Moja pierwsza praca to był akwizytor- płacili od sprzedanej sztuki- kasa była potrzebna i nie wybrzydzałam. Za chwilę, chodząc tak od drzwi do drzwi zaproponowano mi pracę w cukierni, pracując w cukierni zaproponowano mi inną pracę, ale nie przyjęłam, bo w tym czasie korzystniejszą zaproponowali mi w sklepie... z narzędziami metalowym
W tym okresie, moja największa pensja to było... 800 zł na miesiąc. Wszędzie pracowałam na czarno.
Po studiach dostałam pracę jako sekretarka- bo miałam w poprzednich pracach kontakt z ludźmi- wiedzieli że pracowałam na czarno, nie robili problemu- bo pracodawcy wbrew pozorom, jak się chce pracować to nie robią problemu- 900 zł. Potem, ponieważ atmosfera była kiepska, przez miesiąc na bezrobociu, w końcu praca na recepcji w salonie kosmetycznym- no to był luz blus już- nie dość, że kasa troszkę większa, zabiegi, fajne babeczki, możliwość pogadania w obcym języku. A potem dowiedziałam się, ze gdzieś kogoś szukają- poszłam, zaproponowali pracę. Pracowałam ro, potem przy zwolnieniach grupowych mnie oszczędzono i trafiłam do działu, w którym pracowałam... 3 miesiące, bo zaszłam w ciąże. Natychmiast po macierzyńskim wróciłam. Ze łzami w oczach, ALE...
Najgorsze co może zrobić kobieta, bez doświadczenia w danej dziedzinie lub jakiegokolwiek, to wypaść z obiegu na kilka lat- wybaczcie możecie mnie zlinczować, ale w dzisiejszych czasach, jeśli kobieta chce pracować, to nie może sobie pozwolić na luskus długiego siedzenia w domu- czy to z powodu wybrzydzania ofert czy wychowywania dziecka.
Tez nieraz słyszałam pytania o dziecko, o męża- nie wszyscy tacy są, trzeba szukać do skutku. Najlepszym przykładem były rozmowy którą ostatnio ze mną przeprowadzano- po kilku latach w branży, nikomu do głowy nie przyszło pytać mnie o dziecko czy męża.
Mam wrażenie, że nie byłam nigdy bezrobotna dłużej niż miesiąc, bo nie bałam się żadnej pracy, nawet za grosze. Wszystko jakoś tak naturalnie się nakręciło.
Zgadzam się, że cześć bezrobotnych, jest bezrobotna z własnego wyboru- bo za ciężko, bo za mało płacą, bo za daleko, bo mobbing. Tak trzeba się szanować. Ale zastanówmy się czy szacunek objawia się tylko w pieniądzach i atmosferze pracy, czy również w szacunku do samego siebie- że przynajmniej próbuję zawalczyć, a nie składam broń od razu.
Oczywiście nie przeczę, że pewnie są problemy z zatrudnieniem, pewnie nie w każdej branży jest praca. Ale ja wychodziłam zawsze z założenia, że jak się nie ma co się lubi...