Przez trzy lata spotykałam się moim już byłym facetem. Poznaliśmy się na studiach, on bardzo o mnie zabiegał, bardzo się starał, kupował kwiaty, prezenty, robił wszystko, zeby mi zaimponować. Dość szybko powiedział mi, że mnie kocha, tylko że ja wtedy go nie kochałam. Lubiłam spędzać z nim czas, dbał o mnie jak nikt inny, ale nie czułam tege. Powiedziałam mu jak jest, że może nogdy nie usłyszeć ode mnie tego, ze go kocham, chciałam to zakończyć, ale on mówił, ze to jestem tą jedyną, że to jest ta miłość i że ja też to dostrzegę tylko, zebym się postarała. Potem dowiedziałam się o nim pewnych niefajnych rzeczy i już ostatecznie chciałam to zakończyć, robiłam wszystko, mówiłam jak jest, że nie możemy być razem, że to nie ma sensu, przez to wiele razy go zraniłam. Ale on był nieugiety, no i stało się zaczęłąm coś do niego czuć, on jednak mi powiedział, że w nim to uczucie już wygasło. Ale zawalczyłam, powiedział, ze będzie dobrze, że spróbujemy, tylko, ze w ogóle się nie starał. Raczej był bardzo obojętny, ignorował moje wiadomości, zaczeliśmy się coraz rzadziej widywać, a im bardziej to robił tym bardziej mi zależało. Powiedziałam mu, ze czuję się samotna, że brakuje mi go, że zrobił się taki obcy. Nic na to nie powiedział. Chciałam się potem spotkać i porozmawiać, ale nie miał czasu. Nie wytrzymałam i przy najbliższym spotkaniu wykrzyczałam mu wszystko płaczać i wiecie co - nie zareagował. Cisza z jego strony była tak dobijająca ze wyszłam. Nie zatrzymał mnie, chciałalam się jeszcze raz spotkać, ale też nic. W zasadzie rostaliśmy się przez sms. wyliczył mi wszystkie złe rzeczy jakie mu zrobiłam. Teraz nie mogę się pozbierać, ciągle płacze i rozpamiętuję, boję się, ze przez swoją głupotę straciłam coś wyjątkowego, bo wtedy kiedy on bardzo chciał ja nie chciałam
jak poradzić sobie z trudnym rozstaniem? Ja nie potrafię...
#1
Napisano 28 listopada 2016 - 18:51
#2
Napisano 29 listopada 2016 - 14:45
Bardzo dramatycznie, ale dziwisz mu się? Tyle czasu zabiegał, a Ty go miałaś gdzieś wbijając kolejne szpile. Aż w końcu mu przeszło, każdemu w końcu przejdzie. Czasu nie cofniesz, lepiej się z tym pogódź.
#3
Napisano 12 grudnia 2016 - 20:20
z tego co piszesz to nie ma w tym facecie nic wyjątkowego.
oję się, ze przez swoją głupotę straciłam coś wyjątkowego, bo wtedy kiedy on bardzo chciał ja nie chciałam
to zabrzmi moze smutno , ale sa tacy którzy lubią gonić zajączka a jak złapią to tracą zainteresowanie.
ostatnio na jednym z blogów przeczytałam taki tekst , nazwy blogu nie podam by nie reklamowac .tekst trafia w sedno.
błogosławieni, którzy nigdy nie doświadczyli dramatu rozstania. Cieszcie się i weselcie, bo ominęło Was jedno z najbardziej bolesnych doświadczeń, które dotyka przystępujących do ryzykownej gry w miłość i związki. To najważniejsza gra naszego życia. Warta świeczki, bo stawką jest szczęście. I dlatego, jak prawdziwi hazardziści, w każdym nowym związku stawiamy wszystko na jedną kartę. Całą miłość i zaufanie, marzenia i nadzieje. Wizję wspólnej przyszłości w ślicznym domku z ogródkiem i psem. Nie jesteśmy rozsądni, prawdę mówiąc jesteśmy nawet trochę szaleni. Lecz w szaleństwie tym w pełni usprawiedliwieni. Bo tylko przy pełnym zaangażowaniu możemy wygrać pełne szczęście. Czasem jednak dostajemy od życia bardzo złe karty. Przegrywamy, a wraz w przegraną tracimy wszystko. I zanim do nas dotrze, że tak jest lepiej, że trzeba po prostu poczekać na nowe rozdanie, by znów zagrać o miłość – cierpimy. Bo właśnie zawalił się nasz świat. Pragniemy wtedy zapomnienia, jak narkotyku, który znieczula po wstrzyknięciu w żyłę.Ale zapomnienie to nie opium. To wolność, która wymaga czasu i ciężkiej pracy.
wybacz sobie głupotę
Każdy internetowy poradnik powie Ci: zerwij wszelki możliwy kontakt po rozstaniu. Nie wysyłaj wiadomości i nie dzwoń. Nie czekaj aż on się odezwie. Najlepiej wykasuj jego numer telefonu. Przestań podglądać go na Facebooku. Nie pojawiaj się przypadkiem tam, gdzie on pojawi się na pewno. Krótko mówiąc – oszczędź sobie cierpienia, w które pakujesz się na własne życzenie. Każdy internetowy poradnik będzie miał rację.
Szkoda tylko, że prawie nikt z nas zaraz po rozstaniu nie jest rozsądną osobą, która słucha rozsądnych rad. Te pierwsze chwile to okres, w którym wciąż jeszcze miotamy się na smyczy silnej więzi z osobą, która odeszła. To często ciągle jeszcze jest miłość, co prawda skazana na śmierć, ale przez jakiś czas jeszcze żywa. Ciągnie nas do tego, co znamy, kierujemy się ciekawością, obsesją, przyzwyczajeniem, nie do końca przyjmujemy do wiadomości, że coś się skończyło.
Nieuchronnie popełniamy więc w tym okresie błędy. Dajmy sobie do nich prawo. Nie chodzi o to, żeby pozwalać na każdą głupotę, jaka przyjdzie nam do głowy, ale żeby wybaczyć sobie te, które już się wydarzyły. Okres po rozstaniu to czas, w którym nikt z nas nie jest jeszcze do końca sobą. Czujemy się wtedy najsilniej zranieni… ale również ranimy samych siebie bolesnymi oskarżeniami. To wtedy odżywają nasze kompleksy, na łeb na szyję leci poczucie naszej własnej wartości. I dlatego każdy wysłany sms będzie dodatkowym powodem, żeby myśleć o sobie w kategoriach ostatniej szmaty.
Prawda jednak jest taka, że to ile głupot popełnisz zaraz po rozstaniu nie ma większego znaczenia. I tak w końcu staniesz przed koniecznością spojrzenia z dystansu na cały ten związek i swoje w nim zachowania. Spojrzenie to powinno prowadzić do wybaczenia, może nie od razu, ale pewnej perspektywie czasu. Wybaczenia przede wszystkim sobie. Tym, co najsilniej trzyma nas myślami w martwym związku, jest wstyd i żal z powodu tego co nam zrobiono i tego, co sami zrobiliśmy. Niezależnie od ogromu zranień i popełnionych błędów warto w końcu odzyskać do siebie szacunek. Pewnych rzeczy nie da się niestety wymazać gumką, ale można je zaakceptować i zrozumieć.
wyobraźnia może zabić
Umysł ludzki tak jest skonstruowany, że ze wszystkich sił broni się przed pustką i ciszą. (Choć paradoksalnie cisza jest dla niego uzdrawiająca.) Po rozstaniu z osobą, która do tej pory wypełniała nasze życie, tego właśnie robi się najwięcej: pustki i ciszy. Podczas gdy ciało tęskni za dotykiem i pocałunkami, umysł chciałby wciąż jeszcze kłócić się i rozmawiać, cały czas być w kontakcie z osobą, po której ta pustka powstała. Ból po rozstaniu to czas, w którym chcemy jak najmniej przebywać w teraźniejszości. Ponieważ tu i teraz boli najbardziej. Uciekamy więc. Żyjemy zawieszeni pomiędzy wspomnieniami, a wyobraźnią, pomiędzy tym co już było, a tym, co nigdy nie nastąpi.
