U mnie mąż planuje być przy porodzie, no chyba że wyjdzie cesarka to będzie grzecznie czekał
Czasami się śmieję, że ja to nie mam nic do gadania bo nawet gdybym powiedziała, że nie chcę to i tak gdzieś by tam przemykał obok
a tak to bierze czynny udział we wszystkim co dotyczy małej, każde USG, jeździ ze mną do szkoły rodzenia i siedzi cierpliwie 2 godzinki:)
Szkołę rodzenia prowadzi u nas położna oddziałowa i czasami opowiada historie jak to tatusiowe mdleją po kilka razy i są wynoszeni na korytarz bo nie dają rady ale G. twardo twierdzi, że da radę.
Już szykuje aparat aby ktoś mu cpyknął fotkę jak przecina pępowinę
No ogólnie nastawiony jest pozytywnie a ja się z tego cieszę, bo wiem, że tylko on mnie uspokoi jak ja dostanę jakiegoś ataku paniki czy histerii (a pewnie tak będzie)