A moim zdaniem, takie podejście to tak naprawdę brak umiejętności życia z tym, i brak... akceptacji własnego dziecka, niepełne jego kochanie.
No ja wyżej napisałam, że nie umiałabym pokochać takiego dziecka. Tak mi się wydaje. Patrząc na to jak odbieram osoby chore i jakie mam do nich uczucia to myślę, że fakt iż to moje dziecko niczego by we mnie nie zmieniło.
Moja Miśka żyje z wyrokiem podejrzenia pewnej poważnej choroby genetycznej- często myślę, że mam nadzieje, że to nie to. Ale nigdy nie pomyślałam, co by było gdyby w ogóle nie miała tego podejrzenia. Ma i już. To moje dziecko. Z wszystkimi zaletami i wadami. Takie jest i je kocham bez względu na wszystko.
Kiedy byłam w ciąży i czekałam na to USG w 12 tyg. powiedziałam koleżance, że gdyby się nawet teraz okazało, że ma zespól Downa, nie potrafiłabym usunąć, bo już je kocham. Nigdy nie zapomnę jej słów "Wiesz.. małe kotki też sie kocha- to mniej wiecej to samo, bo nie dziecko". Nasze więzi w tej chwili właściwie nie istnieją. Te słowa mnie wtedy bardzo zabolały, zszokowały... Nie wiem nawet jak to określić.
Mam nadzieję, że podejrzenia się nie sprawdzą i córeczka będzie zdrowa.
Tylko wady genetyczne są różne. Niektóre utrudniają życie, ale nie sprawiają, że żyje się w innym świecie, gdzie ktoś jest zawsze uzależniony od innych. I myślę, że inaczej podchodzi się do choroby od razu, a inaczej gdy ma się już kilkuletnie dziecko i ono zachoruje. Tu już niczego nie mogę zmienić. Aczkolwiek trudno mi się przyznać, ale nie wiem czy byłabym w stanie się nim tak samo z miłością zajmować. Niestety.
Nigdy nie powiedziałabym nikomu że zrobił źle/głupio. Nigdy nie powiedziałabym żeby usunął bo to czy tamto. Bo każdy ma swoje życie, sumienie itp. Jeśli koleżanka postanowiłaby urodzić chore dziecko to bym ją wspierała jak bym umiała. I jeśli bym umiała.
Jednak nie mogę oszukiwać samej siebie i nie zmienię tego, że ja bym tak nie umiała. Co nie znaczy, że podziwiam osoby które to potrafią
Wiele rodziców ma chore, niepełnosprawne dzieci. I myślę, że "wegetacja" to ostatnie słowo jakie przyszło by im do głowy opisujac swoje życie.
Może i tak. Nie wiem bo w głowach tych rodziców nigdy nie będę i nie wiem co czują w środku i czy to co mówią jest równe z tym co czują. Dla mnie byłaby to wegetacja dla mnie, a nie mówię, że to wegetacja innych rodzin.
I wiesz chorób i rodzajów niepełnosprawności jest tak dużo, że takie określenie nie jest trafne. Bo ktoś bez ręki też jest niepełnoprawny, ale życie z dzieckiem bez ręki nie jest wegetacją, bo takie dziecko ma tylko pewne trudności, ale psychicznie rozwija się zwyczajnie. Choroba to też wada serca. Ale to nie jest to samo co niepełnoprawne umysłowo.
Może to świadczy o tym, że jestem zimna, niepotrafiąca kochać itp. Możliwe, że dla kogoś będę złą osobą. Ale nie zmienię tego co czuję. I może dlatego nie chcę dzieci, bo wiem że nie umiałabym być prawdziwą matką.