A my mamy problem. Od wczorajszej nocy mały gorączkuje, ale nic poza tym mu nie jest. Dziąsła też nie są jakiś szczególnie nabrzmiałe żeby miał to być ząbek. Zdarza się że krzyczy w niebogłosy i za nic nie mogę go uspokoić. I nie wiem czy iść do lekarza bo co mu powiem jak żadnych objawów nie ma? Podobno po trzech dniach dopiero się idzie do lekarza, zgłupiałam. I nawet teraz jak zasnął słyszę ten jego krzyk w uszach, a nie potrafię mu pomóc
Ciężko stwierdzić. Może jednak to ząbek. To co, ze po dziąsłach nie widać ale ząbki, które mają "zamiar" wychodzić dają znak o sobie już sporo wcześniej. Mój Synek zaczął się ślinić i wariować około 3 miesiąca, a pierwszy ząbek pojawił się w 5 miesiącu. Fakt, gorączki nie miał ale za to szalał jak nie wiem 
A tak ku przestrodze szczepienia na odrę świnkę i różyczkę (MMR) około 13 miesiąca!
Synek był szczepiony na to 29 lipca (wtorek). Był upał. Dzień wcvześniej Synek miał gorączkę, podałam Mu Nurofen więc Go nie zaszczepili bo nie wiadomo skąd ta gorączka. We wtorek gorączki już nie miał ale robił rzadsze kupki i częściej (biegunka to raczej nie była) ale lekarz stwierdził, że to przez upały i ząbki. obadał jako tako dziecko (bo profesjonalnym badaniem nazwać tego nie mogę
) i wyraził zgodę na szczepienie. Wszystko łądnie pięknie, Synek nawet nie jęknął. Jakoś to szczepienie zniósł.... Do soboty... Wróciłam z Małym koło 11 do domu. już na podwórku zachowywał się dziwnie, wpadł w szał jak nigdy dotąd. Zdziwiło mnie to no ale to dziecko, mogło mu coś odbić- nie spodobało się coś i się zdenerwował albo nie wiem. Poszłam z Nim do domu i Mały strasznie krzyczał jak zamykałam drzwi na dół (my zazwyczaj wchodzimy przez garaż, piwnicę i potem na parter) to strasznie się ze mną szamotał co bym tych drzwi nie zamykała. Nie chciał zostać w domu. Poszłam do kuchni coś do jedzenia przygotować, a On zaczął biegać, krzyczeć, jakby nie wiedział co ze sobą zrobić. położył mi się w kuchni na płytkach i tak krzyczał jak nie wiem. podniosłam Go mówiąc "Synku co ty robisz?", położył się drugi raz. i tu już nie pamiętam czy z kuchni przyszłam z Nim na rękach do pokoju czy w pokoju wzięłam Go na ręce. pamiętam jedynie jak wyciągnął do mnie rączki mówiąc błagalnie MAMA, tak jakby czuł, że za chwilę coś się z Nim stanie. po wzięciu na ręce on w pewnym momencie odgiął mi się do tyłu. Myślałam, że to norma jak zwykle bo często tak robił dla "zabawy"
Ja znowu mówię do Niego aby się nie wygłupiał bo sobie krzywdę zrobi. Ale wyczułam, że zesztywniał, ja Go podnoszę, a On drży (to raczej nie były do końca drgawki tylko tak jakby odrobinę trząsł się z zimna, coś takiego), oczy na wpół już wywrócone, buźka delikatnie skrzywiona i gęsta ślina zaczęła Mu cieknąć, do tego ledwo co oddychał (ciężko łapiąc powietrze). Ja cała struchlałam i przyznaję, nie zachowałam zimnej krwi jako matka bo naprawdę się wystraszyłam, od razu czarne myśli, że umrze 
Odwróciłam Go brzuchem do dołu i zaczęłam ostukiwać bo może się zadławił, później położyłam Go na boku, nic, żadnej reakcji, cały sztywny. Wiedziałam, ze teść i szwagier są na podwórku więc szybko wzięłam Małego na ręce, wybiegłam i zaczęłam krzyczeć aby dzwonili na pogotowie bo z Małym coś się dzieje. Szwagier szybko podbiegł, wziął S i zrobił to samo co ja- ostukiwanie ale też wsadził Mu paluchy do buzi bo może czymś Mały się dławił. Mały zaczął drżeć jeszcze bardziej więc akurat był znajomy ze wsi to szybko kazał nam wsiadać w samochód i na pogotowie, które mamy 0,5km od nas. No i szczęście w nieszczęściu, że akurat był znajomy autem bo tak to żadnego auta akurat tego dnia nie było na podwórku
Dziewczyny! Najgorsze minuty mojego życia! Synek przestawał oddychać, zrobił się wiotki, serce ustawało. Szwagier zrobił Mu sztuczne oddychanie, dmuchnął 2 razy i Synek załapał mocno powietrza, całą piersią. Synek był po tym wszystkim na pogotowiu strasznie osowiały, drętwy, jakby ktoś Go wybudził w środku nocy, do tego strasznie rozdrażniony. Ja płakałam
Oczywiście na pogotowiu też za bardzo nie byli za tym aby to był NOP
I szczerze przyznam, że gdyby nie szwagier moje dziecko by nie przeżyło. Szwagier twierdzi, że jak wpakował Mu palce drugi raz w aucie to miał wrażenie jakby coś popchnął dalej w tym przełyku
Czyli przy okazji mojemu Synkowi mógł stanąć banan i przez to się dusił (jadł go w drodze powrotnej, ale ja Mu dawałam, nie to, że jadł sam). Pogotowie zabrało nas na SOR i tam wszystko od nowa- jak to wszystko wyglądało, moje gadanie co do NOP jak zwykle nic nie dało bo "za długi czas od szczepienia" 
Później na oddziale kłucie, badania, wenflon, a do tego to co najgorsze- przeraźliwy płacz mojego dziecka
Płakałam razem z Nim
Było mi niedobrze aż w końcu ze stresu
Przez parę dni męczyły mnie mdłości, zresztą do tej pory mnie męczą. Stres robi swoje 
Pierwsze dnie noce nie spałam wcale obserwując Małego czy aby nic się nie dzieje.
W poniedziałek miał RTG płuc i okazało się, ze ma zapelenie, które musiało być już wcześniej, znaczy rozwijać się czego lekarz badający przed szczepieniem nie zauważył.
Później Synek dostał biegunki, okazało się, że to rotawirus, który też już wcześniej się rozwijał bo Synek robił rzadsze kupki ale nie tak czesto aby uznać to za biegunkę- ale lekarz mimo to zaszczepił
Około piątku Synek dostał jakiejś wysypki (a takowa pojawia się około 5 dnia od szczepienia na MMR jako skutek uboczny) 
Jednym słowem lekarz zaszczepił mi dziecko z infekcjami i z tego powodu mogły wystąpić takie komplikacje
Także jeśli wasze dzieci będą miały gorączkę przed szczepieniem albo coś Was będzie niepokoić to nie szczepcie przez najbliższe 2 tygodnie nawet jesli lekarz stwierdzi, ze nie widzi przeciwskazań. Ja lekarzowi zaufałam i teraz żałuję
Moje dziecko mało życia nie straciło 
Jutro mamy wizytę umówioną przez nasz szpital, u neurologa dziecięcego w Łodzi. boję się strasznie diagnozy