Chciałabym wskrzesić ten temat...co jakiś czas wraca on na tapety rozmów,które się tu i ówdzie słyszy lub prowadzi.
Napiszę o sobie...jestem z pokolenia jeszcze 40+ bo już iedługo będę 45
i...moi rodzice byli badzo radykalni albo inaczej...ważne było dla nich to co ludzie powiedzą.Zawsze byłam skromną,wzorową uczennicą.Dziewczyny mogły chodzić na dyskoteki i prywatki a ja tylko na szkolne dyskoteki i do jednej kolezanki na urodziny.Dziewczyny malowały się ukradkiem (nie do szkoły,nie nie,na te prywatki właśnie),nosiły modne ubrania z Pewexu ...ja nie mogłam a ubrania szyła mi babcia,bo rodzice byli biedni(tato spawacz a mama nie pracowała)i na nic nie było pieniędzy.I co dalej?Mając 15lat zakochałam się na zabój w chłopaku spotykanym codziennie w autobusie,którym dojeżdżałam do szkoły ale nie dałam po sobie poznać.Chłopak sie w końcu odważył i poznaliśmy się i było 2lata chodzenia.Najpierw spacery,kino albo lody jak się D udało zarobić jakieś pieniądze roznoszeniem mleka albo myciem okien starszym paniom.Wakacje oddzielnie bo wrócę z brzuchem a co ludzie powiedzą.W wieku 17lat podjęłam decyzję o współżyciu...pół roku i bum...ciąża,potem ślub i dziecko.Nieważne było ,że ciąża zagrożona,że ja drobna,, bez bioder"...ważne,że ludzie gadali.
Do czego zmierzam...dziewczyny,które mogły wiele...nie zachodziły w ciążę,za mąż wychodziły grubo po 20-tce.
Młodzież wtedy też szalała,robiła głupie rzeczy,niektorzy przeklinali,palili papierosy...nie było tak,że wtedy wszyscy byli super a teraz nie.
No i ostatnia sprawa...mam córkę 14-letnią.Od dawna wie wiele na temat seksu,zapobiegania niechcianej ciąży,zna moje doświadczenia...nigdy nie ukrywałam przed dziećmi całej sytuacji.Kochamy się z mężem do dziś,tworzymy zgrany duet i fajną rodzinkę wiec to widza.Ale...tak jak ja kiedyś tak i moja córka chodzi tylko na szkolne dyskoteki.Nie chce narazie chodzic na prawdziwe dyskoteki bo kiedys zastosowałam terapię szokową na wczasach...poszła i po 2godzinach zadzwoniła z prośbą aby ją zabrać.Była przerażona widokiem zapitych i naćpanych młodych ludzi płci obojga,obściskujących się mniej lub bardziej po kątach(.Ona poszła tam by potańczyć i poznać nowych ludzi.)Więc narazie mam spokój 
Poza tym wychowanie człowieka odbywa się w domu rodzinnym.Pozwalam córce na delikatny makijaż w wekendy i na wakacjach,nie pozwalam ufarbować włosów,po co skoro ma piękne i zdrowe wlosy?...pokazałam jak się malować,aby nie wyglądać groteskowo.Ubrania wybiera sama ale ja tez mam cos do powiedzenia więc są
kompromisy.Pozwoliłam a buty na koturnie...kupiłam...i leżą w szafce bo córka chodzi w płaskich...nie wiedziała,że się tak niewygodnie w nich biega do autobusu 
Dużo z nią rozmawiam,interesuję jej sprawami,może na mnie zawsze liczyć.Kiedyś zapytała co bym zrobiła gdyby wróciła do domu pijana...odpowiedziałam,że wdanym momencie nic...potem szczera rozmowa.Zapewniłam ją,że zawsze ale to zawsze moze bez strachu wracac do domu,obojętnie co by nie zrobiła...jesteśmy z nią,wspieramy,jest naszym dzieckiem.
Dlatego nie uważam,że kiedyś młdzież była lepsza a teraz gorsza.Młdzież to młodzież...szaleństwo,zabawa,czasem głupoty i błędy,takie prawo młodości.A rodzice powinni uczyć,tłumaczyć,wspierać i rozmawiac,rozmawiac,rozmawiac.