Skocz do zawartości

Babskiswiat.net używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej Rozumiem

Mahjong
Opis: Nieśmiertelna gra. Mahjong html5 online.

2048
Opis: Hit 2014. Prosta, logiczna i niezwykle wciągająca gra 2048.


Saper
Opis: Saper - kto nie zna tej gry...

Zdjęcie

Jak mam sobie z tym poradzić?


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
683 odpowiedzi w tym temacie

#381 Sajuri

Sajuri
  • Użytkownik
  • 11 336 postów

Napisano 09 stycznia 2011 - 15:24

a twierdził, że kocha

chyba siebie.
Napisze tak: to nie było prawdzie uczucie. To smutne, ale prawdziwe.
Prosilam o wszystko, zeby cieszyc sie zyciem.
Dostalam zycie, zeby cieszyc sie wszystkim

#382 halynka

halynka

    mamuśka

  • Użytkownik
  • 5 652 postów

Napisano 09 stycznia 2011 - 18:01

zakochana__85, grunt, to żebyś się nie poddawała. Wiesz, że decyzja którą podjęłaś była właściwa i choć pewnie jeszcze długi czas będzie bolało to wyjdziesz z tego i ułożysz sobie życie na nowo. Trzymaj się :*

201401111762.png

km5skrhmtofzztsl.png

 

 

 


#383 agnes11

agnes11
  • Użytkownik
  • 1 postów

Napisano 12 stycznia 2011 - 14:08

zakochana__85 Po przeczytaniu tego powiem jedno - masakra. Dokładnie w takim związku byłam 4 lata. Jakbym czytała SIEBIE!!! Dałam sobie spokój kilka dni temu - powiedziałam dość, manipulował mną w każdy sposób, zwalał winę na mnie, obrażał się i na końcu ta potworna złość!!! Zawsze to ja przepraszałam, czułam się winna, jedno moje zdanie wyprowadzało go z równowagi i to błahe zdanie! Skupiał uwagę tylko na sobie, TV, internet, a ja chcąć się przytulić otrzymywałam odpowiedź, że on nie lubi itd. Spierniczył nam zawsze jakieś wyjazdy, siedziałam sama w koncie a on strzelał focha! Zwracając mu uwagę, otrzymywałam chamskie odpowiedzi, trzaskanie drzwiami, olewkę!!! Dużo by tu wymieniać. Jak już wspomniałam kilka dni temu powiedziałam stop, po akcji którą zrobił i teraz nie zastanawiam czy odejść tylko JAK SZYBKO TO ZROBIĆ I JAK NAJŁAGODNIEJ DLA SAMEJ SIEBIE!!!!

#384 zakochana__85

zakochana__85
  • Użytkownik
  • 8 postów

Napisano 12 stycznia 2011 - 23:00

agnes11 jedziemy na tym samym wózku. Jestem z Tobą. Ja walczę z tęsknotą. Kocham nadal i to mocno. Ja też już nie mogłam tego wszystkiego znieść. Nie jest mi teraz łatwo.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że oni celowo nas nie ranią, oni nie robią tego z premedytacją, im się naprawdę wydaję, że oni zawsze mają rację i że nie można im zwracać uwagi. To jest ich natura. Im ciężko przyznać się do błędu, ale nie ze względu na dumę, czy po to żeby nam dać popalić, ale ze względy na to że oni czują inaczej i są przekonaniu o swojej racji, dlatego ZAWSZE winą obciążają nas. Nie myślą jak my się czujemy, bo to oni czują się skrzywdzeni. To jest okropne, ale tak właśnie jest. Mi jest ich z serce naprawdę szkoda, bo oni nie znają innego życia- tego w którym człowiek liczy się ze zdaniem innych, poświęca się czasem dla ukochanej, słucha i uczy się drugiej osoby dla dobra związku, traktuje poważnie uczucia innego człowieka, jego zdanie i poglądy, szuka kompromisu i porozumienia. Nigdy nie żyli w ten sposób i nie zdają sobie sprawy jakie to może być cudowne i budujące, nie znają i nie chcą poznać, bo blokuje ich ta własna natura. To takie smutne... :(:(:(

Ciężko mi uwierzyć w to, że nas już nie ma. Najgorsza jest jednak świadomość, że nie zawalczył w najmniejszym stopniu o mnie, po prostu się poddał, a przecież KOCHAŁ MNIE, OŚWIADCZYŁ SIĘ I PLANOWAŁ WSPÓLNĄ PRZYSZŁOŚĆ... Nie rozumie tego... tzn wiem, ze to ta jego natura mu na to nie pozwala... :(:(:(

A teraz coś dla tych naszych EGOCENTRYKÓW... Jedyny sposób zmiany swoje natury i sposobu myślenia:

Czy Bóg może zmienić egocentryka w osobę, która kocha ludzi i żyje dla nich? T A K ! Jeśli tylko będzie tego chciał i o to prosił. Bóg ma moc zmienić ludzkie serce...
Jeśli i ty jesteś osobą, która zwykle patrzy najpierw na siebie, a dopiero potem na innych, pamiętaj, że już masz naturę Jezusa w sobie – Jego miłość i pasję dla innych ludzi. Zacznij stawiać ich przed sobą, ucz się im służyć i co najważniejsze, ciesz się z każdego zwycięstwa, gdy najpierw zrobisz coś dla innych. Może będzie to największa wojna w twoim życiu, jednak po jakimś czasie odkryjesz, że widok czyjegoś uśmiechu pojawiającego się na twarzy dzięki Twojemu poświęceniu, słuchaniu, stawiania potrzeb drugiego człowieka ponad swoimi da ci ogromne szczęście i poczucie satysfakcji. To cię uskrzydli, by jeszcze bardziej służyć innym. Gdy będziesz szedł tą drogą, Pan nie będzie mógł się powstrzymać, by spełnić każde pragnienie twojego serca, a nawet zrobi o wiele więcej, niż jesteś w stanie sobie pomyśleć. To dla dawców zapisana jest jedna z największych obietnic Biblii: Temu zaś, który według mocy działającej w nas, potrafi daleko więcej uczynić ponad to wszystko, o co prosimy, albo o czym myślimy, temu niech będzie chwała w Kościele i w Chrystusie Jezusie po wszystkie pokolenia na wieki wieków. Amen

[ Dodano: 2011-01-17, 20:10 ]
Etapy rozstania:

Etap pierwszy: Zrzucanie winy

To wszystko jego wina! Jak mógł zrobić ci takie świństwo? Jeszcze pożałuje! Jeszcze mu pokażę! On skończy sam, a ja będę szczęśliwa. Bez niego! Ja na pewno nie wyciągnę ręki pierwsza!

Etap drugi: Obwinianie siebie

A może to jednak ja zawiniłam? Jestem kobietą, powinnam wykazać więcej cierpliwości, sprytu i ciepła. Zachowywałam się jak rozkapryszona księżniczka, aż w końcu się doigrałam. Nie dziwne, że ode mnie odszedł. Jest wiele ładniejszych i fajniejszych dziewczyn. Dlaczego miałby mnie znosić?

Etap trzeci: Powstanie po upadku

Wcale nie jestem gorsza od innych. Biorę się w garść! Zrobię się na bóstwo, zrealizuję snute w nieskończoność plany i wreszcie schudnę. Już nie mogę doczekać się ponownego spotkania! Kiedy mnie zobaczy, opadnie mu szczęka, ale będzie już za późno!

Etap czwarty: Odczuwanie pustki

Stało się. Jestem sama… Czy to musi być takie trudne? Chciałabym tylko, żeby ktoś mnie przytulił, powiedział, że jestem dla niego ważna… Tak jak wtedy, kiedy byliśmy tu, na naszej pierwszej randce. Chyba mi go brakuje. To nie miało tak wyglądać…

Etap piąty: Oswajanie rzeczywistości

Czy to możliwe, że minęło już tyle czasu? Hmm, co udało mi się zrobić od czasu rozstania? Czy jest lepiej, a może po prostu inaczej? Na pewno wyjdę na prostą… Uda mi się to bez niego. Teraz już o tym wiem. Nigdy nie usunę z pamięci tych złych momentów, ale chcę pamiętać i o tych dobrych!


Ja jestem na drugim etapie. Obwiniam siebie.
Obwiniam się teraz, bo ON miał wiele naprawdę wiele wartościowych cech, a non stop słyszał z moich ust jaki to jest zły i niedobry- mężczyźni potrzebują docenienia, a nie ciągłej krytyki. No a sytuacja która doprowadziła do naszego rozpadu to już w ogóle masakra. Przy moim tacie i mojej kuzynce przez godzinę nadawałam na niego, jaki to jest, co robi źle a czego nie robi, a on biedny nie miał jak się bronić. Dowiedziałam się od jego mamy, że czuł się bardzo wtedy poniżony i w ogóle że czuje się złym facetem, bo cały czas na niego narzekam, a nie dostrzegam dobrych rzeczy. Bardzo go to bolało. Teraz widzę, że ja go tą nieustanną krytyką niszczyłam i stąd czasem te jego zachowania w stosunku do mnie. Jestem słaba, nie umie jeść i w ogóle mam poczucie że straciłam coś ważnego i że już nigdy kogoś takiego nie będę miała. Kocham go jak nigdy nikogo jeszcze nie kochała, ale już straciłam. Ślub miał być za rok a teraz jestem SAMA SmutnaSmutnaSmutna
Chciałabym żebyśmy byli razem, ale jest za późno...
"Nie wystarczy pokochać, trzeba jeszcze umieć wziąć tę miłość w ręce i przenieść ją przez całe życie..."

#385 halynka

halynka

    mamuśka

  • Użytkownik
  • 5 652 postów

Napisano 18 stycznia 2011 - 15:57

Obwiniam się teraz, bo ON miał wiele naprawdę wiele wartościowych cech, a non stop słyszał z moich ust jaki to jest zły i niedobry- mężczyźni potrzebują docenienia, a nie ciągłej krytyki.


Nie masz się co obwiniać... Krytykowałaś to co naprawdę robił, nie wyimaginowane sytuacje. Mężczyźni potrzebują docenienia a kobiety nie? Czy on ciebie doceniał? Odpowiedź jest prosta...
Nic dziwnego, że jesteś smutna, po rozstaniu nie staje się na nogi z dnia na dzień, ale musisz mieć świadomość, że to on niszczył Ciebie a nie ty jego!

201401111762.png

km5skrhmtofzztsl.png

 

 

 


#386 lajpka91

lajpka91
  • Użytkownik
  • 1 postów

Napisano 13 lutego 2011 - 22:07

Hmmm jakby tu wszystko strescic..
Ehh byłam z nim ponad rok..Zerwał nie podajac konkretnego powodu..ale z tego co wiem to czuł ze to nie do konca to..Kochałam go bardzo i pewnie wiedzie co przezyłam po rozstaniu..Ale po paru miesiacach wziełam sie w garsc..Zmieniłam swoj wyglad..Zaczełam sie spotykac znow z plcia przeciwna..ale nie brałam ich na powaznie..Gdyż zdarzały sie momenty ze o Nim mysłalam i to bez powowdu bo co 2-3 misiace potrafił do mnie napisac..ze mnie nadal kocha ze teskni itp..ze chce spotkania..Byłam szczesliwa..ale gdy nadchodzil czas spotkania..po prostu za niemogł ze tak powiem..
Niejestesmy ze soba juz 8 miesiecy..A tydzien temu spelniło sie moje marzenie..zadzwonił..ku uldze doszło do spotkania..Spedziłam u niego 2 dni..Czemu tu to pisze?..Tak chciałamm z nim porozmawiac o nas..o naszej przyszłosci ale naprawde nie było jak gdyz cały czas ktos z nami byl..jedynie w 1-wszym dniu chwilke rozmawialismy i powiedział mi ze nadal mnie kocha..ze tesknil..ale był pijany i nie wiem czy mam wziasc te slowa na powaznie..
Gdy odjezdzałam powiedział ze przyjedzie za 2 tyg do mnie..Wiem jaki on jest i ze pewnie sie to nie stanie..ale kurde mam ta nadzeje ze moze jednak:(.
Ja mam po prostu metlik w głowie bo znow sie nie odzywa..Nie napisze do niego bo wiem ze i tak nie odpisze..Chcialabym go zrozumiec..
Co ja powinnam zrobic??..Co mam o nim myslec?..
Kocham go i nie widze siebie u boku innego..;(
Prosze o wyrozumiałosc..jestem roztrzesiona ałzy same leca mi na klawiature..

