Ja zaręczyłam się w sylwestra 2014/2015. W sumie to już było po północy, więc można powiedzieć, że w nowym roku. Pojechaliśmy do mojego ukochanego Wrocławia, Połówek załatwił noclegi w pięknym hotelu. Początkowo miał mi się oświadczyć na tym moście z kłódkami. Byłam wtedy trochę zła, że mnie tam ciągnie tak późno, wolałam iść na koncert na rynku. Jednak za dużo ludzi tam się kręciło, więc zrezygnował z tego pomysłu. O północy poszliśmy pooglądać sztuczne ognie, złożyliśmy sobie życzenia i wróciliśmy do pokoju, otworzyliśmy szampana. Wtedy mówi: "wiesz cooo, mam jeszcze jedno życzenie...." (klęknął i wyciągnął pudełeczko) "....chciałbym, żebyś została moją żoną". Byłam w takim szoku, że wydusiłam tylko: "serio?!".
Wzruszyłam się, śmiałam się, przytulałam go, a on biedny klęczał i tylko pytał: "ale tak, czy nie?". ![]()
Nie spodziewałam się. A to dlatego, że byłam na 99% pewna, że zaręczyny będą dwa miesiące wcześniej, w naszą rocznicę. Było wtedy wyjątkowo romantycznie, przygotował wykwintną kolację, były świece, kwiaty, klimat jak w filmie. Wyciągnął wtedy nawet małe pudełeczko. Byłam pewna, że to pierścień, a tam kolczyki.
Nie powiem, że byłam trochę zawiedziona i od tamtego czasu przestałam się nastawiać na cokolwiek.. A on już wtedy trzymał pierścionek na sylwestra. Nie wiem czy ta rocznica celowo miała mnie zmylić, czy co. ![]()
Po tym wszystkim najbardziej zaskoczyła mnie reakcja znajomych i rodziny. Ludzie wzruszali się razem z nami, płakali ze szczęścia, gdy im mówiliśmy, wpadali z jakimś alkoholem, by pogratulować. Pięknie. ![]()
- Shea lubi to




Kobieta
