Dzień dobry 
Ja jeszcze w łóżku, ale zaraz muszę się zbierać na zakupy, bo lodówka świecie pustkami, a bratowa zapowiedziała wizytę w ramach zapobiegania mojej nudzie. I dobrze, kochana jest. 
Pogoda się chrzani, szaro buro za oknem, to i chęci do życia jakoś mało.
Jakoś ciężko ostatnio u nas w okolicy z mieszkaniami, takimi, które by nas zadowoliły
Znam to bardzo dobrze.
Niby mieszkań jest dużo, a jak się chce coś wybrać, to nie ma z czego.
W końcu się trafi to jedno jedyne. 
stwierdził, że sam coś przygotuje i przynajmniej nie będzie tłumów
Mój ulubiony sposób na spędzanie tego dnia. Uwielbiam wychodzić "do ludzi", ale tych walentynowych dzikich tłumów nie znoszę. Dla mnie takie wyjście to męczarnia. My w tym roku pewnie jak zwykle w domu i pewnie tym razem to ja coś będę musiała przygotować na wieczór, bo w zeszłym roku było na odwrót. 
Poprzednią noc budził się trzy razy i za każdym wył albo marudził dobrą godzinę.
Możesz mi go podrzucić, bo ja też w nocy się budzę i szczęścia szukam. Może byśmy się z Antosiem dogadali. 
A serio to zdrówka dla Młodego życzę.
oszczędzaj się i korzystaj z tego czasu wolnego
Szybko można się do dobrego przyzwyczaić. Pierwsze 2-3 dni zwolnienie to był dla mnie koszmar. Miałam ochotę leżeć i wyć, że nie mam nic do roboty. Teraz przyzwyczaiłam się i bardzo doceniam, że mogę w dzień odespać nieprzespane noce, jak mnie boli brzuch to odpocząć, nie muszę nigdzie gnać, ani wybiegać między pacjentami na szybko do toalety, bo mi się zrobiło niedobrze. Naprawdę doceniam.
I nawet zaczynam żałować, że już za tydzień wracam do pracy. Myślę, że dla dzidziusia też jest lepiej, kiedy jestem w domu - niczym niezestresowana i wypoczęta. 