#387 chez

chez
  • Użytkownik
  • 140 postów

Napisano 14 lutego 2011 - 14:58

Co ja powinnam zrobic??..Co mam o nim myslec?..


On po prostu wykorzystuje że kochasz go i bawi się Tobą :mrgreen: Wiesz taka forma dowartościowania się :-) Chłopcom to się zdarza.

Zadaj sobie pytanie jak długo chcesz być w tej chorej pułapce? Jak podejmiesz decyzję to zacznij działać w tym kierunku :-)

Ps. Ciekawe jest zjawisko że koleżanka dołączyła dziś a napisała post wczoraj :mrgreen: WTF? :mrgreen:

#388 Tilia

Tilia
  • Użytkownik
  • 9 425 postów

Napisano 14 lutego 2011 - 20:14

Ps. Ciekawe jest zjawisko że koleżanka dołączyła dziś a napisała post wczoraj :mrgreen: WTF? :mrgreen:

Dni liczą się od godziny zarejestrowania na forum. Czyli jeśli ta forumka zarejestrowała się wczoraj o 22 to dopiero o 22 dnia dzisiejszego pokaże się,że minął 1 dzień ;-)
"Ani małżeństwo ani dziecko nie są obowiązkowym punktem programu na który trzeba się zdecydować. Obowiązkowa jest tylko miłość"

JkIEp1.png

#389 zakochana87

zakochana87
  • Użytkownik
  • 58 postów

Napisano 29 marca 2011 - 15:08

Czy waszym zdaniem da się "przechodzić" związek? Czy uważacie że zbyt długie chodzenie ze sobą bez żadnych kroków naprzód [czyt. ślub, zaręczyny] może bardzo źle wpływać na związek i samopoczucie pary?

Ja na te dwa pytania odpowiadam wielkim TAK! Sama jestem w takiej właśnie sytuacji i stąd te refleksje :-( Chodzimy ze sobą odkąd świat pamięta, jesteśmy dwudziestoparo- latkami więc zaczęło się dość wcześnie. Odkąd pamiętam zawsze jesteśmy razem, wspólne imprezy [choć teraz już rzadko wogóle chodzimy na imprezy!], wspólne weekendy, wspólne wyjazdy, wspólne miejscowości itd. Wszystko byłyoby dobrze gdyby było tak jak na początku: wielka miłość z jego strony, troska, czułe słówka i sms, ciągłe spotkania, wielka namiętność [choć muszę się 'pochwalić' że czekał na 'mnie' prawie 3,5 roku] - porpstu facet na medal. Matko, co się działo gdy podczas kłótni gdy choć wspomiałam o rozstaniu - płacz i błagania, zapewnienia że mnie kocha etc. A teraz?! Im dłużej ze sobą chodzimy i chodzimy i chodzimy tym bardziej jest beznadziejnie. Często się kłóciliśmy, i były to takie kłótnie że nie życzyłabym komuś być ich świadkiem. Teraz już nawet się nie kłócimy bo ja odpuściłam, już nie chce mi się nawet wkładać wysiłku w to żeby było między nami lepiej - także kłótni nie ma wcale bo jest jedna wielka nuda. Widzimy się to jest jeszcze w miarę, ale jak się nie widzimy to wcale do mnie nie pisze, nie stara się - nie ma od niego żadnej inicjatywy. Jest taka poprawność, taka udawana poprawność, takie poprostu zamiatanie problemów pod dywan i taka wegetacja. On zapewnie że kocha, ale to też moim zdaniem jest takie z przymusu, takie poprawne, zawsze mówi tylko to co chciałabym usłyszeć. Nie wiem co mam robić, jesteśmy ze sobą kilka ładnych lat a nic się nie dzieje. Moje koleżanki planują śluby, zaręczają się a my - chodzimy! A z tego chodzenia nie mam nic i coraz częściej marzę o zerwaniu ale wiem że to niemożliwe...

Poradźcie coś, pomóżcie, pocieszcie lub skrytykujcie bo nie wiem co mam robić! Czuję jak życie ucieka mi przez palce i im dłużej jestem z nim tym bardziej jest beznadziejnie...

#390 Sajuri

Sajuri
  • Użytkownik
  • 11 336 postów

Napisano 29 marca 2011 - 15:17

agnieszka321,

przechodzić" związek

? pierwsze słysze.

że zbyt długie chodzenie ze sobą bez żadnych kroków naprzód [czyt. ślub, zaręczyny] może bardzo źle wpływać na związek i samopoczucie pary

no jesli jedna strona chce ślubu , podjecia pewnych kroków a druga nie - to i owszem.

Odkąd pamiętam zawsze jesteśmy razem, wspólne imprezy [choć teraz już rzadko wogóle chodzimy na imprezy!], wspólne weekendy, wspólne wyjazdy, wspólne miejscowości itd.

uf, jak dla mnie za dużo tego " wspolne". Cos trzeba osobno.

Wszystko byłyoby dobrze gdyby było tak jak na początku:

po pewnym czasie nie ma szans aby było jak na poczatku. Nie ma tych motylków . Ale jesli oboje sie kochaja i straja , pracuja na zwiazkiem - uczucie moz ebyc jeszcze glebsze, dojrzalsze, silniejsze.

Teraz już nawet się nie kłócimy bo ja odpuściłam, już nie chce mi się nawet wkładać wysiłku w to żeby było między nami lepiej -

no ale wiesz...zwiazek to praca obojga a jak Tobie nie chce ...to kiepsko to widze

Widzimy się to jest jeszcze w miarę, ale jak się nie widzimy to wcale do mnie nie pisze, nie stara się - nie ma od niego żadnej inicjatywy

to moze go przetrzymaj ?? poczekaj na jego ruch ??

Jest taka poprawność, taka udawana poprawność, takie poprostu zamiatanie problemów pod dywan i taka wegetacja

to tak daleko nie zajedziecie... ROZMOWA i jeszcze rozmowa. Jesli wam zalezy.

ale wiem że to niemożliwe...

??? bo ?? kochasz go ? pytam powaznie ..... jesli nie, i źle sie czujesz w tym zwiazku moze nie ma sensu tego ciagnac ?? sama zdecyduj. Albo poczekaj teraz na jego ruch, zobaczysz co zrobi, czy sie odezwie. A pozniej rozmowa. Albo ...zakonczyc. Ja mialam podobna sytuacje, 5 lat razem. Widziałam ze to do niczego nie zmierza.
Prosilam o wszystko, zeby cieszyc sie zyciem.
Dostalam zycie, zeby cieszyc sie wszystkim

#391 elizabeth

elizabeth

    lady

  • Użytkownik
  • 7 114 postów

Napisano 29 marca 2011 - 15:19

agnieszka321, myslę, że to po prostu rutyna. Powinniście oboje zainicjować coś, żeby wróciła ta początkowa namiętność. W każdym związku tak się dzieje. nigdy nie jest tak, że przez całe życie w związku jest idealnie i ciągle miłość jest taka jak na początku.
Masz dopiero 21 lat - nie patrz na to czy koleżanki biorą ślub, czy nie, bo z drugiej strony patrząc, to wiele osób w Twoim wieku nie ma nawet tej drugiej połówki. Bez sensu patrzeć na innych - nie oświadczy Ci się, jeśli nie będzie na to gotowy, a bez sensu, żebyś Ty naciskała, lepiej, żeby była to jego świadoma, przemyślana decyzja, prawda?

zapewnie że kocha

A skoro tak, to uwierz mu. Zaproponuj wspólny weekend - jak kiedyś i skupcie się wtedy tylko na sobie.

Pamiętaj, każda para przeżywa taki kryzys - popatrz chociażby w dziale - Problemy w związkach,ale jeśli sie kochacie, to dacie radę, czego życzę Ci z całego serca :

<serducho>
Nie mówmy o zmartwieniach,to nie jest dobry temat

są z nami zawsze, chcesz czy nie.

Pomówmy o nas samych, uczyńmy wielkie plany

być może kiedyś spełnią się?

Gdy już zdobędę mnóstwo pieniędzy

w najbliższym niebie, kupię ci księżyc!
 

65vqegz2wjpc3llf.png

 


#392 Sajuri

Sajuri
  • Użytkownik
  • 11 336 postów

Napisano 29 marca 2011 - 15:26

Masz dopiero 21 lat - nie patrz na to czy koleżanki biorą ślub, czy nie, bo z drugiej strony patrząc, to wiele osób w Twoim wieku nie ma nawet tej drugiej połówki.

dokładnie.
Ja bralam slub majac dopiero 27 lat :) uwierz...nic a nic mi nie uciekło.

agnieszka321 napisał/a:
zapewnie że kocha

A skoro tak, to uwierz mu

hym... same zapewnienia to nie wszystko. Aga pisze że on nie robi pierwszy kroku, nie pisze. Nie jest chyba tez tak czuły. Dl amnie licza sie np. czyny, nie słowa. Moj eks tez mowił kocham, zwiazek sie sypał, a pozniej wyszo że spał z inna. OCzywiscie nie musi byc tak u was....


Zawsze wkazdym zwiazku ktory ma trudności sprawdza sie rozmowa. Mam nadzieje że wam sie puukłada.

ps. a ile on ma lat ??
Prosilam o wszystko, zeby cieszyc sie zyciem.
Dostalam zycie, zeby cieszyc sie wszystkim

#393 zakochana87

zakochana87
  • Użytkownik
  • 58 postów

Napisano 29 marca 2011 - 18:42

dziewczyny, słowo rozmowa pięknie brzmi i pięknie mogę to sobie wyobrażać... rozmowa z Nim to nie jest rozmowa. Mogę z nim pogadać o filmie itp ale gdy schodzę na tematy niewygodne [czyli w tym wypadku gdy zacznę mówić mu że za mało uwagi mi poświęca itd] to rozmowa polega na tym że on mówi to co ja chciałabym usłyszeć...
Oto przykład:
- Kochanie, czuję się przez Ciebie zaniedbywana, mało się do mnie odzywasz, mało rzeczy robisz tak poprostu by sprawić mi zwykłą przyjemność, nie mówisz mi komplementów. Nie kochasz mnie już, co się dzieje?
- Skarbie kocham Cię, obiecuję że będę więcej pisał itd ale czasem nie mam czasu. [czyli wszystko tylko po to bym się nie czepiała bo i tak nie widać żadnej poprawy!]

Rozmowa nic nie dawała, przez to nawet gdy mam wiele pretensji do niego to zachowuję to dla siebie gdyż ja już nauczyłam się na pamięć jego odpowiedzi. Te niewyjaśnione sprawy wychodzą potem np podczas zbliżeń, bo nie potrafię się wyluzować itd. Życie z nim mnie męczy gdyż czuję że jestem niekochana i zaniedbywana, że zasługuję na więcej. A nie wyobrażam sobie teraz z nim zerwać...I tak wiem, że prędzej czy później sama go przeproszę:(

#394 Sajuri

Sajuri
  • Użytkownik
  • 11 336 postów

Napisano 29 marca 2011 - 18:50

gdy mam wiele pretensji

może nie przedstawiac tego jako pretensji??
Moze faktycznie skoro mówisz że jak sie nie widziecie to on ruchu nie robi to przeczakaj ? daj mu zrobic krok do przodu, postarac sie

Życie z nim mnie męczy gdyż czuję że jestem niekochana i zaniedbywana

ja sobie nie wyborazam tkwic w zwiazku w ktorym nie czuje miłości

I tak wiem, że prędzej czy później sama go przeproszę

za co ?
Prosilam o wszystko, zeby cieszyc sie zyciem.
Dostalam zycie, zeby cieszyc sie wszystkim

#395 zakochana87

zakochana87
  • Użytkownik
  • 58 postów

Napisano 29 marca 2011 - 19:09

Za co przeproszę? Zebym to ja wiedziała... Pewnie za to że odważyłam się na niego obrazić. Kiedyś było tak, że po kłótni oboje wyciągaliśmy do siebie rękę. Teraz jest tak że nawet po małej kłótni jeśli się do siebie nie odzywamy, to mogłabym czekać miesiąc a on pierwszy się do mnie nie odedzwie. Zawsze ja robię to pierwsza choć serce mi wtedy krwawi bo wiem, że jest to sprzeczne z tym co wyznaję!

Przedstawię Wam dzisiejszą sytuację. Jest godzina 20:00. Ostatnio pisał do mnie 10 godzin temu. Nie wiem nic, nie wiem co robi, gdzie jest, czym się zajmuje. Sama też nie napisałam bo mam dość tego ciągłego narzucania się. Ja podejrzewam że on się odedzwie, bo to nie jest tak że on nie chce ze mną być. Dla niego poprostu nie ma w niczym problemu. On zwyczajnie napisze że przeprasza że się nie odzywał i dobranoc, bo tak zwykle jest! Wyobraźcie sobie, że ostatnio gdy nie przyjechał do mnie i ja to przeczekałam, na nast dzień spytałam czemu nie przyjechał to powiedział, że nie przyszło mu do głowy i że zapomiał [mimo, że nie widzieliśmy się kilka dni i mieliśmy okazję się zobaczyć...].

#396 elizabeth

elizabeth

    lady

  • Użytkownik
  • 7 114 postów

Napisano 29 marca 2011 - 19:21

Wyobraźcie sobie, że ostatnio gdy nie przyjechał do mnie i ja to przeczekałam, na nast dzień spytałam czemu nie przyjechał to powiedział, że nie przyszło mu do głowy i że zapomiał [mimo, że nie widzieliśmy się kilka dni i mieliśmy okazję się zobaczyć...].

Ale jaki problem po prostu się umówić na konkretną godzinę? Tutaj trochę widzę szukania dziury w całym, bo on nie musi we wszystkich kwestiach myśleć tak, jak Ty, a bez sensu, zeby się wszystkiego musiał domyślać. Lepiej po prostu ustalić - mamy np. środę luźniejszą, to umawiamy się na 18 i już i tylko, jeśli wtedy by nie przyjechał i nie dał znać czemu go nie ma, to miałabyś prawo być zła.

<serducho>
Nie mówmy o zmartwieniach,to nie jest dobry temat

są z nami zawsze, chcesz czy nie.

Pomówmy o nas samych, uczyńmy wielkie plany

być może kiedyś spełnią się?

Gdy już zdobędę mnóstwo pieniędzy

w najbliższym niebie, kupię ci księżyc!
 

65vqegz2wjpc3llf.png

 


#397 Sajuri

Sajuri
  • Użytkownik
  • 11 336 postów

Napisano 29 marca 2011 - 20:32

Ostatnio pisał do mnie 10 godzin temu

no dobra, al eon pracuje ?? bo ja moj maz jest w pracy to pisze tylko raz na 12 godzin...

że zapomiał

:shock: aha... strasznie to wszystko zamotane.
Prosilam o wszystko, zeby cieszyc sie zyciem.
Dostalam zycie, zeby cieszyc sie wszystkim

#398 nikkaia

nikkaia
  • Użytkownik
  • 1 postów

Napisano 03 kwietnia 2011 - 22:59

Ponad pół roku temu poznałam człowieka na którym do tej pory mi strasznie zależy. Wszystko zaczęło się od tego że On przyszedł do mojej pracy. Może tak: Organizuję i pomagam organizować imprezy, koncerty, festiwale (mam własną firmę działająca w tej branży) , jestem dość aktywnym członkiem samorządu studentów jednej z polskich uczelni ... On pewnego dnia przyszedł z pytaniem o pomoc w organizacji jego przedsięwzięcia... Tylko że na dzień dobry można powiedzieć nie ładnie stasował z góry do dołu mój wygląd. Pomogłam, załatwiłam sponsorów na festiwal, reklamę nie dużo ale zawsze to było kilka firm. Kontakty do moich znajomych.... tylko nasz spotkania w dość niewielkim stopniu dotyczyły pracy. Bardzo szybko zaczął zdrabniać moje imię. Zapraszał mnie na kawę, kolacje, rozmowy przedłużały sie o życiu prywatnym. Poznał moich braci. Pisał sms śpij słodko, dopytał sie o zdrowie... Na urodziny dostałam wielki bukiet tulipanów a na 8 marca białą różę (przyniósł ją do klubu pełnego znajomych). Odwoził do domu, otwierał drzwi, podawał płaszcz. Tylko mnie nigdy nie pocałował, najwyżej przytulił i w policzek. To jest dla mnie dziwne.
Na festiwalu jak by mnie w ogółe nie widział.
Po wydarzeniu od którego minęło ponad 2 tygodnie widzieliśmy się 3 razy. I dalej nic. Zdrabnia imię, jest dość kulturalny. Ale zauważyłam że jeśli ja pierwsza nie zadzwonię, nie napiszę nie ma od niego kontaktu. Niby mówi że ja nigdy mu nie przeszkadzam jak dzwonię. Wiem zę jst zapracowany bo ma dosć powazne stanowisko w firmię i swoją własną ale 1 sms na 4-5 dni co u mnie, co robię, napisanie na fecebook to nie jes dużo dla mnie. Nawet dzisiejszy sms że ma nadzieje sie szybko zobacyć i mam spać słodko.
Mam 24 lata wiem ze mam jeszcze czas ale chciałabym wiedzieć w tym przypadku on gra na moich uczuciach bo wie że mam możliwości mu pomóc czy zależy mu na mnie a nie wie jak to okazać? Czuje sie lekko zagubiona, jakby wykorzystana. I strasznie mi głupio z tego powdu że sięchyba w nim zakochałam.

#399 666ilonka777

666ilonka777
  • Użytkownik
  • 4 470 postów

Napisano 04 kwietnia 2011 - 10:15

nikkaia, moim zdaniem pomoze rozmowa, ktora lekko da mu do zrozumienia, ze staje sie dla Ciebie wazny lub po prostu wyczuj o co mu chodzi...
mozesz zapytac np."piszesz takie ladne smsy, co jest tego powodem?"wtedy rozmowa powinna sie jakos potoczyc...
Dołączona grafika

"Dziecko nie odchodzi, zmienia tylko datę swojego przyjścia na świat..." :cry:

#400 kaja12

kaja12
  • Użytkownik
  • 2 postów

Napisano 07 kwietnia 2011 - 10:34

Witam, jakis czas radzilam sie was, co zrobic z moim zwiazkiem dlugoletnim, w ktorym nie ukladalo mi sie. Podjelam decyzje o wyjezdzie do domu rodzinnego, zaczynajac wszystko od nowa. Mialam w planie szukanie pracy, ale nie zdazylam, gdyz sprawa potoczyla sie nie tak jakbym tego chciala w danym momencie.Moj byly partner, niedojrzaly emocjonalnie jak i zyciowo, ma juz nowa partnerke(moja pseudo kolezanke) i ma sie wspaniale, natomiast ja czuje ise okropnie, bo problemow przybywa i jestem z nimi sama...Wrocilam do domu i okazalo ise, ze jestem w 7tygodniu ciazy(obecnie w 9)z moim bylym partnerem. W pierwszej chwili zalamalam sie totalnie. Kiedy poukaladalam sobie wszystko w glowie, pomyslalam, ze musze stanac na nogi i byc silna, i sie nie poddawac, ale moj byly partner dowiedziawszy sie o fakcie (ma 30lat)kazal mi natychmiastwo ciaze usunac. Kategorycznie odmowilam, mimo iz sutuacje mam ciezka, ale nigdy w zyciu czegos takiego!!!!Stwierdzil, ze nie ma obowiazku pomagania mi w czasie trwania ciazy(mimo iz wie ze zostalam bez pracy), bo to nie jego sprawa moglam uwazac;/a kazde moje mocne slowa i wymominanie bledow wplywa budujaco na jego nowy zwiazek;/jak to pisze to az mi sie nie miesci w glowie, ze dorosly czloweik mowi takie rzeczy.Zaczelam strasznie sie denerowowac, stresowac, malo jem (praktycznie nic bo nie moge) ..Jak moglam zyc z czloweikiem, ktory jest potworem??Przestalam sie z nim kontaktowac, bo kazda rozmowa to dramat.Ani razu nie zapytal jak sie czujw...oraz wyskoczyl z robieniem testow na ojcostwo ;'/Co wy o tym myslicie?Prosilabym rowniez o opinie jakiegos pana...

[ Komentarz dodany przez: Elodi: 2011-04-07, 12:27 ]
Edycja posta: interpunkcja





Podobne tematy Collapse

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych