Bo co jesli jak juz kiedys pisałam okazałoby sie ze ta osoba była niewinna? a prawdziwy morderca zyje na wolnosci ?
Sajuri, przeceiż nikt nikogo nie skazywałby na śmierć po aresztowaniu, tylko po zapewne barrrrrrrdzo długim procesie i wielu apelacjach.
skad wiemy ( bo ponoc nie mozna mowic " ja siebie znam" ) ze za jakis tam czas nie obudzi sie w nas pewnego rodzaju ...poczucie winy ? ze tak bardzo bylismy za kara smierci, tyle w nas było nienawisci ( co zrozumiałe ) i ....to wszystko nam nie wrociło zycia bliskiej nam osoby.
Pewnie, że nic nam nie wróci. Ale sadze, że poczucia winy nie byłoby. Codziennie taki człowiek, który stracił kogoś bliskiego będzie się zastanawiał, jakby to teraz było, ile by miał lat, czy był by szczęśliwy...
o z rodzina tego mordcercy ? zona? matka ? tak wiem, w danym momencie gdy stracimy kogos nie obchodzi na cierpienie innych.( a juz szczegolni erodizny mordercy)
No fakt nie obchodzi, gdyby mi ktoś zabił męża, dziecko za 20 zeta- sorry miałabym w głębokim poważaniu uczucia jego najbliższych. Bo takich bandytów nie możnanawet ludźmi nazwać...
TYlko co jesli kiedys bedzie nam trudno zyc ze swiadomoscia ze skazalismy kogos na kare smierci
To nie my skazujemy :->
Mysle ze niczego pewnym byc nie mozemy...ani na 100% ze jestesmy przeciw karze, ani ze na 100% jestesmy za nią
Wybacz, jestem pewna. Że jestem za karą śmierci w określonych przypadkach, w momencie, kiedy nie ma szans na resocjalizacje, a czyn był wyjątkowo okrutny i brutalny.
Sajuri, mam wrażenie, że Ty uważasz, ze karą śmierci karałoby się ludzi za kradzież batonika...

I chociaż zaraz powiesz, ze gdyby była wprowadzona, do takiego paradoksu mogłoby dojść- uwierz ten argument też do mnie nie przemówi, bo jest wymyślany na siłę