Wspomnienia mogą boleć, zarówno te dobre, jak i złe. Jednak przeważnie są szczere. Opowiadają prawdę o związku, który się skończył. Nic już z nimi nie zrobimy. Ale od czego jest wyobraźnia? Gdybyśmy ograniczyli się tylko do wspominania, prawdopodobnie cierpienie po rozstaniu byłoby o połowę mniejsze i minęło o połowę szybciej. Nasz twórczy umysł zapełnia jednak pustkę dziesiątkami scen i rozmów, które nigdy się nie wydarzyły. Fałszywych scen, które generują żywe i bolesne emocje. Żyjąc w takiej iluzji szybko tracimy z oczu to, co naprawdę się stało. Tworzymy własną historię, z własną tragiczną postacią w roli głównej. Najbardziej niebezpieczne jest to, że wyobrażenia każą nam wciąż na nowo przeżywać bolesne emocje. Scena kłótni, którą sobie konstruujemy, mogła nigdy się nie odbyć, ale złość jaką podczas niej czujemy jest jak najbardziej prawdziwa. Nasz organizm reaguje na taki stres równie mocno jak na prawdziwe bodźce.
Nie jest łatwo poradzić sobie z żywiołem wyobraźni. Zwłaszcza kobietom, które mają skłonności do analizowana i szukania drugiego dna tam, gdzie go nie było. Strumień myśli musi mieć swój kształt i cel, inaczej będzie błąkał się jak oszalały po linii najmniejszego oporu. Raczej nie uda Ci się postawić mu tamy. Możesz spróbować śledzić jego bieg, jeśli potrafisz medytować. Możesz nadać mu kształt pracą, twórczością, rozmowami i snuciem planów. Możesz go na chwilę ominąć, zagłębiając się w lekturę albo sen. W każdym wypadku zapomnienie wymaga Twojego aktywnego działania. Wyobraźnia, pozostawiona sama sobie, oddala je od Ciebie.
czas nie leczy ran
Myślę, że stąd wzięły się mity o tej jedynej miłości na całe życie, która nigdy nie umiera do końca. Bo owszem są takie związki, które trwają latami w umyśle i wyobraźni tego, kto wciąż kocha i nie potrafi zapomnieć. Lub też zapomnieć nie chce. Są więzi, których nikt nie chciał przeciąć, wspomnienia, którym nie pozwolono odejść. Idea nieśmiertelnej miłości, jakkolwiek romantyczna, ma jedną ciemną stronę: jeśli jest niespełniona, staje się balastem na całe życie.
Czas może być wspaniałym lekarzem i nauczycielem. Jednak musi mieć chętnego do współpracy ucznia.Dobrze jest pozwolić mu działać, jednak trzeba też wiedzieć, że on sam za nas wszystkiego nie dokona. Najcenniejszą rzeczą, którą zyskujemy wraz z upływem czasu jest perspektywa. Ona oczyszcza szkła naszych okularów i zdejmuje filtry, które zniekształciły postrzeganie wydarzeń. Spojrzenie z perspektywy czasu na związek, osobę którą kochaliśmy i na rozstanie może pomóc nam zrozumieć i zapomnieć. Może, ale nie musi.
Czas stwarza dystans i przestrzeń, dzięki którym możemy podejmować spokojne decyzje. Decyzję o wybaczeniu osobie, która nas skrzywdziła. O wybaczeniu samemu sobie. Decyzję o zajęciu się czymś, co uciszy wyobraźnię. O wyrzuceniu pamiątek, wyruszeniu w podróż, zaproszeniu kogoś na randkę. Czas jest o tyle łaskawy, że powala nam na etapy, możemy dorastać do pewnych decyzji i powoli zostawiać przeszłość za sobą.
Nic się jednak nie wydarzy, jeśli niczego z siebie nie damy. Możemy biernie czekać aż rany się zagoją, ale wtedy pozostanie w nich cały brud i piasek, przez który wciąż na na nowo otwierają się i krwawią. Oczyszczenie ich jest naszym zadaniem. Wówczas czas z całą pewnością zrobi swoje. Niespełnione miłości, te rozpamiętywane latami, są jak blizny, które powstały z ciągle rozdrapywanych ran.
kochać wiele razy
Gdybym miała szansę powiedzieć tylko jedną rzecz osobie ze złamanym sercem, powiedziałabym: pamiętaj, że możesz w życiu kochać wiele razy. Jeżeli jesteś w miarę zdrowym i uporządkowanym człowiekiem, możesz kochać wielokrotnie, za każdym razem kochając całym sercem. Wiara w miłość jest pierwszą ofiarą nieudanego związku. A przekonanie, że oto straciliśmy jedyną na świecie osobę, z którą możliwe było szczęście – przyczyną największej rozpaczy.
Mamy gdzieś w głowach wszystkie te mity o pierwszej i jedynie prawdziwej miłości, która nigdy nie przemija. Wierzymy w idealne dopasowanie stworzonych dla siebie połówek, które nigdy już się nie powtórzy. Lecz prawda jest taka, że nie zastanawiamy się nad tym wszystkim będąc w stabilnym związku. Przekonania te ożywają i zaczynają nas dręczyć, gdy tracimy miłość i zmagamy się z samotnością. Tak jak opowieści o duchach, które robią się straszne dopiero wtedy, gdy w pokoju gaśnie światło. Smutek po rozstaniu jest taką właśnie ciemnością.
A tymczasem każdy człowiek może szczęśliwe kochać wiele razy. Nie ma powodu, abyś to właśnie Ty był tą jedyną, okrutnie pokrzywdzoną przez los istotą, której serce wyładowało się już przy pierwszym użyciu. I z braku zapasowych baterii nadaje się tylko na złom. Nie istnieje również powód, aby uparcie trwać nadzieją przy osobie, która odeszła. Bo nie jest prawdą że w jej rękach znajduje się Twój życiowy talon na szczęście. Prawda jest taka że zawsze i wszędzie trzymasz go w swoich dłoniach.
Gdy tracisz miłość po raz pierwszy, masz prawo w to wszystko nie wierzyć. Masz prawo troszeczkę umrzeć, by pogrzebać w sobie naiwne złudzenia. Ale gdy już przełkniesz ten gorzki cukierek i mimo tego ocalisz w sobie wiarę w miłość – zyskujesz ogromną wolność. To jak szczepionka na całe życie, po której możesz ryzykować, bo jesteś odporny na zgorzknienie.
Nie wierzę w internetowe porady instant, które podadzą Ci na tacy błyskotliwy sposób poradzenia sobie z niespełnioną miłością. To za każdym razem wymaga ładnego kawałka czasu i niemałego wysiłku. Jednak wierzę, że dobrze jest pewne rzeczy rozumieć i wiedzieć skąd się biorą. To sprawia, że przestajemy być tak straszliwie bezbronni wobec cierpienia.
Życzę Ci, aby nigdy nie przydało Ci się to, co tu przeczytałeś. A jeśli już musi – niech uczyni Cię silniejszym. Rozstania należą do tych życiowych wydarzeń, które rzadko zabijają. A to, co nie zabija naprawdę może wzmocnić. Jeśli tylko nie pozwolisz, aby Cię zniszczyło.
czemu mi dałeś wiarę w cud
a potem odebrałaś wszystko
#4
Napisano 20 grudnia 2016 - 14:38
Myślę, że po prostu musisz jakoś to przeżyć... facet długo sie starał, ale to sie kiedyś musiało skończyć. Przechodzi to każda "księżniczka nie do zdobycia" ![]()
#5
Napisano 06 czerwca 2017 - 11:46
każde rozstanie wymaga czasu, potrzeba cierpliwości i właśnie czasu aby ze wszystkim się oswoić.
Podobne tematy
| Temat | Podsumowanie | Ostatni post | |
|---|---|---|---|
Zakup nieruchomości |
|
|
|
Pakowanie produktów |
|
|
|
Pakowanie produktów w sklepie online |
|
|
|
Jak dbacie o twarz |
|
|
|
Jak ustalić numer księgi wieczystej po adresie lub numerze działki? |
|
|
Użytkownicy przeglądający ten temat: 0
0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych















