Miałam kiedyś chłopaka chorego na raka, przykro było patrzeć jak umiera, jednak nie opuściłam go w tych ciężkich dniach choroby. Poznałam go już chorego (jak byłam nastolatką), więc wiedziałam co nas czeka. Było o tyle ciężko, że on nie chciał, żebym patrzyła na jego chorobę i śmierć. Jednak nie poddawałam się i walczyłam o swoje miejsce przy nim, żeby mnie nie wyparł. Udało się. Z każdym dniem wiedziałam, że może być ostatni, więc jakby stopniowo się prygotowywałam do najgorszego. Gdy to nastąpiło, było źle, jednak wiem, że tak miało być. Teraz miło wspominam ten okres. Dużo się od siebie nauczyliśmy, znajomi trwali przy nas ciągle, nie opuszczając w chwilach słabości. To piękne móc liczyć na kogoś, móc komuś pomóc i wiedzieć, że kiedyś ktoś Ci pomoże. Piękne są dni, kiedy walczy się każdego dnia o więcej uśmiechu i więcej siły i kiedy to wychodzi. Kiedy robi się krok do przodu, potem do tyłu i znów do przodu. Wiele się człowiek uczy. Jest mocniejszy, mimo przeciwności losu. Obecnie trwam przy miłych wsponieniach i nie myślę nigdy o tym jak było źle, bo przecież dużo więcej jest tych miłych rzeczy dookoła nas!!
btw, to przecież każdy z nas jest w jakimś stopniu "ułomny", coś mu dolega, czegoś nie umie, więc nie uważam, żeby należało odgraniczać ludzi na bardziej dysfunkcyjnych lub mniej dysfunkcyjnych. Ja mam problemy z kośćmi, jestem alergikiem i umieram na wiosnę, do tego nery chore i inne, ktoś ma depresję, ale zdrowotnych problemów nie ma, kto inny nadużywa alkoholu, inny nie umie liczyć, nie zna gramatyki itp. Każdemu coś dolega, ale za ludzie są tak wspaniali - bo każdy inny
(niepoprawna optymistka kochająca życie ponad życie! szaleję za ludźmi

)