My też chodzika nie mieliśmy. Mały opierał się o ściany i tak próbował chodzić. Ewentualnie zakładałam mu szelki, ale wyglądało to jakby synuś był ma smyczy. Dużo mu to dało. Jednak roku jeszcze nie przeszedł.
Zaś kolegi syn miesiąc starszy od Marcina, zaczął chodzić gdy miał 10 miesięcy.
Pamiętam, że od sąsiadki córka miała dwa lata, to siedziała na kocu i ani kroku nie zrobiła. Baby już nawet gadały, że dzieciak chodzić nie będzie. I tu się pomyliły, bo po niedługim czasie zaczęła chodzić. Dziś ma 21 lat.
Nie ma co porównywać, każdy dzieciaczek rozwija się indywidualnie i prędzej czy później zacznie chodzić. To samo dotyczy odpieluchowania, mówienia itd. Dziecko samo wie kiedy jest na coś gotowe. Nie ma co przyspieszać i trzeba uzbroić się w cierpliwość, której często może brakować.















