Oczywiście,że wierzę...ale czy tak będzie...czas pokaże.Poznałam swojego mężulka 30lat temu,miłość wybuchła ogromna,miałam 15lat on 16.Po dwóch latach tzw.chodzenia...ups...bach...ciąża i ślub.Rodzice załamywali ręce i nie wróżyli przyszłości,odradzali ślub...ale my uparci jak osły wywarliśmy presję na staruszkach(wtedy 40-paro-latkach) i poszli z nami do sądu po pozwolenie na ślub...wtedy musiałbyć najpierw cywilny a potem kościelny.Sąd musiał pozwolić bo my nieletni do ślubu byliśmy(ja 17lat zamiast 18 a D. 18lat zamiast 21).Potem ślub cywilny się odbył i zamieszkaliśmy razem z moimi rodzicami(czego nie polecam ,róznice pokolen),pare m-cy później urodziłam syna a rok później zabrali mi męża do wojska...kiedyś facet musiał przejsc wojsko(chyba,ze chory albo nie teges...
)
Po wojsku czyli po1,5roku,bo drugi synus sie zdążył urodzić
ślub kościelny i wyprowadzka na swoje w opolskie klimaty(z dolnośląskich klimatów) i tak małżeństwo trwa,miłość kwitnie chociaż dziś to trochę inna miłość,dojrzała,mądrzejsza,bez uniesień.Oczywiście,że,aby kwitła miłość musi czasem zagrzmieć w związku i wiatr też musi zawiać a zamiast miodu i łyżka dziegciu potrzebna.Ale wszystko to do jednego kotła idzie a do tego jeszcze potrzeba trochę szacunku,tolerancji dla inności partnera,akceptacji jego wad(cóż,któż ich nie ma?)W tej całej miłości i trzecie dziecko przyszło do nas,takie zaplanowane(synowie to wpadki ale jakżesz cudowne) i dziewczynka!
I jak tu nie wierzyć w wieczną miłość do grobowej deski???No jak??
A cały myk polega na tym,żeby jedno było mądrzejsze od drugiego i poszło czasem na ustępstwa i kompromisy,niech sobie PAN myśli,że wszystkim rządzi i zawiaduje.... 
A i tak GO kocham...ON mnie też...co odczuwam każdego dnia...naprawdę,dziś na przykład dostałam malutki liścik,był pod poduszką a w nim tylko dwa słowa. 