Rozstanie
#1
Napisano 25 września 2007 - 09:47
#2
Napisano 25 września 2007 - 10:06
#3
Napisano 25 września 2007 - 13:53
Teraz przyszła kolej na mnie..
Z tym,ze u mnie to juz raczej nie kryzys a koniec.. Czuje się fatalnie.. Własciwie koszmarnie.. Nie będę Was zanudzać historią. Chciałam tylko powiedzieć to komuś..i tyle.
nas nie zanudzasz na pewno!
jeśli potrzebujesz się wygadać to wal śmiało!
#4
Napisano 25 września 2007 - 17:31
Muszę sobie to wszystko jakoś poukładać.. Na razie pomilczę
#5
Napisano 25 września 2007 - 17:37
#6
Napisano 27 września 2007 - 10:02
wiec jesli tylko bedziesz miala na to ochote to na pewno cie wysluchamy
#7
Napisano 30 września 2007 - 11:56
Właściwie powinnam zacząć od mojej przeszłości. Mam 31 lat, za sobą małżeństwo i syna. Dość sporo w życiu przeszłam. Rozstanie z mężem, poważne choroby dziecka i jego szpitale.. Z wszystkimi problemami byłam sama ponieważ ex wyprowadzając się z domu przestał interesować się losem dziecka. Gdzieś tam głęboko zapadły we mnie choroby syna.. Mieszkanie w szpitalach etc. W efekcie byłam cieniem człowieka. Przez jakiś czas walczyłam z nerwicą lękową, która uniemożliwiała mi normalne funkcjonowanie, normalne życie (dla niewtajemniczonych nerwica lękowa to najprościej reakcja organizmu na długie przebywanie w ciągłym stresie..u mnie był napadowy lęk, wszelkiego rodzaju bóle, pobyty w szpitalach z podejrzeniem np.udarów,wylewów, zapalenia opon mózgowych - stąd admin forum nerwicy lękowej)
Z czasem wszystko się ułożyło. Syn był zdrowy a ja przywykłam do tego,co zwykle kojarzone jest z z nie najlepszą sytuacją życiową - rozwalona rodzina i duet wyłącznie z dzieckiem. Było całkiem dobrze. Zylismy sobie spokojnie i mieliśmy sporo radości.
W międzyczasie pojawiały się jakieś "związki". "Związki" mało intensywne, nie wnoszące nic wielkiego i z reguły krótkie. Nie czułam potrzeby wiązania się z kimkolwiek..
Aż pojawił się K. Poznałam go na Sympatii. Pierwsze spotkanie nie było jakimś wielkim oczarowaniem dla mnie. Wydawał mi się normalnym człowiekiem..Poza tym, jakoś specjalnie nie wierzyłam w siebie i byłam pewna,że "anielskie" oczy jakie robił na mój widok szybko przeminą. Potem były kolejne spotkania..Lepsze od pierwszych. Wszystko takie piękne - jego ciepło, troska, zaangażowanie, krakowski rynek. Zakochałam się. Pierwszy raz byłam pewna, że spotkałam swoją druga połowę. Nie miałam wątpliwości..
Fajnie było.. Planowaliśmy wspólny dom. Tak minął cały rok. Nie było idealnie..Zresztą nie wierzę w idealne związki. Czasem kłóciliśmy się.. K.jest bardzo upartym człowiekiem.Ma bardzo silny charakter. Trudno o jakiś kompromis z nim. Nie jestem lepsza.. Też uparta i ze swoimi racjami. Tworzyliśmy wybuchową mieszankę. Ale kochaliśmy się..
No i właśnie ostatnio doszło do nieporozumienia..Nie chcę pisać w jakim temacie bo to bardzo delikatna dla niego sprawa..Przedstawił swój problem a ja nie zareagowałam tak jak powinnam, umniejszając sprawę. Z tego właśnie powodu doszło do kłótni.. Potem były bezsensowne dni, kiedy to staraliśmy sobie nawzajem wyjaśniać własne punkty widzenia..Na nic się to nie zdało..Wcześniej przyjeżdżał do mnie każdego dnia..Przestał przyjeżdżać..Namówiłam go kiedyś na spotkanie. Przyjechałam do niego i poszliśmy do knajpy (neutralny teren). Nie chciałam się już z nim kłócić, spierać.. Chciałam normalnie - rozwiązać problem. Nie udało się.. W sumie słuchałam tylko. Ogrom złych rzeczy na mój temat. Wystarczająco dużo by uświadomić sobie, że unieszczęśliwiam go. Wróciłam do domu.. Przez kolejne dni cisza. Może tylko jakieś krótkie, zdawkowe słowa.
Czekałam. Myślałam, że potrzebuje czasu,żeby sobie poukładać, przemyśleć i zatęsknić za mną.
No i się rozczarowałam.. Wczoraj udało się porozmawiać na gg. Nie widzi sensu dalszego związku. Stwierdził, że mamy zupełnie inne charaktery, że sama miłość do niczego db nas nie doprowadzi, że to za mało..
Nie umiem sobie poradzić ze świadomością, że już mnie nie chce. Nie chodzi tu o jakąś chorą ambicję.. Ja po prostu nie wyobrażam sobie już życia bez niego. Przez rok wrósł w moje życie ze wszystkimi swoimi zaletami i wadami. Jeszcze miesiąc temu planowaliśmy wspólny dom. Nie umiem ot tak "pstryk" i pogodzić się z tym.
Nie chcę już pisać do niego, prosić.. To nie ma sensu. Wczoraj czytałam jego słowa i miałam wrażenie,że rozmawiam z kimś zupełnie innym, z obcą osobą..
Zbyt dużo zabrał mi swoją decyzją.. Począwszy od spokoju, stabilizacji..skończywszy na własnym dziecku (ma 4l synka, którego bardzo polubiłam ze wzajemnością).
Zasypiam i nie mam ochoty by budzić się..
Ot, w wielkim skrócie..
#8
Napisano 30 września 2007 - 15:42
nie napisze ze rozumiem co czujesz bo nigdy nie bylam w takiej sytuacji, moge tylko podejrzewac...
na pewno jest Ci teraz ciężko,
pomysl ze masz syna i on bardzo Cię potrzebuje. Bardzo dobrze, że już wyzdrował. A ile on ma lat?Zasypiam i nie mam ochoty by budzić się..
#9
Napisano 30 września 2007 - 18:05
atria, to smutne co napisalas.... widocznie K. nie byl Ciebie wart...
To mi nie pomaga..
#10
Napisano 30 września 2007 - 20:42
#11
Napisano 01 października 2007 - 07:39
#12
Napisano 01 października 2007 - 09:12
Beatko, a wiesz co ja sobie pomyślałam, moze to głupie, ale pierwsze co przyszło mi do głowy, to ze może poznał kogoś innego
skoro poznaliście się przez neta, to moze on dalej próbował szukać kogoś w ten sposób, a moze nie próbował, ale taka osoba pojawiła się przypadkiem
nie znam faceta, ale z nimi to różnie bywa i brałabym tez taką opcję pod uwage
Wiesz co też mi to przeszło przez pierwszą myśl....
Ktoś kto kocha (kochał) nie odchodzi nagle i bez wyjaśnień i z byle powodu i jeszcze te słowa, że tylko miłość nie wystarcza!!! SZok
jedyne co mogę powiedzieć Beatko- czas jet najlepszym przyjacielem w tych sprawach....wierzę że wyrządzono dobro czy zło zawsze wraca ze zdwojoną mocą. Trzymaj się cieplutko... masz synka (a wierz mi wiele kobiet by dało, aby mieć "chociaż"dziecko i jego miłość bezwzględną).
#13
Napisano 01 października 2007 - 15:04
i tak nei jestem w stanie ci pomóc, pocieszyć..
wiadomo...
Jedynie:
#14
Napisano 01 października 2007 - 16:09
Mężczyźni........... z nimi wiecznie są problemy a Ty jeszcze nie jesteś staruszką i zawsze mozesz kogoś poznać , nie narzucaj się jednak temu który odszedł.............bo zostanie z litości i to juz nie będzie to samo co kiedys i oboje będzieci się meczyc a on bedzie miał inne.........
#15
Napisano 01 października 2007 - 17:19
#16
Napisano 01 października 2007 - 17:19
Mam mu multum rzeczy do powiedzenia. Ogromna ilość żalu.. Ale już nie piszę. Nie ma sensu.
Mój stan emocjonalny to mój problem. Jego już nie - od momentu, kiedy wycofał się. Jestem potwornie rozżalona.. Nie rozumiem jak można odchodzić i jednocześnie twierdzić,że się kocha..
Powrotów też nie uwzględniam. Dokładnie z tych powodów, o których mówicie. Nie potrzebuje litości. To gorsze niż odrzucenie. Nie ma wyjścia z tej sytuacji..Tylko poczekać, przeczekać, przywyknąć...
Chodzę jak nieprzytomna. Nie potrafię się na niczym skoncentrować. Dziś stałam na skrzyżowaniu na zielonym świetle i dopiero trąbiący za mną "poinformowali" mnie o tym. Najgorzej w pracy..Obracam sporymi kwotami. Jak coś zawalę pójdzie z mojej kieszeni.
Wiem,ze MUSZE się zmobilizować. Potrzebuje jakiegoś silnego kopa, który wyrwie mnie z tego letargu..
W każdym razie dziękuję dziewczyny za ciepłe słowa.. Nigdy wcześniej nie uzewnętrzniałam się publicznie z takimi problemami..
#17
Guest_Kociak_*
Napisano 01 października 2007 - 17:36
atria, w zasadzie chyba nic nowego nie mogę Ci napisać, prócz tego, że ,musisz uwierzyć, że jeszcze spotkasz na swojej drodze miłość godną Twojego uczucia
#18
Napisano 01 października 2007 - 21:41
i chyba tylko tyle.....smutno tutaj, w Twoim wątku....
i cięzko znaleźć słowa, które Ci pomogą...daj sobie czas....czas leczy rany. ale wiem, że w tej chwili boli, jest źle i nic nie pomoże....spróbuj znaleźć sobie zajęcie, jak najwięcej zajęcia, żebyś nie miała czasu rozdrapywać ran, myśleć, wracać wspomnieniami do Niego...
#19
Napisano 04 października 2007 - 12:02
Ja też nie wiem jak Cię pocieszyć bo samej siebie nie potrafię...
Dziś rozstałam się z chłopakiem
Jedyne co teraz mogę to tylko płakać...
Ale musimy być silne, musimy to jakoś znieść i przetrzymać. I mieć nadzieję, że jeszcze będzie lepiej
Użytkownicy przeglądający ten temat: 2
0 użytkowników, 2 gości, 0 anonimowych
















