Jak mam sobie z tym poradzić?
#341
Napisano 04 września 2010 - 16:09
jeszcze raz uwierz w siebie i uwolnij ten instynkt
#342
Napisano 04 września 2010 - 16:18
[ Dodano: 2010-09-04, 17:23 ]
nie czuje się zagrożona lecz obawiam sie jednego ze moze bd chcial mnei pocalowac jak zareagować?? zeby nei zepsuć sobie urodzin i nie staracić tej znajomosci bo super sie dogadujemy...
#343
Napisano 04 września 2010 - 19:55
Jeśli chcesz się z nim całować to to zrób. Jeśli się boisz, czy coś to mu powiedz wtedy, że jeszcze nie jesteś gotowa na ten etap znajomości.
Swoją drogą no mi się wydaje, że niestety o nic poważnego mu nie chodzi. Ale pocieszające jest to, że mogę się mylić
#344
Napisano 04 września 2010 - 20:12
#345
Napisano 04 września 2010 - 21:21
#347
Napisano 05 września 2010 - 19:33
#349
Napisano 06 września 2010 - 12:30
#352
Napisano 07 września 2010 - 18:55
szukam rady pomóżcie!!!!!1
#353
Napisano 07 września 2010 - 22:17
Kobieta bez mężczyzny jest jak pchła bez psa- żyć ciężko i gryźć nie ma kogo
#355
Napisano 03 października 2010 - 10:18
no tak tez jestem ciekawa.Pszczółka, czekamy na relację
roznica wieku jest spora , ale jak dzewczyny pisały , to o niczym nie swiadczy.
czemu mi dałeś wiarę w cud
a potem odebrałaś wszystko
#356
Napisano 23 listopada 2010 - 20:58
chyba poprostu mam ochote sie komu wyzalić, nie moge znalzec sobie chłopaka ,kazdy facet na którego trafiam albo jest skonczonym idiota , albo mnie olewa , nie chce byc dłuzej sama , jestem na III roku studiów, zacznijmy od tego ze nigdy nie mialam chłopaka, spotykałam sie kilkoma , ale hmm... poprostu mnie olali , moze jestem jakaś dziwna
Własciwie jakos nie odczywal ze mi kogos brak, bo zawsze staram maksymalnie wyelniac swój czas , a to studia , a co szkolenia , a to korepetcje których udzialam , chce zaczać jeczcze jeden kierunek , ale czasami przychodzi raz na miesiąc taki dzien , kiedy chciałabym zeby ktos mnie przytulił , pocałował , czy chce ąz tak duzo ....
moje kolezanki czy przyjaciólki piszą mi ze spotykaja sie ze swietnymi chłopakami , jedna jest jzu od dłuzszego czasu w szczesliwym zwiazku , a ja mi przychodzi tylko słuchac tym opowiesci i chyba troche zazdroscze im , ze maja kogos do kogo mogą sie przytulic ...
[ Komentarz dodany przez: Elodi: 2010-11-23, 21:19 ]
Temat scaliłam z innym
#358
Napisano 23 listopada 2010 - 21:30
trafiasz na nie odpowiednich chłopaków..
na pewno spotkasz swoja druga polówkę w najmniej oczekiwanym momencie
nie szukaj ich..na pewno miłość sama cie znajdzie

Bo ja mam to coś, co oni kochają… A one nienawidzą..
#359
Napisano 05 stycznia 2011 - 10:14
Osoba egocentryczna postrzega cały świat wyłącznie z własnego punktu widzenia, poprzez absolutyzowanie własnych doświadczeń, obserwacji i przemyśleń, a marginalizowanie opinii pochodzących od innych osób. Jest głęboko przekonana, że świat wygląda dokładnie tak, jak jej się wydaje i na tej podstawie określa własne relacje z resztą otoczenia, a szczególnie wobec innych ludzi. Osoba taka uważa, że świat funkcjonuje zgodnie z jej mniemaniem, lub że najlepiej by było, gdyby tak funkcjonował, jak ona to postrzega. Efektem tego jest pogląd, iż wszyscy pozostali ludzie powinni postępować tak, jak uważa dana osoba, a szczególnie, że powinni oni postępować w określony sposób (najczęściej korzystny) wobec niej samej. Osoba egocentryczna często obraża i drwi z innych niż swoja opinii, a broni własnej, nawet w sytuacji, gdy ma przeciw niej setki trafnych argumentów.
Ta teoria w 100000% pasuje do mojego byłego narzeczonego.
Ja go traktowałam jak relikwie, świętość, latałam za nim, obchodziłam się jak z jajeczkiem, żeby czasem nie urazić, no i kochałam na maxa. No a on dawał mi jakieś resztki miłości, nie chciał słuchać, gdy mówiłam o moich pragnieniach i potrzebach- podważał je, bo skoro on nie potrzebował tego co ja to nie dopuszczał do siebie i nie wierzył w to, że ja mam takie pragnienia. Obrażał się, gdy zwracałam mu uwagę, i... NIE CHCIAŁ ROZMAWIAĆ. Powtarzał "Ty masz problem to se miej, mnie do tego nie mieszaj, ja chcę mieć spokój", lekceważył gdy prosiłam żeby się pogodzić, kpił, drwił i olewał a ja się poniżałam. Nie wspierał mnie i mną manipulował. Wszystko to widziałam, ale i tak kochałam, tłumaczyłam sama przed sobą i wierzyłam naiwnie, że kiedyś się zmieni, wmawiałam że jest wyjątkowy. Nie poświęcał mi 100% uwagi, nie dawał bliskości w postaci pocałunków, pieszczot dotyku (bardzo rzadko), bo na pierwszym miejscu zawsze były jego przyjemności a ja musiałam to akceptować. Odzywał się rzadko w ciągu dnia i mimo setek próśb żeby zwiększył częstotliwość bo ja tego potrzebuje, to i tak miał to gdzieś, uważał to za dziecinadę i nie traktował moich próśb poważnie. Nie zabierał do kina, czy na kolację (raz, dwa razy do roku) i jak się upomniałam to był oburzony i zły i mówił "to Ty mnie zabierz jak Ci się coś nie podoba". Poza tym twierdził, że skoro mnie kocha, zaręczył się ze mną i chce być ze mną na zawsze to nie powinnam oczekiwać innych dowodów miłości. Liczył się on, jego pasje, jego życie, telewizor, komputer, mecze, treningi. Ja musiałam się do tego wszystkiego dostosować, spotykać kiedy mu pasuje i to ja przychodziłam do niego do domu a on nawet nie raczył wstać i przywitać mnie w drzwiach tylko wołał "otwarte" i siedział na komputerze, nie odwoził mnie też do domu i nie mogłam i tak narzekać, no bo jak to zrobiłam to zostałam ukarana w postaci jego chłodu, nie odzywania się i braku kontaktu. No i to ciągłe obwinianie mnie o wszystko, to szantażysta emocjonalny, bo tylko oni posługują się takim narzędziem jak wpajanie komuś nieustannie poczucia winy. Zawsze podczas kłótni stawiał mnie pod murem, nie chciał rozmawiać, pogodzić się nie chciał, więc pytałam roztrzęsiona "co teraz"?, a on na to "NIE WIEM". Nie wiedziałam wtedy co robić, czułam jakby mnie ktoś dusił, a on siadał, włączał tv, lub śpiewał i grał w tym czasie na gitarze, żeby pokazać mi jak głęboko ma to wszystko w d...e. Nigdy nie wyciągał ręki do zgody, bo to on uważał się za skrzywdzonego i nawet gdy ja przepraszałam to potrzebował kilku dni żeby wróciło wszystko do normalności. Często powtarzał "chciałaś mnie takiego-to masz, skoro przed chwilą nie odpowiadało ci jaki byłem i zwróciłaś mi uwagę to teraz proszę, to twoja wina, ty mnie sprowokowałaś." Kiedy mówiłam mu, że wszyscy ludzie się kłócą, ale po chwili rozmowy się godzą jeśli to była błahostka (a u nas były tylko spięcia o pierdoły), on mi wtedy mówił "jak się z tobą od razu pogodzę to nie będziesz miała żadnej nauczki i za chwilę znowu zwrócisz mi uwagę, muszę być konsekwentny". Swoim lekceważeniem doprowadzał czasem do tego, że chcąc zwrócić jego uwagę zachowywałam się histerycznie,a on śmiał się i mówił "no proszę, krzycz dalej, pokaż na co cię stać, pokaż jak się nie potrafisz kontrolować". Czasem nie wytrzymywałam i mówiłam, że jak tak dalej będzie mnie traktował to oddam pierścionek i odejdę, na co on "proszę bardzo, odejdź, zrób to, ja cie na silę nie trzymam". Uważał że to jest dobre postępowanie, że nie robi nic złego. No ale przy ludziach, znajomych, rodzinie to po prostu IDEAŁ, facet z klasą, wdziękiem, kulturą. Nie mogłam czasem na to patrzeć jak zgrywa dżentelmena przy innych a np chwilę wcześniej gdy byliśmy sami był dla mnie okrutny.
Nie brał pod uwagę tego że ja jako inna istota mogę mieć inne zdanie i inne potrzeby. Mówił, że jest dobrym człowiekiem i nikt nie będzie mu zwracał uwagi o to co robi źle lub czego nie robi.Tresował mnie jak zwierzątko jakieś. Nigdy nie krzyczał, ani nie wyzywał, ale to co robił z moją psychiką było dla mnie torturą. A teraz wszystko zobaczyłam czarno na białym i wzięłam życie w swoje ręce... Miał oczywiści także i plusy, nie jest złym człowiekiem, ale mi nie dał miłości i wszystkich innych rzeczy jakie w związku są podstawą. Po dwóch latach miarka się przebrała. Nie ma możliwości dogadać się z takim człowiekiem, bo on nigdy nie traktuje twojego zdania poważnie, a jak żyć z kimś kto nie odbiera ciebie i twoich oczekiwań na serio. Nie wiedziałam że jest egocentrykiem, ktoś ostatnio tak go nazwał a ja sprawdziłam na necie i jak w mordę strzelił wszystko pasuje. Czułam się niszczona przez niego, ale tak kochałam, że chciałam być pomimo wszystko, ale zrobiłam rozrachunek i stwierdziłam, że tego jest zbyt dużo, że on mnie kiedyś wykończy, że nie warto się tak poświęcać, jeśli ktoś ciebie nie szanuje. On sobie z tego sprawy nie zdaje, on myśli że z nim wszystko ok, że postępuje w porządku, no a jeśli tak myśli to się nie zmieni, bo pierwszym krokiem do zmiany jest uświadomienie sobie swoich błędów, choć to nawet nie błąd tylko jego osobowość, więc nie ma szans na zmianę. Zdecydowałam się na rozstanie mimo iż byłam zaręczona, wyznaczona była data ślubu, zamówiona sala i orkiestra. Uratowałam chyba swoje życie... Teraz trudny okres przede mną, choć narazie dobrze sobie radzę to zapewne przyjdą trudne chwile. Wierzę jednak że los wynagrodzi mi moją odwagę i podaruje kogoś kto będzie mnie kochał, szanował i liczył się ze mną...
A czy ktoś z Was miał do czynienia z egocentrykiem i jak to u Was wyglądało?
#360
Napisano 05 stycznia 2011 - 12:36
Podobne tematy
| Temat | Podsumowanie | Ostatni post | |
|---|---|---|---|
Jakie rośłiny do ogrodu w szeregowcu |
|
|
|
Jak dbacie o twarz |
|
|
|
Jak ustalić numer księgi wieczystej po adresie lub numerze działki? |
|
|
|
Siłownia. Jak sie ubrać? |
|
|
|
Konsolidacja wszystkich rat w jedną niższą – jakie banki warto sprawdzić? |
|
|
Użytkownicy przeglądający ten temat: 0
0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych





















