Problem dotyczy nie męża, a mnie.
Od jakiegoś czasu zastanawiam się, co się dzieje. Nie mam ochoty na czułości. Gdy Mały już spi , jedyną rzeczą o której myśle to po prostu sen.
Seks przestał dla mnie istnieć, wystarczy mi przytulenie się do męża, jakieś całusy... nie wiem co się stało 
Gdy mąż próbuje mnie jakoś rozkręcić, to na mnie nic nie działa. Kiedyś, to po prostu już na początku mogłam odlecieć.
Nie wiem czy to po prostu zmęczenie? czy co? Ciężko mi troche z tym, bo tak rzadko się kochamy, że już czasem po prostu sobie myśle.." no dobra, już tak dawno nic nie było, to się jakoś przełamie i wytrzymam"... wiem to okropne.
Mąż nigdy nie naciska, stara się rozumieć. Rozmawialismy o tym tyle razy, próbował różnych sposóbów, ale też nie chce mu robić przykrości i powiedzieć ,że to nic na mnie nie działa. Chociaż już mu kiedys powiedziałam, że nie mogę się jakoś pobudzić, i że to co robi to nic nie daje
i ciągle myśle o czyms innym 
Jak to jest mamuśki z Wami? Też na pewno jesteście po całym dniu zmęczone, ale czy to wpływa na wasze relacje łózkowe?
Jak to zmienić? Przecież nie wyśle syna na dzien i noc do rodziców, a nawet jeśli to i tak moje myśli krążyły by wokół niego.
Sam K , zauważył, że nie potrafie się rozluźnić , że ciągle jestem spięta, brak mi energi, tego co miałam kiedyś.
Może to też troche chodzi, że nie mam takiego ciała jak kiedyś ,i mimo zapewnien męża , że wyglądam super, to i tak źle mi jest z moim brzuchem, na którym widze rozstępy, z moją raną po cięciu, która czasem jeszcze ciągnie...
Złapałam się sama na tym, że jak już do czegoś dojdzie to ciągle mówie mężowi: tak nie rób, tak mnie boli, tu nie , uważaj na rane

nie wiem czasem jak on ze mną wytrzymuje.
Chce to zmienić , tylko jak?
Jak mam się przełamać i co zrobić, żeby po prostu chcieć z samej siebie?
Jak odkopać to co było przed narodzinami syna?