Skocz do zawartości

Babskiswiat.net używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej Rozumiem

Mahjong
Opis: Nieśmiertelna gra. Mahjong html5 online.

2048
Opis: Hit 2014. Prosta, logiczna i niezwykle wciągająca gra 2048.


Saper
Opis: Saper - kto nie zna tej gry...

Zdjęcie

Dziecko z Zespołem Downa


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
27 odpowiedzi w tym temacie

#21 Kala1702

Kala1702
  • Użytkownik
  • 2 113 postów

Napisano 02 listopada 2013 - 10:10

Według mnie każde dziecko jest darem, dla rodzica zawsze będzie wyjątkowe.

 

dokładnie :-) u mnie w domu jest osoba z Zespołem Downa i ja jako małe dziecko dużo czasu spędzałam wśród takich osób i dla każdego rodzica dziecko jest darem. Nie ważne jakie ono jest. Jeśli zaakceptowali od początku fakt choroby to nie myślą co by było gdyby tylko robią wszystko aby to dziecko było szczęśliwe i robią to w ten sam sposób jakby robili to przy zdrowym dziecku.

 

Ja nie wierzę, że można się z tym pogodzić. Można nauczyć się w tym żyć, ale pogodzić?

 

można się pogodzić :-) nauczyć się z tym żyć to to samo moim zdaniem co pogodzić się z tym faktem. Jeśli ktoś się nie pogodzi z tym to nie będzie umiał i z tym żyć. 


"...Nie każda sytuacja, która wydaje się być beznadziejna jest nią w rzeczywistości..."

#22 Riia

Riia
  • Użytkownik
  • 1 901 postów

Napisano 02 listopada 2013 - 10:22

 

można się pogodzić :-) nauczyć się z tym żyć to to samo moim zdaniem co pogodzić się z tym faktem. Jeśli ktoś się nie pogodzi z tym to nie będzie umiał i z tym żyć. 

A widzisz dla mnie co zupełnie co innego "żyć z czymś" a "pogodzić się z czymś". I myślę, że dla mnie byłoby niewykonalnym pogodzenie się z chorobą dziecka - taką chorobą, która odbiera mu zwyczajność/normalność. A że bym z tym żyła, no nie zabiłabym dziecka jakby zachorowało np już po porodzie. Więc taka wegetacja by mnie czekała, ale bym z tym żyła.

I nie umiem sobie wyobrazić by ktokolwiek mógł to zaakceptować i nie chcieć tego zmieniać. Nie wierzę w to. Ale oczywiście mogę się mylić.


Każdy z nas urodził się ateistą


#23 Marzycielka24

Marzycielka24
  • Użytkownik
  • 4 618 postów

Napisano 02 listopada 2013 - 10:32


I nie umiem sobie wyobrazić by ktokolwiek mógł to zaakceptować i nie chcieć tego zmieniać. Nie wierzę w to. Ale oczywiście mogę się mylić.

 

A moim zdaniem, takie podejście to tak naprawdę brak umiejętności życia z tym, i brak... akceptacji własnego dziecka, niepełne jego kochanie.

 

Moja Miśka żyje z wyrokiem podejrzenia pewnej poważnej choroby genetycznej- często myślę, że mam nadzieje, że to nie to. Ale nigdy nie pomyślałam, co by było gdyby w ogóle nie miała tego podejrzenia. Ma i już. To moje dziecko. Z wszystkimi zaletami i wadami. Takie jest i je kocham bez względu na wszystko.

 

Kiedy byłam w ciąży i czekałam na to USG w 12 tyg. powiedziałam koleżance, że gdyby się nawet teraz okazało, że ma zespól Downa, nie potrafiłabym usunąć, bo już je kocham. Nigdy nie zapomnę jej słów "Wiesz.. małe kotki też sie kocha- to mniej wiecej to samo, bo nie dziecko". Nasze więzi w tej chwili właściwie nie istnieją. Te słowa mnie wtedy bardzo zabolały, zszokowały... Nie wiem nawet jak to określić.

 

Co do usuwania- to "tylko" zespół Downa. Dziecko nie jest warzywem z którym brak kontaktu. Które nie ma możliwości stać się choć odrobinę samodzielne. Ma ogromne pokłady miłości, życzliwości.

 

Ja nie oceniam bo i sama nie wiem jakbym postąpiła- bo zapewne potrzebne tu są dużo większe zapasy gotówki, aby takie dziecko miało właściwa opiekę, rehabilitację i naukę.

 

 

 


Więc taka wegetacja by mnie czekała, ale bym z tym żyła.

 

Wiele rodziców ma chore, niepełnosprawne dzieci. I myślę, że "wegetacja" to ostatnie słowo jakie przyszło by im do głowy opisujac swoje życie.



#24 Riia

Riia
  • Użytkownik
  • 1 901 postów

Napisano 02 listopada 2013 - 10:53

A moim zdaniem, takie podejście to tak naprawdę brak umiejętności życia z tym, i brak... akceptacji własnego dziecka, niepełne jego kochanie.

No ja wyżej napisałam, że nie umiałabym pokochać takiego dziecka. Tak mi się wydaje. Patrząc na to jak odbieram osoby chore i jakie mam do nich uczucia to myślę, że fakt iż to moje dziecko niczego by we mnie nie zmieniło. 

 

Moja Miśka żyje z wyrokiem podejrzenia pewnej poważnej choroby genetycznej- często myślę, że mam nadzieje, że to nie to. Ale nigdy nie pomyślałam, co by było gdyby w ogóle nie miała tego podejrzenia. Ma i już. To moje dziecko. Z wszystkimi zaletami i wadami. Takie jest i je kocham bez względu na wszystko.

 

Kiedy byłam w ciąży i czekałam na to USG w 12 tyg. powiedziałam koleżance, że gdyby się nawet teraz okazało, że ma zespól Downa, nie potrafiłabym usunąć, bo już je kocham. Nigdy nie zapomnę jej słów "Wiesz.. małe kotki też sie kocha- to mniej wiecej to samo, bo nie dziecko". Nasze więzi w tej chwili właściwie nie istnieją. Te słowa mnie wtedy bardzo zabolały, zszokowały... Nie wiem nawet jak to określić.

Mam nadzieję, że podejrzenia się nie sprawdzą i córeczka będzie zdrowa.

 

Tylko wady genetyczne są różne. Niektóre utrudniają życie, ale nie sprawiają, że żyje się w innym świecie, gdzie ktoś jest zawsze uzależniony od innych. I myślę, że inaczej podchodzi się do choroby od razu, a inaczej gdy ma się już kilkuletnie dziecko i ono zachoruje. Tu już niczego nie mogę zmienić. Aczkolwiek trudno mi się przyznać, ale nie wiem czy byłabym w stanie się nim tak samo z miłością zajmować. Niestety.

 

Nigdy nie powiedziałabym nikomu że zrobił źle/głupio. Nigdy nie powiedziałabym żeby usunął bo to czy tamto. Bo każdy ma swoje życie, sumienie itp. Jeśli koleżanka postanowiłaby urodzić chore dziecko to bym ją wspierała jak bym umiała. I jeśli bym umiała.

Jednak nie mogę oszukiwać samej siebie i nie zmienię tego, że ja bym tak nie umiała. Co nie znaczy, że podziwiam osoby które to potrafią

 


Wiele rodziców ma chore, niepełnosprawne dzieci. I myślę, że "wegetacja" to ostatnie słowo jakie przyszło by im do głowy opisujac swoje życie.

Może i tak. Nie wiem bo w głowach tych rodziców nigdy nie będę i nie wiem co czują w środku i czy to co mówią jest równe z tym co czują. Dla mnie byłaby to wegetacja dla mnie, a nie mówię, że to wegetacja innych rodzin.

 

I wiesz chorób i rodzajów niepełnosprawności jest tak dużo, że takie określenie nie jest trafne. Bo ktoś bez ręki też jest niepełnoprawny, ale życie z dzieckiem bez ręki nie jest wegetacją, bo takie dziecko ma tylko pewne trudności, ale psychicznie rozwija się zwyczajnie. Choroba to też wada serca. Ale to nie jest to samo co niepełnoprawne umysłowo.

 

Może to świadczy o tym, że jestem zimna, niepotrafiąca kochać itp. Możliwe, że dla kogoś będę złą osobą. Ale nie zmienię tego co czuję. I może dlatego nie chcę dzieci, bo wiem że nie umiałabym być prawdziwą matką.


Każdy z nas urodził się ateistą


#25 Kala1702

Kala1702
  • Użytkownik
  • 2 113 postów

Napisano 02 listopada 2013 - 10:55

która odbiera mu zwyczajność/normalność.

 

to dziecko rodzi się takie i samo dla siebie jest normalne. Ono nie zdaje sobie do końca sprawy z tego że jest inne ( ale to już zależy od stopnia upośledzenia więc nie ma co w te kwestie wnikać) 

Jeśli ktoś mówi że choroba odbiera dziecku zwyczajność czy normalność to mam czasem wrażenie jakby mówił sam o sobie że przez to dziecko ktoś nie będzie mógł normalnie żyć. Bo to nie jest o tyle problem dziecka co rodzica. 

Ostatnio rozmawiałam z młodą matką (25 lat) która w wieku 20 lat urodziła córeczkę z Zespołem Downa. O chorobie wiedziała podczas ciąży. Mówi, że nawet nie pomyślała o aborcji bo jakim prawem ma zabić człowieka? Żeby jemu ulżyć czy sobie? 


"...Nie każda sytuacja, która wydaje się być beznadziejna jest nią w rzeczywistości..."

#26 Riia

Riia
  • Użytkownik
  • 1 901 postów

Napisano 02 listopada 2013 - 11:08

to dziecko rodzi się takie i samo dla siebie jest normalne. Ono nie zdaje sobie do końca sprawy z tego że jest inne ( ale to już zależy od stopnia upośledzenia więc nie ma co w te kwestie wnikać) 

Jeśli ktoś mówi że choroba odbiera dziecku zwyczajność czy normalność to mam czasem wrażenie jakby mówił sam o sobie że przez to dziecko ktoś nie będzie mógł normalnie żyć. Bo to nie jest o tyle problem dziecka co rodzica. 

Ono sobie nie zdaje. Ale to nie ma dla mnie znaczenia tak naprawdę. Bo wszędzie piszę,  że to dla mnie właśnie ma znaczenie. I tak ja bym nie mogła normalnie żyć. I to jest dla mnie największą przeszkodą i problemem.

 

I nie oszukujmy się że taka choroba nie odbiera normalności. Bo odbiera, a to czy ktoś się na to zgadza czy nie to już inna kwestia. Takie dziecko nie będzie żyło normalnie jak inni, nie da sobie rady samo. Przy takiej chorobie będzie funkcjonować z pomocą do końca życia. A to już dla mnie odbiera zwyczajne funkcjonowanie. i nie chodzi o pomoc czysto fizyczną tylko umysłową.

 

Co do aborcji. Jedno urodzą, inni nie. Ale to o niczym nie świadczy i dla mnie nie sprawia że ktoś jest lepszy, a ktoś gorszy. Dla mnie, bo ja rozumiem jedna i drugą decyzję.  A moja decyzja będzie moją, nie uzależnioną od decyzji innych, od słów innych, historii ich życia. Nie zrobię niczego pod presją lub dlatego bo tak wypada czy należy.


Każdy z nas urodził się ateistą


#27 Kala1702

Kala1702
  • Użytkownik
  • 2 113 postów

Napisano 02 listopada 2013 - 11:17

Bo wszędzie piszę,  że to dla mnie właśnie ma znaczenie. I tak ja bym nie mogła normalnie żyć.

 

właśnie mi o to chodziło, że rodzicowi odbiera to w pewnym sensie normalne życie.

 

Ale to o niczym nie świadczy i dla mnie nie sprawia że ktoś jest lepszy, a ktoś gorszy.

 

a ja podziwiam ludzi którzy podejmują się opieki nad takimi osobami i otaczają je opieką. Każdy ma prawo do swojej decyzji czy wychować czy nie  czy usunąć czy nie, ale jednak we mnie osoby wychowujące budzą uznanie i ja postrzegam je lepiej od tych które je usunęły. 


"...Nie każda sytuacja, która wydaje się być beznadziejna jest nią w rzeczywistości..."

#28 AgnieszkaT

AgnieszkaT
  • Użytkownik
  • 3 547 postów

Napisano 14 lutego 2014 - 07:59

Wiecie co, ja do USG zastanawiałam się, co by było gdyby się okazało, że pijawka może mieć Zespół Downa. Czy usunąć? Do końca nie byłam pewna, a mąż nie chciał w ogóle na ten temat rozmawiać. Gdy na USG wyszło, że wszystko jest oki, ulżyło mi. Wczoraj z mężem rozmawialismy, że nawet gdyby okazało się że coś jest nie tak, to nie bylibysmy w stanie pijawki usunąć. Gdy zobaczylismy jak się rusza, skacze, macha rączką.... nie moglibyśmy. Ale od lekarza usłyszelismy wprost, że gdybysmy chcieli, usunąć chore dziecko to możemy zrobić jeszcze jedno badanie (z krwi) aby dokładniej potwierdzić czy pijawka jest zdrowa ale to tylko w tym tygodniu (13 tydzień). Od razu oboje powiedzielismy, że nie ma takiej możliwości. No ale on powiedział, że ma taki obowiązek, i musi nas o tym poinformowac. 







Podobne tematy Collapse

  Temat Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych