Skocz do zawartości

Babskiswiat.net używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej Rozumiem

Mahjong
Opis: Nieśmiertelna gra. Mahjong html5 online.


2048
Opis: Hit 2014. Prosta, logiczna i niezwykle wciągająca gra 2048.


Saper
Opis: Saper - kto nie zna tej gry...

Zdjęcie

porady , triki makijażowe


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
13 odpowiedzi w tym temacie

#1 Sajuri

Sajuri
  • Użytkownik
  • 11336 postów

Napisano 11 maj 2014 - 11:25

rzesy

 

Instrukcji na piękne i długie rzęsy napisano miliony, więc obstawiam, że każda z was miała okazję przeczytać ich przynajmniej kilka. W tych, które ja czytałam główna rada mówi o tym, żeby szczotkować rzęsy zygzakiem –  tak, zgadzam się, ale to nie ta zasada zapewni nam wachlarz długich i podkręconych rzęs…

No, to jedziemy ze złotymi radami cioci Gohy w kolejności od tej najważniejszej do rad pomocniczych.

 

1. NAJPIERW KOŃCÓWKI

Rzęsy nie rosną w jednym rządku, nie mają też niestety takiej samej długości. Te dwa proste fakty sprawiają, że zygzaki możemy sobie… na półkę odstawić, przynajmniej do czasu zastosowania się do pierwszej zasady malowania rzęs – najpierw malujemy same końcówki rzęs (1-2mm), a dopiero potem od nasady, po końce. 

 A działa to tak:

- końcówki rzęs smyramy tuszem, kilka do kilkunastu razy – najpierw jedno oko, potem drugie

- w ten sposób z tych kilku rządków rzęs różnej długości „wyciągamy” te najdłuższe i to one zrobią nam efekt wydłużenia  i podkręcenia rzęs  

- dzięki temu krótsze rzęsy pozostaną w „dolnym rzędzie” i będą za chwilę stanowiły podporę dla tych dłuższych, podkręconych

- malujemy rzęsy od nasady, po końce –  w ten sposób dolny rząd „podklei się” do górnego, właśnie w charakterze podpórki (znów najpierw pierwsze oko, potem drugie – chwila na przeschnięcie tuszu pozwoli ograniczyć  niekontrolowane sklejanie)

UWAGA: Powyższa instrukcja jest OBOWIĄZKOWA jeśli używamy TUSZÓW DWUSTRONNYCH! Białą bazą malujemy TYLKO końcówki, a potem tuszem najpierw kilka smyrnięć końcówek i dopiero od nasady, po końce. W przeciwnym razie możemy zrazić się do podwójnych tuszów do rzęs raz i na zawsze, bo malując nimi w sposób tradycyjny, nie sposób nie skończyć z posklejanymi glutami.

Dlaczego malowanie rzęs od razu od nasady nie działa? (nawet zygzakiem)

Ponieważ w ten sposób rzęsy krótsze sklejają się z dłuższymi od razu u nasady, ciągnąc je do dołu (ograniczone możliwości podkręcenia). Najdłuższe rzęsy po takiej operacji nie są już cienkie (pojedyncze), tylko są zlepkiem kilku rzęs (tych krótszych, przyklejonych z boku do dłuższych), więc przy intensywnym tuszowaniu, w walce o długość, zrobi nam się efekt muszych nóżek. Żeby stworzyć potem z takiego zlepka elegancki wachlarz rozdzielonych rzęs musimy je od początku szczotkować, tylko że tym razem szczoteczką do rzęs bez tuszu. Właśnie tutaj tracimy czas i nigdy nie osiągniemy takiego efektu, jak przy malowaniu najpierw samych końcówek!

2. ZYGZAK

Malowanie rzęs zygzakiem jest dopiero drugą w kolejności, istotną zasadą obsługi mascary. Jak już skończymy z końcówkami i zabierzemy się za malowanie od nasady, zygzak pozwoli nam staranniej umalować rzęsy i pomoże uniknąć sklejania rzęs w musze nóżki. Dzięki delikatnym ruchom w prawo i w lewo malowane rzęsy pozostają (w miarę możliwości) rozdzielone. Jeśli mimo wszystko olejecie zasadę numer 1 albo jeśli mimo wszystko coś wam się po drodze poskleja, to czesanie rzęs szczoteczką (bez tuszu) też najlepiej robić zygzakiem.

3. ZALOTKA

Punkt bardzo przydatny, chociaż nieobowiązkowy. Niektórzy po prostu tego cudu techniki nie potrzebują, bo mają rzęsy wywinięte z natury… eh…. Dla reszty nas, śmiertelników zalotka może tylko pomóc. Tutaj mamy wybór pomiędzy tymi tradycyjnymi i elektrycznymi. Ja sama nie znoszę tradycyjnych zalotek, bo kojarzą mi się z narzędziem tortur, a patent na podgrzewanie ich suszarką do włosów dla większej efektywności, stracił moim zdaniem aktualność w momencie pojawienia się na rynku zalotek elektrycznych. Tutaj też mamy wybór – płaskie albo z grzebykiem, są też hybrydy – kształt zalotki tradycyjnej, ale podgrzewany :-)

Zalotką podkręcamy rzęsy, jeśli mamy chęć, przed rozpoczęciem tuszowania. Elektryczną zalotkę najlepiej włączyć jak tylko zaczynamy się malować, w ten sposób nie tracimy potem czasu (2 minuty to w końcu 1/5 całości czasu na makijaż większości z was) czekając aż się to nasze cudo zagrzeje. Zalotka ma jeszcze jedną ogromną zaletę – po jej użyciu łatwiej się maluje rzęsy, tak aby były rozdzielone.

4. PUDER DLA WIĘKSZEJ OBJĘTOŚCI

Kolejny punkt fakultatywny – minimalnie przypudrowane rzęsy będą miały większą objętość na etapie malowania. Nie u wszystkich się ten patent sprawdza – jeśli mamy dużo rzęs, może okazać się, że przesadziłyśmy :-) Ale jeśli mamy rzęsy cienkie i do tego w niezbyt szalonej ilości, to jak najbardziej!

 

OK, to jeszcze na koniec ułóżmy to wszystko już nie według „ważności” ale według kolejności:

1. zalotka (fakultatywnie)

2. puder (fakultatywnie)

3. najpierw końcówki

4. od nasady, po końce, zygzakiem

 

 

brwi 

Pierwsze pytanie przy okazji malowania brwi zawsze brzmi tak samo – cieniem czy kredką? Każda metoda ma swoje zwolenniczki, ale z mojego doświadczenia wynika, że poprawianie kształtu brwi kredką (zwłaszcza jeśli mamy niewprawną rękę) prawie zawsze kończy się tragicznie. Już lepiej wybrać specjalny, półkryjący liner, ale od początku.

 

Nie wiem jaki geniusz pierwotnie wpadł na ten pomysł… wiem natomiast, że jak w większości przypadków (genialnych pomysłów) ten konkretny przyjął się, zakorzenił i od tamtej pory sieje makijażowe spustoszenie. Moje argumenty wyglądają następująco:

- kredki mają intensywne kolory, przez co ciężko jest dobrać odcień, który nie będzie wyglądał dziwnie

- zwłaszcza u blondynek kombinowanie z brązowawymi kredkami wygląda komicznie, a z czarno-grafitowymi jeszcze gorzej

kredka po nałożeniu ma „mokrą” konsystencję, przez co odbija światło i prawie zawsze jest widoczna, dając efekt plastikowych brwi

- mokra konsystencja powoduje też, że kredką bardzo łatwo jest się ubrudzić, albo co gorsze rozmazać! Ciężko mi ubrać w słowa jak tragicznie wyglądają rozmazane brwi :-)

- jeśli lubicie "zwartą formę" kredki, to już lepiej wybierzcie specjalny liner do brwi, który uchroni was przed plastikowym efektem, a przy okazji jest jeszcze dokładniejszy i daje efekt modnych ostatnio, mocno zdefiniowanych brwi

Oczywiście da się poprawić kształt brwi kredką, ale trzeba przy tym spełnić tyle dodatkowych warunków, że naprawdę nie widzę powodu, dla którego człowiek miałby się tak męczyć tzn. malować zawsze dobrze zatemperowaną kredką, małymi, subtelnymi kreseczkami, a nie jedną krechą i jeszcze najlepiej wykończyć całość albo żelem do brwi albo cieniem, żeby się cholerstwo nie rozmazywało. A skoro wykończenie kredki cieniem i tak jest najlepszą metodą utrwalenia takowej to po co dodawać sobie pracy? :-)

Najbezpieczniej jest poprawiać brwi cieniami do powiek, przy użyciu cienkiego, płaskiego, sztywnego pędzelka (patrz zdjęcie) albo od biedy nawet gąbeczki, dołączanej do cieni w kasetkach. Dobranie sensownego koloru cienia jest naprawdę dużo łatwiejsze, zwłaszcza od kiedy w każdej perfumerii możemy kupić kasetki cieni do brwi (można ich oczywiście używać też do powiek, chodzi po prostu o „brwiowe” zestawy kolorystyczne).

Cała instrukcja obsługi wygląda następująco:

- nabrać niewielką ilość cienia na pędzelek

- umalować brwi od środka do zewnątrz

- dla mocniejszego efektu - powtórzyć

Brwi mają to do siebie, że często traktujemy je po macoszemu. Farbujemy włosy, ale rzadko pomyślimy o tym, żeby do nowego koloru dostosować też odcień brwi, a systematyczna regulacja też nam gdzieś ucieka po drodze. Skutek jest taki, że same wysyłamy się w czasy Eriki Eleniak w Słonecznym Patrolu i Madonny na etapie Get into the groove. Lata 80. minęły!

Nawet najpiękniejszy makijaż nie będzie wyglądał tak dobrze, jakby mógł, jeżeli jest przyćmiony przez niezadbane brwi. Dlaczego regulacja brwi ma znaczenie?

bo modelujemy przy okazji rysy twarzy – ładny, równy łuk brwi sprawia, że nasza twarz staje się bardziej „wyraźna”. Nie chodzi mi tu o wyostrzanie rysów, ale raczej o ich „definiowanie”

-  oczy wyglądają na większe i ładniej wykrojone. Pojedyncze włoski zarastające na powiece nieruchomej rozmydlają nam rysy, zamykają oko – każdy makijaż oka wygląda gorzej niż by mógł.

 

KONCEPCJA W KILKU SŁOWACH:

- jeśli drastycznie zmieniamy kolor włosów np. z ciemnego na blond, to rozjaśnijmy też od razu brwi i na odwrót, jeśli z blondynki, stajem się brunetką, brwi warto przyciemnić. W przeciwnym razie wyglądamy po prostu „jakby coś tu nie grało”

- podstawowym wzorem kształtu naszych brwi powinien być ten, z którym się urodziłyśmy. Naturalny kształt brwi jest zgodny ze specyficzną budową naszej czaszki. Oznacza to, że musimy być bardzo ostrożne z jego zmianami, ponieważ istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że możemy nie wyjść z tej operacji zbyt pięknie.

- modelowanie kształtu brwi polega na podkreśleniu ich naturalnej linii, a nie na radykalnej zmianie. Oczywiście możemy np. nadać bardziej półkolisty kształt prostym brwiom TYLKO Z GŁOWĄ! :-)

Np. zbyt cienkie brwi wyglądają nienaturalnie, zbyt cienkie w najwyższym punkcie mogą sprawić, że będziemy wyglądać groźnie, za bardzo wyskubane na środku mogą nadać nam wyraz permanentnego zdziwienia :-)

- staramy się w miarę możliwości nie usuwać włosków nad górną linią brwi. Grozi to uszkodzeniem nerwu trójdzielnego – rzadko, ale może się zdarzyć…  Staramy się usunąć wszystkie włoski „wychodzące poza szereg” na dolnej linii brwi.

JAK TO ZROBIĆ?

1. Zależy nam na okiełznaniu naturalnego kształtu. Żeby określić prawidłową długość brwi bierzemy pędzelek do makijażu (lub inny przedmiot o podobnym kształcie i gabarytach) i przykładamy go do płatka nosa, wzdłuż wewnętrznego kącika oka – tutaj nasza brew powinna się zaczynać. Analogicznie przykładamy do zewnętrznego kącika oka – tutaj powinna się kończyć.

2. Jeśli nasze brwi sięgają poza wyznaczone linie, usuwamy wszystko co wystaje. Jeśli są krótsze, domalowujemy je przy okazji makijażu.

UWAGA – nie malujemy na brwiach jednej kreski kredką.

początek brwi - nie może być zbyt gruby, bo wtedy rysy twarzy będą wydawały się ciężkie; brwi nie mogą też zaczynać się zbyt ostro, bo to z kolei sprawia, że wyglądamy groźnie, mało kobieco

środek -  trzeba go depilować, ponieważ tutaj włoski zarastają; najładniejszy środek brwi jest lekko wypukły, podniesiony do góry, wtedy taki kształt łuków brwiowych "otwiera" oko

koniec -  musi być łagodnie zarysowany; łuk wygląda najlepiej, gdy zwęża się w kierunku skroni, ale jego koniec nie powinien zbyt mocno opadać, bo wtedy twarz wygląda smutno

4. Żeby poszło nam sprawnie i w miarę bezboleśnie warto depilować brwi po ciepłej kąpieli. Pory nam się otworzą i nie będzie tak bolało. Staramy się wyrywać po jednym włosku, zgodnie z kierunkiem, w którym rosną.

5. Jeśli wasze brwi mają długie włoski możecie je przyciąć. Przycinanie brwi ma sens jedynie w przypadku naprawdę długich brwi, takich które się zawijają i które wymagają żelu, żeby je utrzymać w ryzach. Żeby przyciąć brwi zaczesujemy je do dołu i przycinamy nożyczkami do paznokci to co wystaje. Ewentualnie możemy jeszcze je zaczesać do góry (pod delikatnym kątem do zewnątrz) i chlasnąć to co wystaj

UWAGA – tniemy z rezerwą do naszej linii brwi (tak pół milimetra), tniemy od zewnątrz do wewnątrz. Nożyczki i brwi muszą być pod kątem 45 a nie 90 stopni, żeby nam się potem ładnie układały.

Żeby uczesać brwi, zaczesujemy je go góry (pod delikatnym kątem do zewnątrz) i wygładzamy do zewnątrz górną linię. Możemy to zrobić za pomocą żelu do brwi - opakowanie i szczoteczka takie jak w tuszu do rzęs.

 

 

Modelowanie twarzy

Generalna zasada dotycząca modelowania kształtu twarzy mówi, że zaciemniamy to co chcemy ukryć, a rozjaśniamy to co chcemy wyeksponować. Błyszczące kolory bardziej rzucają się w oczy, więc służą do podkreślania, matowe do modelowania

 

I od razu odpowiedź na pierwsze nasuwające się pytanie - co z policzkami?

Podkreślamy przez zaciemnienie i jednocześnie możemy kłaść połysk, żeby wyeksponować ich kształt. Nie ma tutaj sprzeczności, dlatego, że ostatecznie chodzi o to żeby góra kości policzkowych była rozjaśniona, a same kości policzkowe przyciemnione. Żeby to zrobić ciemniejszym kolorem malujemy na granicy/po najbardziej wystającej części kości policzkowych, a jaśniejszym po wierzchu (od góry). W ten sposób nadajemy efekt trójwymiarowy :-)


I na tej samej zasadzie modelujemy całą twarz. Zasada jest taka, że dążymy do kształtu owalnego, więc zaciemniamy to, co odbija od tej "normy", a rozjaśniamy "pole owalu".

 

 

 

- jeśli mamy twarz okrągłą, to delikatnie przyciemniamy pionowo jej boki - od skroni, aż po żuchwę. W ten sposób wyda się węższa.

- jeśli twarz jest zbyt wydłużona, delikatnie przyciemniamy górę czoła, przy nasadzie włosów i brodę razem z żuchwą. Róż na policzki staramy się kłaść w linii poziomej (skraca twarz) a nie na skos (wydłuża)

- jeśli mamy za szeroki nos, zaciemniamy boki, rozjaśniamy grzbiet. Jeśli nos jest za długi zaciemniamy jego końcówkę, a rozjaśniamy nasadę.

 

Do rozjaśniania służą tzw. HIGHLIGHTERY

 - kosmetyk w formie sypkiej (w kamieniu lub pyłku)

- lub płynnej (np. w lekkiej emulsji, podobnej do kremowych cieni do oczu)

- służący do podkreślania i/lub rozjaśniania wybranych partii twarzy.

- Matowy highlighter rozjaśnia (np. pod oczami) - możemy w tym celu użyć korektora w pędzelku albo jasnego (cielistego) matowego cienia do powiek 

- błyszczący dodatkowo podkreśla (np. górę kości policzkowych) - możemy użyć połyskujących pudrów w kamieniu albo sypkich, jasnego, błyszczącego cienia do powiek albo kosmetyków płynnych (ale one wymagają większej wprawy)

Na takiej samej zasadzie jak róż - highlighter powinien być maksymalnie o odcień jaśniejszy od naszej skóry.

KOLORY RÓŻU

Staramy się dobierać odcień jeden ton ciemniejszy od naszej cery - jeśli wybierzemy ciemniejszy, musimy mieć perfekcyjnie opracowaną technikę aplikacji, bo w przeciwnym razie zawsze wyjdzie nam za ciemno i za dużo.

Jeśli mamy ciepły odcień skóry (czyli bardziej w żółty niż w różowy) możemy swobodnie używać zarówno bronzerów, jak i róży, tylko musimy pilnować, żeby nie były zbyt jasne i chłodne.

Skóra o odcieniu na pograniczu - ani mocno opalona na brąz, ani specjalnie jasna z tendencją do różowienia pozwala na manewrowanie pomiędzy cielistym różem, brzoskwinią, aż po delikatny bronzer.

cienie do powiek 

 

Większość z nas boi się kolorówO ile jeszcze jesteśmy w stanie przejść do porządku z jakimś owocowym kolorem błyszczyka, o tyle kolorowe cienie napawają większość z nas przerażeniem. Jeśli dodamy do tego autentyczną chęć posiadania makijażu oczu, to najczęściej skończymy z „brązikiem” :-)

Dlaczego brąz jest złem makijażowym mogę wyjaśnić dosłownie w dwóch słowach – BO POSTARZA.

A jakby mi się chciało rozpisać, to bym jeszcze dodała, że jest kolorem „bezpiecznym”, czyli nijakim. Rozmywa oko, dodaje lat i ostatecznie robi więcej złego, niż dobrego. Już lepiej w ogóle zrezygnować z cieni, niż iść w „brązo-beże”. A już szczególnie jeśli mamy brązowe oczy. Pogląd radykalny? Być może.

Istnieje od niego JEDEN wyjątek od tej reguły. TYLKO posiadaczki błękitnych oczu mogą sobie pozwolić na brązo-beże na powiekach, a to dlatego, że im bardziej kolor na powiekach będzie przypominał brudną ścierę (to moje określenie autorskie na tę grupę kolorów) – czyli im bardziej kolor będzie przytłumiony, zgaszony, nieintensywny, zwłaszcza w gamie od beżu, przez brąz, aż po grafit, tym bardziej błękitne oczy będą się wydawały kryształowo-niebieskie i błyszczące. Oczy niebieskie mają także mnóstwo innych opcji kolorystycznych, ale o tym innym razem.

Jeśli którejś z was, nie niebieskookich, właśnie zawalił się świat przekonań makijażowych… to doskonale! Bo na brązie świat się nie kończy, nawet jeśli poszukujemy „opcji bezpiecznej” :-) Każdy kolor tęczówki ma kolory, które sprawią, że będzie się na prezentować pięknie.

 

Dla zielonych oczu będzie to fiolet, fuksja i wszelkie wariacje różu. Dotyczy to także posiadaczek oczu szaro-zielonych, niebiesko-zielonych i brązowo-zielonych. Jeśli jesteście w stanie dostrzec w swojej tęczówce chociaż kropelkę zieleni  (najczęściej objawia się w słońcu) to kolor fioletowy na powiece sprawi, że wasze oczy staną się po-prostu-zielone. I to wcale nie musi być mocny i intensywny fiolet/róż, wymalowany od rzęs aż po brwi. Czasem wystarczy odrobina pudrowo-różowego albo cielisto-różowego cienia na połączeniu powieki ruchomej i nieruchomej, albo kreska kredką w przytłumionym fioletowym odcieniu.

Dla posiadaczek oczu brązowych najlepsze będą natomiast kolory intensywne i nasycone. Kolorowa powieka sprawia, że brązowe oczy nabierają blasku. Z kolei wszystkie odcienie z gamy „brudna ściera” będą sprawiać, że oczy będą się wydawały zapadnięte, twarz zmęczona, a całość starsza z miejsca o jakąś dyszkę. I znów – nie musimy zaraz szaleć z kolorami na całej powiece – kolorowa kreska wystarczy, albo rozświetlające pyłki do oczu z kropelką różu, cytryny, złota, limonki, czy fioletu.

 

Aby cienie sie nie rolowały

Mało jest rzeczy, no może poza kruszącą się mascarą, które wyglądają na oku równie fatalnie, jak zrolowane cienie. Bardzo często pytacie mnie jakie cienie kupić, żeby nie mieć takiego problemu… A cały bajer polega na tym, że KAŻDY cień odpowiednio nałożony będzie trzymał się na miejscu.

 

Właściwie jedyna różnica pomiędzy cieniami tanimi i drogimi (bo tutaj cena akurat ma znaczenie) jest taka, że droższe cienie mają najczęściej więcej pigmentu, dzięki czemu kolor dłużej się utrzymuje po aplikacji, nie zmieniając odcienia. Często też  tanie cienie prasowane mają bardziej „mączną” konsystencję, przez co sypią się na etapie aplikacji – droższe cienie najczęściej mają bardziej kremowo-pudrową konsystencję, dzięki czemu problem sypania się jest ograniczony. 

 

Ale wracając do głównego wątku – jak zatem nakładać cień tak, aby się trzymał?

- najczęściej popełniany błąd to nakładanie cieni na „gołą” powiekę  - to z kolei najczęściej wynika wprost z niechęci do noszenia na twarzy podkładu...

- nawet jeśli nie lubicie  używania podkładu, to jeśli chcecie umalować oczy, podkład MUSI znaleźć się na powiekach! Właśnie on stanowi bazę do dalszych manewrów na oczach

- podkład nakładamy cienką warstwą i starannie wykańczamy niewielką ilością pudru (tak, aby podkład nie był „mokry”)

- na tak przygotowane powieki nakładamy DOWOLNY cień i zapominamy o problemie rolującego się makijażu oczu :-)

- na specjalne okazje możemy dodatkowo spryskać makijaż utrwalaczem, wtedy cienie będą się trzymać na oku w niezmienionym stanie nawet przez kilkanaście godzin

UWAGA: w sprzedaży dostępnych jest wiele „baz pod cienie” – jest to zwykła strata pieniędzy :-) Jest tylko jeden wyjątek, kiedy taka baza może nam się przydać  - jeśli chcemy umalować oczy cieniami w płynie/żelu/musie itp. Takich cieni nie możemy nałożyć na podkład, bo nam się to wszystko razem elegancko rozpaćka. Wtedy baza pod cienie, położona na gołą powiekę, pomoże nam przytrzymać tego typu wynalazki na miejscu.

 

Skrajności 

Jest takie powiedzenie „less is more”, czyli w wolnym tłumaczeniu „im mniej, tym lepiej”, tudzież „co za dużo, to nie zdrowo”. Jak to bywa w przypadku mądrych i często powtarzanych sentencji, lubimy się z nimi z rozpędu zgadzać. A prawda jest taka, że „za mało”  to często dokładnie taki sam grzech jak „za dużo”, a makijażowa prawda leży oczywiście po środku :-)

 

Zacznę od „za mało”, bo obstawiam, że ta skrajność jest zdecydowanie mniej zrozumiała. Jakim cudem makijażu może być za mało? Może być albo „za dużo” albo dobrze”– z moich obserwacji wynika, że właśnie tak wygląda pogląd tzw. większości. Otóż nie  :-)

Makijażu może nie być wcale albo:  

1. może być ZA mało

2. mało

3. optymalnie

4.. dużo

5. ZA dużo

Punkty skrajne (1 i 5) to nasze grzechy makijażowe.

  

Problem pt. „za mało” robi się wtedy, gdy ZA WSZELKĄ CENĘ chcemy uzyskać jak najbardziej naturalny efekt makijażu. W naszych głowach sięgamy wtedy po look a la dziewczęta z reklam kremów koloryzujących Nivea albo Garnier – piękne, naturalne, witalne itd. A już największy dramat zaczyna się wtedy, kiedy uwierzymy w to, że kremo-podkład zapewni nam reklamowy efekt.

Gorzka prawda wygląda tak – jeśli NIE jesteś nastolatką z idealną cerą, bez żadnych rozszerzonych porów, przesuszonej lub przetłuszczonej skóry, popękanych naczynek i cienia zmarszczek, to NIE MA OPCJI, żebyś na taką wyglądała używając psudo-podkładu albo (praktyka powszechna) rozcierając do przezroczystości prawdziwy podkład podczas aplikacji, żeby było go jak najmniej. To po prostu tak nie działa.

Dla jasności – ja tutaj nie staram się wam powiedzieć, że jesteście brzydkie i głupie. Sama mam rozszerzone pory, mieszaną cerę i z każdym dniem coraz więcej zmarszczek dookoła oczu. Ja po prostu staram się zintegrować wizję w głowach wielu z was z rzeczywistością. Sama marzę o tym, żeby po nałożeniu kremu koloryzującego albo podkładu w musie wyglądać na „niewidocznie podrasowaną”… i powtórzę jeszcze raz  - nie spełniam powyższych warunków, więc ta metoda nie zadziała, NIGDY!

Szczególnie przy rozszerzonych porach, rozcieranie podkładu do przezroczystości (które bierze się BTW najczęściej z  dobrania za ciemnego odcienia) zawsze skończy się plamami. Nawet jeśli nie widzimy ich w świetle łazienki, to wierzcie mi – one tam są. Zbyt lekki podkład do wymagającej cery natomiast będzie nam właził w pory i tam zostawał, i tak nie przykryje większych zaczerwienień, czy krostek i finalny efekt jest taki, że wcale nie wyglądamy na „delikatnie podrasowane, ze skórą o naturalnym blasku” – wyglądamy, jakbyśmy się niestarannie umalowały i makeup nam się przetarł/zużył, albo jakbyśmy się umalować nie umiały. Smutne? Bardzo! Ale trzeba się z tym pogodzić, kupić lekki ale cokolwiek kryjący podkład i oszczędnie wykańczać go pudrem (pamiętając przy okazji, że taka lekka wersja wymaga poprawek w ciągu dnia). I tyle :-)

 

Dobra, podkład to jedno. Ale nude look kusi nas jeszcze „gołymi” oczami. Jestem fanką gołych oczu, ale… Jeśli chcemy naturalnego piękna, to zapomnijmy o beżowym cieniu dla lekkiego podkreślenia powiek (jak na zdjęciu powyżej) – może u modelek na wybiegach wygląda to dobrze, ale u nas – normalnych ludzi – skończy się to najczęściej stworzeniem wrażenia zmęczonych i lekko zapadniętych oczu.

Zwłaszcza, że na nude-oczy jest bardzo prosty sposób:

- rozświetlamy powiekę górną (możemy tez dolną, pod samymi rzęsami) cielistym cieniem, kremowym albo złoto-cytrynowym, możemy też użyć pudrowego różu – matowego albo błyszczącego, bo daje efekt „młodzieńczych oczu”

- nie używamy białej perły (postarza i wysyła nas w lata 90.) albo ciemnego beżu (j.w)

- powyżej dolnej linii rzęs możemy przejechać białą kredką

- malujemy rzęsy

- dla bardziej wyraźnego looku, możemy dodać delikatnie roztartą kreskę kredą tuż przy linii rzęs. Kreska może być ciemno brązowa, będzie wtedy wyglądać naturalnie, sprawiając wrażenie, że mamy więcej rzęs (nie czarną, bo wyjdzie sztucznie).

Na koniec dorzucamy półtransparentny albo zupełnie przezroczysty błyszczyk, trochę różu i już.

 

usta  

utrwalanie szminki itd

1. Szminka trzyma się dużo lepiej i wygląda ładniej na zadbanych ustach – warto więc pamiętać o okazjonalnym peelingu, żeby pozbyć się przesuszonych skórek i uzyskać gładką powierzchnię

2. Podobnie jak w przypadku aplikacji podkładu, szminka będzie lepiej się trzymać jeśli położymy ją na bazę (zdj. nr 1) – w przypadku ust może to być cieniutka warstwa kredki do ust (lub do oczu) w podobnym kolorze albo baaaardzo cieniutka warstwa podkładu (delikatnie przypudrowanego)

3. Na tak przygotowane usta nakładamy szminkę (nr 2). Mało kto ma tyle czasu i cierpliwości, ale żeby zwiększyć nasze szanse przetrwania, warto przeprowadzić tę operację przy użyciu pędzelka. Usta malujemy od zewnętrznego kącika do środka – w ten sposób nie będzie nam się zbierać szminka w kącikach ust

4. Utrwalenie – tutaj mamy kilka możliwości:

- możemy użyć utrwalacza (fixera), który delikatnie „zalakieruje” nam usta, przedłużając trwałość szminki. UWAGA: ta metoda sprawdzi się tylko w przypadku idealnie gładkich ust; jeśli mamy przesuszone skórki, to ta opcja odpada, ponieważ pięknie je nam podkreśli

możemy wykończyć szminkę (znów podobnie jak wykańczamy podkład, żeby się nie ścierał) cieniutką warstwą pudru lub cienia do powiek. W ten sposób uzyskujemy ciągle jeszcze modne matowe wykończenie ust (nr 3) bez użycia szminki typu velvet look. Brak lepkiej powierzchni utrudni nam zjadanie szminki, a całość będzie się dzięki temu trzymać znacznie dłużej.

5. Dla tradycyjnego wyglądu ust, jeszcze raz aplikujemy warstwę szminki lub błyszczyk (nr 4). W ten sposób umalowane usta będą się trzymały mniej więcej dwa, trzy razy dłużej, niż w przypadku szminki, położonej na „goło”, bezpośrednio na usta i niewykończonej w żaden sposób.

WAŻNE: aby operacja się udała wszystkie warstwy musimy nakładać z umiarem, bardzo cieniutko, żeby nie skończyć z gęstą, spływającą z ust mazią :-)

makeover.pl

 

ps. Taki trik zaczerpniety z pewnego bloga. Kawałek buraka stosowany na policzkach jako róż :-)

Nie słyszałam o tym sposobie choć pewnie jest znany :-) A juz napewno przez nasze babcie :-)

Zastosowałam i ..zakochałam sie. Kolor sliczny. No i naturalny sposób:) na blogu pisało ze raczej nie na podklad 

Na ustach tez wyglada super :-) na to troszke wazeliny i jest ok. 


Użytkownik nie(d)oceniona edytował ten post 11 maj 2014 - 11:33

Prosilam o wszystko, zeby cieszyc sie zyciem.
Dostalam zycie, zeby cieszyc sie wszystkim

#2 magdaaaaa

magdaaaaa

    ..lekko próżna flirciara..

  • Użytkownik
  • 23947 postów

Napisano 11 maj 2014 - 12:17


najpierw malujemy same końcówki rzęs (1-2mm), a dopiero potem od nasady, po końce.
nie wiem czy madz o tym nie pisała.


Już lepiej w ogóle zrezygnować z cieni, niż iść w „brązo-beże”. A już szczególnie jeśli mamy brązowe oczy. Pogląd radykalny? Być może.
ja bardzo czesto uzywam  al beże nie brązy.


nawet jeśli nie lubicie używania podkładu, to jeśli chcecie umalować oczy, podkład MUSI znaleźć się na powiekach! Właśnie on stanowi bazę do dalszych manewrów na oczach
mam troche wrazliwe oczy wiec raczej bym tego nie zrobiła. jestem taka szczesciara ze nigdy mi sie cienie nie zrolowały.

czemu mi dałeś wiarę w cud

a potem odebrałaś wszystko
 


#3 Sajuri

Sajuri
  • Użytkownik
  • 11336 postów

Napisano 11 maj 2014 - 12:23


ja bardzo czesto uzywam  al beże nie brązy.
beze mam a brazy mi nie podchodza. Faktycznie oko wyglada u mnie ladnie

U dziewczyn z niebieskim oczami pewnie super jeszcze jak cera ladna;)

 


mam troche wrazliwe oczy wiec raczej bym tego nie zrobiła. jestem taka szczesciara ze nigdy mi sie cienie nie zrolowały.
mnie sie nie roluja bo daje wlasnie owy podklad. 

Ale tez musze ostroznie z kosmetykami bo oczy mam mega wrazliwe 


Prosilam o wszystko, zeby cieszyc sie zyciem.
Dostalam zycie, zeby cieszyc sie wszystkim

#4 Findmysky.

Findmysky.

    słaba, ale udźwignie

  • Użytkownik
  • 1069 postów

Napisano 14 maj 2014 - 23:01

Nigdy się tak nie bawiłam z malowaniem rzęs. Rzęsy zajmują mi kilka sekund, a i tak na efekt nie narzekam... No ale wypróbuję ten sposób, dla porównania. :)

 

 


cieniem czy kredką?

Od początku używam kredki. Jakoś się nauczyłam ją obsługiwać. :D

 


Jeśli dodamy do tego autentyczną chęć posiadania makijażu oczu, to najczęściej skończymy z „brązikiem”

Tak mam. :P Jeśli cienie to brązy i beże, bo bezpiecznie. Jakoś nie mam odwagi na nic kolorowego. :P

 


podkład nakładamy cienką warstwą i starannie wykańczamy niewielką ilością pudru (tak, aby podkład nie był „mokry”)

U mnie podkła + puder w ogóle się nie sprawdzał. Cienie i tak nie trzymają się długo i się rolują. Już wolę bazę.


''W życiu często by­wamy poniewiera­ni, dep­ta­ni, upo­karza­ni i ob­rażani, a mi­mo to wciąż jes­teśmy ty­le sa­mo warci''

#5 nie(d)oceniona

nie(d)oceniona
  • Zarządca
  • 10527 postów

Napisano 16 maj 2014 - 19:24


najpierw malujemy same końcówki rzęs (1-2mm), a dopiero potem od nasady, po końce. 
albo jestem niekumata, albo mam dziwne rzęsy, albo dwi lewe ręce, albo nie wiem co, ale mi to żadnej różnicy nie robi <lol> 

 

 

Natomiast to o brązowych cieniach spowodowało u mnie najpierw wytrzeszcz oczu, a później histeryczny śmiech. :lol: Pewnie, bedze sie na różowo do roboty malować, albo wściekłym fioletem, bo mam kolor tęczówki wydobywać :P . Lubię zachowawczy brąz, nie lubię eksperymentów z kolorami na oczach i swojego podejścia szybko nie zmienię <bezradny>


*Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym. Autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów bez podawania przyczyny. 


#6 Wisienkowa

Wisienkowa

    HQ

  • Moderator
  • 4734 postów

Napisano 16 maj 2014 - 19:43


Pewnie, bedze sie na różowo do roboty malować, albo wściekłym fioletem, bo mam kolor tęczówki wydobywać . Lubię zachowawczy brąz, nie lubię eksperymentów z kolorami na oczach i swojego podejścia szybko nie zmienię
Jak już mam cień na powiece to zawsze kolorowy :P

 


U mnie podkła + puder w ogóle się nie sprawdzał. Cienie i tak nie trzymają się długo i się rolują. Już wolę bazę.
Ja pod cienie tylko korektor. On wysycha i tworzy bazę pod cień.

 


U dziewczyn z niebieskim oczami pewnie super jeszcze jak cera ladna
Mam niebieskie i brązy to stanowczo nie moje kolory :P

 


Kawałek buraka stosowany na policzkach jako róż
Nie słyszałam o tym sposobie choć pewnie jest znany A juz napewno przez nasze babcie
Zastosowałam i ..zakochałam sie. Kolor sliczny. No i naturalny sposób:) na blogu pisało ze raczej nie na podklad 
Na ustach tez wyglada super na to troszke wazeliny i jest ok. 
Efekt pewnie jest, ale po co to wszystko ?  :lol:

„Kto chciał mieć bajkę własną - wie, że ognie jednak łatwo gasną,

A potem zostaje zostaje żar, którego dogasić często nie ma jak…”


#7 Sajuri

Sajuri
  • Użytkownik
  • 11336 postów

Napisano 16 maj 2014 - 20:25


albo jestem niekumata, albo mam dziwne rzęsy, albo dwi lewe ręce, albo nie wiem co, ale mi to żadnej różnicy nie robi
ha to jestesmy dwie. Przetestowalam i roznicy nie widze.;)

 


Lubię zachowawczy brąz,
mnie w brazie nie ladnie. Wiec akurat u mnie sie zgadza :) 

 

 

 


Efekt pewnie jest, ale po co to wszystko ? 
a no moze i po to by czasem skorze dac odpoczac a jesli chce sie nadac skorze mimo to ladny kolor to prawie

Dla mnie sposob cudowny. Ladnie to wychodzi . Wiec ja sobie stosuje .

 

 

U mnie na oku ladnie wyglada pudrowy roz,kreska turkusowa. Do pracy bym stosowala bez. Braz jak pisalam wyglada u mnie kiepsko. Chyba ze mocno czekoladowy z bezem...na wieczor....ale ogolnie nie wygladam korzystnie

 

 

a no i odkrycie roku to nie kredka do brwi tylko cienie. :) Bardzo naturalnie. Kredki jakos nigdy dobrac nie moglam 

 

 

No ale to kazdy lubi co innego. Pewnych przyzwyczajen sie nie zmieni ;)  Tak czy siak dla mnie hitem jest burak i cien to powiek :-P

a ostatni jeszcze roz w kulkach a nie prasowany. Ponoc super jest w plynie :) ale nie stosowalam 


Prosilam o wszystko, zeby cieszyc sie zyciem.
Dostalam zycie, zeby cieszyc sie wszystkim

#8 wloczykijka

wloczykijka
  • Użytkownik
  • 1089 postów

Napisano 29 kwiecień 2017 - 21:54

Chyba podstawowa zasada przedłuzenia trwałości makijażu.. zawsze wilgotne kosmetyki utrwalamy sypkimi.

#9 Anndżi

Anndżi
  • Użytkownik
  • 8 postów

Napisano 26 październik 2017 - 22:32

Świetne z tymi rzęsami, wypróbowałam, działa!



#10 jedza78

jedza78
  • Użytkownik
  • 19 postów

Napisano 06 styczeń 2018 - 17:13

ja się na co dzień nie maluję, bo nie mam po prostu na to czasu, jedyne co, to nakładam krem na cienie i worki pod oczami Remescar, który działa błyskawicznie i jest przeznaczony do każdego typu skóry. usuwa moje worki bardzo szybko, dzięki czemu nie muszę używać fluidu, jedynie tusz do rzęs zawsze idzie w ruch przed wyjściem :)



#11 sosimply.pl

sosimply.pl
  • Użytkownik
  • 88 postów

Napisano 25 styczeń 2018 - 13:22

Ja zakładam tylko delikatny makijaż, szybko i błyskawicznie. Nie lubię tracić czasu.



#12 wloczykijka

wloczykijka
  • Użytkownik
  • 1089 postów

Napisano 08 luty 2018 - 23:10

Poszukuję łatwy i sprawdzony sposób na ładną jaskółkę koło oka ....



#13 Wisienkowa

Wisienkowa

    HQ

  • Moderator
  • 4734 postów

Napisano 09 luty 2018 - 11:12

@wloczykijka, zależy co masz na myśli mówiąc łatwy. Musisz pooglądać jak to się robi i nabrać wprawy. Ostatecznie polecam pomysł z przyklejeniem taśmy klejącej i wtedy jeśli prosto nakleisz to jeśli kreskę eyelinerem pociągniesz wzdłuż to powinna być prosta. ;)


„Kto chciał mieć bajkę własną - wie, że ognie jednak łatwo gasną,

A potem zostaje zostaje żar, którego dogasić często nie ma jak…”


#14 wloczykijka

wloczykijka
  • Użytkownik
  • 1089 postów

Napisano 18 luty 2018 - 23:46

@Wisienkowa ma być łatwo i szybko :D

ale może faktycznie spróbuję z taśmą.. bo już kilku próbowałam....







Podobne tematy Collapse

  Temat Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych