Z kim mieszkacie drogie forumki?
Jeśli z facetem - to jak długo? Jakie były początki mieszkania we dwoje? Jesteście już całkiem na swoim czy wynajmujecie?
Jeśli z rodzicami - to czy i kiedy planujecie się usamodzielnić??
A może któraś mieszka sama? Albo chciałaby mieszkać sama?
To ja o sobie.
Z naszym mieszkaniem to były perypetie. Od początku. Pierwszy raz zamieszkaliśmy ze sobą 27 grudnia 2005. Było to 3 tygodnie po zaręczynach. Zamieszkaliśmy w mieszkaniu ciotki, która była wtedy w Stanach i nie szykowała się do powrotu do Polski. Rodzice nie mieli większych zastrzeżeń do naszeg pomysłu, no może mamy troszeczkę cichutko poplumkały

Czy miałam obawy? Ogromne

Czy sobie poradzimy finansowo? Czy nie będę tęsknić za rodzicami? Czy będziemy potrafili się dogadać co do takich najbardziej prozaicznych rzeczy? Jak Misiek przyjmnie i zaakceptuje moją Lunę? Czy będzie mi pomagał w obowiązkach domowych? Czy poradzę sobie z gotowaniem? I masa innych pytań się przewinęła. Ale najważniejszym argumentem ZA było to, żeby się sprawdzić, dotrzeć przed ślubem. Udało się

Pierwsza komplikacja pojawiła się z początkiem czerwca, kiedy to ciotka wróciła do Polski i musieliśmy opuścić mieszkanie. Każdy wrócił do siebie. Tak postanowiliśmy doczekać do ślubu. Było ciężko, ale czas szybciutko zleciał. Po ślubie przez miesiąc pomieszkiwaliśmy u moich rodziców - nie polecam, po czym wybyliśmy do Anglii. Mieliśmy tam być rok, może więcej....Madzia wróciła po 3 tygodniach, Marcin po 1,5 miesiąca. Zaczęły się poszukiwania własnego M. Po kolejnym miesiącu spędzonym razem w mieszkaniu rodziców, wyprowadziliśmy się spowrotem do mieszkania ciotki, która znowu wyjechała do Stanów. I tutaj siedzimy aż do dziś. Ale jeszcze najdalej miesiąc. Mieszkanko już mamy

Czekamy na wyprowadzkę starych właścicieli. I moment, kiedy dostaniemy klucze będzie najszczęśliwszym dniem tego roku