lat :?: pracuje uczy sie :?:


No właśnie...jak mu powiem, że robi coś źle to nic z tym nie robi. "Rzeczywiście, impulsywnie zareagowałem, ale przecież Ty byłaś tego powodem" - więc moja wina.

Ja się staram, wiem skąd biora sie moje reakcje, że reaguje zbyt impulsywnie. Ale znam tego przyczynę. (Na studiach mam do czynienia z psychologią, więc wiem sporo o schematach psychologicznych i reakcjach...) Wiem, że nie jestem ideałem i staram się walczyc z tym. jednak jego postawa mi nie pomaga. Zresztą skoro on poza chwilowym romantyzmem od święta nic nie robi. Albo jak chce się kochać...

Jest między nami rok różnicy. Ja mam 22, on 23 lata. Ale i tak słysze komentarze w typie: "jesteś młoda i nie wiesz na czym polega związek". A sam był z eks laską zaledwie 2 miesiące.
Oboje też studiujemy, on w tym roku ma obronę. Utrzymują nas rodzice. Ja wynajmuję pokój w mieszkaniu studenckim on kawalerkę. Ma samochód. Skąd to pytanie magdaaaaa?
"Świat należy do ludzi, którzy maja odwagę marzyć i ryzykować, aby spełnić swe marzenia. I starają się robić to najlepiej."

#526 magdaaaaa

magdaaaaa

    ..lekko próżna flirciara..

  • Użytkownik
  • 23 947 postów

Napisano 03 stycznia 2012 - 20:01

A sam był z eks laską zaledwie 2 miesiące.

Skąd to pytanie magdaaaaa?

pytałam o wiek , bo sprawia wrazenie niedojrzalego czlowieka , jak nauka zajmuje mu mało czasu , a ma go mnostwo na tv , to moze zająłby sie czyms pozytecznym :roll:

esteś młoda i nie wiesz na czym polega związek

ja mysle , ze on ma z tym problem <bezradny></span>

czemu mi dałeś wiarę w cud

a potem odebrałaś wszystko
 


#527 Mikula

Mikula
  • Użytkownik
  • 220 postów

Napisano 04 stycznia 2012 - 14:47

Jestem już zmęczona.... Rozmawialiśmy długo gdy przyjechał po swoje rzeczy.
Według niego nie zerwał ze mna przez tel, że to się ciągnęło już od dawna i że przesadzam. No ale mimo wszystko usłyszenie "mam już dość naszego związku", "nie chcę z Tobą być", nawet jeżeli nie są niczym nowym, bo w kłótniach wiele razy tak mówiliśmy - przez telefon raczej nie było dobre i zabolało... <bezradny></span> Czy przesadzam??
On i osoby z którymi rozmawiał (nie wiem kto, może jego rodzice....) uważają, że zareagowałam przesadnie. I że za tydzień, miesiąc czy rok, jak opadną emocje przyznam mu rację. Ok, nie ukladało się nam choć próbowaliśmy jakoś funkcjonować, ale zrobił to na dwa dni przed Sylwestrem. Mieliśmy razem pójść do znajomych, umówiliśmy się na przyjazd do miasta, gdzie studiujemy. Jednak następnego dnia czara goryczy się przelała...


Miał dość tego, że się dołuję naszymi kłótniami, że ciągle coś jest nie tak. Nie miał ochoty odzywać się do mnie przez święta, miał dość. Co mnie z kolei dobijało, a on nie chciał już mnie pocieszać i odbierał to jako kolejny problem. I tu zaczyna się błędne koło.
:-( Jego zdaniem jak coś sie psuje tak długo, nie ma sensu na siłę tego ratować. Jesteśmy młodzi,nie wiąże nas przysięga małżeńska i najwyraźniej nie byliśmy sobie przeznaczeni.

pytałam o wiek , bo sprawia wrazenie niedojrzalego czlowieka , jak nauka zajmuje mu mało czasu , a ma go mnostwo na tv , to moze zająłby sie czyms pozytecznym :roll:


No wiesz, on spędza na uczelni po kilka godzin, musi ogarniać materiał na magisterkę, którego jest naprawdę mnóstwo. Jest w tyle i to go bardzo stresuje. Ciągle myśli o tym jak dużo mu zostało do zrobienia. Z kolei tylko na uczelni ma do niego dostęp, więc wolny dzień czy nie, niezależnie od tego czy ma zajęcia siedzi i opracowuje to wszystko. Odpoczywa przed tv oglądając mecze lub programy publicystyczne oraz czytając artykuły dziennikarzy politycznych. Albo sprząta :roll:

Pewnie to wyolbrzymiam, za bardzo przeżywam i się dołuję. Związki sie rozpadają, ludzie znajdują nowych partnerów. Kurcze, on był moim pierwszym partnerem seksualnym, może to dlatego jest mi tak trudno.... <bezradny></span>

[ Dodano: 2012-01-04, 19:45 ]
Chciałabym, żebyśmy dali sobie ostatnią szansę. Zaczęli nowy rok z czysta kartą i bez żali. Na nowo. Zapomnieć o kłótniach i tych wszystkich złych emocjach, słowach.

niedługo będziemy się znowu widzieli. Czy mam spróbować? Nie wiem jak, ale muszę coś zrobić. Nie mogę normalnie funkcjonować :-/
"Świat należy do ludzi, którzy maja odwagę marzyć i ryzykować, aby spełnić swe marzenia. I starają się robić to najlepiej."

#528 magdaaaaa

magdaaaaa

    ..lekko próżna flirciara..

  • Użytkownik
  • 23 947 postów

Napisano 05 stycznia 2012 - 20:24

Kurcze, on był moim pierwszym partnerem seksualnym, może to dlatego jest mi tak trudno.... <bezradny></span>

pewnie cos w tym jest . ale na moje oko to ja bym tego nie scalała. oczywiscie znam tylko twoja opinie;ale mam wrazenie , ze on cie nie szanuje i ma gdzies to co ty myslisz :roll:

Według niego nie zerwał ze mna przez tel, że to się ciągnęło już od dawna i że przesadzam. No ale mimo wszystko usłyszenie "mam już dość naszego związku", "nie chcę z Tobą być", nawet jeżeli nie są niczym nowym, bo w kłótniach wiele razy tak mówiliśmy - przez telefon raczej nie było dobre i zabolało..

jasno i wyraznie to skończył , ale styl w jakim to zrobił utwierdza mnie w przekonaniu , ze ten zwiazek to juz przeszłosc i nie ma co odbudowywac.

czemu mi dałeś wiarę w cud

a potem odebrałaś wszystko
 


#529 tigraa84

tigraa84
  • Użytkownik
  • 5 129 postów

Napisano 06 stycznia 2012 - 14:56

Mikula, naprawdę myślisz, że jest sens by jeszcze próbować Wasz związek ratować? Przeczytaj jeszcze raz wszystko co napisałaś i sama się zastanów nad odpowiedzią, ale na moje "oko" wychodzi na to, że ten facet jest kompletnym egoistą i dopóki zgadzałaś się na wszystko bez zająknięcia to miłość kwitła a jak tylko postanowiłaś zmienić coś w Waszym związku to nagle jemu to nie pasuje. Ba, nawet nie próbuje o Was zawalczyć tylko z miejsca skreśla wszystko co było między Wami a Ty go mimo to próbujesz bronić. Być może się mylę, ale wydaje mi się, że z tego już nic nie będzie, bo w związku musi chcieć dwoje, związek to sztuka kompromisu a Twój facet chyba nawet nie myśli by na jakiś kompromis pójść. Że już nie wspomnę o tym, że kompletnie nie szanuje Ciebie, Twoich potrzeb i poglądów, bo przecież tylko jego zainteresowania są ważne i tylko jego pasje mają jakiś sens. Po prostu widzi tylko czubek własnego nosa i najlepszą dla niego partnerką było by chyba lusterko, bo zawsze by mu tylko potakiwało :-/ Nie wiem co postanowiłaś, ale ja na Twoim miejscu nie drążyłabym więcej tematu i starała się nie pokazywać jak Cię to zabolało. Wiem, że nie jest Ci łatwo, ale jeszcze spotkasz na swojej drodze faceta, z którym będziesz szczęśliwa
Mężczyzna bez kobiety jest jak pies bez pcheł- niby da się żyć, ale nudno
Kobieta bez mężczyzny jest jak pchła bez psa- żyć ciężko i gryźć nie ma kogo

#530 Natalka

Natalka
  • Użytkownik
  • 1 457 postów

Napisano 06 stycznia 2012 - 15:55

Zapomnieć o kłótniach i tych wszystkich złych emocjach, słowach.

przykro mi, ale to awykonalne. Dawne sprzeczki będą wisiały w powietrzu wokół Was, bo nie były to małe nieporozumienia lecz kłótnie, podczas których padło zbyt wiele słów.

Bądź pewna siebie, pokaż mu, że świetnie sobie w życiu dasz bez niego radę. Kobiety zaradne, silne są pociągające. A takie płakanie, błaganie jeszcze bardziej go od Ciebie odpycha. Nie można dawać tak sobą pomiatać. Pokaż mu, że nie jest Ciebie wart (bo nie jest). Mina mu zrzednie jak zobaczy Ciebie taką postawioną na nogi.

A wtedy nawet, gdy poukłada sobie wszystko w głowie to nie daj się. Zakończ to raz na zawsze i ciesz sie życiem.

#531 inqaa

inqaa
  • Moderator
  • 5 515 postów

Napisano 06 stycznia 2012 - 22:27

Pokaż mu, że nie jest Ciebie wart

Dokładnie, nie proś się, bo to nic nie da.
A nawet jeśli do siebie wrócicie to co?
Przecież nie zmieni się tak o! na początku będzie dobrze, ale potem on znów zacznie Ci pokazywać jak mało ważną osobą dla niego jesteś i jakie te Twoje przekonania są bezsensowne.
Od kiedy jesteście razem, to jesteście WY. Nie ON, nie TY, ale WY. I decyzje powinny być podejmowane przez Was oboje, powinniście zawsze dochodzić do jakiegoś kompromisu.

Wydaje mi sie, że nie powinnaś się już 'płaszczyć' i pokazywać jak bardzo Ci zalezy. Bo on na to już po prostu nie zasługuje ;-)

Keep calm and become a doctor <serducho> // Mission completed <tanczy7>

 

 


#532 Mikula

Mikula
  • Użytkownik
  • 220 postów

Napisano 06 stycznia 2012 - 23:09

Dziękuję Wam dziewczyny za wsparcie :)

Ekhm..tego...w sumie to dałam mu szansę. Nam. Wiem, pewnie strzelicie facepalma i powiecie do siebie "Kolejna uzależniona od swojego faceta" albo krócej: "idiotka". Jestem świadoma tego, że gdybym była na waszym miejscu odradzałabym sobie powrót do niego. Jednak przeanalizowałam wszystko, spojrzałam także na swoje zachowanie i wiem, że także popełniałam błędy. Zwłaszcza przez ostatnie parę miesięcy. Sama sobie kopałam dołek raniąc jego przy okazji. I nie widziałam tego.
Moje słowa nie są efektem zagubienia, prania mózgu czy strachu przed samotności bez niego, bo umiem sama być. Świetnie sobie radziłam zanim go poznałam i nie widzę powodu dla którego teraz miałoby być inaczej.

Kurcze, jak weszłam do jego mieszkania oboje byliśmy wrakami. Było i nadal jest mu głupio, żałuje swojego zachowania i powiedział, że chce wszystko naprawić. Jest świadomy, że nie będzie łatwo. Że ma mały kredyt zaufania i musi poczekać zanim się on powiększy. Bardzo długo. Nie musiałam nawet otwierać ust. Chciałam jedynie zabrać swoje rzeczy, ładnie i kulturalnie się pożegnać.

Dużo rozmawialiśmy, każde z nas przedstawiło swój punktu widzenia. W sumie to nie jest tylko jego i jego wina. Ja sama nie byłam najmądrzejsza. Aż mnie zadziwiło jak to wyglądało z jego strony i spojrzałam na siebie z boku :-/ Nie było to fajne uczucie. Niektóre rzeczy źle oceniłam i to nie tylko on mi to uświadomił...Tylko że ja uparcie twierdziłam, że mam rację. I nakręcałam się niesamowicie, hołubiąc w sobie negatywne emocje. Prawda jest taka, że jesteśmy do siebie podobni i często ulegamy zaślepieniu w swoim poczuciu krzywdy. A to błąd.

Jednak mimo wszystko patrzę na to trzeźwo. Mamy tylko jedną i ostatnią szansę. To, że się kochamy nie wystarczy. Musimy nad sobą pracować. Nie jest tak, że wszystko wróciło "do normy". W ten sposób niczego nie załatwimy, a za tydzień, dwa znowu wybuchnie kłótnia o pierdołę.
On będzie musiał mi udowodnić, że mu naprawdę na mnie zależy, na mojej opinii i szczęściu. Ja z kolei...muszę zacząć się wsłuchiwać w to, co mówi (zamiast dopowiadać sobie bzdury), nie skupiać się tylko na swoim punkcie widzenia i na tym, żeby brać.

Powiedziałam mu jasno, ze nie bedzie miał mnie 24h na dobe jak dawniej. Mam swoje życie, swoje zajęcia. I masę zobowiązań. Chcę się rozwijać, zamiast skupiac na naszym związku non stop. Co prawda tego nigdy nie wymagał. To ja sama weszłam w taki układ.
Oboje mamy co robić. Ten wymuszony nawalem zajęć dystans dobrze nam zrobi. Ustali priorytety. Ten czas jest nam potrzebny.

Pewnie na podstawie moich wczesniejszych postów wyrobiłyście sobie obraz egocentryka zadufanego w sobie, typowego macho. To wrażliwy i czuły chłopak. Ciężko mu mówić o uczuciach, ale mu na mnie zależy. Płakał, kiedy ostatnio rozmawialiśmy. I nawet gdy ja mówiłam mu straszne rzeczy, obrzucałam go obelgami - on powtarzał, że jestem wspaniała i cieszy się z chwil spędzonych ze mną. Tylko że ja nie chciałam tego pamiętać, skupiłam sie na złości.
Nie chcę go tlumaczyć. Zachował się jak totalny głupek. Ja natomiast jak rozhisteryzowane babsko z okresem :/ (to moje słowa)

Nie darowałabym sobie, gdybym nie spróbowała. Mam wiele złego za uszami....
Jeżeli nie wypali i znów zacznie sie psuć, przynajmniej nie będe sie oglądała wstecz i to zakończę. Z poczuciem, że zrobiłam wszystko, co mogłam.
"Świat należy do ludzi, którzy maja odwagę marzyć i ryzykować, aby spełnić swe marzenia. I starają się robić to najlepiej."

#533 inqaa

inqaa
  • Moderator
  • 5 515 postów

Napisano 07 stycznia 2012 - 10:25

Wiem, pewnie strzelicie facepalma i powiecie do siebie "Kolejna uzależniona od swojego faceta" albo krócej: "idiotka".

Ja tak do siebie nie powiedziałam ;-) Uważam że próbowanie na nowo, nie jest czymś złym, o ile sie tego naprawdę pragnie a nie jest to wynikiem czyichś namowień lub szantażów. Jeżeli naprawdę tego chcesz to nie ma w tym nic zlego, to jest Twoje zycie i Ty sama musisz wiedzieć co dla Ciebie bedzie najlepszym rozwiązaniem ;-)

Nie jest tak, że wszystko wróciło "do normy". W ten sposób niczego nie załatwimy, a za tydzień, dwa znowu wybuchnie kłótnia o pierdołę.

Dokładnie tak będzie, pamiętam jak u nas kiedyś się pokłociliśmy i nagle zakończyliśmy temat nie wyjaśniając go. Kilka dni później znowu do niego wróciliśmy i znowu była kłotnia ;-) Także od tamtego momentu wole zakańczać wszystkie spory ;-)

Powiedziałam mu jasno, ze nie bedzie miał mnie 24h na dobe jak dawniej

Dobrze, że pokazałaś mu, że wiesz czego chcesz i czego on może od Ciebie oczekiwać :->

Nie darowałabym sobie, gdybym nie spróbowała

To spróbuj, jeżeli nie wyjdzie przynajmniej bedziesz miała satysfakcję że spróbowałaś ratować ten związek ;-) Powodzenia :-D

Keep calm and become a doctor <serducho> // Mission completed <tanczy7>

 

 


#534 Mikula

Mikula
  • Użytkownik
  • 220 postów

Napisano 07 stycznia 2012 - 12:16

inqaa, heh chyba Ty jedna zareagowałaś na plus. Dziekuję za doping :)

Wszyscy inni byli zaskoczeni. Moja przyjaciółka...cóż, może i spodziewała się takiego obrotu sprawy, ale widać było jej zaskoczenie. Jednak uznała, że warto spróbować,skoro mogę być z nim szczęśliwa.

I zobaczymy jak to wyjdzie.
"Świat należy do ludzi, którzy maja odwagę marzyć i ryzykować, aby spełnić swe marzenia. I starają się robić to najlepiej."

#535 tigraa84

tigraa84
  • Użytkownik
  • 5 129 postów

Napisano 07 stycznia 2012 - 13:02

Mikula, Ty chyba sama najlepiej wiesz co jest dla Ciebie dobre, my całą sytuację tutaj poznałyśmy tylko z Twojego punktu widzenia. Skoro zdecydowałaś się dać Wam szansę to mam nadzieję, że się uda i że wspólnie popracujecie nad Waszą przyszłością. Powodzenia ;-)
Mężczyzna bez kobiety jest jak pies bez pcheł- niby da się żyć, ale nudno
Kobieta bez mężczyzny jest jak pchła bez psa- żyć ciężko i gryźć nie ma kogo

#536 magdaaaaa

magdaaaaa

    ..lekko próżna flirciara..

  • Użytkownik
  • 23 947 postów

Napisano 07 stycznia 2012 - 16:39

Mikula no ja ci zycze ,a by sie wszystko udalo , ale nie zdziwie , sie jak za klka tygodni wrocisz z podobnym problemem . troche z twoich postów trąci uzalezniona kobieta , jak zona alkoholika , on pije bo ja jestem zła <bezradny></span>
mam nadzieje , ze oboje powalczycie o ten zwiazek i bedzie dobrze , do szkoda byłoby tego kawałka zycia co razem spedziliscie.

czemu mi dałeś wiarę w cud

a potem odebrałaś wszystko
 


#537 chocolate

chocolate
  • Użytkownik
  • 214 postów

Napisano 07 stycznia 2012 - 17:54

Dziewczyny mam mały problem;) Rozstałam się kilka miesięcy temu z chłopakiem z którym byłam 3 lata bo zaczął mnie ignorować, kiedy sie spotykalismy dostawał dziwne smsy od różnych dziewczyn nawet w środku nocy. Czy mnie zdradzał? Szczerze nie sądze ale na pewno uważał mnie "za pewniaka" i przestał się starać, zaczął flirtować z innymi, z imprez, z nk a kiedy zwracałam mu uwagę to obiecywał ze już nie bedzie ale oczywiscie tylko mnie tak zbywal. Czułam sie jak w jakimś koszmarze, uzalezniona od niego. W końcu nadszedl wieczór kiedy byłam chora i czekałam na obiecany telefon bo mielismy pogadac ale oczywiście była tylko cisza jak sie okazało pojechał na impreze całkowicie mnie zlewając. Nieprzespałam calej nocy i rano zadzwonilam, powiedzialam mu kilka słów i urwałam kontakt. Minęło kilka miesięcy i znowu zaczął się starać, pisać, dzwonić, przyjezdzac do mnie. Prosi żebyśmy wrócili a ja szczerze mówiąc nie wiem czy potrafie mu znowu zaufać... od jakichś dwóch tygodni faktycznie jest na medal, wspiera mnie, dzwoni ciągle.. Wczoraj powiedział ze jeśli nie jestem go pewna to usunie nk i numery z którymi pisał żebym nigdy sie juz nie musiala zastanawiać czy dalej pisze z tymi laskami i że może tak zacznie odzyskiwać moje zaufanie.. Mam trochę mętlik w głowie.. i teraz pytanie do was.. czy myślicie że głupie usunięcie nk coś mi pomoże? Wiem że to głupie trochę pytanie.. i zależy mi na nim tylko ALE jeśli to chwilowa zmiana to nie chce drugi raz tego przechodzić.. Napewno byłabym spokojniejsza gdyby nie miał nk ale to jest jego osobista rzecz i głupio sie czuje z tą myśla ze przeze mnie chce to zrobić bo głupi portal społecznościowy nie powinien decydować o naszym związku.. Co zrobiłybyście na moim miejscu?
..gdy jest bardzo smutno, to kocha sie zachody słońca..

#538 89kasienka89

89kasienka89
  • Użytkownik
  • 5 825 postów

Napisano 07 stycznia 2012 - 18:08

czy myślicie że głupie usunięcie nk coś mi pomoże?

Myślę, że nie, bo to nie kwestia posiadania konta, tylko braku zaufania- a nie nabierzesz napewno zaufania od razu po tym, jak on usunie konto.

Co zrobiłybyście na moim miejscu?

Ty sama wiesz, co do Niego czujesz. Jeśli chcesz z nim być, to daj sobie jakiś czas, nie śpiesz się, zobaczysz, czy warto mu ufać, czy nie. Ale nie chodzi tu o portal społecznościowy, tylko o ogół sytuacji. zaufanie to najważniejsza rzecz w związku, bez tego nawet się w to nie pakuj. Przeczekaj, na spokojnie poanalizuj, poobserwuj go.
Miłość, marzenia, uczucia i myśli,
jeszcze raz uwierz w siebie i uwolnij ten instynkt

#539 magdaaaaa

magdaaaaa

    ..lekko próżna flirciara..

  • Użytkownik
  • 23 947 postów

Napisano 07 stycznia 2012 - 21:52

Napewno byłabym spokojniejsza gdyby nie miał nk ale to jest jego osobista rzecz i głupio sie czuje z tą myśla ze przeze mnie chce to zrobić bo głupi portal społecznościowy nie powinien decydować o naszym związku..

podoba mi sie twoje podejście , fajnie, ze nie wierzysz w to ze to konto czy jego brak to podstawa waszej relacji. :-) Moze facet jak cie straciła zrozumiał , ze milostki i zainteresowanie dziewczyn jest mile na chwile , ze łechce jego ego , ale na dłuzsza mete jest to bezwartosciowe. ;-)

daj sobie jakiś czas, nie śpiesz się

dokladnie , jak go kochasz , to próbuj , ale powoli, spokojnie , bez emocji . jesli zalezy mu na Tobie , to bedzie czekal i na nowow cie zdobywał , a jesli szybko sie podda , to bedzie znaczyło ze chciał powrotu

pewniaka

. Czas wiele rzeczy weryfikuje ....

czemu mi dałeś wiarę w cud

a potem odebrałaś wszystko
 


#540 agata1234

agata1234
  • Użytkownik
  • 1 postów

Napisano 07 stycznia 2012 - 22:24

czesc,

prosilabym Was o rade.

mam kolege, bardzo dobrego znajomego. Ostatnio cos sie miedzy nami wydarzylo (całowanie, przytulanie), lecz pozniej "udawalismy" ze nic sie nie stalo.

Sytuacja sie powtorzyla.

Nie wiem jak on to odbiera - czy na zasadzie poznawania sie i poczatku pewnego etapu zwiazku czy po prostu "bylo milo i koniec". Uwazacie ze powinnam z nim o tym porozmawiac czy poczekac na rozwoj wydarzen?

Dziekuje,pozdrawiam





Podobne tematy Collapse

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych