Skocz do zawartości

Babskiswiat.net używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej Rozumiem

Mahjong
Opis: Nieśmiertelna gra. Mahjong html5 online.

2048
Opis: Hit 2014. Prosta, logiczna i niezwykle wciągająca gra 2048.


Saper
Opis: Saper - kto nie zna tej gry...

Zdjęcie

Jak mam sobie z tym poradzić?


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
683 odpowiedzi w tym temacie

#361 Sajuri

Sajuri
  • Użytkownik
  • 11 336 postów

Napisano 05 stycznia 2011 - 13:12

Ja go traktowałam jak relikwie, świętość, latałam za nim, obchodziłam się jak z jajeczkiem, żeby czasem nie urazić, no i kochałam na maxa

no masz co chciałas..

musiałabym byc idiotka aby tak traktowac faceta. Albo on mnie.
Owszem miłość, szacunek , przyjażń, nie raz poswiecenie.
Ale miłość to nie " tylko ty " bez ja. Miłość to nie poswiecenie i zapominanie o sobie.
To nie stawianie faceta na podium według zasady " dla niego wszystko ja sie nie licze"

No a on dawał mi jakieś resztki miłości, nie chciał słuchać, gdy mówiłam o moich pragnieniach i potrzebach- podważał je, bo skoro on nie potrzebował tego co ja to nie dopuszczał do siebie i nie wierzył w to, że ja mam takie pragnienia. Obrażał się, gdy zwracałam mu uwagę, i... NIE CHCIAŁ ROZMAWIAĆ. Powtarzał "Ty masz problem to se miej, mnie do tego nie mieszaj, ja chcę mieć spokój", lekceważył gdy prosiłam żeby się pogodzić, kpił, drwił i olewał a ja się poniżałam

wiec był to zwiazek ... z jego strony bez miłości. I bez szacunku.

Nie poświęcał mi 100% uwagi

nie musi .

Poza tym twierdził, że skoro mnie kocha, zaręczył się ze mną i chce być ze mną na zawsze to nie powinnam oczekiwać innych dowodów miłości

:shock:

Mówił, że jest dobrym człowiekiem

może i dobrym. Nikt nie neguje. Ale napewno niedojrzałym.

Uratowałam chyba swoje życie...

nie chyba. Napewno.
To tzw. toksyczna znajomość

A czy ktoś z Was miał do czynienia z egocentrykiem

miałam. Naszczescie to czas przeszły..
Prosilam o wszystko, zeby cieszyc sie zyciem.
Dostalam zycie, zeby cieszyc sie wszystkim

#362 Konfeti

Konfeti
  • Użytkownik
  • 100 postów

Napisano 05 stycznia 2011 - 16:20

Normalnie nie wiem co powiedzieć ;/
ja nie miałam odczynienia z taka osoba.
Ale bardzo dobrze zrobiłaś, człowiek uczy się na własnych błędach.
Miłość zaślepia, nie widzi się wad ukochanej osoby, dopiero potem człowiek dostrzega je i patrzy na świat innym okiem.
Na prawdę współczuje Tobie, na pewno Tyle przecierpiałaś. Ale dobrze ,że otworzyłaś oczy i rozstałaś się z nim. Ten związek do niczego nie prowadził. Tak jak napisałaś psychicznie by Ciebie wykończył.
Na pewno jeszcze znajdziesz osobę która doceni Ciebie, będzie kochać... Początki są zawsze trudne. Ale to zostanie kiedyś wynagrodzone :)
Więc głowa do góry:) Trzeba żyć dalej :)
Najpiękniejszym ubraniem kobiety są ramiona kochającego mężczyzny, a biżuterią...jego pocałunki ... ;)

#363 halynka

halynka

    mamuśka

  • Użytkownik
  • 5 652 postów

Napisano 05 stycznia 2011 - 18:48

zakochana__85, możesz tylko, być z siebie dumna, że udało ci się odejść...

Wiem doskonale o czym mówisz. Przeżyłam coś podobnego, ba jak czytałam twoją wypowiedź to momentami zastanawiałam się czy to nie moja historia. I cierpię za to do dziś...
Sajuri ma duża racji, błędem jest na początku pokazać komuś takiemu, że liczy się tylko on :!: A wynika to chyba z niskiej samooceny - jeżeli ja postrzegam siebie nisko a on siebie wysoko to on ma przewagę...On się nie zmieni, tacy ludzie się nie zmieniają, ale ty masz szanse zmienić swoje życie na lepsze czego ci z całego serca życzę...

No ale przy ludziach, znajomych, rodzinie to po prostu IDEAŁ, facet z klasą, wdziękiem, kulturą. Nie mogłam czasem na to patrzeć jak zgrywa dżentelmena przy innych a np chwilę wcześniej gdy byliśmy sami był dla mnie okrutny.

To dla mnie było najgorsze. Wszyscy mówili ale on dobry, ale cie kocha, ale wspaniały... Po wszystkim moja matka stwierdziła, że musiało się tak skończyć jak JA GO TAK TRAKTOWAŁAM ŹLE ... :evil: :evil: :evil:

201401111762.png

km5skrhmtofzztsl.png

 

 

 


#364 Katarzynka89

Katarzynka89
  • Użytkownik
  • 2 672 postów

Napisano 05 stycznia 2011 - 19:04

Współczuje Wam dziewczyny zakochana__85, i halynka, ponieważ moim zdaniem niszczenie psychiczne bardziej jest bolesne niż fizyczne.
zakochana__85, jestem dumna z Ciebie, że odeszłaś od niego. Dobrze, że otworzyłaś oczy teraz przed ślubem. I choć jak piszesz będą te gorsze chwile ale na pewno je pokonasz :-)
Ogólnie nie mogę nic wypowiedzieć się na temat takich ludzi bo nikogo takiego nie znam, znaczy się może T ojciec jest taki bo wszystko ma się kręcić obok niego i lepiej innego zdania niż jego nie wypowiadać bo zaraz w furie wpada.

the sun is always rising in the sky somewhere...



Dołączona grafika

#365 ewelina344

ewelina344
  • Użytkownik
  • 694 postów

Napisano 05 stycznia 2011 - 19:30

po co on się z tobą zaręczał? po co ten ślub...jemu to za przeproszeniem wisiało czy ty byłaś przy nim czy nie...byłaś mu obojętna..co za egoista. <bezradny></span>
dobrze, że miałaś tyle siły, żeby z nim zerwać.
Dobrze zrobiłaś,znajdziesz kogoś kto cie obdarzy prawdziwą miłością i szacunkiem
3ma sie
;*
Dołączona grafika
Bo ja mam to coś, co oni kochają… A one nienawidzą.. :D
Dołączona grafika

#366 elizabeth

elizabeth

    lady

  • Użytkownik
  • 7 114 postów

Napisano 05 stycznia 2011 - 20:32

zakochana__85, po przeczytaniu tego, co napisałaś jestem pełna podziwu dla Ciebie i w pełni rozumiem.
Uważam, że każdy z nas w pewnym małym stopniu czasami jest egocentrykiem, ale kiedy jest tego za dużo, to jest okropny dla otoczenia. Ty byłaś właśnie w takiej sytuacji. Rozumiem też dlaczego trwało to aż 2 lata - jak to mówią - "miłość wszystko zwycięży" i Ty wyznawałaś zapewne tą zasadę. Mam nadzieję, że dasz teraz radę i mimo okropnych chwil w których będziesz się czuła samotna, a które przyjdą na pewno - poradzisz sobie. Teraz pora, żebyś zrobiła coś dla siebie.

Wierzę jednak że los wynagrodzi mi moją odwagę i podaruje kogoś kto będzie mnie kochał, szanował i liczył się ze mną...

I tego Ci życzę :*

<serducho>
Nie mówmy o zmartwieniach,to nie jest dobry temat

są z nami zawsze, chcesz czy nie.

Pomówmy o nas samych, uczyńmy wielkie plany

być może kiedyś spełnią się?

Gdy już zdobędę mnóstwo pieniędzy

w najbliższym niebie, kupię ci księżyc!
 

65vqegz2wjpc3llf.png

 


#367 zakochana__85

zakochana__85
  • Użytkownik
  • 8 postów

Napisano 05 stycznia 2011 - 21:09

Byłam z nim dwa lata, bo:

Po pierwsze- wmówił mi, że nasze nieporozumienia to tylko moja wina, że jego złe zachowania są wynikiem tego, że zwracam mu uwagę choć nie powinnam, że gdybym tego nie robiła byłoby dobrze. Ja w to wierzyłam, bo od dawna zdawałam sobie sprawę, że nie mam łatwego charakteru i jestem dosyć konfliktową osobą, więc skoro są nieporozumienia i on uparcie twierdzi, że to przez moją "problemowość" to ja w to uwierzyłam i siebie obwiniałam.

Po drugie- nie wiem dlaczego, ale ja od pierwszej chwili traktowałam go jak kogoś niezwykłego, nie mogłam uwierzyć, że to właśnie ja jestem dziewczyną tego faceta i to mnie zaprowadziło w ślepy zaułek. Nigdy nie można siebie postrzegać jako kogoś gorszego-NIGDY, trzeba siebie cenić i facet musi to widzieć.

Po trzecie- miał pewne cechy, które bardzo ceniłam, a mianowicie- zwolennik bycia wiernym jednej kobiecie, dla niego zdrada to coś obrzydliwego i był pod tym względem zasadniczy. Nie szlajał się nigdy po barach z kumplami, alkohol pił tylko okazjonalnie- bardzo rzadko. Zaakceptował to, że ja chciałam czekać ze współżyciem do ślubu, ze względu na swoją wiarę i On sam był bardzo wierzący, co dla mnie jest również ważne.

Po czwarte- bardzo, ale to bardzo chciałam mieć już rodzinę- męża, dzieci. Jestem już na to od dawna gotowa i marzyła mi się już własna rodzinka... :(

Po piąte- bardzo go kochałam (nadal kocham)...


Dzisiaj mam troszkę gorszy dzień. Pojawia się myśl, że już się nigdy do niego nie przytulę, a kochałam być w jego ramionach... to było cudowne ;(
"Nie wystarczy pokochać, trzeba jeszcze umieć wziąć tę miłość w ręce i przenieść ją przez całe życie..."

#368 Tilia

Tilia
  • Użytkownik
  • 9 425 postów

Napisano 05 stycznia 2011 - 22:19

zakochana__85, a jak Wy się w ogóle poznaliście?na początku starał się o Ciebie?podrywał?

Niektóre momenty,które opisujesz to nie miłość,a tresura. Wychowanie sobie przyszłej żony według własnego widzimisię..... :-|
"Ani małżeństwo ani dziecko nie są obowiązkowym punktem programu na który trzeba się zdecydować. Obowiązkowa jest tylko miłość"

JkIEp1.png

#369 zakochana__85

zakochana__85
  • Użytkownik
  • 8 postów

Napisano 06 stycznia 2011 - 00:40

Poznaliśmy się na jednym z portali internetowych. To on wykonywał pierwsze kroki, bo ja byłam zdania że to mężczyzna powinien właśnie to robić. Pisaliśmy jakiś czas ze sobą a potem było pierwsze spotkanie. Byłam zachwycona nim. Potem były kolejne spotkania. Od początku był powściągliwy w pisaniu smsów, dzwonił rzadko, ale spotykaliśmy się regularnie. To co mnie niezwykle ujęło to to, że nasza znajomość rozwijała się bardzo powoli. Pierwszy pocałunek miał miejscu po 1,5 miesiąca widywania się i poprzedzony był wyznaniem "KOCHAM CIĘ". Jak się później okazało byłam pierwszą kobietą, której wyznał miłość. Było cudownie. Ja czułam się wtedy jakbym grała w komedii romantycznej, choć już wtedy zastanawiało mnie dlaczego tak rzadko mnie całuje skoro to nasze początki a jak wiadomo wtedy sprawia to największą przyjemność. Nie organizował jakiś urozmaiceń naszych spotkań, nie sprawiał niespodzianek, nie obchodził rocznic. Czułam się kochana to fakt ale na całkiem inny sposób. Cały czas byłam pod jego wrażeniem. Nasze problemy zaczęły się, gdy wkroczyła zazdrość z mojej strony, a on tylko kilka razy wytłumaczył mi, że nie mam być o co zazdrosna, po czym gdy okazało się że nadal sobie z tym nie radzę już mi nie pomagał, zaczął lekceważyć mnie w momencie gdy o coś się zezłościłam i już nie chciał rozmawiać, nic tłumaczyć tylko wprowadził system karania. Kolejne problemy pojawiły się, gdy zaczęłam się domagać więcej okazywania uczuć, częstszego kontaktu telefonicznego. Nie podobało mu się to, znowu się ode mnie odwracał, znowu padały słowa"taki jestem i się nie zmienię, nie potrafię dać więcej". Nasze spotkania były i uzależnione od niego i jego czasu, ja się dostosowałam i zawsze czekałam na nie z niecierpliwością. Gdy zwracałam uwagę że odczuwam pewne braki zaczął odwracać się ode mnie, stawał się chłodny, nie chciał rozmawiać i powtarzał w kółko to samo "akceptuj mnie takim jaki jestem, bo ja się nigdy nie zmienię" Przeszliśmy kilka poważnych kryzysów, podczas których to ja jak lwica walczyłam o ratowanie tego związku, on zawsze zostawiał to tak jak było. Nawet jak było cudownie to nie potrafił położyć się ze mną, całować, patrzeć w oczy, czy po prostu leżeć mocno tuląc mnie- uciekał od tego. Poza tym często był wyobcowany, będąc ze mną gdzieś czułam jakby sam ze sobą cieszył się daną chwilą i miejscem a ja się czułam niepotrzebna. Gdy proponowałam żebyśmy kiedyś pojechali gdzieś na weekend to uznawał że nie ma potrzeby, no chyba że jest cel takiego wyjazdu np. zdobycie jakiegoś szczytu górskiego, natomiast jeśli chciałabym tak z nim pobyć w innym miejscu, spędzić romantycznie czas, zjeść kolację, napić się piwa na takim wyjeździe to on uważał, że to jest bezcelowe, że nie będzie organizował takich wyjazdów, a jak ja tego tak bardzo chcę to mogę go zaprosić i wszystkim się zając. Wyjątkiem były wakacje i wyjazdy nad morze. Nie było porozumienia dusz, zupełnie. Uciekał przede mną. Oczywiście były chwile cudowne, zdarzyło się, że mnie zaskoczył, czy zrobił niespodziankę, ale to znikoma ilość. Cała reszta opisana została w pierwszym moim poście. Taka z niego osobowość. Pewnie po ślubie byłoby jeszcze gorze. Może inną dziewczynę pokocha na tyle mocno, że da jej to wszystko czego mi brakowało... Nie wiem, ja chcę się pozbierać i ułożyć życie tak bym była z niego zadowolona i bym mogła nie oszukując samej siebie powiedzieć "JESTEM SZCZĘŚLIWA"...
"Nie wystarczy pokochać, trzeba jeszcze umieć wziąć tę miłość w ręce i przenieść ją przez całe życie..."

#370 Elodi

Elodi
  • Użytkownik
  • 6 709 postów

Napisano 06 stycznia 2011 - 06:37

zakochana__85, cieszę się, że znalazłaś w sobie na tyle siły, by to wszystko zakończyć :) jestem pewna, że to dobry krok, bo wykańczanie psychicznie również czyni ten związek toksycznym.
Myślę, że tacy ludzie się nie zmieniają. Jak dobrze zauważyłaś, on musi najpierw zdać sobie z tego sprawę, że źle postępuje, że robi ludziom krzywdę przez zapatrzenie w samego siebie, spełnianie własnych marzeń, a on najzwyczajniej na świecie obwinia innych. I wiesz co? Najgorsze w tym wszystkim jest to, że on tego nie robi celowo, z premedytacją, żeby Cię poniżyć. On ma takie chore wyobrażenie o sobie, to siedzi w jego głowie... Dobrze trafiam mówiąc, że jest jedynakiem?
Dwa lata to jest już jakiś staż, ale lepiej teraz, niż miałabyś decydować się za jakiś czas na rozwód, jeśli doszłoby do jakiegoś ślubu.
Oczywiście Twoja wina też w tym siedzi. Gdybyś od początku patrzyła na ten związek razem ze swoim kolegą Rozumem, to zapewne nie dopuściłabyś, by trwał on tak długo ;) Ale co Ci mogę powiedzieć? Każdy uczy się na błędach, zdobyłaś kolejne doświadczenie i mam nadzieję, że z kolejnym facetem tak w bambuko sie nie dasz wprowadzić ;) I co jest ciekawe? Mówienie po półtora miesiąca, że się kogoś kocha, to dla mnie lekka przesada. Można być pod czyimś wrażeniem, podobać się, ktoś może być dla nas ważny, ale na miłość to stanowczo za wcześnie. I bardzo możliwe, że on nigdy nie rozumiał i nie zrozumie, czym miłość jest.

A powiedz mi, on w jakiś sposób zabiega teraz o Ciebie? Pisze do Ciebie? Utrzymuje kontakt?

#371 zakochana__85

zakochana__85
  • Użytkownik
  • 8 postów

Napisano 06 stycznia 2011 - 12:30

I wiesz co? Najgorsze w tym wszystkim jest to, że on tego nie robi celowo, z premedytacją, żeby Cię poniżyć. On ma takie chore wyobrażenie o sobie, to siedzi w jego głowie...


Zgodzę się z Tobą w 100%. On nie jest typkiem, który celowo rani, on po prostu nie rozumie, że problem tkwi w nim. On mi powtarzał, że to on czuje się baaardzo krzywdzony, gdy zwracałam mu uwagę o coś, lub czegoś się domagałam, także on naprawdę jest przekonany że to wszystko moja wina, nie zdając sobie sprawy że wynika to z jego skupienia się TYLKO na sobie i brania pod uwagę tylko swoich uczuć i poglądów.


Dobrze trafiam mówiąc, że jest jedynakiem?


Nie, ma brata i siostrę, ale od od 15 roku życia mieszkał sam z rodzicami, bo rodzeństwo wyszło już z domu.

Oczywiście Twoja wina też w tym siedzi. Gdybyś od początku patrzyła na ten związek razem ze swoim kolegą Rozumem, to zapewne nie dopuściłabyś, by trwał on tak długo ;)


Tak, to prawda, że zgubiłam gdzieś rozum, ale nie w kwestii bycia z nim tak długo, bo do takiej decyzji zawsze się długo dojrzewa, ale chodzi o to że zatraciłam się przy nim, żyłam jego życiem, traktowałam go wyjątkowo, zapominając o tym, że siebie mam cenić wysoko, tak by on to widział, szanować się i nigdy nie poniżać. To był mój błąd.


Mówienie po półtora miesiąca, że się kogoś kocha, to dla mnie lekka przesada. Można być pod czyimś wrażeniem, podobać się, ktoś może być dla nas ważny, ale na miłość to stanowczo za wcześnie. I bardzo możliwe, że on nigdy nie rozumiał i nie zrozumie, czym miłość jest.


Może rzeczywiście nie rozumie co to tak naprawdę znaczy kochać, bo zawsze powtarzał mi, że miłość to akceptacja i to było dla niego najistotniejsze. W każdym razie wtedy naprawdę to czułam, to było wyjątkowe i nawet sam wtedy powiedział, że nie chciał tego tak szybko mówić, żebym czasem nie poddałam w wątpliwość jego słów skoro padły tak szybko, ale nie umiał już się powstrzymać, one same cisnęły mu się na usta.


A powiedz mi, on w jakiś sposób zabiega teraz o Ciebie? Pisze do Ciebie? Utrzymuje kontakt?


Sprawa jest nieco skomplikowana. Otóż ja byłam z nim od 27 grudnia do 1 stycznia na urlopie w Kołobrzegu, to właśnie tam podjęłam decyzję o rozstaniu, bo miarka się przebrała. Cały ten tydzień, podczas którego chciałam abyśmy się do siebie zbliżyli, spędziliśmy osobno. Otóż on się na mnie obraził, bo w drugi dzień pobytu powiedziałam do niego "kochanie, cały czas oglądasz tv". Nawiasem mówiąc facet jest naprawdę uzależniony od telewizora. No i on się oburzył i w efekcie cały tydzień siedział w domy z pilotem w ręku, a ja spacerowałam i spędzałam czas bez niego. Wtedy też postanowiłam definitywnie zakończyć ten związek, bo skoro on mi znowu daje nauczkę za taką pierdołę to ja nie pozwolę siebie dalej tak traktować. Nie chciałam jednak kończyć tego tam tylko jak wrócimy do domu, chciałam to zrobić jednym cięciem, w jeden dzień wszystko oddać, swoje zabrać itd. No i wróciliśmy, ja poszłam do swojego domu, on rzucił tylko zdawkowe "cześć" i poszedł. No i ja teraz od poniedziałku do środy byłam na L4, więc nie mogłam tego zrobić, i planuje jutro w piątek wszystko zakończyć, a on o tym jeszcze nie wie. Nie zna mojej decyzji, a od powrotu nie odezwał się do mnie w ogóle. Pewnie jest przekonany, że ja zwykle przybiegnę błagać żebyśmy się już pogodzili. Jak będzie się zachowywał gdy zaskoczę go swoją decyzją- nie mam pojęcia. Sądzę że uniesie się dumą i nie będzie żadnego kontaktu, ale to może i dobrze. Dzisiaj mi się śniło, że gdy powiedziałam mu że odchodzę to płakał i obiecał że wszytko się zmieni, ciężki sen...
"Nie wystarczy pokochać, trzeba jeszcze umieć wziąć tę miłość w ręce i przenieść ją przez całe życie..."

#372 halynka

halynka

    mamuśka

  • Użytkownik
  • 5 652 postów

Napisano 06 stycznia 2011 - 16:46

Jak będzie się zachowywał gdy zaskoczę go swoją decyzją- nie mam pojęcia. Sądzę że uniesie się dumą i nie będzie żadnego kontaktu, ale to może i dobrze. Dzisiaj mi się śniło, że gdy powiedziałam mu że odchodzę to płakał i obiecał że wszytko się zmieni, ciężki sen...


Moim zdaniem lepiej jest nie utrzymywać kontaktu, bo tylko bardziej będziesz się męczyć tak na prawdę i zaczniesz się zastanawiać, czy to była dobra decyzja itp.
Jeśli chodzi o sen, nawet gdyby tak zrobił, pamiętaj, że twoja decyzja była przemyślana i nie pozwól wzbudzić w sobie litości...
Mój na początku tak robił, przepraszał płakał, dzwonił, że nie je nie śpi i mam wrócić... I po co to wszystko jak jakiś czas później znalazł pocieszenie i traktuje ją podobnie? <bezradny></span>

201401111762.png

km5skrhmtofzztsl.png

 

 

 


#373 zakochana__85

zakochana__85
  • Użytkownik
  • 8 postów

Napisano 07 stycznia 2011 - 20:47

No i oddałam pierścionek... skończyło się. Czuje się strasznie, jest mi źle i czuje jak mi serce krwawi :( Tak się starałam być dobrą partnerką... Powiedział mi dzisiaj, że nadal nie widzi swojej winy, że go nie doceniałam, że tylko złe rzeczy rozpamiętywałam... Pomocy, bo gdzieś zniknęła moja siła i pewność....
"Nie wystarczy pokochać, trzeba jeszcze umieć wziąć tę miłość w ręce i przenieść ją przez całe życie..."

#374 magdaaaaa

magdaaaaa

    ..lekko próżna flirciara..

  • Użytkownik
  • 23 947 postów

Napisano 07 stycznia 2011 - 21:06

zakochana__85 :*

Powiedział mi dzisiaj, że nadal nie widzi swojej winy, że go nie doceniałam, że tylko złe rzeczy rozpamiętywałam...

facet jest beznadziejny do kwadratu <bezradny></span> i nie widzi winy w sobie. dobrze ,ze podjełaś te decyzje :-)
robaczku trzymaj sie dzielnie , bo przed tobą teraz trudne chwile , ale trzymam kciuki <pocieszacz></span> dasz rade, wierze ,ze tak bedzie :mrgreen:
jestes cudowną, madrą dziewczyną ikiedys spotkasz faceta , który na ciebie zasługuje :*

czemu mi dałeś wiarę w cud

a potem odebrałaś wszystko
 


#375 zakochana__85

zakochana__85
  • Użytkownik
  • 8 postów

Napisano 07 stycznia 2011 - 21:09

DZIĘKUJE CI magdaaaaa,

Najgorsze jest to, że zaczynam szukać błędów w sobie.

Boli mnie, że nie zawalczył o mnie... zresztą NIGDY nie walczył :(
"Nie wystarczy pokochać, trzeba jeszcze umieć wziąć tę miłość w ręce i przenieść ją przez całe życie..."

#376 monia66

monia66

    szczęśliwa mamusia

  • Użytkownik
  • 3 169 postów

Napisano 07 stycznia 2011 - 21:28

czytajac twojego posta zakochana_85 wywnioskowalam ze moj K. tez byl egocentrykiem, moze nie 100% ale w jakis 80% na pewno.
Uwazal zawsze ze to on ma racje i tyle. Jak sie poklocilismy a zdarzalo nam sie nie raz
potrafil sie do mnie nie odzywac, strzelal fochy i zrzucal wine na mnie.
czulam sie potem winna ma maxa i zadawalam sobie pytanie za co <bezradny></span>

Nie szanowal do konca mnie i moich pogladow zwlaszcza w kwesti wiary, ktore sa dla mnie w zyciu wazne. myslal tylko w tym wszystkim o sobie o swoich potrzebach i zachciankach a to juz bylo dla mnie meczace momentami. Liczyl sie tylko on i jego wlasne ego.
Bycie z egocentrykiem to cos strasznego. Tylko anielica moze wytrzymac z takim czlowiekiem, mowie to z reka na sercu. taki czlowiek nie ma latwego charakteru

201407101662.png


#377 Elodi

Elodi
  • Użytkownik
  • 6 709 postów

Napisano 07 stycznia 2011 - 22:30

monia66, jestem skłonna powiedzieć, że tylko kobieta, która jest naiwna i nie szanuje siebie jest w stanie wytrzymać z takim facetem, a nie anielica :roll: To ten typ, typ egocentryka ewidetnie niszczy związek i nie nadaje się do życia we dwójkę. Jeżeli w związku czyni więcej szkody niż pożytku, nie zauważając drugiej osoby, to znaczy, że ta "anielica" jest jego przeciwieństwem, czyli żyje życiem kogoś innego.

zakochana, wiesz doskonale, ze to co zrobiłaś to najlepsza decyzja, jaką mogłaś podjać :) Wszystkie forumki są z pewnością z Ciebie dumne i teraz musisz się starać nie popadać w skrajne nastroje. Wiara w siebie i to, że byłaś dobrą stroną tego związku powinno dodawać Ci sił, bo wychodzi na to, że odcinasz się od człowieka, który Cię niszczył i teraz jesteś w stanie normalnie funkcjonować, bez poczucia winy, bez poczucia zaniedbania i jakiegoś odrzucenia. Nie wszyscy tacy są, ale życie jest jakie jest- nie zawsze daje nam pomocną dłoń <bezradny></span>

#378 ilonq

ilonq
  • Użytkownik
  • 28 postów

Napisano 08 stycznia 2011 - 03:09

dobrze zrobilas nie zaluj idz na przod...do znajomych odstresowac sie albo poznac kogos normalnego

#379 zakochana__85

zakochana__85
  • Użytkownik
  • 8 postów

Napisano 09 stycznia 2011 - 14:55

Nawet nie zawalczył o mnie, o nas, a twierdził, że kocha i chciał ze mną spędzić całe życie :( Nie rozumie tego...
"Nie wystarczy pokochać, trzeba jeszcze umieć wziąć tę miłość w ręce i przenieść ją przez całe życie..."

#380 Elodi

Elodi
  • Użytkownik
  • 6 709 postów

Napisano 09 stycznia 2011 - 15:16

Nawet nie zawalczył o mnie


Ale jak kochana miał zawalczyć o Ciebie, jeśli sama dobrze wiesz, że jedyne co on widzi, to czubek swojego nosa? Skoro on nie widzi w sobie winy, to niby po co ma się o Ciebie starać? Uważa, że na to nie zasługujesz. Smutne, ja to wiem i wiem, że Cię to boli, ale to taki typ człowieka i właśnie przez to skończyłaś ten związek. No rozmyślaj o tym, co mógł zrobić, bo to i tak juz nic nie da.





Podobne tematy Collapse

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych