Skocz do zawartości

Babskiswiat.net używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej Rozumiem

Mahjong
Opis: Nieśmiertelna gra. Mahjong html5 online.

2048
Opis: Hit 2014. Prosta, logiczna i niezwykle wciągająca gra 2048.


Saper
Opis: Saper - kto nie zna tej gry...

Zdjęcie

Korzystanie z pomocy państwa..?


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
52 odpowiedzi w tym temacie

#1 mloda

mloda
  • Użytkownik
  • 7 695 postów

Napisano 26 kwietnia 2010 - 10:07

Czy zdarzyło wam się kiedykolwiek korzystać z pomocy państwa, np. brać stypendium dla rodzin o niskich dochodach, korzystać z unijnych środków, itd..? jeśli tak to jakie macie odczucia, czy to wstyd, czy wręcz przeciwnie, uważacie, że państwo ma obowiązek wam pomagać?
Ja niejednokrotnie korzystałam z różnych programów stypendialnych, i nie żałuje, bo niejednokrotnie te pieniążki bardzo mi pomogły.

Mam również pytanie, jako absolwentka studiów licencjackich, dowiadywałam się ostatnio w Urzędzie pracy, o możliwość finansowania studiów II stopnia, dostałam odp, że owszem jest taki program, ale UP w tym roku go nie organizuje :evil:
W takim razie chciałabym, choć zrobić sobie kurs języka angielskiego, najlepiej taki, który kończyłby się certyfikatem, poprzez unijne środki. Wiecie gdzie szukać info na te tematy?
Bo ja buszując w necie nie znalazłam nic sensownego, jedynie info o dotacjach na firmę. <bezradny></span>
P.S. nie wiedziałam jaki dać tytuł do tematu, więc jak coś proszę zielone o zmianę

#2 nie(d)oceniona

nie(d)oceniona
  • Zarządca
  • 10 527 postów

Napisano 26 kwietnia 2010 - 10:26

mloda, przypomniałaś mi że miałam wam kiedyś artykuł wrzucić, właśnie o pomocy społecznej ;-)

jakie macie odczucia, czy to wstyd, czy wręcz przeciwnie, uważacie, że państwo ma obowiązek wam pomagać?

tak więc ja uważam, że państwo powinno ograniczać pomoc dla obywateli. to nie wstyd nie mieć na życie, ale wstydem jest nic z tym nie robić. nie mówię o sytuacji kiedy nie możemy znaleźć pracy, ale o tym kiedy nawet nie próbujemy. jak poczytacie artykuł który wam wrzuciłam , zrozumiecie skąd bierze się takie moje podejście do sprawy, zresztą, wystarczy rozglądnąć się za pierwszą lepszą meliniarnią (ja niestety mam taką kilka pięter niżej) żeby zobaczyć jak niesprawiedliwie państwo traktuje obywateli. uważam, że wszelkiego rodzaju zasiłki powinny być zależne od tego czy na prawdę szukamy pracy, i powinny być bardzo ograniczone w czasie.

jeżeli chodzi o stypendia. tych naukowych nie traktuję jako pomoc, a jako nagrodę. natomiast wszelkiego rodzaju socjalne ... hmm ... pomijając fakt, że na prawdę bardzo by mi się przydało, a wg dokumentów powinnam leżeć na pieniądzach :roll: ... są przydatne. jest masa ludzi, których nie stać na studia. i dlatego uważam, że stypendia socjalne, na wyżywienie, mieszkaniowe i inne podobne to nieodłączny element studiowania. one muszą być dostępne, jeżeli na prawdę tam "na górze" chcą żeby społeczeństwo było wykształcone.

Wiecie gdzie szukać info na te tematy?

najpierw pytaj w UP, czasami można znaleźć różne organizacje pozarządowe, działające właściwie charytatywnie, zajmujące się pomocą uczniom i studentom. wiem, że hufce organizują takie kursy. z tym że nie wiem młoda, czy nie zabrałaś się za to za późno ... może się okazać, że po prostu skończyły im się już pieniądze <bezradny></span>
ewentualnie szukaj w szkołach językowych, i ogólnie na uczelniach.


trochę przydługawy, ale bardzo fajnie pokazuje jak się zmieniło podejście ludzi do opieki społecznej, i czy na prawdę będąc "na garnuszku państwa" żyje się "od pierwszego do pierwszego" ... polecam jeżeli się nudzicie ;-)

Tysiąc złotych zasiłku socjalnego nikogo dzisiaj nie dziwi. Sprzęt AGD potrzebny? Pomoc społeczna kupi. Lodówka? Proszę bardzo. Komputer? Nie ma problemu.

Barbara pokazuje kawalerkę swojego partnera – kafelki w łazience z Ośrodka Pomocy Społecznej, lodówka i komputer (żeby się uczyła w domu programów) też. Mieszkanie jest małe, ale schludne. Antywłamaniowe drzwi, kolorowe meble z Ikea, wiekowa, ale zadbana meblościanka, elektryczny grill, telewizor, kącik dla dziecka. Aż trudno uwierzyć, że to dom rodziny, która – jeśli nie liczyć rzadko i na krótko podejmowanych prac dorywczych – egzystuje wyłącznie dzięki wsparciu pomocy społecznej. I połowę sprzętów sfinansowała właśnie pomoc społeczna.

Barbara ma trzydzieści lat, jej partner Maciek trzydzieści pięć. Wychowują czteroletniego synka Barbary z poprzedniego związku. Barbara korzysta z pomocy społecznej od pięciu lat. Wtedy zaszła w ciążę. Pochodzi ze wsi pod Białymstokiem, przed laty, kiedy przyjechała do stolicy, była ciężko pracującą dziewczyną, sprzątaczką w ośrodku sportowym. By zacząć pracę o szóstej rano, codziennie wstawała o czwartej. Na spółkę z koleżanką wynajmowała i opłacała mieszkanie.

Odkąd zaczęła pobierać zasiłek z OPS, nigdy już nie podjęła stałej pracy. – Kiedy zaszłam w ciążę, ojciec dziecka, Ukrainiec, wyjechał z Polski. Nie miałam absolutnie nikogo, kto mógłby mi pomóc – opowiada Barbara. – Tylko dlatego poszłam do OPS. Ani ja, ani moi rodzice nigdy wcześniej nie wzięliśmy od państwa ani grosza.

Na pierwszy rzut oka przez ostatnie lata w Polsce niewiele się zmieniło. Liczba osób korzystających z pomocy społecznej od przynajmniej dziesięciu lat niezmiennie waha się wokół 2,1 mln. Jednak naprawdę doszło do zmian niemal rewolucyjnych. W tym samym okresie wydatki samorządów, które dźwigają na sobie zasadniczy ciężar pomocy społecznej (tzw. działania własne gmin), wzrosły dwukrotnie: z miliarda do ponad 2 mld zł.

Do tego doszły fundusze unijne i coraz większe sumy, którymi dysponują organizacje pozarządowe. Oznacza to jedno: strefy ubóstwa w Polsce nie rozszerzają się, nie przybywa w społeczeństwie biednych, ci zaś, którzy za takich zostali uznani, dostają sumy, o których kilka lat temu podopieczni pomocy społecznej mogliby tylko marzyć. – Pamiętam, jak jeszcze kilka lat temu spora grupa osób krępowała się nawet do nas przyjść. Kluczyli, przed ośrodkiem sprawdzali, czy nie widzi ich sąsiad albo znajomy. Kiedy już pokonali próg, nerwowo międląc w dłoniach nakrycie głowy, wyjąkiwali historię swojego nieszczęścia. Dziś uzbrojeni we wszelkie możliwe zaświadczenia, opinie i podania pewnie maszerują wprost do okienka.

Dokładnie wiedzą, czego chcą – opowiada pracownik socjalny z łódzkiej dzielnicy Bałuty. – Widziałam, jak nasi klienci podjeżdżają pod ośrodek pomocy taksówkami, na wszelki wypadek wysiadając przecznicę wcześniej. Albo jak zanim wejdą, przebierają się w najgorszą kurtkę i zmieniają buty na dziurawe – mówi Olga Filipiak, dyrektor OPS na warszawskiej Woli.

Placówka dyrektor Filipiak w ubiegłym roku przeżyła prawdziwy boom na swoje usługi. Z 4173 osób, które otrzymały pomoc ośrodka, 1237 zgłosiło się po raz pierwszy. Skuteczne korzystanie niekoniecznie znaczy to, czego życzyliby sobie teoretycy polityki społecznej, a więc przezwyciężenie problemów i usamodzielnienie się. Częściej oznacza umiejętność zdobycia jak największej ilości świadczeń i trwałe zakotwiczenie się w systemie.

Pracownica OPS na warszawskim Ursynowie wspomina: – Dziesięć lat temu w bloku socjalnym przy ul. Pileckiego przyznałam matce z czwórką dzieci zasiłek celowy na pralkę automatyczną. Przy następnej wizycie słyszałam za sobą zazdrosne komentarze siedzących na ławce sąsiadów. Nie uwierzycie, ta k... pralki rozdaje. Bo ufundować komuś sprzęt AGD to w tamtych czasach była sensacja, ludzie byli szczęśliwi, jeśli zasiłek na chleb starczył. Dziś nikogo nie dziwi, że pomoc społeczna finansuje pralki, kuchenki, lodówki. Ba, zdarzyło nam się sfinansować mikrofalówkę.

Zmiany objęły nie tylko wysokość zasiłków, ale sam sposób podejścia do podopiecznych. – Kocioł, tak można określić nasze biuro sprzed lat. Na głowie pracownika socjalnego był pełen wachlarz problemów, od A do Z. Dziś mamy od wszystkiego osobne, specjalistyczne wydziały: inny do spraw zasiłków, inny od przemocy w rodzinie, jeszcze inny dla osób starszych, bezrobotnych, bezdomnych, uzależnionych – mówi pracownik socjalny z Wrocławia.

Anna Markowska czeka w kolejce w OPS na Woli na kolejną pomoc – chce, by ośrodek zapłacił za żywienie dziecka w przedszkolu. W ubiegłym roku pani Markowska przystąpiła do realizacji tzw. kontraktu społecznego – nowego narzędzia, które dano pracownikom socjalnym jako panaceum na odwieczną słabość systemu, by w końcu mogli oferować podopiecznym nie tylko rybę, ale także wędkę. Choć korzysta z różnych form pomocy już od ponad pięciu lat, sama była zaskoczona, jak wiele uwagi jej poświęcono: – Moim głównym zobowiązaniem było skończyć kurs doskonalenia zawodowego i informować raz w miesiącu pracownika socjalnego o aktualnej sytuacji życiowej. Ośrodek zaś oprócz sfinansowania kursu obiecał pomoc w „rozwoju umiejętności społecznych”. Co tydzień miałam szkolenia z aktywnego poszukiwania pracy, komunikowania się werbalnego, niewerbalnego, od pisania CV i podań poczynając, a kończąc na nauce malowania się i ubierania stosownie do okazji. Oprócz tego osobiste sesje z psychologiem, dostałam też skierowanie i przeszłam badania u psychiatry.

Wysoki poziom oferowanych usług jest możliwy, bo co roku przybywa kilka tysięcy nowych pracowników pomocy społecznej. W ubiegłym było ich już prawie 130 tys., rok wcześniej 123 tys., pięć lat temu 114 tys., zaś dziesięć lat temu niewiele ponad 100 tys.

Ośrodek Pomocy Społecznej przy ul. Bema na Woli w Warszawie to wizytówka nowych czasów. Nowiutka elewacja kontrastuje z przylegającymi poszarzałymi oficynami przedwojennej kamienicy. Przed laty mieściły się tu warsztaty mechaniczne, później gmach zamienił się w pustostan, OPS przeniósł się z klitkowatych biur rozrzuconych po całej dzielnicy. W wyremontowanych ze smakiem, przestronnych wnętrzach widać rękę architekta. Interesanci na dole, dyrekcja na antresoli, nad głowami odsłonięte i odrestaurowane drewniane belki stropowe. Bez przepychu, ale elegancko, przestronnie i funkcjonalnie.

Zmiany najlepiej widać w dużych miastach, w rejonach biedniejszych, małych miasteczkach i na wsiach czas się zatrzymał. Oba światy dzieli przepaść. Katarzyna R., sekretarka z dużej francuskiej firmy, w rodzinnych Brzezinach pod Łodzią jest przykładem modelowej kariery i sukcesu w stolicy. Jej historia jest dość typowa dla dzielnicy, w której mieszka, w wielkim stołecznym skupisku imigrantów – na Kabatach. Rocznik 1972. Zaoczne studia w prywatnej szkole biznesu na kierunku marketing i zarządzanie. Licencjat w 1994 roku. Dwa pokoje w kredycie na 25 lat. Dziesięcioletnia córka. Dwa lata temu Katarzynie zmarł ojciec. Siedemdziesięcioletnia matka została sama. Katarzyna wymogła na niej sprzedaż wszystkiego, co mieli w Brzezinach: domu, warsztatu mechanicznego ojca i kilku hektarów pod miastem. Starczyło na kawalerkę na Kabatach, do której sprowadziła matkę.

Następnym krokiem była wizyta w pomocy społecznej. Katarzyna R. załatwiła matce zasiłek w wysokości 680 zł i – choć kobieta jest jeszcze w pełni sprawna – opiekunkę na cztery godziny dziennie. (Zawczasu kobiety skompletowały pokaźny zestaw zaświadczeń i ekspertyz lekarskich orzekających, że mama ma problemy z poruszaniem się).

Katarzyna R. mówi: – Nie uważam, że to kombinatorstwo albo nadużycie, przeprowadzałam się do Warszawy, żeby korzystać z możliwości, jakie daje stolica. Zabezpieczenie bytu matki jest jedną z nich. Pracownicy ursynowskiego OPS twierdzą, że mama Katarzyny R. nie jest wyjątkiem. Na Kabaty sprowadza się coraz więcej starszych osób. Dzieci ściągają tu rodziców, gdyż pomoc społeczna na Ursynowie uchodzi za jedną z najbogatszych na tle innych dzielnic Warszawy. Bez problemu można dostać opiekę na osiem, a nawet dziesięć godzin dziennie. Nawet uchodzący za elegancką dzielnicę sąsiedni Mokotów rzadko oferuje podopiecznym więcej niż cztery godziny opieki.

Kilka lat temu pomoc społeczna prawdopodobnie odmówiłaby usług matce Katarzyny. Podejście było takie: jeśli jest dobrze zarabiająca córka, to ona powinna zapewnić matce opiekę. Teraz w bogatszych gminach to się zmienia. Pracownik socjalny z warszawskiej Pragi mówi: – Klienci coraz częściej oczekują od nas przejęcia roli, którą powinna pełnić rodzina. Rozumiem, że pracująca po 10 godzin kobieta oczekuje od nas, byśmy zajęli się jej matką, bo ona nie jest w stanie tego zrobić, a gdyby nawet, to sama stałaby się klientką pomocy. Co innego, kiedy przychodzi do nas osoba i mówi: proszę umieścić mojego rodzica w domu opieki. Przy czym oczekuje od nas załatwienia sprawy: znalezienia miejsca, załatwienie formalności, zakwaterowania. Za swoją rolę uznaje jedynie wyartykułowanie żądania.

Pierwszą pomocą, jaką otrzymała Barbara, był zasiłek celowy, który zaczęła pobierać co miesiąc. Początkowo 400 zł. Zbyt mało, żeby płacić za wynajem mieszkania, więc Barbara z niemowlęciem wylądowała w lichym domku na działkach po prawej stronie Wisły.

Tam poznała upadłego radcę prawnego, alkoholika, także mieszkańca altanki. Radca stał się nieoficjalnym prawnym przewodnikiem Barbary. Za flaszkę napisał każde pismo, podanie, odwołanie, zażalenie, w dodatku sam stwierdzał, czego Barbara w danej chwili potrzebuje i o co ma szanse się starać. Dla dziewczyny z wykształceniem podstawowym była to nie byle jaka pomoc. Wkrótce dzięki upadłemu radcy Barbara dostała większy zasiłek – 800 zł. – Bywały miesiące, kiedy brałam nawet tysiąc – wspomina. – To kwestia dobrze napisanego uzasadnienia. A ja miałam napisane, jakby sam sąd najwyższy pisał.

Zasiłek wzrósł, bo radca namówił Barbarę, by podpisała z OPS kontrakt socjalny. To układ, w ramach którego obie strony się do czegoś zobowiązują. OPS pomaga, a klient zobowiązuje się pracować nad sobą, rozwijać, uczyć, by w końcu przezwyciężyć sytuację, w której się znalazł. Radca wiedział, że osoby objęte kontraktami są przez pracowników socjalnych promowane i traktowane w sposób szczególny. Zwykle otrzymują też wyższy zasiłek niż tzw. osoby bierne.

Barbara sumiennie wypełniała wszystkie zobowiązania. Stawiała się na kontrole w OPS, skończyła kurs zawodowy manicure i zakładania tipsów oraz kilka kursów soft skils – z zakresu szeroko pojętych umiejętności społecznych – od zrozumienia samego siebie po komunikowanie się z otoczeniem. – Nie wiem, czy te kursy nie dały mi więcej niż ten zawodowy. Stałam się pewniejsza siebie i bardziej otwarta – mówi Barbara.

Dziś od podpisania przez Barbarę pierwszego kontraktu minęły dwa lata, a ona realizuje już trzeci, w którym zobowiązała się do znalezienia pracy. Przez ostatnie trzy lata dzięki fachowemu doradztwu upadłego radcy niemal zmieniła swoje życie. Mimo że dwa lata temu zamieszkała ze swoim nowym partnerem Maćkiem, to oficjalnie przeniosła się do ośrodka interwencji kryzysowej i jest jego podopieczną. Dzięki temu trafiła na sam początek listy oczekujących na mieszkanie socjalne. Dostanie jeden z pierwszych lokali, którym będzie dysponować dzielnica. Być może jeszcze w tym roku. Otrzymuje 140 złotych subwencji na opłacenie przedszkola dla synka, zwrot kosztów wyżywienia dziecka i prawie 900 zł zasiłku. Co miesiąc dostaje jeszcze 400-złotowe świadczenie z Państwowego Funduszu Alimentacyjnego. Razem daje to prawie 1500 zł na rękę.

W lutym Barbara pracowała dorywczo na umowę o dzieło w jednym z warszawskich czterogwiazdkowych hoteli. Dostawała 5 zł za posprzątanie jednego pokoju. Rzuciła pracę po dwóch tygodniach. – Za ciężka, za mało płatna, no i groziła mi utrata zasiłku. W OPS ucieszyli się, że znalazłam pracę i mogę się usamodzielnić, ale ja za taką samodzielność dziękuję – mówi. – W mojej sytuacji opłaca się tylko praca na czarno, może jakaś opieka nad dzieckiem.

Dziewczyna, która kilka lat temu potrafiła naprawdę ciężko pracować, której rodzina nigdy grosza nie wzięła od państwa, sama nie zauważyła, kiedy zaczęła przyjmować postawę coraz bardziej roszczeniową. – To największy problem pomocy społecznej. Stosunek wysokości świadczeń, które można łatwo uzyskać, do płac jest dziś szczególnie niekorzystny. Pomoc uzależnia silniej niż kilka lat temu – mówi Bogdan Jaskołd, dyrektor Biura Polityki Społecznej stolicy.

Zastępca dyrektora Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Łodzi Jolanta Piotrowska przyznaje: – Wyprowadzenie osoby poza system, co jest w końcu naszym ostatecznym celem, wymaga nie lada sprytu. Kiedy np. stawiamy przed nowym klientem pierwsze cele, nie możemy mu powiedzieć: „Chodzi o to, żebyś przestał brać od nas pieniądze”. Musimy zaoferować jakąś marchewkę. Dopiero po dłuższych przygotowaniach możemy mówić o usamodzielnieniu się. Tyle że ten okres potrafi wydłużyć się w nieskończoność.

Latem ubiegłego roku Barbara przyprowadziła do upadłego radcy Maćka, który jednak słysząc o pomocy społecznej, tylko lekceważąco machnął ręką. Ciemne sprawki z kolegami z osiedla wydawały się lepszym źródłem dochodu. Ale w grudniu dostał pierwszy wyrok w zawieszeniu i musi unikać nielegalnego zarobku. Skorzystał więc z planu, jaki nakreślił przed nim radca.

Po pierwsze, jako człowiek wychodzący z uzależnienia załatwił sobie 400 zł renty socjalnej. Na razie na pięć lat. Został też objęty programem aktywizacji zawodowej. Dwa razy w tygodniu odhacza się w klubie pracy. Wkrótce on także podpisze kontrakt z OPS. Zastanawia się, jaki kurs zawodowy wybrać. Nic mu do głowy nie przychodzi, a wybrać trzeba. – Zobaczy się – mówi. – Na razie najważniejsze to wyrwać z pomocy jakąś kasę. Oprócz renty rzecz jasna. Myślę, że tysiąc by mnie satysfakcjonował.


*Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym. Autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów bez podawania przyczyny. 


#3 89kasienka89

89kasienka89
  • Użytkownik
  • 5 825 postów

Napisano 26 kwietnia 2010 - 10:30

Ja nieraz pobierałam stypendium socjalne. Kiedyś odczuwało się to jako wstyd, ale z biegiem czasu i mądrości zrozumiałam, że nie ma w tym nic złego. Nie każda rodzina ma wysokie dochody, a jeżeli państwo oferuje taką pomoc- dlaczego z niej nie skorzystać? Nieraz te pieniążki mi pomogły, po prostu było łatwiej zarówno mnie, jak i mojej rodzinie. Sama osobiście znam wiele osób, które korzystają z takich możliwości. Ale jest w tym jedna luka. Wiadomo, dokumenty o wysokości dochodów trzeba pobrać z Urzędu Skarbowego, tam ma się czarno na białym- ile się zarobiło. Ale znam parę osób, których rodzice pracują na czarno za granicą, mają kupę kasy itd. , a mimo to jednak pobierają stypendia. Fakt, nikt nie będzie sprawdzał każdego chętnego, czy aby napewno nie ma tych pieniędzy. To akurat sprawa sumienia.

A co do jeszcze jednej pomocy od Państwa- otrzymuję alimenty. Nie płaci mi ich mój "ojciec", gdyż przez 20 lat nikt nie zdołał się dowiedzieć, gdzie przebywa. Także te pieniążki mamy zapewnione przez państwo. I też nie uważam, że to wstyd- bo dlaczego? Dlatego, że mam nieodpowiedzialnego ojca, który nie interesuje się losem dzieci? To chyba on, a nie ja powinnam się wstydzić. A cieszę się, że państwo w tej sytuacji nam pomaga, bo inaczej byłoby naprawdę krucho.
Miłość, marzenia, uczucia i myśli,
jeszcze raz uwierz w siebie i uwolnij ten instynkt

#4 mloda

mloda
  • Użytkownik
  • 7 695 postów

Napisano 26 kwietnia 2010 - 11:22

żeby zobaczyć jak niesprawiedliwie państwo traktuje obywateli

to akurat święta prawda, u mnie też pełno takich przykładów, gdzie dzieci głodne chodzą, a rodzice cała kasę z zasiłków przechlewają :evil:

najpierw pytaj w UP

no tu nie ma szans-mój urząd jest najgorszy chyba w całej Polsce, żadnej pomocy z ich strony :-x
poza tym sprowadzam kontakty od ciebie, i nawet jeśli tym roku by się nie udało, to w przyszłym będę próbować, bo w końcu stwierdziłam, że jeśli jest taka możliwość, zrobienia jakiegoś kursu za darmo, to nie ma się nad czym zastanawiać

#5 magdaaaaa

magdaaaaa

    ..lekko próżna flirciara..

  • Użytkownik
  • 23 947 postów

Napisano 26 kwietnia 2010 - 16:11

. Ale znam parę osób, których rodzice pracują na czarno za granicą, mają kupę kasy itd. , a mimo to jednak pobierają stypendia. Fakt, nikt nie będzie sprawdzał każdego chętnego, czy aby napewno nie ma tych pieniędzy. To akurat sprawa sumienia.
.

miałam kolege , który jezdził kilkuletnim audi , a brał stypendium i 2 kolezanki , których rodzice pracowali za granica i tez pobierały.
Ja przez trzy lata otrzymywałam stypendium socjalne i nie był to nigdy dla mnie powód do wstydu , kwoty były rozne raz 70 zł a raz 500 zł , ale zawsze było to cos, co ulatwiało mi zycie , tym bardziej że licencjackie studia były platne.
Z pomocy spolecznej nic nie pobierałam , mama kiedys jak byłam w podstawówce poszła zapytac czy dofinasowali by mi kolonie , to powiedzieli ze .... mamy pietrowy dom to jestemy bogaci to nas stac <umieraam></span>
Wiele tak naprawde zalezy od subektywnej oceny pracownika socjelnego <bezradny></span>
nie(d)oceniona nie wiedziałam ze taka kase mozna dostać z OPSu :shock:
Wiem ze u nas w kraju jest mnóstwo osób , ktore wola czas spedzac na szukaniu ustaw , które pozwola im dostac kase od panstwa niz isc szukac pracy.

czemu mi dałeś wiarę w cud

a potem odebrałaś wszystko
 


#6 nie(d)oceniona

nie(d)oceniona
  • Zarządca
  • 10 527 postów

Napisano 26 kwietnia 2010 - 19:34

Wiele tak naprawde zalezy od subektywnej oceny pracownika socjelnego <bezradny></span>

dawniej wiele zależało. teraz wszystko musi być na piśmie, a tu subiektywna opinia już nie liczy się tak jak kiedyś. od tego co masz na piśmie zawsze możesz się odwołać. i dziś to o domu by po prostu nie przeszło.

nie wiedziałam ze taka kase mozna dostać z OPSu :shock:

nie każdego, ale jak widać, można, wystarczy pokombinować

*Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym. Autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów bez podawania przyczyny. 


#7 Majorka^^

Majorka^^
  • Użytkownik
  • 5 119 postów

Napisano 26 kwietnia 2010 - 21:28

A co do jeszcze jednej pomocy od Państwa- otrzymuję alimenty. Nie płaci mi ich mój "ojciec", gdyż przez 20 lat nikt nie zdołał się dowiedzieć, gdzie przebywa. Także te pieniążki mamy zapewnione przez państwo.

Pozwolę sobie podać przykład mojej rodziny. Nie otrzymujemy renty po ojcu z tego względu że nie miał przepracowanej odpowiedniej liczby lat abyśmy mogli takową pomoc otrzymywać. I co? Ja mam teraz cierpieć przez to że pracodawcy nie rejestrowali ojca albo on był na tyle 'mądry' że sie o to nie upominał? Przepraszam za oburzający przykład ale gdyby był kimś z tragicznego wypadku z 10.04.2010r. to byśmy z bratem otrzymali renty bez niczego?? sprawiedliwe to za bardzo nie jest z mojego punktu widzenia.

Albo mama pisze do opieki społecznej pismo o jakieś dofinansowanie na opał i co otrzymuje?? odp że kwota minimalna na jedną osobe jest przekroczona (trzysta z groszami chyba...) przez dodatek na samotnie wychowującą i z lekka podwyższoną wypłate ze względu na wysługę lat.
ciekawi mnie czy tam w opiece mają po 300 zł na osobę i im wystarczy :roll:
wniosek- nie pracuj a ci dadzą bo inaczej umrzesz z głodu. pracuj a ci nie pomogą
A tacy co wiecznie mają zadłużenia za mieszkanie i na alkohol mają tylko nie na życie to pomoc otrzymują, mam takich sąsiadów którzy chodzą na obiady socjalne a zimą wolą kupić wino zamiast opał i siedzą o zimne :roll:

Nie uważam że to wstyd, wstydzić powinni sie ci którzy dostają a nie potrafią uszanować :roll:
powinni sprawdzać takie rodziny, mój wuja ma rentę ze względu na stan zdrowia, ale że wypić sobie lubi to kobietka z opieki robi mu zakupy i opłaty i na wszystko ma z maleńkiej rentki, szkoda że z wszystkimi tak nie robią <bezradny></span>
Co to jest miłość ?
To spacer podczas bardzo drobniutkiego deszczu.
Człowiek idzie, idzie i dopiero po pewnym czasie orientuje się,
że przemókł do głębi serca...

#8 nie(d)oceniona

nie(d)oceniona
  • Zarządca
  • 10 527 postów

Napisano 24 lipca 2010 - 10:34

Czy ktoś starał się o dofinansowanie własnej działalności? Gdzie najlepiej takiej pomocy szukać? Na jak duża można liczyć i czy można łączyć taką pomoc z kilku źródeł?

*Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym. Autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów bez podawania przyczyny. 


#9 anka1705

anka1705
  • Użytkownik
  • 2 490 postów

Napisano 24 lipca 2010 - 10:51

nie(d)oceniona, mój znajomy załatwił sobie takie dofinansowanie z UP. I właśnie rozkręca swoją działalność :) Ale na pewno warunkiem jest posiadanie statusu bezrobotnego.
Nie wiem na ile można liczyć najwięcej, ale na pewno to wszystko zależy od biznes planu, bo nie dają ci więcej niż potrzebujesz. On dostał 50 tys.

Między nami nic nie było
Parę nocy, trochę wina,
To za mało by Cię mieć.
Może tylko się łudziłam,
Może lekko pogubiłam,
Nie bój się nie zrobię scen..

Kiedyś się uda
Jeszcze przyjdzie na nas czas


#10 nie(d)oceniona

nie(d)oceniona
  • Zarządca
  • 10 527 postów

Napisano 24 lipca 2010 - 10:56

anka1705, nie wiesz jak długo zajęło mu "staranie się" o nie? i czy jest zwrotne czy bezzwrotne?

*Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym. Autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów bez podawania przyczyny. 


#11 tigraa84

tigraa84
  • Użytkownik
  • 5 129 postów

Napisano 24 lipca 2010 - 11:05

nie(d)oceniona, moja koleżanka też starała się z UP i co prawda jeszcze nie dostała, ale wszystko ciągnie się już pół roku :roll: na początku decyzja miała zapaść w ciągu 3 miesięcy, ale przedłużyli ten czas ze względu "na dużą ilość wniosków, które wpłynęły".

czy jest zwrotne czy bezzwrotne?

Jej powiedzieli, że jest bezzwrotna pod warunkiem, że utrzyma się na rynku pracy przez 2 lata, w innym wypadku będzie musiała całą kwotę zwrócić. Ponadto cała rzecz jest skomplikowana, bo raz, że nie można w międzyczasie podjąć pracy (na umowę), bo wiadomo, że tracąc status bezrobotnego traci się możliwość ubiegania o taką dotację, druga rzecz to taka, że zanim zapadnie decyzja trzeba mieć już lokal na prowadzenie działalności (co dla mnie jest kompletnie bez sensu, bo po co lokal skoro nie wiadomo czy pieniądze zostaną przyznane i czy biznes w ogóle ruszy :roll: a płacić za to trzeba), no i trzy, że musiała mieć 2 żyrantów, którzy zarabiają ponad 3 tysiące netto- bo ktoś musi oddać te pieniądze jeśli jej się noga powinie
Mężczyzna bez kobiety jest jak pies bez pcheł- niby da się żyć, ale nudno
Kobieta bez mężczyzny jest jak pchła bez psa- żyć ciężko i gryźć nie ma kogo

#12 anka1705

anka1705
  • Użytkownik
  • 2 490 postów

Napisano 24 lipca 2010 - 11:05

nie(d)oceniona, starał się 9 miesięcy i miał napisane dwa biznes plany i oba złożone i czekał który wybiorą, bo to są jakieś konkursy, później kiedy pomysł się spodobał, musiał złożyć kosztorys, i wszystko to trwało 9 miesięcy, jego zdaniem nie długo.
Jeśli się mu nie powiedzie i bodajże w rok ogłosi bankructwo musi oddać jakiś tam procent dofinansowania, ale nie wiem dokładnie jaki musiałabym podpytać znów o te szczegóły bo nie pamiętam aż tak dokładnie a nie chce Ci bajek pociskać.

Między nami nic nie było
Parę nocy, trochę wina,
To za mało by Cię mieć.
Może tylko się łudziłam,
Może lekko pogubiłam,
Nie bój się nie zrobię scen..

Kiedyś się uda
Jeszcze przyjdzie na nas czas


#13 mloda

mloda
  • Użytkownik
  • 7 695 postów

Napisano 24 lipca 2010 - 11:27

On dostał 50 tys.

dziwne bo max dofinansowanie na własną działalność gospod. to 18 tys z groszami..

DOTACJE/REFUNDACJE

Podstawa prawna:
1) Ustawa z dnia 20 kwietnia 2004r. o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy (Dz.U. z 2008r. Nr 69, poz. 415 z późn. zm.);
2) Rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Społecznej z dnia 15 stycznia 2009 roku w sprawie szczegółowych warunków i trybu dokonywania refundacji ze środków Funduszu Pracy kosztów wyposażenia lub doposażenia stanowiska pracy dla skierowanego bezrobotnego, przyznawania bezrobotnemu środków na podjęcie działalności gospodarczej oraz form zabezpieczenia zwrotu otrzymanych środków (Dz.U. z 2009r. Nr 5, poz. 26).

» Starosta ze środków Funduszu Pracy może:
1. Zrefundować podmiotowi prowadzącemu działalność gospodarczą koszty wyposażenia lub doposażenia stanowiska pracy dla skierowanego bezrobotnego w wysokości określonej w umowie, nie wyższej jednak niż 6-krotnej wysokości przeciętnego wynagrodzenia;

Podmiot prowadzący działalność gospodarczą zamierzający wyposażyć lub doposażyć stanowisko pracy dla skierowanego bezrobotnego może złożyć wniosek o refundację w/w kosztów.
Refundacja kosztów wyposażenia i doposażenia stanowiska pracy dla skierowanego bezrobotnego następuje na drodze umowy cywilno - prawnej zawartej pomiędzy podmiotem prowadzącym działalność gospodarczą, a dyrektorem PUP po zasięgnięciu opinii właściwej przedmiotowo komisji.

Podmiot prowadzący działalność gospodarczą, który otrzymał refundację kosztów wyposażenia lub doposażenia stanowiska pracy dla skierowanego bezrobotnego, jest obowiązany dokonać zwrotu otrzymanych środków wraz z odsetkami, jeżeli zatrudniał na utworzonym stanowisku pracy skierowanego lub skierowanych bezrobotnych w pełnym wymiarze czasu pracy łącznie przez okres krótszy niż 24 miesiące albo naruszył inne warunki umowy o refundację.

2. Przyznać bezrobotnemu jednorazowo środki na podjęcie działalności gospodarczej, w tym na pokrycie kosztów pomocy prawnej, konsultacji i doradztwa związane z podjęciem tej działalności, w wysokości określonej w umowie, nie wyższej jednak niż 6-krotnej wysokości przeciętnego wynagrodzenia, a w przypadku gdy działalność jest podejmowana na zasadach określonych dla spółdzielni socjalnych, wysokość przyznanych bezrobotnemu środków nie może przekraczać 4-krotnego przeciętnego wynagrodzenia na jednego członka założyciela spółdzielni oraz 3-krotnego przeciętnego wynagrodzenia na jednego członka przystępującego do spółdzielni socjalnej po jej założeniu.

Bezrobotny zamierzający rozpocząć działalność gospodarczą może złożyć wniosek o przyznanie jednorazowo środków z Funduszu Pracy na jej rozpoczęcie.

W przypadku wykorzystania niezgodnie z przeznaczeniem przyznanych środków, prowadzeniem działalności przez okres krótszy niż 12 m-cy, podjęcia zatrudnienia w okresie pierwszych 12 m-cy prowadzenia działalności gospodarczej lub naruszenia innych warunków umowy, bezrobotny zobowiązany jest do ich zwrotu wraz z odsetkami.

źródło: pup

piękne pieniądze można zdobyć z unii, nawet do 200 tys złotych (zalezy jaka działalność i z jakiego planu byś korzystała) no ale tu opiera się na zasadzie zwrotów, tzn, unia może zwrócić do 80% poniesionych kosztów.
wiem też że dofinansowanie z unii i up się wzajemnie wykluczają więc jak skorzystasz z jednego to z drugiego już nie wolno.

#14 anka1705

anka1705
  • Użytkownik
  • 2 490 postów

Napisano 24 lipca 2010 - 11:31

mloda, nie wiem na jakich to tam warunkach jest ale może dofinansowanie działalności (np już istniejącej) a dofinansowanie rozkręcenia własnej firmy się czymś różni. Może są różne projekty.
Myślę ze mój znajomy mnie nie okłamał i wiem że 18 tys zł nie starczyłoby na to co już ma.
Na pewno przy najbliższej okazji się zapytam co i jak ...

Między nami nic nie było
Parę nocy, trochę wina,
To za mało by Cię mieć.
Może tylko się łudziłam,
Może lekko pogubiłam,
Nie bój się nie zrobię scen..

Kiedyś się uda
Jeszcze przyjdzie na nas czas


#15 666ilonka777

666ilonka777
  • Użytkownik
  • 4 470 postów

Napisano 24 lipca 2010 - 12:06

napisze co wiem, bo zlozylam taki wniosek i czekam na rozpatrzenie

otoz zeby dostac takie dofinansowanie z UP trzeba byc bezrobotnym, dotacja wynosi dokladnie 19.898zl
wniosek zlozylam 7 lipca, niby maja na rozpatrzenie 30dni, ale te terminy to abstrakcja, wczoraj dostalam pismo, ze moj wniosek zostanie rozpatrzony we wrzesniu, bo wplynelo duzo wnioskow
jestem teraz z tym na biezaca wiec jesli nie(d)oceniona, mialabys jakies pytania to pisz
Dołączona grafika

"Dziecko nie odchodzi, zmienia tylko datę swojego przyjścia na świat..." :cry:

#16 nie(d)oceniona

nie(d)oceniona
  • Zarządca
  • 10 527 postów

Napisano 24 lipca 2010 - 12:12

pod warunkiem, że utrzyma się na rynku pracy przez 2 lata,

to wykonalne chyba ...

nie można w międzyczasie podjąć pracy (na umowę),

idioci ... a za co żyć przez ten czas? pfff ...

trzeba mieć już lokal na prowadzenie działalności

<umieraam></span> a jak nie dostanę, to co? zwrócą mi środki przeznaczone na ten lokal? :roll:

musiała mieć 2 żyrantów, którzy zarabiają ponad 3 tysiące netto-

czyli w moim przypadku pomoc z UP odpada ...

starał się 9 miesięcy

czas nie grałby roli pod warunkiem, że mogłabym pracować wtedy u kogoś. nie uśmiecha mi się żyć na garnuszku up, a tym bardziej pracować na czarno (nie wiem jak ze zleceniami ... )

Unijne wiem, że są większe, ale tu problem jest w kredytach ... które trzeba wziąć, żeby biznes rozkręcić, albo własnych środkach. tak czy inaczej to dość duże ograniczenie :/


ilonka dzięki za info ;-) bede pisać na pewno w razie pytań ;-)

*Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym. Autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów bez podawania przyczyny. 


#17 Tilia

Tilia
  • Użytkownik
  • 9 425 postów

Napisano 24 lipca 2010 - 13:03

Cenionka czytając wcześniejsze posty powiem Ci jedno. Idź do swojego UP i dowiedz się osobiście jakie oni mają wymagania.


U mnie w regionie wystarczy utrzymać się przez rok czasu (oznacza to regularnie płacony w tym czasie ZUS,ponad to UP może skontrolować czy firma faktycznie istnieje),aby nie zwracać pożyczki. Jej wysokość zależy od tego na jaki biznes jest ona przeznaczona. W zapisie jest,że może sięgać prawie 20tys,ale prawda jest taka,że otrzymanie tej kwoty zależy od wielu czynników i najczęściej przyznają mniej.
W zeszłym roku oprócz biznesplanu trzeba było zdawać testy po kilkudniowym kursie i wyniki także miały wpływ na przyznanie dotacji.

Tigraa pisze o żyrantach. U mnie w rodzinie żyranci nie byli potrzebni,a zamiast tego podpisany był jakiś dokument,że w przypadku nie utrzymania się na rynku pożyczka będzie zwrócona o kilka tysięcy więcej niż przyznana ilość.

Odnośnie lokalu to z tym również różnie bywa. Niekiedy trzeba mieć wynajęty,niekiedy nie...


anka moim zdaniem Twój znajomy nie dostał tych 50tyś z UP. Nie słyszałam,żeby w jakimś województwie było więcej niż ok.20tyś.
A jeśli mówisz,że mógł dostać dofinansowanie do istniejącej firmy to jakoś koliduje mi to z polityką Urzędu Pracy,która z założenia wspiera bezrobotnych,ale może się mylę.
"Ani małżeństwo ani dziecko nie są obowiązkowym punktem programu na który trzeba się zdecydować. Obowiązkowa jest tylko miłość"

JkIEp1.png

#18 anka1705

anka1705
  • Użytkownik
  • 2 490 postów

Napisano 24 lipca 2010 - 13:07

A jeśli mówisz,że mógł dostać dofinansowanie do istniejącej firmy to jakoś koliduje mi to z polityką Urzędu Pracy,która z założenia wspiera bezrobotnych,ale może się mylę.

nie właśnie Tilia mi chodziło że on dostał na rozkręcenie swojego czegoś od zera, poszparałam w necie i faktycznie 50 tyś. jest raczej niemożliwe.. <bezradny></span>
więc już sama nie wiem o co to chodzi, może dostał 5 tyś... ;-)
wszystkiego się dowiem ;)

Między nami nic nie było
Parę nocy, trochę wina,
To za mało by Cię mieć.
Może tylko się łudziłam,
Może lekko pogubiłam,
Nie bój się nie zrobię scen..

Kiedyś się uda
Jeszcze przyjdzie na nas czas


#19 Tilia

Tilia
  • Użytkownik
  • 9 425 postów

Napisano 24 lipca 2010 - 13:18

anka1705, sugerowałam się Twoją późniejszą wypowiedzią do młodej:

mloda, nie wiem na jakich to tam warunkach jest ale może dofinansowanie działalności (np już istniejącej) a dofinansowanie rozkręcenia własnej firmy się czymś różni. Może są różne projekty.

Więc myślałam,że przypuszczasz to pierwsze rozwiązanie skoro młoda wkleiła info odnośnie drugiego ;-)

Ale już wszystko jasne :-)
"Ani małżeństwo ani dziecko nie są obowiązkowym punktem programu na który trzeba się zdecydować. Obowiązkowa jest tylko miłość"

JkIEp1.png

#20 666ilonka777

666ilonka777
  • Użytkownik
  • 4 470 postów

Napisano 24 lipca 2010 - 13:57

pod warunkiem, że utrzyma się na rynku pracy przez 2 lata,

nie 2 lata tylko rok, przynajmniej tak bylo we wniosku, ktory wypelnialam

nie można w międzyczasie podjąć pracy (na umowę),

to fakt i z tym jest lipa

trzeba mieć już lokal na prowadzenie działalności

trzeba miec, zalezy co to za dzialalnosc, w moim przypadku lokalu nie potrzebuje i jako lokal mozna wpisac dom czy mieszkanie(zalezy gdzie sie mieszka)i dolaczyc zgode wlasciciela o ile nie jest to Twoja wlasnosc

musiała mieć 2 żyrantów, którzy zarabiają ponad 3 tysiące netto-

trzeba miec 1, ktory zarabia minimum 1700brutto

starał się 9 miesięcy

ile to bedzie trwalo to nie wiem, bo jestem na samym poczatku, ale na pewno zalezy to od wojewodztwa
Dołączona grafika

"Dziecko nie odchodzi, zmienia tylko datę swojego przyjścia na świat..." :cry:





Podobne tematy Collapse

  Temat Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych